Nauczyciele niezadowoleni z zarobków i warunków pracy wyznaczyli już terminy przyszłych strajków. We wtorek zdecydowali, że strajk ostrzegawczy odbędzie się 15 września, a prawdziwy od 29 września. Nie jest jeszcze jasne, jak długo potrwa, pedagodzy twierdzą, że do miesiąca.
Litewski Związek Zawodowy Pracowników Oświaty (LŠDPS) podjął decyzję o rozpoczęciu strajku po spotkaniu z ministrem oświaty, nauki i sportu Gintautasem Jakštasem.
Żądania protestujących to m.in. zmniejszenie liczby uczniów w klasach, podwyższenie płac i poprawa warunków pracy.

- Nie otrzymaliśmy od ministra żadnych konkretnych propozycji. Chcemy spróbować zmienić sytuację. Niektórzy nauczyciele zrezygnowali z pracy, na przykład Alius (nauczyciel języka litewskiego i literatury Alius Avčininkas, który porzucił pracę tego lata - przyp. red.). To wielki cios dla systemu edukacji. Nie chcemy przyglądać się temu procesowi z zewnątrz, chcemy go zatrzymać – wyjaśnił przewodniczący LŠDPS Andrius Navickas.

Strajkujący nauczyciele nie będą prowadzić zajęć, a później mogą zastosować inne formy protestu. Przewodniczący związku uważa, że strajk mógłby się zakończyć, gdyby uzgodniono żądania protestujących lub osiągnięto kompromis.
- Myślę, że wstępna faza potrwa nie krócej niż miesiąc. Wtedy byśmy ocenili, ilu nauczycieli by się zaangażowało, a ilu nie kontynuowałoby strajku, bo w grę wchodzą też sprawy finansowe, pojawiają się napięcia. Myślę, że potrwa to jeszcze miesiąc – powiedział LRT.lt przewodniczący LŠDPS.




