Naujienų srautas

Wiadomości2022.10.07 08:58

Badanie: młodzi Polacy bardziej podatni na rosyjską propagandę niż starsi

Ewelina Knutowicz, LRT.lt 2022.10.07 08:58

Polski think-tank Warsaw Enterprise Institute opublikował wyniki najnowszego badania, dotyczącego manipulacji rosyjskiej propagandy. Według zleceniodawców analizy, którą wykonała firma Maison&Partners, aż 34 proc. respondowanych Polaków, zwłaszcza młodych, jest podatnych na wpływy rosyjskiej propagandy.

W projekcie „Polacy na celowniku propagandy Putina“ wzięło udział 1 087 ankietowanych. Mieli ocenić osiem stwierdzeń, które są ideowo zgodne z interesami Kremla. Celem było sprawdzenie, ile badanych zgodzi się z ponad połową z nich.

Ankietowani mieli ocenić następujące zdania:

– „Wojna to spisek liberalnych elit Zachodu, tych samych, które zaplanowały pandemię“

– „Gdyby nie ekspansja NATO na Wschód, Putin nie zaatakowałby Ukrainy“

– „Uchodźcy z Ukrainy to tak naprawdę imigranci ekonomiczni“

– „Nie powinniśmy pomagać Ukrainie, dopóki nie pokaja się za Wołyń i nie potępi Bandery“

– „Polski nie stać na uchodźców“

– „Nie należy drażnić Rosji, gdyż posiada broń nuklearną“

– „Powinniśmy promować pokój za wszelką cenę, nawet za cenę ustępstw terytorialnych Ukrainy wobec Rosji“

– „Powinniśmy zaprzestać dostarczania broni, bo to podpala dalej konflikt, który nie ma z nami żadnego związku“

Autorzy zaznaczają, że Polacy najbardziej zgadzają się z tezą „Polski nie stać na uchodźców”. Poparło ją aż 60 proc. badanych.

Tymczasem w najmniejszym stopniu Polacy popierają tezy odnoszące się do przyczyn wybuchu wojny oraz kwestii pomocy Ukraińcom. 76 proc. badanych zgadzało się najczęściej z czterema postawami z prezentowanych ośmiu, 24 proc. – z przynajmniej pięcioma. Autorzy zakładają, że to świadczy o podatności na rosyjską propagandę. 34 proc. ankietowanych odpowiada tym kryteriom.

W szczególności autorzy podkreślają podatność najmłodszej grupy wiekowej badanych na rosyjską dezinformację. Szczególnie w wieku 25-34 lat widać istotnie wyższy odsetek osób, które zgadzają się z przynajmniej pięcioma z ośmiu badanych postaw dotyczących wojny w Ukrainie (33 proc. wśród osób 25-34 l. vs. 24 proc. wśród ogółu Polaków). Natomiast wśród najstarszych zaobserwowano najmniejszy stopień zgody (o 7 p.p. mniej niż wśród ogółu osób z tej grupy wiekowej zgadza się z pięcioma lub więcej tezami).

O badaniu rozmawiamy z wiceprezesem think-tanku Warsaw Enterprise Institute Sebastianem Stodolakiem.

Jaki był cel tego badania?

Wiadomo, że wojna w Ukrainie toczy się nie tylko bezpośrednio na polu bitwy, ale coraz większe znaczenie ma to, jak ludzie postrzegają działania wojenne i reakcję własnych państw. Coraz ważniejsza zatem staje się propaganda wojenna. W okresie, na przykład, II wojny światowej była ona kierowana głównie do obywateli własnego kraju, aby m.in. pozyskać rekrutów do wojska. Dzisiaj internet jest nową przestrzenią do szerzenia propagandy, którą można kierować bezpośrednio w stronę wroga, aby nim manipulować. Właśnie to robi Kreml, dążący do chaosu w społeczeństwach zachodnich.

Swoim badaniem chcieliśmy sprawdzić, czy Polacy jako społeczeństwo są podatni na tezy niekoniecznie będące komunikatami Kremla, ale zarazem z nimi spójne. Jednocześnie tezy te łagodzą polski entuzjazm pomaganie Ukrainie.

Jaka była metodologia badania?

Badanie zostało przeprowadzone za pomocą ankiet internetowych. Ten sposób ma pewną słabość - badanie nie uwzględnia osób, które nie mają dostępu do internetu. Są to przede wszystkim osoby najstarsze, których większość z sieci nie korzysta. Tym niemniej, analiza pokazuje przekrój osób, które biorą aktywny udział w życiu społecznym. Można więc założyć, że skoro jest odbiorcą mediów cyfrowych, dokładnie się interesuje sprawą wojny. To właśnie oni są najaktywniejszymi obywatelami, biorą udział w wyborach, więc od nich zależy najwięcej.

Badanie polega na tym, że respondent zgadza się (lub nie) z podanymi tezami. Jak dobierano tezy?

Można wybrać dowolną ilość zdań, które są spójne z narracją Kremla. Nasz think-tank dysponuje dużą bazą ekspertów. Naszym wiceprezesem jest dr Adam Eberhardt, były szef Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia - największego rządowego centrum analitycznego, zajmującego się sprawami zagranicznymi. Monitoruje bezpośrednio rozwój wojny w Ukrainie. Tezy więc były dobierane na podstawie naszych obserwacji w komunikatach Kremla, jak też w polskiej publicystyce, blogosferze i mediach społecznościowych. Oczywiście, to też jest pewnego rodzaju słabość, ale nie dało się tego zrobić inaczej.

Każda z tych tez z osobna może nosić pozory sensownej. Indywidualnie nie muszą być fałszywe. Na przykład, zdanie, że Polaków nie stać na pomoc uchodźcom, może być “dobre”, jeżeli ktoś zacznie je kwestionować. Wiemy, że polski system edukacji nie jest dostosowany do napływu tak wielkiej liczby dzieci uchodźców i może się załamać. Jednak to zdanie trzeba rozbudowywać, wybierać argumentację. Trochę to więc przypomina salę sądową z oskarżycielem i obrońcą, ponieważ obaj nie mogą kłamać, ale muszą dobierać fakty. Respondenci mogą więc twierdzić, że Polskę nie stać na Ukrainę, jednocześnie uważają, że największym problemem w relacjach z tym krajem jest historia Wołynia, a wojnę wywołało NATO, a nie Putin. Jakimś „dziwnym“ trafem podobne wypowiedzi mogą zabrzmieć z ust rzecznika Kremla.

Czy spodziewaliście się takich wyników?

Na pewno mnie zaskoczyło wysokie poparcie tych tez na poziomie 20-30 proc. Dziwi mnie, że zgadzają się z nimi częściej ludzie młodsi niż starsi. Pewnie częściowo można to wyjaśnić faktem, że nie tak wiele osób starszych mogło wziąć udział w badaniu. Gdybyśmy przypuścili, że zgadzają się z Kremlem, to sytuacja by się wyrównała.

Można też zauważyć, że osoby starsze po prostu pamiętają czasy, kiedy Polska była pod wpływem Rosji, czyli okres PRL. Mają złe skojarzenia z Rosją. Kolejna rzecz - osoby młodsze nie korzystają z mediów tradycyjnych, czyli takich, które mają spójny przekaz. Jeżeli osoby starsze oglądają TVP, to dowiedzą się, że wojnę w Ukrainie rozpoczął Putin. Ktoś, kto przegląda wyłącznie TikToka, YouTube, natrafia na różne przekazy. Młodzież lubi się buntować, może więc stawiać tezy „wbrew wszystkim“. Wymagałoby to jednak dalszych badań.

Oznacza to, że młodzi Polacy zrezygnowali z mediów tradycyjnych?

W większości tak. Niedawno wydaliśmy raport dotyczący tzw. nowych mediów. Pokazaliśmy, że w latach 2020-2021 nastąpił przełom - po raz pierwszy w historii firmy wydały więcej pieniędzy na reklamę w internecie niż w mediach tradycyjnych. To pokazuje, gdzie tak naprawdę jest słuchacz, widz i czytelnik. Starsi ludzie mają mniej chęci do korzystania z mediów cyfrowych, ale tym niemniej dołączają do większości - już posiadają smartfony i profile na portalach społecznościowych. Taki trend na pewno nie jest korzystny dla mediów tradycyjnych. Nie umrą, ale czeka je duża transformacja.

Czy w planach są dalsze tego typu badania?

Tak, chcielibyśmy takie badanie powtórzyć, ale tym razem nie tylko w kontekście Polski, ale również wszystkich krajów Trójmorza lub przynajmniej państw graniczących z Rosją i Ukrainą. Warto jest poznać sentyment tych krajów.

Są tworzone różne badania socjologiczne. Nie zostały natomiast zmierzone wpływy Kremla i bezpośredni wpływ propagandy. Najczęściej o tym mówi się w jakimś kontekście.

Co dalej? Jakie działania są potrzebne?

Można powiedzieć, że krytyczne myślenie pomaga odróżnić fałsz od prawdy. Niestety, czasami jest dokładnie na odwrót - niektórych prowadzi w przeciwnym kierunku. W zależności od podejścia pierwotnego względem Rosji i Stanów Zjednoczonych każdy człowiek dobiera fakty i informacje, aby potwierdzały wcześniejsze założenia. Jak ktoś nie lubi Stanów Zjednoczonych, to będzie bardziej skłonny do przyjmowania informacji prorosyjskich. Na pewno więc trzeba pokazywać, gdzie ta propaganda funkcjonuje, informować o tym ludzi. Najlepiej to robić w sposób jak najprostszy. Skoro propaganda Putina twierdzi, że to nie my zbombardowaliśmy teatr w Mariupolu, to trzeba pokazać dowody, o ile takie są - coś, z czym trudno dyskutować.

Problem jest taki, że Rosjanie lubią niuanse. Nauczyli się działać w sposób zawoalowany. Nie działają topornie, chcą, aby ktoś ich usprawiedliwił, na przykład, posiadaniem broni nuklearnej. Tak, kraj posiada taką broń, ale czy warto im z tego powodu oddać Ukrainę? Niekoniecznie. Rosyjska propaganda zaś zmusza do myślenia inaczej. Takim racjonalnym krytycyzmem często się zajmują ludzie bardzo inteligentni, niekoniecznie wielcy miłośnicy Rosji. Rozumiemy więc, że nawet nasze badanie może zostać wykorzystane przez prokremlowską propagandę.

Za każdym razem, gdy słyszymy z grubsza fałszywy komunikat, to musimy przeciwstawić dowód na to, że jest inaczej. Nie wolno jednak cenzurować czy odbierać ludziom platformy - to tylko wzmocni głosy prokremlowskie.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme