Minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis twierdzi, że kraje bałtyckie powinny znaleźć konsensus ze swoimi sojusznikami, którzy mają inny pogląd na rosyjskie zagrożenie, w sprawie faktycznej realizacji regionalnych planów obrony NATO.
- Szczegóły techniczne planów obronnych zostały już opracowane. Pozostaje tylko znaleźć polityczny konsensus wśród sojuszników NATO. Na papierze idziemy więc w dobrym kierunku, ale najważniejsze będzie wdrożenie planu. Niestety od dawna zauważamy, że istnieje przepaść między krajami bałtyckimi a Europą Zachodnią, jeśli chodzi o zrozumienie zagrożenia ze strony Rosji. To postrzeganie się zmienia, ale pozostaje niezrównoważone - powiedział minister spraw zagranicznych francuskiemu dziennikowi L'express.
Mówiąc o ocenie zagrożenia rosyjskiego na Litwie, Landsbergis podkreślił, że jest to kwestia priorytetowa i - według niego - Litwa chciałaby, aby „wszyscy w Europie” podzielali to rozumowanie.
- Często porównuję ten problem do problemu zmian klimatycznych na południu. Te kraje co roku zmagają się z suszami i brakiem wody, co wpływa na ich bezpieczeństwo w zakresie żywności. Dla nich zmiana klimatu to bardzo konkretna rzeczywistość. (...) To samo dotyczy krajów bałtyckich w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. To ostatnie nie jest tylko jedną z wielu kwestii politycznych, to nasz priorytet numer jeden. Chcielibyśmy, aby wszyscy w Europie poparli nas w zrozumieniu tego zagrożenia i podjęli działania: więcej wojska, więcej amunicji. Krótko mówiąc, realne zdolności obronne dla trzech państw bałtyckich - powiedział Landsbergis.

Podkreślił, że zagrożenie ze strony Rosja dla państw bałtyckich jest realne, dlatego niepokojące są zobowiązania NATO do obrony Litwy „od 2030 roku”, bo według niego potrzeba budowania obrony jest pilna.
- Kiedy Putin ogłosił rozmieszczenie taktycznej broni jądrowej na Białorusi, wiele osób pytało mnie, czy Litwini się boją. Moja odpowiedź jest zawsze taka sama: nasza ocena zagrożenia jest najwyższa. Nie zobaczą państwo, co prawda, ludzi panikujących na ulicach Wilna, ale jeśli zapytacie ich, kto jest największym zagrożeniem, to wszyscy odpowiedzą, że Rosja - powiedział Landsbergis francuskiej prasie.
Zdaniem ministra, choć Moskwa koncentruje obecnie swoje wysiłki na Ukrainie, nie ma gwarancji, że w dążeniu do realizacji swoich celów militarnych Rosja nie zwróci ku państwom bałtyckim.
- Rosja nie wygrywa, ale może utrzymać swoją machinę wojenną, odbudować swoją armię, nadal produkować sprzęt wojskowy, kupować go od Iranu. Siły rosyjskie nadal kontrolują 15 proc. terytorium Ukrainy i są skoncentrowane na tym zadaniu. Ale nikt nie mówi, że sytuacja nie zmieni się za dwa, trzy lata - powiedział Landsbergis.



