Co najmniej sześć osób zginęło w zmasowanym ataku rakietowym, który Rosjanie przeprowadzili w nocy ze środy na czwartek. Pięć z nich zginęło w obwodzie lwowskim około 140 km od granicy z Polską.
W nocy ze środy na czwartek ogłoszono alarm przeciwlotniczy dla całej Ukrainy. Wybuchy słychać było m.in. w Kijowie, Chersoniu czy Charkowie, gdzie Rosjanie wykonali kilkanaście uderzeń.
- Wróg wystrzelił 81 rakiet, próbując znów zastraszyć Ukraińców i wracając do swojej żałosnej taktyki. Okupanci mogą wyłącznie terroryzować spokojnych ludzi. Są zdolni tylko do tego. Ale to im nie pomoże – oznajmił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Z informacji przekazanych przez siły zbrojne Ukrainy wynika, że udało im się zniszczyć 34 z 81 rosyjskich pocisków. Władze oceniają, że to największy atak rakietowy od początku tego roku.
Jak informują lokalne władze, w wyniku ataku rakietowego Rosjan śmierć poniosło pięć osób w rejonie Złoczowa położonego około 140 km od granicy z Polską. Najpierw informowano o czterech ofiarach – dwóch mężczyznach oraz dwóch kobietach, którzy w momencie wybuchu byli u siebie w domu. Później, gdy znaleziono kolejne ciało, bilans ofiar wzrósł do pięciu osób. Szósta z ofiar zginęła w obwodzie dniepropietrowskim.
Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.pl.

