4 lutego w Litewskiej Filharmonii Narodowej wystąpił wybitny polski skrzypek Janusz Wawrowski. Jest on uważany za jednego z najwybitniejszych skrzypków swojego pokolenia. Obecnie prof. Wawrowski jest wykładowcą Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie oraz dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej "Muzyka na Szczytach" w Zakopanem. Gra na skrzypcach Antonio Stradivariego z 1685 roku.
W niedzielę, 5 lutego, muzyk wracał samolotem do Warszawy. Z powodu skrzypiec nie został wpuszczony na pokład samolotu LOT, lecącego z Wilna do Warszawy. Pomimo tłumaczeń, że instrument to skrzypce Antonio Stradivariego z 1685 roku, obsługa nalegała na oddanie ich do luku bagażowego i uniemożliwiła Wawrowskiemu wejście na pokład.
Poniżej zamieszczamy relację udostępnioną w mediach społecznościowych pana Janusza, która opisuje szczegóły zdarzenia:
Szczegóły lotu:
5.02.2023 (niedziela), LO780
wylot: Wilno, 9:00
przylot: Warszawa: 9:05
Janusz Wawrowski:
Nie pozwolono mi wnieść ze sobą skrzypiec na pokład samolotu. Obsługa naziemna przedstawiła mi dwie opcje: umieścić instrument w luku bagażowym pod pokładem lub zostać w Wilnie; nie wykazując żadnego zrozumienia dla wartości skrzypiec. Pani z LOTu powiedziała, że „zobaczymy, czy się zniszczą w luku” (dosłownie). Nie przyjęto również mojego tłumaczenia, że od wielu lat podróżuję różnymi liniami lotniczymi ze skrzypcami i, że przyleciałem do Wilna tymi samymi liniami. W trakcie setek poprzednich lotów nigdy nie zabroniono mi zabrać skrzypiec do samolotu.
Wszystko odbyło się w bardzo nieprzyjemnej atmosferze, z czym się nie spotkałem w żadnych innych liniach i na innym lotnisku.
Już po odlocie samolotu Pan w kasie powiedział, że można zapytać tuż przed podróżą załogę następnego samolotu, który wyleci za 5 godzin, czy wpuści mnie ze skrzypcami na pokład. Zaproponował mi zakup następnego biletu (bardzo drogiego), oczywiście bez gwarancji, że to się uda. Poprzedni bilet oczywiście przepadł. Na pytanie „czemu nie można było zapytać poprzedniej załogi o to samo?”, kasjer odpowiedział, że poprzedni samolot miał już i tak za dużo sprzedanych biletów (słynny overbooking) oraz, że jeden z pasażerów musiał nawet polecieć o innej porze do Warszawy - mi tego nie zaproponowano.
Mimo, że zakupiłem bilet lotniczy za około 2000 zł, nie mogłem go zrealizować i ze względu na powyższą sytuację, musiałem na własny koszt zorganizować sobie powrót do domu. Spędziłem 8 h w autokarze do Warszawy.
Kiedy już najgorszy stres ze mnie opadł, udało mi się dotrzeć do następujących informacji - UWAGA! - na stronie LOTu: „…zawsze możesz zabrać ze sobą jeden bagaż podręczny do 8 kg o łącznej sumie wymiarów nieprzekraczającej 118 cm. Dodatkowo, przysługuje Ci przedmiot osobisty do 2 kg, np., torba na laptopa”.
Futerał zważyłem na taśmie - niecałe 6 kg. Łączne wymiary mojego futerału wynoszą dokładnie 118 centymetrów, co potwierdza strona producenta.
Miałem też torbę z tabletem.
Nie jest to pierwszy raz, gdy my - muzycy - musimy mierzyć się z niezrozumieniem obsługi linii lotniczych, z jak cennym przedmiotem mamy do czynienia. Instrument to nie tylko narzędzie. To przedłużenie ciała muzyka, spędzamy z nim setki, jak nie tysiące godzin. Wydawać by się mogło, że skrzypce mające prawie 340 lat są zbyt cenne na podróż w luku bagażowym. Pewnie nie dla wszystkich.
Takiego zachowania mógłbym się ewentualnie spodziewać po „tanich liniach”, które starają się zarobić na wszystkim, ale nie po narodowym przewoźniku aspirującym do bycia jednym z najlepszych. Czy normą jest u Was niewpuszczanie na pokład samolotu niewielkich instrumentów muzycznych - konkretnie skrzypiec? Przecież na oficjalnej stronie firmy jest wyraźna informacja, że można przewozić w kabinie takie instrumenty. Co możecie zrobić, by muzycy nie musieli się mierzyć z tak stresującymi sytuacjami w przyszłości?
Zawód muzyka wiąże się z ciągłym podróżowaniem. Drodzy muzycy, bardzo proszę - opiszcie swoje historie związane z niewpuszczeniem Was na pokład samolotu. Nagłośnijmy wspólnie takie sytuacje oraz nasz sprzeciw, aby pokazać, że takie wydarzenia nie powinny mieć miejsca.
Coraz więcej linii lotniczych, również tych „tanich”, dostosowuje swoją ofertę do potrzeb osób podróżujących z instrumentami oraz edukuje swoją obsługę w tym kierunku. Warto, by LOT był jedną z takich firm.

O wyjaśnienie sytuacji poprosiliśmy spółkę BGS, pracownicy której prowadzili odprawę pasażerów danego lotu.
- Skrzypce danego pasażera przekroczyły wymagania określone przez linię lotniczą i dotyczące bagażu podręcznego. W terminalu lotniska bagaż został zmierzony za pomocą urządzenia do pomiaru bagażu dostarczonego przez linię lotniczą, ale nie zmieścił się w ramach. Pasażerowi zaproponowano możliwość nadania bagażu do luku bagażowego samolotu lub wykupienie dodatkowego miejsca w kabinie samolotu, przeznaczonego do przewozu drogich przedmiotów, które przekroczyły limit bagażu podręcznego. Pasażer odmówił zakupu usługi, uzasadniając to tym, że zawsze nosi ze sobą skrzypce i nie korzysta z dodatkowych usług - czytamy w komentarzu.
- Przepisy bagażowe linii lotniczych przewidują jedynie takie alternatywy transportowe, a ponieważ pasażer odmówił ich przestrzegania, odmówiono mu zatem lotu. Chcielibyśmy zwrócić uwagę, że pasażer nie miał uprzedniej zgody linii lotniczych na przewóz bagażu podręcznego o większych rozmiarach oraz został poinformowany o dostępnych alternatywach i konsekwencjach - kontynuują przedstawiciele BGS.
Aktualizacja (godz. 15.20):
Kierownik Działu Obsługi Klienta spółki BGS Gabrielė Veilandė wysłała kolejny komentarz spółki.
- Przepraszamy za niemiłą sytuację, której doświadczył pasażer. Nasi pracownicy są zobowiązani do przestrzegania zasad i instrukcji przekazywanych przez linie lotnicze, stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo lotów. My z kolei na bieżąco odbywamy konsultacje z obsługiwanymi przez nas liniami lotniczymi, by podejmować odpowiednie decyzje i zapewnić pasażerom najlepszą obsługę podczas lotów. Dołożymy wszelkich starań, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości - czytamy w oświadczeniu.
Portal LRT.lt uzyskał również komentarz Biura prasowego Polskich Linii Lotniczych “LOT” S.A.
- Jako Polskie Linie Lotnicze LOT stale współpracujemy z wieloma orkiestrami i filharmoniami i pomagamy im w przewozie różnych instrumentów. W tym konkretnym przypadku mało doświadczony pracownik firmy handlingowej, obsługującej PLL LOT, podjął błędną decyzję na podstawie faktu, że futerał ze skrzypcami nie zmieścił się w tzw. przymiarze bagażowym. Jest nam niezmiernie przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Dokonamy zwrotu za niewykorzystaną część biletu oraz dołożymy wszelkich starań, aby tego typu sytuacje nie miały miejsca w przyszłości - zapewniają przedstawiciele LOT-u.
Instrukcje dotyczące przewożenia sprzętu muzycznego znajdują się na stronie linii lotniczych.
Wawrowski: Jedno z najgorszych moich przeżyć
Skrzypek Janusz Wawrowski w wywiadzie LRT oświadczył, że litewscy pracownicy kłamią. - Nie zaproponowano mi żadnej innej alternatywy. Wręcz przeciwnie - to ja pytałem, czy mogę wziąć instrument, jeżeli dopłacę. Powiedzieli, że nie ma takiej możliwości, ponieważ samolot jest pełen. Mogłem jedynie oddać skrzypce do luki bagażowej. Zaproponowałem wtedy, aby przynieśli miarkę. Nie zgodzili się na zmierzenie instrumentu, bo jakoby nie było na to czasu. Młoda dziewczyna i chłopak rzucili tylko: “Może tam u was w Warszawie są bardziej luźne zasady, ale nie w Wilnie” z goryczą wspomina muzyk.
- Miałem poczucie, jakby mnie chcieli dosłownie wyrzucić z lotniska, szczególnie, gdy silny duży pan zaczął zrywać naklejki z torby, która już niby była odprawiona. Powiedział, że mam po prostu sobie iść. Później w kasie usłyszałem, że mogę kupić bilet na następny samolot i pół godziny przed odlotem zapytać obsługę, czy mogę wejść na pokład. Podczas poprzedniego lotu nie można było tego zrobić, ponieważ jakoby sprzedano zbyt wiele biletów i nie było takiej możliwości - opowiada.
Wawrowski informuje, że już złożył reklamację i zastanawia się nad uzyskaniem odszkodowania.



