Naujienų srautas

Wiadomości2023.01.04 16:51

Prof. Ruchniewicz: politycy wykorzystują temat reparacji, bo w polskim społeczeństwie wciąż budzi emocje

Ewelina Knutowicz, LRT.lt 2023.01.04 16:51

Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych skomentowało dyplomatyczną notę Polski w sprawie reparacji i odszkodowań za straty wojenne. Berlin uważa, że sprawa pozostaje zamknięta, więc nie są planowane negocjacje w tej sprawie – przekazało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz zapewniło, że „rząd Rzeczypospolitej Polskiej będzie kontynuował wysiłki zmierzające do uregulowania należności wynikających z niemieckiej agresji i okupacji w latach 1939-1945“.

W ubiegłym roku MSZ RP zaprezentowało raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Rząd oszacował straty na ponad 6 bilionów 220 mld 609 mln zł.

O procesie reparacji rozmawiamy z prof. Krzysztofem Ruchniewiczem, dyrektorem Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego.

Niemiecki rząd oświadczył, że nie zamierza podejmować negocjacji w sprawie reparacji. Czy dla Pana reakcja Niemiec była zaskoczeniem?

Jak najbardziej się tego spodziewałem. Podobne reakcje obserwowaliśmy już wcześniej. W ubiegłym roku z kolegami opublikowaliśmy tom źródeł poświęconych problematyce polskich zabiegów o odszkodowania. Pojawił się tam też wątek reparacji. Osobiście jestem bardzo ciekawy, co jest treścią obecnej noty. Podejrzewam, że nie różni się ona od tej znanej z lat 80-tych.

Polska strona twierdzi, że w oświadczeniu Niemiec zabrakło argumentów. Czy można się z tym zgodzić?

Stanowisko Niemiec jest niezmienne od wielu lat. Podjęcie jakiejkolwiek debaty nie wchodziło tutaj w rachubę. Strona niemiecka bardzo wyraźnie powiedziała, jak się odnosi do tematu. Nie ma potrzeby tego uzasadniać, więc nie widzę dużego problemu.

Jak zatem Niemcy odnoszą się do tego tematu?

Kwestie reparacji i odszkodowań różnią się od siebie. Mówiąc o reparacjach, w dużym uproszczeniu chodzi o roszczenia „państwo-państwo“. Faktem jest to, że po zakończonych konfliktach, na przykład, po II wojnie światowej, państwa chcą odzyskać straty, jakie poniosły. Od razu trzeba podkreślić, że zrobienie tego w stu procentach nie jest możliwe. Nakłada się w ten sposób różnego rodzaju zobowiązania - w okresie przed I wojną światową były to kontrybucje, później reparacje. Po II wojnie światowej, na konferencji w Poczdamie zapadły decyzje, dzielące rozwiązanie problemu na dwie części: tzw. „masę wschodnią“ i „masę zachodnią“. Polska miała uzyskać z części przyznanej Związkowi Sowieckiemu reparacje o sumie do 10 mld dolarów. Związek Sowiecki miał być tym państwem, za pomocą którego Polska miała je otrzymać. W przeciwieństwie do I wojny światowej, nie chodziło tutaj o środki finansowe, tylko o świadczenia materialne. W kontekście rozliczeń między Polską a ZSRR wiemy, że otrzymywaliśmy część fabryk, urządzeń fabrycznych, ale też innych brakujących w kraju przedmiotów, takich, jak aparaty fotograficzne.

Jednak po konferencji poczdamskiej Polska bardzo szybko podpisała porozumienie wykonawcze ze Związkiem Radzieckim z 16 sierpnia 1945 r., które regulowało otrzymywanie reparacji. Jednocześnie podpisała bardzo niekorzystne zobowiązanie, a mianowicie - w cenie zaniżonej miała dostarczać węgiel do Związku Radzieckiego. Aby uprościć sytuację, Polska była zainteresowana w zakończeniu umowy. Do pierwszych negocjacji doszło już w końcu lat 40-tych. W 1953 r. zrezygnowała z pobierania reparacji od NRD. Wtedy region był traktowany jako całe Niemcy.

Inną sprawą jest kwestia odszkodowań, czyli zobowiązań „państwo-obywatel“. W wyniku podziału świata po II wojnie światowej na część wschodnią i zachodnią, Polska przez pierwsze dziesięciolecia była wyłączona od wypłat odszkodowawczych ze strony Republiki Federalnej Niemiec. Niemiecka Republika Demokratyczna nie traktowała się jako kontynuatorka Rzeszy Niemieckiej. Stąd roszczenia mogły być składane wyłącznie pod adresem Federalnego Państwa Niemieckiego.

Do nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Niemcami w 1972 r. tylko jedna grupa otrzymała odszkodowania - ofiary zbrodni eksperymentów medycznych. Były też próby dotyczące robotników przymusowych. Takie wypłaty były czynione od końca lat 50-tych i przez całe lata 60-te. Ostatecznie w 1972 r. podpisano tzw. porozumienie globalne, które zamykało część wypłat na korzyść ofiar. Oczywiście, nie załatwiało całej sprawy, ponieważ było wiele innych osób poszkodowanych, np. osoby świadczące pracę w obozach koncentracyjnych. Te kwestie były podejmowane w następnych dziesięcioleciach. Można generalnie powiedzieć, że od lat 70-tych kolejne grupy ofiar polskich otrzymywały niemieckie odszkodowania.

Kilka lat temu zrobiłem zestawienie, jaką wielkość miały stanowić kwoty. Łącznie z wypłatami z lat 90-tych i początku nowego stulecia, Polska po ofiarach Holocaustu znalazła się na drugim miejscu, jeżeli chodzi o wysokość odszkodowań. Jeżeli dobrze pamiętam, mogły one stanowić nawet 2 mld euro. Wskazuje to, że Polska otrzymała niemałe odszkodowania.

Sprawą problematyczną, która nie jest tak często poruszana, jest kwestia obywatelstwa. Na przykład, beneficjenci żydowscy często byli obywatelami Polski. Oznacza to, że ta kwestia mogłaby być potraktowana inaczej. Trudno jest dzielić ofiary na jakieś kategorie. Należałoby traktować je łącznie.

Możemy zatem mówić, że współcześni Niemcy nie do końca rozumieją, dlaczego właśnie teraz Polska zaczyna mówić o reparacjach?

Tak, to prawda. Kiedy obserwuję wystąpienia polskich polityków, mam wrażenie, że w centrum uwagi nie są ofiary III Rzeszy, tylko jakieś rzekome zobowiązania państwa niemieckiego wobec polskiego. Oczywiście, są to kwestie bardzo złożone, weźmy na przykład, zwrot dzieł sztuki. Sprawa wymaga zatem wspólnych dyskusji i rozmów. W kontekście reparacji dyskusje są zamknięte.

Pojawia się jednak inna kwestia, która wcześniej przez władze polskie nie była podejmowana. Z koleżankami i kolegami zajmującymi się tą sprawą nazywamy to praktycznym rozwiązaniem. Jest to zabieganie o pomoc dla jeszcze żyjących ofiar III Rzeszy. W zasadzie, byłaby to jedyna możliwość uzyskania jakichkolwiek środków na zadośćuczynienie dla tych osób. W związku z wiekiem są często schorowani, więc nie odmówiliby dopłat do leków czy pobytu w sanatorium. Z mojego punktu widzenia, najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie wspólnego funduszu polsko-niemieckiego, który pozwalałby na zaspokojenie potrzeb. Jeżeli chodzi o stronę instytucjonalną, działa m.in. Fundacja „Polsko-Niemieckie Pojednanie”. Jest to przykład doświadczeń ostatnich dziesięcioleci, że nie ma nawet potrzeby tworzenia nowych instytucji, które mogłyby zająć się tego rodzaju wypłatami.

Dlaczego więc temat reparacji stał się tak głośny dopiero w ubiegłym roku?

To nie jest temat nowy, w ostatnich latach bardzo często powracał. Przed kilkoma laty powstała specjalna podkomisja w ramach polskiego parlamentu, której przewodniczył Arkadiusz Mularczyk. Postawiła sobie zadanie przygotowania raportu, który powstawał przez wiele lat. W zasadzie, po roku 2015 temat wracał do przestrzeni publicznej.

Trudno jest wytłumaczyć, dlaczego temat tak często się powtarza. Można przypuszczać, że jest typowym tematem zastępczym, także w relacjach polsko-niemieckich, kiedy nie dyskutuje się o poważnych problemach. Wykorzystuje się go, bo w polskim społeczeństwie wciąż budzi emocje. Wynikają one często z braku znajomości kontekstu.

Jest też inna rzecz, która mnie niepokoi, ale nie jest wyłącznie moją opinią prywatną. Trwa wojna w Ukrainie i sami widzimy, że istnieje konieczność solidarnego występowania wszystkich członków Unii Europejskiej wobec konfliktu. Podejmowanie takich tematów jak reparacje w takim trudnym okresie, w szczególności, gdy dochodzą inne problemy, takie, jak kryzysy, oznaczają osłabianie sojuszników. To jest po prostu niepotrzebne. Ponadto w tym roku planowane są wybory. Jedna ze stron politycznych uważa, że jest to dobry temat do mobilizacji wyborców. Na dłuższą metę nie służy to wzmocnieniu relacji polsko-niemieckich. Na pewno więc nie będą takie, jak jeszcze kilka lat temu.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane