Do znajdujących się magazynów firmy logistycznej pędzą ważące po kilkadziesiąt ton ciężarówki. Zniszczona droga, popękane ściany domów mieszkalnych i nieustający hałas - z tym od dłuższego czasu zmagają się uwięzieni we własnych podwórkach mieszkańcy ul. Miško w Białej Wace, w rejonie wileńskim.
Kierowcy skracają sobie drogę i wąską uliczką lawirują między domami oraz idącymi ulicą mieszkańcami, którzy mówią, że po prostu nie mogą opuścić czasem własnego podwórka. Niekiedy są uwięzieni tam nawet przez kilka godzin z powodu zatoru, jaki stwarzają ciągnące małą uliczką ciężarówki. Czasami przejeżdża tędy do 150 TIRów. Ruch nie ustaje ani w nocy, ani w dni wolne od pracy. Nie tylko władze starostwa w Pogirach, ale również władza centralna, czyli Samorząd Rejonu Wileńskiego nie potrafią uporać się z rozwiązaniem z pozoru prozaicznego problemu, mimo istniejącej alternatywnej, bardziej nadającej się do przejazdu drogi.
- Tu są prywatne domy, wiele z nich bardzo starej zabudowy. Wąska ulica nie jest przystosowana do takiego transportu. Nieraz po prostu nie możemy wyjechać z własnego domu. Z takim samym problemem borykają się niemal wszyscy mieszkańcy naszej ulicy. Ktoś nie mógł na czas trafić do pracy, ktoś nie zdołał zawieźć dziecka do przedszkola, a jeszcze inny nie wyjechał dziś na rehabilitację. Kierowcy ciężarówek wykorzystują najmniejszy wolny kawałek na naszych podjazdach – żali się mieszkanka tej ulicy.
Kierowcy ciężarówek wykorzystują najmniejszy wolny kawałek na naszych podjazdach.
Mieszkańcy przeanalizowali trasy samochodów ciężarowych i wyznaczyli ulice, którymi powinien odbywać się ruch. Równolegle do ulicy Miško jest kilka alternatywnych dróg, bardziej nadających się do ciężkogabarytowego transportu w kierunku magazynów logistyki. Są szersze i lepiej oświetlone, mają też chodnik, więc piesi mogą się czuć bardziej bezpiecznie. Mieszkańcy apelują o niezwłoczny zakaz ruchu dla TIRów, ponieważ wielokrotnie omal nie doszło do tragicznych wypadków, w tym też z udziałem dzieci, co potwierdzają nagrania wideo mieszkańców.

Jednak władze rejonu, nie chcą uwzględnić próśb i apeli. Z posiadanych przez naszą redakcję dokumentów wynika, że Administracja Samorządu Rejonu Wileńskiego taką odmowę argumentuje następującym uzasadnieniem: „zakaz uniemożliwiłby również ruch dla specjalnego transportu takiego jak śmieciarki czy wozy strażackie”. Warto podkreślić, że takie twierdzenie jest niezgodne z Ustawą o ruchu drogowym i znakach drogowych, zgodnie z którą istnieje jedynie znak 304, zabraniający ruch pojazdom ciężarowym. Jednocześnie, przepisy zabraniają postoju w miejscu utrudniającym wjazd lub wyjazd, w szczególności do i z bramy, garażu, parkingu lub wnęki postojowej.
- Ponadto zastawienie wjazdu na posesję może utrudnić przykładowo dojazd karetki pogotowia, co też niewątpliwie miałoby wpływ na bezpieczeństwo osób – mówi seniorka tej ulicy.
Nikogo nie obchodzi, że od wibracji pękają nam ściany.
Kierownictwo filmy logistycznej również nie uwzględnia trudności mieszkańców. – Powiedzieli, że będą tu jeździć, bo mają na to prawo, bo Samorząd Rejonu Wileńskiego im na to pozwala. Ograniczeń prędkości kierowcy ciężarówek tu też nie uwzględniają. Progi zwalniające są nieskuteczne w starciu z dużymi samochodami terenowymi oraz z samochodami ciężarowymi. Nikogo nie obchodzi, że od wibracji pękają nam ściany. Obiecano nam, że przyjedzie specjalna komisja i zbada sytuację. Od obietnicy minęły już prawie trzy lata, nikt nie potrafił tu dojechać – ubolewa Jarosław, również mieszkaniec zakorkowanej ulicy.
Pomimo wielu skarg i próśb skierowanych do władz rejonu, wieloletnia walka z kierowcami okazywała się walką z wiatrakami. Przedstawiciele władz odmawiają pomocy.
- Najpierw prosiliśmy o chodnik, więc były kolejne wymówki. Potem prosiliśmy przynajmniej o jakiś plac zabaw dla dzieci. Przecież ja nawet nie mogę nauczyć dziecka jeździć rowerem, dzieci nie mają gdzie się bawić, jesteśmy uwięzieni we własnym podwórku. W okolicy mamy rzekę, park, stary pałac, nikt tu nie dba nawet żeby trawę skosić. My, mieszkańcy, ciągle jesteśmy tylko popychani. Czujemy się porzuceni – dodaje Julia.
Ana Bitovt, inspektor, obecnie zastępczyni starosty Wladysławy Vanagel-Trybockiej w Pogirach twierdzi, że pracownicy starostwa po tym, jak mieszkańcy Białej Waki nagłośnili sprawę w mediach społecznościowych, od razu próbowali interweniować i rozmawiać z kierownictwem IT Logistika. Skończyło się obietnicami, że potok ciężarówek będzie skierowany na inną, alternatywną drogę. Argumentów w kwestii braków odpowiednich znaków drogowych oraz bezczynności władz rejonu, Bitovt nie mogła skomentować.



