Od ubiegłego weekendu na placu Katedralnym oraz Kudirki działają świąteczne jarmarki. Są tu sprzedawane ciepłe przekąski, gorące wino czy upominki. Sprzedawcy przyznają, że za stoisko muszą zapłacić nawet 4 200 euro.
Sprzedawczyni Karolina cieszy się, że handel podczas pierwszych dni idzie świetnie. - Proponujemy ciepłe kasztany, gorące wino, kompot. Działamy tu już niejeden rok - twierdzi kobieta.
Karolina dodaje, że w tym roku ceny nie poszły w górę.
- Kupują dosłownie wszystko, nawet alkohol. Odwiedzający lubią też gorącą czekoladę, kawę, herbatę. Dziś jest spokojniej w porównaniu z weekendem - mówi sprzedawczyni.
Ceny gorącego wina wahają się od czterech do ośmiu euro w zależności od wielkości kubka. Gorące kasztany kosztują cztery euro, kawa - dwa i pół euro, gorąca czekolada - od trzech do pięciu euro. Za herbatę trzeba zapłacić trzy euro.

Inny sprzedawca twierdzi, że więcej chętnych przychodzi po południu. - Przygotowujemy białą, czarną czekoladę, kakao. Ceny się wahają od czterech do sześciu euro. Robimy również pączki w cenie od pięciu do siedmiu euro. Nie zmarzliśmy - tu jest ciepło - opowiada mężczyzna.
Z kolei Paulius sprzedaje pieczone lody i świąteczne napoje bezalkoholowe. - Ceny dostosowujemy tak, aby klienci coś kupili, a my z kolei moglibyśmy zarobić - tłumaczy. Na stoisku wino kosztuje od czterech do sześciu euro, ale najchętniej wybierane są herbaty.
- Pieczone lody są naszą nową tradycją. Sprzedajemy je czwarty rok z rzędu, wilnianie do nas wracają. W mieście odczuwamy już świąteczną atmosferę - dodaje sprzedawca.
Herbata kosztuje cztery euro, pieczone lody pięć euro.

Karolina na świątecznym jarmarku sprzedaje choinki, świeczki, wianki. Ceny zależą od wielkości i formy dekoracji. Wianek kosztuje około 30 euro.
Sprzedawczyni twierdzi, że w poniedziałek było spokojniej, a podczas weekendu kupujących było niemało.
- Dużo uśmiechów i towarów. Kupujący zostawiają oddzielne datki - mówi Karolina.

Handlujący skórzaną galanterią Jonas twierdzi, że jest miło zaskoczony aktywnością wilnian. - Baliśmy się wojny, chorób i innych rzeczy. Jednak ludzie z ciekawością pytali i kupowali. Może nie jest tak łatwo, ale jest dobrze - uśmiecha się sprzedawca.
- Z galanterią i skórą pracuję od 1975 r. Ofertę staram się zmieniać. Jednak produkcja jest moim głównym źródłem utrzymania. Pracy jest dużo, odpoczywam wyłącznie podczas wakacji - tłumaczy. Cena portfela waha się od 30 do 40 euro, torebki - od 120 do 150 euro.

Prezes Wileńskiego Centrum Kultury Paulius Jurgutis w wywiadzie LRT.lt poinformował, że świąteczne jarmarki działają na placu Katedralnym, Kudirkos i skwerze Odminių.
- Koszty wynajmu stoiska zaczynają się od 2 200 euro i 4 200 euro. Nie są to bardzo gwałtowne zmiany - komentował.
Prawo do handlu otrzymują wyłącznie spółki, które wcześniej przedstawią pomysł na świąteczne stoisko.






