Język rosyjski jest językiem ojczystym dla jednej czwartej mieszkańców prawie dwumilionowej Łotwy. Część tej społeczności od zawsze była podatna na wpływy rosyjskie, a nawet utożsamiała się z Rosją. Wojna w Ukrainie znacząco zmieniła jednak podejście rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl Mārtiņš Kaprāns, socjolog z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Łotewskiego.
Jak zmieniło się postrzeganie Rosji przez rosyjskojęzyczną społeczność na Łotwie w ciągu roku od inwazji Rosji na Ukrainę?
Przez rok trwania wojny nastąpiły istotne zmiany. Część społeczeństwa, która popierała Rosję, Putina oraz inwazję Rosji na Ukrainę znacząco się zmniejszyła. Widać to po danych sondażowych z kwietnia i grudnia 2022 roku.
Nie oznacza to jednak, że coraz więcej osób popiera Ukrainę. Raczej zwiększyło się grono zdezorientowanych, którzy nie mają do końca wyrobionego zdania o tej wojnie. Ta grupa, która stanowi od jednej piątej do jednej trzeciej rosyjskojęzycznej społeczności na Łotwie, pozostała w „strefie cienia”, jak nazywają to socjolodzy. Oznacza to, że nie zajmuje jednoznacznego stanowiska wobec wojny.
Dobrą wiadomością jest to, że zmienił się stosunek poparcia dla Rosji. Na początku roku działania rosyjskich wojsk w Ukrainie popierała jedna piąta społeczności rosyjskojęzycznej, obecnie jest to jedynie 11 procent mieszkańców rosyjskojęzycznych i 5 proc. ogółu łotewskiego społeczeństwa.
Jaki stosunek ma rosyjskojęzyczna społeczność Łotwy do Ukrainy i Wołodymyra Zełenskiego?
Poparcie dla walki Ukraińców o swoją niepodległość jest wyraźniejsze i bardziej jednoznaczne niż stosunek do kwestii, czy Rosja miała prawo na Ukrainę napaść.
Wyniki w dużym stopniu zależą od tego, jak zada się pytanie badawcze: „Czy popiera Pan(i) walkę Ukraińców przeciwko Rosji?” albo „Czy popiera Pan(i) walkę Ukraińców o swoją niepodległość?”. W pierwszej wersji pytanie zostało sformułowane tak, że wskazany jest przeciwnik, agresor, do którego jednak część społeczeństwa ma pozytywny stosunek. Druga wersja pytania jest bardziej neutralna, nie wskazuje na konkretnego przeciwnika.
Wołodymyr Zełenski kojarzy się większości łotewskiego społeczeństwa z tym, że Ukraina dobrze radzi sobie na froncie i z tym, że walczy z Rosją jako agresorem. Część społeczności rosyjskojęzycznej nie odbiera jednak Zełenskiego zbyt dobrze. Postrzega go raczej jako amerykańską lub ogólnie zachodnią marionetka, czyli zgodnie z typową narracją kremlowską.
Łotwa jako jedna z pierwszych w Europie zakazała nadawanie kanałów rosyjskiej telewizji w kraju w obawie przed wpływem dezinformacji na społeczeństwo. Jakie oddziaływanie ma teraz rosyjska propaganda na Łotwie?
Wpływ rosyjskiej propagandy jest ograniczony, ale podobnie jak w innych krajach, na Łotwie oddziałuje ona poprzez różne kanały, nie tylko telewizję.
Niemniej jednak jej wpływ obecnie bardziej osłabł, niż się wzmocnił. Świadczą o tym statystyki, o których już mówiłem, czyli wyraźny spadek poparcia dla Kremla wśród rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy.
Inny dowód na słabnący wpływ propagandy to wyniki sondaży dotyczących postrzegania Putina i stosunky do jego polityki w tej wojnie. Spójrzmy na to w kategoriach porównawczych. Według danych rosyjskiego Centrum Lewady ponad połowa społeczeństwa Rosji popiera działania zbrojne w Ukrainie. Jeśli rosyjska propaganda może osiągnąć takie efekty, to powinna ona silnie wpływać też na rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy, a jednak w ich przypadku statystyki są całkowicie odmienne.
Część rosyjskojęzycznych na Łotwie albo wątpi w racje Kremla, albo wręcz nabrała przekonania, że to właśnie Rosja jest winna tej wojny – przy czym Rosja jest uważana za najważniejszego winnego, bo część obwinia także Stany Zjednoczone.
Dlaczego część społeczeństwa na Łotwie popiera Rosję, mimo że mieszka w innym kraju i w innych realiach? Co przemawia za poparciem dla polityki Putina?
Młode pokolenie nie popiera masowo Rosji i polityki Putina. Największe poparcie obserwuje się w grupie osób w wieku przedemerytalnym i emerytalnym. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.
Przede wszystkim niebagatelne znaczenie ma tutaj czynnik geopolityczny. Rosja jest postrzegana przez rosyjskojęzycznych mieszkańców państw bałtyckich jako pokojowy kraj, który nigdy na nikogo nie napadł. Takie przekonanie pochodzi z czasów radzieckich, kiedy propaganda głosiła, że ZSRR był zawsze pokojowo nastawionym państwem. Dziś przekłada się to na interpretację działań Rosji na arenie międzynarodowej. Uważa się, że Rosja nigdy nie jest agresorem, a wręcz przeciwnie: niesie pokój. Taki pogląd jest bardzo głęboko zakorzeniony i stanowi nieodzowną część tożsamości wielu osób. Jeżeli ta wiara w pokojową działalność Rosji zostanie im odebrana, to ich to dosłownie załamie. I nie jest to wyłączenie wpływ mediów. To jest pokoleniowo zakorzeniony punkt widzenia.
Nie jest jednak duża część społeczności rosyjskojęzycznej na Łotwie, która czuje swoją przynależność do Rosji jako kraju. Są to są głównie przedstawiciele starszego pokolenia, nastawieni proradziecko. Spora część rosyjskojęzycznej społeczności patrzy jednak na Rosję jako na źródło swojej kultury i tożsamości, przede wszystkim ze względu na język. Ludzie zastanawiają się nad tym, skąd pochodzą, skąd wzięła się ich kultura. Czują oni pewnego rodzaju więź z Rosją, nawet jeżeli nigdy w tym kraju nie było.
Jeżeli do osoby w ten sposób przywiązanej do Rosji dociera zła informacja o tym kraju, to symboliczna przynależność jest na tyle silna, że wyłącza mechanizm samoobrony. Pojawia się chęć obrony reputacji państwa i niechęć do przeciwstawiania się swojemu symbolicznemu miejscu pochodzenia, skąd mogli wywodzić się przodkowie danej osoby. Nasila się poczucie przynależności do wspólnoty słowiańskiej, ale ono działa tylko na Rosjan, natomiast na Ukraińców już nie.
Wojna w Ukrainie stała się dla państw bałtyckich katalizatorem ostatecznego rozliczenia się z sowiecką symboliką. Dlaczego usunięcie radzieckiego pomnika w Rydze z Parku Zwycięstwa w sierpniu 2022 roku, najważniejszego symbolu dla rosyjskojęzycznej społeczności, nie wywołało fali protestów na Łotwie?
Spodziewałem się, podobnie jak inni łotewscy i zagraniczni badacze, że usunięcie pomnika wywoła gwałtowne reakcje. Na szczęście tak się nie stało. Demontaż radzieckich pomników odbył się pokojowo. Do tego przyczyniła się duża fragmentaryzacja społeczności rosyjskojęzycznej, co pokazały wyniki wyborów: reprezentująca społeczność prorosyjską partia „Zgoda” nie uzyskała już tak wysokiego wyniku, jak to bywało wcześniej.
Pytanie w przypadku demontażu pomnika brzmiało, gdzie jest ta czerwona linia, po której przekroczeniu społeczność prorosyjska będzie gotowa zmobilizować się ponad podziałami? Wojna w Ukrainie jeszcze bardziej podzieliła tę społeczność. Pomnik był bardzo ważnym obiektem, wręcz świętym, szczególnie z punktu widzenia obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja, ale podziały w społeczności rosyjskojęzycznej są na tyle głębokie, że nie pozwalają na znalezienie wspólnego motywu do działania.
Można zadać pytanie o następną czerwoną linię, na przykład o to, co będzie, jeżeli zaczną się deportacje rosyjskojęzycznych mieszkańców, do czego agituje nacjonalistycznie nastawione partie polityczne na Łotwie. Nie chciałbym, żebyśmy cały czas „testowali” czerwone linie, dopóki nie dojdzie do eskalacji nastrojów.
Sprawa pomnika nie okazała się „bombą”, która spowodowałaby taką eskalację –chociaż należy pamiętać, że w okresie poprzedzającym usunięcie pomnika służby bezpieczeństwa Łotwy zwalczały aktywność działaczy, którzy byli potencjalnymi prowokatorami i mogliby zjednoczyć rosyjskojęzycznych do masowej aktywności oraz działań wywrotowych. W mediach pojawiły się nazwiska osób, które zostały zatrzymane na kilka miesięcy przed usunięciem pomnika, ale myślę, że działania profilaktyczne prowadzone były dużo wcześniej.
W zagranicznych mediach rosyjskojęzyczna społeczność na Łotwie i w Estonii bywa określana jako piąta kolumna, a to ze względu na brak lojalności wobec swojego państwa. Na Łotwie ten stosunek do rosyjskojęzycznych też nie jest jednoznaczny, skoro wspomniał Pan o deportacjach?
Jesienią zeszłego roku przyjęto ustawę migracyjną, dotyczącą mieszkańców Łotwy, którzy posiadają lub niedawno nabyli obywatelstwo rosyjskie. Te osoby mają wydane karty pobytu na krótki okres i kiedy ten okres się skończy, aby pozostać na Łotwie, będą musiały udowodnić znajomość języka łotewskiego na poziomie podstawowym (A2). Zgodnie z tą ustawą, osoby, które nie wykażą się wymaganym poziomem znajomości języka, będą podlegać deportacji. Mowa o 25 tys. osób, przeważnie w wieku emerytalnym.
Polityczne elity i koalicja rządząca z czasem zrozumiały jednak, że nie ma takiej możliwości, by wywozić gdzieś te starsze osoby, dlatego nastąpiła zmiana przepisów. Teraz te osoby będą sprawdzane przez służby bezpieczeństwa, które nie będą egzaminować ich że znajomości języka, tylko sprawdzać ich lojalność wobec państwa. Ci, którzy zostaną uznani za zagrażających bezpieczeństwu, mają zostać deportowani.
Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.pl.

