W siedzibie Ambasady RP w Wilnie odbyło się spotkanie szefa Państwowej Inspekcji Językowej (VKI) Audriusa Valotki i Ambasadora RP na Litwie Konstantego Radziwiłła. Dotyczyło niedawnych kontrowersyjnych wypowiedzi kierownika VKI w sprawie polskich nazw miejscowości na Wileńszczyźnie.
Po spotkaniu szef Państwowej Inspekcji Językowej odmówił udzielenia komentarza dziennikarzom, twierdząc, że nie może się wypowiadać dla mediów, dopóki sytuacja nie zostanie rozwiązana.
Z kolei Ambasador RP na Litwie Konstanty Radziwiłł zgodził się na rozmowę z przedstawicielami mediów i poinformował, że sam poprosił o spotkanie. - Było ważne ze względu na informacje o toczących się postępowaniach, które miałyby przymusić Samorząd Rejonu Wileńskiego do usunięcia napisów w języku polskim, które są umieszczone w różnych miejscowościach. Stanowią element dekoracyjny, jak też nie eliminują z użycia języka litewskiego. Nazwy polskie są znane od bardzo dawna i są dowodem obecności Polaków, którzy mieszkali tu od niepamiętnych czasów. Spotkanie było bardzo rzeczowe i doskonale się rozumieliśmy. Rozmowa przebiegała w dobrej atmosferze - zaznaczył ambasador.
- Chciałem panu Valotce zwrócić uwagę, że nawet jeśli przepisy litewskie w tym zakresie są nie do końca jasne, to praktyka daleko odbiega od pewnego standardu, który powinien obowiązywać między zaprzyjaźnionymi krajami. Moja interwencja w sprawie napisów, które mają być usunięte to pierwsza sprawa. Druga to kwestia wypowiedzi, w których sięgano po słowa i porównania, które naprawdę nie przystoją. W rozmowie ze mną przeprosił za to i zobowiązał się do większej powściągliwości w wypowiedziach. Jest to pewnego rodzaju sukces, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, aby Litwa stosowała praktykę, która obowiązuje w całym cywilizowanym świecie - w tym także w Polsce w odniesieniu do mniejszości litewskiej - dodał.

Ambasador poinformował media, że poprosił Valotkę o to, by Państwowa Inspekcja Językowa była jednym z inicjatorów wprowadzenia odpowiednich przepisów, które „w sposób jednoznaczny potwierdzą prawo Polaków do korzystania z ojczystego języka w szerokim tego słowa znaczeniu“.
- Litwa wraz z Polską są sygnatariuszami Traktatu o Przyjaźni i Dobrych Stosunkach. Są tam przepisy dotyczące właśnie praw mniejszości. Przestrzeganie obowiązującego od 29 lat dokumentu powinno być oczywistością. Jest też Ramowa Konwencja Rady Europy w Sprawie Mniejszości Narodowych, która w sposób jeszcze bardziej literalny mówi o tabliczkach z tzw. toponimami, wprowadzając wprost zasadę, że powinny być stosowane zgodnie z oczekiwaniami mniejszości. Przepisy te obowiązują także na Litwie, więc wyraziłem oczekiwanie, że prawo będzie po prostu stosowane jak należy. Nie wtrącam się w sprawy litewskie, ale priorytetem placówki jest opieka również nad Polakami na Litwie - zapewnił Radziwiłł.
- W Ustawie o Mniejszościach Narodowych, która wygasła w 2010 r. wprost był artykuł, który mówił o tym, że mogą być stosowane tabliczki dwujęzyczne. Zadałem zatem retoryczne pytanie, czy to, że ustawa wygasła, oznacza, że prawa Polaków do użytku języka ojczystego w przestrzeni publicznej również wygasły, a sytuacja w tym zakresie miałaba być gorsza. Usłyszałem, że nie - kontynuował.
Ambasador podczas spotkania powtarzał, że kwestia użycia języków ojczystych przez mniejszości narodowe jest bardzo poważna. - Dzisiaj relacje polsko-litewskie są doskonałe i byłoby zupełnym absurdem, gdyby kwestie językowe miały to jakoś psuć. Spodziewam się tego, że coś w tym zakresie się ruszy - praktyka działania Inspekcji będzie inna, a priorytetem instytucji będzie ochrona języka litewskiego, a nie ściganie aspiracji mniejszości. Może refleksja na temat potrzeby wprowadzenia na Litwie przepisów wykonawczych w sposób jednoznaczny potwierdzi prawa, do których przestrzegania Litwa się zobowiązała - podsumował Radziwiłł.

Audronius Ažubalis, poseł frakcji konserwatystów w Sejmie, stanął w obronie Valotki. Konserwatysta podkreśla, że Valotka po prostu wykonuje swoją pracę i stara się bronić języka litewskiego.
- Dla tych polityków, którym nie zależy na języku litewskim i przyszłości południowo-wschodniej Litwy słowa Valatki wydają się nie do przyjęcia. Myślę jednak, odzwierciedlają one rzeczywistą sytuację – powiedział Ažubalis.
- Wręczyłbym mu odznaczenie państwowe za nieustanną obronę języka litewskiego - podkreślił polityk.
- Szef Państwowej Inspekcji Językowej (VKI) Audrius Valotka powinien wykonywać powierzone mu zadania, a nie powtarzać typową dla polityków retorykę – w taki sposób prezydent Gitanas Nausėda ocenił wypowiedzi dotyczące polskich nazw miejscowości na Wileńszczyźnie.
- Pan Valotka powinien być zajęty swoimi obowiązkami, a jeśli chce być politykiem, powinien kandydować na wybrane stanowiska, brać udział w wyborach do Sejmu czy prezydenckich, jakich tylko chce – powiedział dziennikarzom podczas wizyty w Szyłokarczmie.
- Jesteśmy państwem demokratycznym, ale powinien on przede wszystkim wykonywać swoją pracę. Życzę mu, aby tak robił – dodał Nausėda.
LRT.lt przypomina, że w maju Państwowa Inspekcja Językowa nakazała merowi rejonu wileńskiemu, Robertowi Duchniewiczowi, usunięcie dwujęzycznych tablic we wsiach Bieliszki i Orzełówka. W piśmie wskazano, że są one sprzeczne z przepisami ustawy, zgodnie z którą „język urzędowy obowiązuje w przypadku wszystkich pieczęci, stempli, formularzy dokumentów, znaków, pomieszczeń biurowych i innych napisów litewskich firm, instytucji i organizacji, a także w przypadku nazw i opisów litewskich produktów oraz usług”.
Nakaz Państwowej Inspekcji Językowej administracja rejonu zaskarżyła do Komisji Sporów Administracyjnych na podstawie przepisów Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych.
Valotka udzielił wywiadu na antenie LRT RADIJAS w tej sprawie i stwierdził, że polskie nazwy miejscowości w rejonie wileńskim są niezgodne z litewskim ustawodawstwem oraz obrazują „strefę okupacyjną, gdzie odbywała się polonizacja Litwinów“. Dodał, że Rosjanie też chcą rosyjskich napisów w Donbasie.
- To jest Litwa, tu obowiązuje litewskie prawo i nie może być polskich nazw miejscowości. To wszystko. (...) Na Litwie dozwolone są tylko litewskie nazwy miejscowości. Jest to regulowane przez ustawę o języku państwowym i ogólnie rzecz biorąc, istnieje powszechna praktyka europejska - powiedział Valotka w sprawie polskich tablic w rejonie wileńskim.

Działania Administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego Volotka nazwał „nihilizmem władz wschodniej Litwy - rejonów wileńskiego i solecznickiego”. - Wiedzą, że takie działania są niezgodne z prawem (…) W słowach mera rejonu wileńskiego Roberta Duchniewicza istnieje pewna logika, że tablice nie zostaną usunięte, ponieważ język polski jest częścią tożsamości mieszkańców rejonu, ale wyłącznie w jego opinii. W naszej nie. Mieszkamy na Litwie, więc mamy do czynienia z prawem litewskim. Nie może tu zatem być żadnych nazw w języku polskim. Kropka – podkreślił.
W piątek Litewska Komisja Sporów Administracyjnych orzekła, że nakaz Państwowej Inspekcji Językowej jest niezgodny z prawem i brak w nim uzasadnienia – napisano w komunikacie prasowym instytucji.
Wypowiedź Valotki wywołała oburzenie wśród polskiej mniejszości na Litwie. Prezes Stowarzyszenia „Forum Wileńskie” Jarosław Wołkonowski w wydanym oświadczeniu wskazał, że „Rosja od setek lat wykorzystuje mniejszości narodowe i waśni, aby realizować swoją imperialistyczną politykę“. Z kolei mer rejonu wileńskiego Robert Duchniewicz ogłosił, że wystosował pismo do ministra kultury Simonasa Kairysa i przewodniczącej Państwowej Komisji Języka Litewskiego Violety Meiliūnaitė. W opinii Duchniewicza, słowa wypowiedziane przez Valotkę podżegają do nienawiści narodowej, są nieetyczne i nieprawdziwe.
Minister kultury Simonas Kairys również skrytykował Valotkę i zapowiedział, że wypowiedzi szefa Inspekcji Języka Państwowego będą oceniane przez specjalnie powołaną komisję.
W poniedziałek Valotka stwierdził, że jego wypowiedzi nie mogą zaszkodzić stosunkom polsko-litewskim.
- W związku z tym, że próbuję zachować „ciszę w eterze”, odpowiem krótko – nie, to nie dyskredytuje – podkreślił.







