Zespół lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego twierdzi, że atak na jego towarzysza Leonida Wołkowa w Wilnie został zlecony przez biznesmena i osobę publiczną Leonida Niewzlina.
W tym czasie Niewzlin, były wiceprezes koncernu naftowego Jukos, zaprzeczył tym oskarżeniom.
W opublikowanym w czwartek dochodzeniu Fundacja Antykorupcyjna (FBK), założona przez Nawalnego, który zmarł w więzieniu na początku tego roku, stwierdziła, że otrzymała korespondencję od Niewzlina, która dowodzi, że zlecił on atak na Wołkowa wiosną tego roku.
Informacje te zostały przekazane Fundacji przez osobę uważaną za blisko związaną z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB). Jednak FSB, we współpracy z dziennikarzami śledczymi, uznała, że otrzymane informacje są wiarygodne.

Dziennikarze i FBK ustalili, że w korespondencji, o której mowa, Niewzlin poinstruował osobę o tych samych danych, co Anatolij Blinow, prawnik mieszkający w Polsce, aby zorganizowała atak na Wołkowa.
Obywatele polscy podejrzani o atak na Wołkowa zostali aresztowani w Warszawie w kwietniu, choć ostatecznie odmówiono im ekstradycji na Litwę.
Pierwotny plan zakładał porwanie Wołkowa na Litwie i przewiezienie go do Rosji, a także zranienie go podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych.
Wolkow został zaatakowany wieczorem 12 marca w Wilnie w samochodzie w pobliżu swojego domu.

- Nie mam nic wspólnego z atakami na ludzi w jakiejkolwiek formie - powiedział w komentarzu na portalu społecznościowym Telegram, dodając, że śledztwo w sprawie zespołu Nawalnego opiera się na „przeciekach sfabrykowanych przez Moskwę“.
Zespół Nawalnego oświadczył, że przekazał posiadane informacje na temat ataku na Wołkowa organom ścigania odpowiednich krajów.
Litewski wywiad stwierdził, że atak na dysydenta został prawdopodobnie zorganizowany przez rosyjskie służby specjalne za pośrednictwem zwerbowanej osoby.




