Naujienų srautas

Wiadomości2024.10.25 10:01

Juliusz Osterwa i Teatr na Pohulance. Wileńska historia legendy

Renata Dunajewska, LRT.lt 2024.10.25 10:01

Wileński Teatr Stary to najstarszy teatr w Wilnie, szczycący się bogatą historią. 25 października 2024 r. obchodzi swoje 111. urodziny. 

Zaprojektowany przez architektów Wacława Michniewicza i Aleksandra Parczewskiego i zbudowany na koszt lokalnej społeczności polskiej, teatr przy obecnej ulicy Jonasa Basanavičiusa (dawnej Wielkiej Pohulance) został otwarty 25 października 1913 r. (12 października wg starego kalendarza).

Przez ponad sto lat swą twórczość zaprezentowały tu prawie wszystkie wileńskie wspólnoty narodowe, w różnych okresach występowały i nadal występują zespoły teatralne różnych gatunków.

Z okazji jubileuszu Wileński Teatr Stary wraz z Litewskim Instytutem Badań nad Kulturą organizuje międzynarodową konferencję „Teatr i miasto. Budynkowi Starego Teatru – 111”, która odbędzie się w Małej Sali Wileńskiego Starego Teatru. Początek o godz. 10.

Przygotowana przez historyka sztuki profesora dr Helmutasa Šabasevičiusa oraz scenografkę i architektkę Sigitę Šimkūnaitė wystawa „Jeden teatr – wiele historii. 111 lat Starego Teatru w Wilnie” zostanie otwarta dla zwiedzających w piątek o godzinie 17.

Inicjatorem budowy teatru w 1911 r. był zamożny wilnianin Hipolit Korwin-Milewski. Przy jego pomocy finansowej i ze składek społecznych innych Polaków – mieszkańców Wilna – budowę teatru rozpoczęto w kwietniu 1912 r. a w październiku 1913 r. teatr został otwarty.

Początkowo w teatrze wystawiano widowiska muzyczne, operetki. Sytuacja kardynalnie się zmieniła, gdy do Wilna z Warszawy przybył Instytut Reduty kierowany przez Juliusza Osterwę. Aktor i reżyser teatralny, wolnomularz, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów i reżyserów teatralnych w historii Juliusz Osterwa pracował w Wilnie w latach 1925-1929.

Na wileńskiej scenie występowali Irena Eichlerówna, Nina Andrycz, Hanka Ordonówna, Aleksander Zelwerowicz, Danuta Szaflarska, Igor Przegrodzki, Hanka Bielicka i wielu innych.

W ciągu niespełna czterech lat zespół Juliusza Osterwy zaprezentował w Wilnie 71 premierę. W okresie wileńskim Reduta dała też 1800 przedstawień poza Wilnem.

LRT.lt przedstawia archiwalną rozmowę z Marią Osterwą-Czekaj, córką Juliusza Osterwy i Matyldy z książąt Sapiehów. Była wnuczką księcia Pawła Jana Sapiehy, rodzonego brata kard. Adama Sapiehy, oraz Matyldy Windisch-Graetz.

Pani była małą dziewczynką, kiedy zmarł ojciec. Jakie wspólne momenty Pani pamięta?

Niestety, byłam bardzo mała i pamiętam tylko, jak raz dał mi w skórę, bo byłam niegrzeczna dla służącej, Ale de facto wszystko, co o nim wiem, to wiem z opowieści nie tylko mojej matki, ale różnych ludzi, których nigdy w naszym domu nie brakowało.

Dopiero w dorosłym życiu zaczęłam szukać wspomnień o nim. Najpierw słyszałam tylko, że był czarującym człowiekiem i wspaniałym aktorem, czyli jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, gwiazdorem. Potem dopiero zrozumiałam, że on wniósł w życie teatru znacznie więcej niż tylko swoje role.

Nigdy nie byłam związana z teatrem, bo w takim przekazie rodzinnym zostało, że on nie chciał. On uważał, że dla kobiety to nie jest dobry zawód, bo on wymaga od aktora całkowitego zaangażowania, całkowitego poświęcenia się. No a wiadomo, że nam zawsze trochę czasu musi zostać na dzieci i różne inne rzeczy.

I właściwie sama nie wiem, czy teraz patrząc w tył żałuję tego, czy nie. Może nie. Może dzięki temu, że nie stałam się człowiekiem teatru, tak czy inaczej, może zachowałam z nim głębszą więź w sumie. Może to brzmi paradoksalnie, ale tak myślę.

Juliusz Osterwa uważał, że człowiek w teatrze musi być zaangażowany całkowicie. Czy wystarczało mu czasu na rodzinę?

Jego pierwsza żona była aktorką, więc towarzyszyła mu w tym wszystkim, co się działo wokół niego. Mieli córkę Elżbietę. Gdy Wanda Osterwina zmarła, Elżbieta miała paręnaście lat i z tego, co mi opowiadała - ona też już nie żyje - ojciec zawsze jej mówił: „Pamiętaj, masz się zachowywać tak, jakbym był przy tobie”. I to było na tyle silne, że ona to brała pod uwagę. Ale nie było mu z nią łatwo, bo de facto wychowywała się sama.

Dość przytoczyć anegdotę, którą opowiadała mi Monika Żeromska, córka wielkiego pisarza, która była akurat w wieku mojej siostry przyrodniej Elżbiety. I jeszcze do tego była trzecia panienka Marysia Skoczylas, córka grafika. I one siedziały w Konstancinie, w domu Żeromskich i nikt się nie zorientował, pokąd dziewczynki miały 10 lat, że one do szkoły nie chodzą. Dopiero jak miały 10 lat, to korepetycje jakieś im udzielano i poszły się uczyć. No więc to takie były luźne związki rodzinne. Tym niemniej, pewnie te postacie rodziców były na tyle fascynujące, że to jakoś się te rodziny trzymały.

Pani powiedziała, że mówił „tak jakbym był przy tobie”. A jak się należało zachować przy nim? Jakie były reguły wychowania w domu?

Być uczciwym. Przede wszystkim być uczciwym wobec siebie i wobec najbliższych. I wobec najdalszych też. Po prostu być uczciwym.

Pytanie – co to jest uczciwość? No ale to trzeba codziennie sobie myśleć na ten temat – co to jest i jak to w moim wydaniu wygląda.

Jakim był człowiekiem z opowiadań znajomych czy rodziny? Jakim był w teatrze, a jakim w domu?

Myślę, że właśnie taka otwartość to była jego najważniejsza cecha i chęć nierobienia ludziom przykrości. To znaczy, on uważał pewnie, że osiąga się lepsze cele i konsekwentnie się działa przez dobroć i życzliwość niż przez złość i intrygi.

Było to też często mi powtarzane, że jeśli na przykład aktor zawalał rolę, on nie mówił mu „Ty idioto, co ty robisz z tej roli”, tylko mówił „Pięknie powiedziałeś to i. Ale…”. I zawsze był uprzejmy wobec ludzi. Doceniał ludzi, mówił im to. I dopiero od tego zaczynał krytykę, że najpierw doceniał, a potem krytykował. Starałam się to też w życiu gdzieś tam stosować. Lepiej lub gorzej, bo to nie jest łatwe.

Juliusz Osterwa szanował każdego człowieka. Nie uważał siebie za kogoś wyższego.

On sam pochodził z bardzo prostej rodziny, bo moja babka była akuszerką, a jego ojciec był woźnym w magistracie w Krakowie. Więc to był prosty chłopak z takiej podkrakowskiej dzielnicy, który rzeczywiście musiał być wyjątkowo zdolny i otwarty na świat, że się tak wykształcił.

Wykształcił – znaczy, uciekł ze szkoły przed maturą do teatru. No, ale wtedy może to nie było takie wymagane, ostre jak teraz, żeby tą maturę koniecznie zdawać. W każdym razie jak moje dzieci dorastały i się źle uczyły, to nie miałam tego argumentu, że dziadek się świetnie uczył. Bo on uciekł do teatru, uciekł z domu.

To jest taki wielki dar chyba, taka pasja. I to się pewnie nieczęsto zdarza. Jego wyjątkowość pewnie polegała na tym, że właśnie on został obdarzony tą pasją do teatru. Żył przez teatr.

Jego takie dość znane powiedzenie, które ja też lubię wspominać czy cytować, on napisał, że „Bóg stworzył teatr dla tych, którym nie wystarcza Kościół”. I to, jak się pomyśli, co to znaczy, to jest bardzo ciekawe.

Juliusz Osterwa – to jest jego pseudonim. Skąd się wziął?

Wybór pseudonimu podobno został dokonany pod wpływem Leona Schillera, który był jego kolegą ze szkoły. W domu Schillerów mój ojciec do pewnego stopnia się wychowywał, bo właśnie pochodził gdzieś tam z przedmieścia, a to byli bogaci mieszczanie krakowscy. Mieszkali niedaleko szkoły, ojciec tam się dokarmiał i wprowadzany był w świat intelektualny.

Nazwisko Maluszek. W ogóle mój dziadek był Słowakiem – Maluszek. To się nie kojarzy może najlepiej. Maluszek, czyli coś bardzo maciupeńkiego. Dla kogoś, kto miał wielkie ambicje, widział świat szeroko, to może było takie zacieśniające. No a poza tym wtedy modnie było mieć pseudonim. Wielu ludzi teatru grało pod pseudonimami. Więc myślę, że to się stąd wzięło.

Ale nie wiemy, skąd z kolei ta góra, nazwa Osterwa, czy to coś znaczy. Tego nigdy nie udało mi się odnaleźć, ale to jest taka magiczna góra. Po stronie słowackiej jest taki symboliczny cmentarz wszystkich ludzi, którzy zginęli w górach i nie zostali odnalezieni. Więc w Polsce kojarzy się słowo Osterwa nie tylko z teatrem, ale i z alpinizmem.

Czy zachowały się jakiekolwiek dzienniki, pamiętniki po ojcu?

Mój ojciec całe życie pisał różne uwagi, wspomnienia, pamiętniki.

Konstruując scenariusz do filmu o nim, szukając jego podróży po Kresach opierałam się na tych pamiętnikach i to się wszystko zachowało, bo on to pisał w dużej mierze w czasie okupacji niemieckiej. Przekazałam to parę lat temu do Muzeum Teatralnego w Warszawie.

Jak wspominał okres wileński?

Okres wileński był na pewno bardzo ważny dla niego, bo to był okres młodości, miłości, fascynacji i rozwoju intelektualnego.

Ja bardzo lubię wspominać profesora Mieczysława Limanowskiego, który tutaj był ogromnie zasłużoną osobą dla Teatru Polskiego, dla Reduty i dla Wilna właśnie, i dla nauki polskiej, bo to był przecież geograf i geolog. Właściwie wydawałoby się, że nic wspólnego z teatrem, ale on miał takie szerokie filozoficzne patrzenie na sztukę. W tym wileńskim okresie - ponieważ on tu profesorował na Uniwersytecie Stefana Batorego - wykuwały się ich pomysły, stosunek do sztuki i teatru, do słowa.

Także ja mam Wilno zakonotowane jako takie miejsce niesłychanie ważne dla rozwoju mego ojca i jego teatru. I czy to był genius loci miasta? Myślę, że tak, bo to jest przecież cudowne miasto, o czym państwo najlepiej wiecie.

Ale tak, myślę, że wszystkie te czynniki razem się na siebie nałożyły i to był bardzo ważny okres. I skończył się nie dlatego, że on przestał kochać Wilno, tylko umarła ta jego ukochana żona Wandeczka. I myślę, że tu każdy kamień mu o niej przypominał. A zostawił tutaj właśnie Limanowskiego z Instytutem Reduty, który był pierwszą taką nowocześnie pomyślaną już właściwie szkołą teatralną. Więc to nie było tak, że Wilno zostało odarte z tej myśli teatralnej.

A gdzie mieszkał, będąc tu, w Wilnie?

Na Uniwersyteckiej 1, przy uniwersytecie. Nie wiem czemu tam, ale jak był dyrektorem na Pohulance przez cały ten okres tam mieszkał.

Jak się pani czuje w Teatrze na Pohulance, w którym kilka lat pracował Pani ojciec? Chodził tymi korytarzami, siedział tu, na tej sali.

Mało tego, ja tutaj nocuję w pokojach gościnnych teatru i myślałam sobie o tym, że to jest jakaś niezwykła magia dla mnie. Bardzo jestem wdzięczna, że teatr mnie zaprosił, bo to jest wielkie przeżycie emocjonalne dla mnie też.

***

Rozmowa została nagrana podczas jej pobytu w Wilnie w trakcie obchodów 100-lecia Teatru na Pohulance w 2013 r.

Maria Osterwa-Czekaj zmarła 12 sierpnia 2024 r. w Krakowie.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme