Międzynarodowa organizacja Amnesty International opublikowała raport, dotyczący warunków przebywania cudzoziemców w litewskich ośrodkach dla migrantów, oskarżając służby naszego kraju o „rasizm na poziomie instytucjonalnym” i przemoc wobec cudzoziemców.
Zdaniem Amnesty International, władze Litwy „zamknęły tysiące ludzi w zmilitaryzowanych ośrodkach, gdzie byli oni przetrzymywani w nieludzkich warunkach, torturowani i w inny sposób krzywdzeni”.
Analitycy organizacji twierdzą, że migranci mieszkają w przypominających więzienie ośrodkach, odmawia się im dostępu do procedur azylowych. Uchodźcy doświadczają też innych poważnych naruszeń praw człowieka.
Uchodźcy w rozmowach ze społecznikami twierdzili, że byli bici, obrażani i zastraszani. Zdarzały się również przypadki przemocy seksualnej, o których już informowały litewskie media.
W raporcie organizacja zwraca również uwagę na kontrastową pomoc dla uchodźców ukraińskich i stwierdza, że „rasizm na poziomie instytucjonalnym jest zakorzeniony w litewskim systemie migracyjnym”.
Minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė komentując treść raportu powiedziała, że jego twórcy „nie ocenili kontekstu sytuacji“.

- Nie są to wojenni uchodźcy, którzy uciekają przed wojną. Jest to atak hybrydowy, organizowany przez białoruski reżim – oznajmiła minister spraw wewnętrznych.
Odpowiadając na krytykę Amnesty International dotyczącą tego, że migranci są przetrzymywani w strasznych warunkach, Bilotaitė stwierdziła, że w danym wypadku nie było możliwości zapewnienia odpowiedniej infrastruktury.
- Sytuacja ekstremalna to taka, w której ogromna liczba osób przybyła na Litwę w tym samym czasie. Całą infrastrukturę należało utworzyć, spotkaliśmy się z oporem w trakcie doboru budynków - dodała minister.
Zdaniem Rustamasa Liubajevasa, szefa Państwowej Straży Granicznej, pogranicznicy dążą do poprawienia warunków życia migrantów, ale są prowokowani i obwiniani o „nieistniejące rzeczy“.
Z kolei frakcja „W imię Litwy“ zorganizowała dzisiaj konferencję prasową dotyczącą litewskiej polityki migracyjnej. Vytautas Bakas, przedstawiciel tej partii opozycyjnej, twierdzi, że prawicowy rząd będzie musiał odpowiedzieć za zaniechanie kryzysu migracyjnego.
- Jeśli prawo zadziała – za przykładem duńskich czy włoskich ministrów zasiądziecie na ławie oskarżonych - powiedział Bakas po porannym posiedzeniu Sejmu.
- Amnesty International udokumentowała stosowaną przemoc, w tym wykorzystywanie seksualne i poniżanie, nadmierne użycie siły fizycznej oraz przetrzymywanie w przerażających warunkach – dodał Bakas.

Polityk podkreślił, że za wszystkie działania odpowiadają minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė i premier Ingrida Šimonytė.
Poseł partii „W imię Litwy“ Tomas Tomilinas w wywiadzie dla LRT RADIJAS podkreślił, że sytuacja pozostaje napięta.
- Na początku mieliśmy kryzys migracyjny, później znaleźliśmy odpowiednie rozwiązania. Teraz nie obserwujemy wielkiego zagrożenia, bo liczba osób, zmierzająca w kierunku naszych granic nie jest duża. Pozostał jednak problem dotyczący ochrony praw człowieka. Skoro jesteśmy krajem europejskim, logiczne, że musimy dbać o prawa człowieka. Nie musimy upaść tak nisko, jak to zrobili nasi wschodni sąsiedzi. Należy się troszczyć o wszystkich ludzi, niezależnie od ich koloru skóry. Dlatego ważna jest integracja. Teraz w naszym kraju znajduje się około 2 tys. nieudokumentowanych uchodźców. Nie wszystkich możemy deportować. W związku z tym należy rozwiązać kwestię ich wolności poruszania się, bo dzisiaj ludzie przez długi czas dosłownie siedzą w więzieniu. Na początku można dać im możliwość uzyskania pracy - tłumaczy poseł.
Zdaniem rozmówcy, raport Amnesty International uwypukla wszystkie zrobione przez Litwę błędy. - Nie można pozostawiać wszystkich kwestii do zrobienia na ostatnią chwilę. Do tej pory nie mamy planu integracji cudzoziemców. To nie jest dobre, bo człowiek nie mający wolności i nie wiedzący, kiedy ją otrzyma, nie ma zagwarantowanych praw człowieka. Tych ludzi nie jest aż tak wielu, by należało bić na alarm. Po prostu niektórzy politycy czerpią pewną korzyść z tego, aby mówić o zagrożeniu, którego nie ma. Teraz musimy dać możliwość pracy lub wyjechania. Dylemat polega na tym, czy mamy to zrobić teraz, czy w czasie nieokreślonym - stwierdził Tomilinas.

We czwartek odbędzie się głosowanie nad projektem, dotyczącym zmian w polityce migracyjnej. - Sejm zadecyduje, czy będziemy dalej płacili za przebywanie niewinnych ludzi w więzieniu. Sądzę, że większość głosów jest po naszej stronie. Mam przeczucie, że zapadnie właściwa decyzja. Jeżeli posłowie poprą projekt, już tego lata migranci otrzymają możliwość podjęcia pracy, a więc i zarabiania pieniędzy. Pamiętajmy, iż osoby znajdujące się w obozach dla migrantów mają jakieś zawody. Wśród nich są: lekarze, nauczyciele, architekci, dziennikarze czy budowlańcy. Skoro są gotowi do pracy, możemy im ją dać. Teraz Litwa wydaje ogromne sumy, aby zostać później oskarżona przez organizacje międzynarodowe o łamanie praw człowieka – powiedział polityk.
- Oczywiście, że po roku niewoli każdy by się źle czuł. Teraz jest możliwość uzyskania pomocy psychologicznej oraz medycznej, ale jest ona minimalna. Dzisiaj nie możemy im zapewnić dodatkowych gwarancji socjalnych, bo na to nie będzie woli politycznej. Jeżeli jednak nie zapewnia się im praw podstawowych, ci niewinni ludzie zostaną ofiarami przemocy seksualnej lub afer kryminalnych - podsumował Tomilinas.





