Szef Państwowej Inspekcji Językowej (VKI) Audrius Valotka za kontrowersyjne wypowiedzi w mediach na temat Wileńszczyzny otrzymał pisemne upomnienie. Mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz stwierdził, że nagana jest przejawem słabej woli politycznej.
Dzisiaj w Ministerstwie Kultury odbyła się konferencja z udziałem szefa tego resortu Simonasa Kairysa, który poinformował, że Valotka za kontrowersyjne wypowiedzi w mediach na temat Wileńszczyzny, czyli m.in. porównania tego regionu Litwy do Donbasu, otrzymał pisemne upomnienie.
- Mówimy o szefie (VKI), czyli inspektorze - urzędniku, który pełni konkretne funkcje. Już od czasów sprawy Ukraińców się nie dogadaliśmy. W swojej wypowiedzi Valotka rzucał fałszywymi faktami. Podczas dzisiejszego spotkania usprawiedliwiał się i przyznał, że były błędy - stwierdził minister.

- Podczas dzisiejszej rozmowy retorycznie zapytałem go, czy na pewno jego styl wypowiedzi pasuje do pełnionych obowiązków w (VKI)? (…). Poprosiłem, żeby sam to ocenił. Nie oceniałem tła emocjonalnego, więc postanowiłem wydać upomnienie (...), ale jeżeli nic się nie zmieni, będzie miał do czynienia z bardziej rygorystycznymi konsekwencjami - zaznaczył szef resortu kultury.
Kairys przypomniał o wcześniejszym spotkaniu Valotki z Ambasadorem RP na Litwie Konstantym Radzwiłłem. - Spotkanie również postawiło kropki nad “i”. Valotka często po wypowiedziach się usprawiedliwia i zaczyna tłumaczyć, co tak naprawdę miał na myśli. Spotkanie z Ambasadorem oceniam jako dobre. Dużo współpracujemy z Polską w kontekście wojny w Ukrainie, organizujemy wspólne wystawy. Oba kraje opierają się na filarach demokracji. Musimy zatem się skupić na współpracy, a nie konfliktach - podkreślił.

Valotka: nie jestem obrażony
Valotka w komentarzu dla agencji ELTA powiedział, że „minister Simonas Kairys obiektywnie ocenił sytuację”.
- Myślę, że minister docenia kontekst - było wielu, którzy bardzo chcieli krwi w tej sytuacji. Ale minister Kairys jest silną osobą, obiektywnie ocenił całą sprawę i tak naprawdę nie czuję się zły, obrażony ani zdenerwowany - dodał urzędnik.

Duchniewicz: przejaw słabej woli politycznej
Mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz poproszony o komentarz powiedział, że pisemna nagana jest przejawem słabej woli politycznej. Powołanie komisji, jak dodał, było wyłącznie formalną kwestią.
- Trzeba było zareagować, więc powołano komisję, żeby wszyscy zrozumieli, że urzędnik nie może się tak wypowiadać. Myślałem, że ta decyzja będzie bardziej poważna. Dzisiaj widzimy jednak, że pracownik państwowej instytucji ze sfery kultury może się tak wyrażać jak pan Valotka. To trochę dziwne. Wydaje mi się, że to wynika ze słabej woli politycznej – mówi Duchniewicz.
LRT.lt przypomina, że w maju Państwowa Inspekcja Językowa nakazała merowi rejonu wileńskiemu, Robertowi Duchniewiczowi, usunięcie dwujęzycznych tablic we wsiach Bieliszki i Orzełówka. W piśmie wskazano, że są one sprzeczne z przepisami ustawy, zgodnie z którą „język urzędowy obowiązuje w przypadku wszystkich pieczęci, stempli, formularzy dokumentów, znaków, pomieszczeń biurowych i innych napisów litewskich firm, instytucji i organizacji, a także w przypadku nazw i opisów litewskich produktów oraz usług”.
Czytaj również
Nakaz Państwowej Inspekcji Językowej administracja rejonu zaskarżyła do Komisji Sporów Administracyjnych na podstawie przepisów Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych.
Valotka udzielił wywiadu na antenie LRT RADIJAS w tej sprawie i stwierdził, że polskie nazwy miejscowości w rejonie wileńskim są niezgodne z litewskim ustawodawstwem oraz obrazują „strefę okupacyjną, gdzie odbywała się polonizacja Litwinów“. Dodał, że Rosjanie też chcą rosyjskich napisów w Donbasie.
- To jest Litwa, tu obowiązuje litewskie prawo i nie może być polskich nazw miejscowości. To wszystko. (...) Na Litwie dozwolone są tylko litewskie nazwy miejscowości. Jest to regulowane przez ustawę o języku państwowym i ogólnie rzecz biorąc, istnieje powszechna praktyka europejska - powiedział Valotka w sprawie polskich tablic w rejonie wileńskim.
Czytaj również
Działania Administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego Volotka nazwał „nihilizmem władz wschodniej Litwy - rejonów wileńskiego i solecznickiego”. - Wiedzą, że takie działania są niezgodne z prawem (…) W słowach mera rejonu wileńskiego Roberta Duchniewicza istnieje pewna logika, że tablice nie zostaną usunięte, ponieważ język polski jest częścią tożsamości mieszkańców rejonu, ale wyłącznie w jego opinii. W naszej nie. Mieszkamy na Litwie, więc mamy do czynienia z prawem litewskim. Nie może tu zatem być żadnych nazw w języku polskim. Kropka – podkreślił.
Pod koniec lipca Litewska Komisja Sporów Administracyjnych orzekła, że nakaz Państwowej Inspekcji Językowej jest niezgodny z prawem i brak w nim uzasadnienia.





