Naujienų srautas

Wiadomości2022.05.03 13:34

„Tu jest dobrze, ale tęsknimy za domem“. Uchodźcy z Ukrainy w rejonie solecznickim

Ponad 50 tys. wojennych uchodźców z Ukrainy znalazło w naszym kraju dach nad głową. Ponad 140 Ukraińców zamieszkało u krewnych lub znajomych czy w placówkach administrowanych przez władze Samorządu Rejonu Solecznickiego. Większość z nich to osoby starsze i matki z dziećmi.

Dwadzieścia osób z Ukrainy znalazło dach nad głową w domu samopomocy w Czużekompiach samorządu rejonu solecznickiego. Osoby, które mieszkały tam wcześniej, zostały przeniesione do znajdującego się obok domu spokojnej starości.

Dyrektor domu samopomocy Mieczysław Zarecki podkreśla, że mieszkańcy rejonu z wielkim oddaniem pomagają uciekającym przed wojną uchodźcom z Ukrainy. - Zawsze w swojej działalności staram się kierować logiką, umysłem i na przyszłość spoglądam raczej pragmatycznie. Jednak z powodu tej wojny, szczególnie po tym, gdy zobaczyłem te matki z dziećmi, pojawił się taki ludzki odruch. Chciałem pomóc tym ludziom. O wojnie słyszałem tylko z opowiadań rodziców, nie sądziłem, że coś podobnego może znowu się wydarzyć. A więc, gdy zobaczyłem tych ludzi, zrozumiałem, że nie tylko chcę im pomóc, ale mam również możliwości, szczególnie chodzi mi o ten budynek, gdzie są wszystkie odpowiednie do życia warunki - tłumaczy dyrektor.

W krótkim czasie, seniorzy, którzy tu dotąd mieszkali, zostali przeniesieni do innych pomieszczeń.

- Decyzja co do przekazania budynku na potrzeby uchodźców została przyjęta na początku marca, jednak już wcześniej byliśmy na to moralnie przygotowani. Około 8-9 marca pojawili się pierwsi Ukraińcy, 5-osobowa rodzina. Było ich coraz więcej, dzisiaj w placówce mieszka 20 osób. W przypadku pierwszej rodziny była to babcia, dwie córki i trójka dzieci. Co ciekawe, ta babcia, która się urodziła w 1960 r., pochodzi z Solecznik. Mieszkała jednak przez wiele lat w Charkowie – mówi Zarecki.

Uchodźczynie: nie chcemy być ciężarem

W domu w Czużekompiach znajdują się pokoje jednomiejscowe oraz dwumiejscowe. – W tym momencie każdy mieszkaniec ma swój pokój, gdzie jest dostęp do lodówki, łazienki i prysznica. Znajdują się tam również kuchenki elektryczne, gdzie można przygotować jedzenie. W pierwszym tygodniu, kiedy nasi gości mieli jeszcze przy sobie pewną sumę pieniężną, musieli otworzyć nowe, litewskie konto. Nie mieli wtedy pracy, a dzieci nie mogły jeszcze uczęszczać do szkół i przedszkoli. Podjęliśmy decyzję, że część naszego budżetu przeznaczymy na zapewnienie dobrobytu uchodźcom. Otrzymali więc pomoc i wsparcie od mieszkańców, którzy m.in. dostarczali produkty. Takich serdecznych osób było bardzo dużo. Sytuacja była najtrudniejsza w ciągu pierwszych dwóch tygodni, ponieważ musieliśmy się samodzielnie zaopiekować zarówno dziećmi, jak i osobami dorosłymi - twierdzi dyrektor placówki w Czużekompiach oraz dodaje, że cały personel odczuwa wdzięczność ze strony uchodźców.

- Mieszkańcy w ogóle się nie skarżą co do warunków. Niektórym udało się znaleźć pracę, m.in. cztery osoby pracują w fabryce spółki “Vilniaus paukštynas”, jedna na poczcie w Solecznikach. Niestety, widzę, że na ich twarzach pojawia się pewien pesymizm z powodu narastającej tęsknoty za domem. Naszym obowiązkiem teraz jest zapewnienie im rozrywki na weekend. Problemy finansowe w pewnym sensie zostały rozwiązane, ponieważ uchodźcy już otrzymali zasiłki - podsumowuje Mieczysław Zarecki.

Kobiety z Ukrainy twierdzą, że mają tu spokój. Są zadowolone z warunków, w jakich mieszkają, ale bardzo tęsknią do swoich domów. Jedna z mieszkających w ośrodku Ukrainek mówi, że wszystkiego jest pod dostatkiem. - Osoby z rejonu przez cały czas proponują nam usługi logistyczne, ale nie chcemy być ciężarem, bo i tak bardzo nam pomagają. To byłoby niewłaściwe, gdybyśmy wykorzystywały ich dobroć, należy znać granice. Dlatego najczęściej do pracy dojeżdżamy same. Wolontariusze oraz dziennikarze przywieźli nam i naszym dzieciom potrzebne rzeczy, artykuły żywnościowe - tłumaczy kobieta.

- Jestem wdzięczna panu Mieczysławowi za pomoc. Gdy odbudujemy Charków, a na pewno to zrobimy, zaproszę go do siebie i pokażę każdy kącik swojego ukochanego miasta. Dom jest domem - wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Wierzę, że mieszkańcy powrócą nawet do ruin. Sama wiem dobrze, że wrócę. W końcu, w mieście są wszyscy moi znajomi, przyjaciele, inne bliskie mi osoby. Część z nich teraz broni naszego kraju. Niektórzy zginęli walcząc o swój rodzinny dom - ubolewa kobieta.

Edukacja dzieci

Innym wyzwaniem jest edukacja uczniów z Ukrainy. Zdaniem nauczycieli, najważniejszy jest stan psychiczny uczniów, stworzenie komfortowego środowiska, a dopiero po tym program nauczania i proces edukacyjny. Przedstawiciele rejonu solecznickiego twierdzą, że najczęściej uczniowie wybierają szkoły rosyjskie. Chociaż w Ukrainie większość z nich uczyła się w szkołach z ukraińskim językiem nauczania, język rosyjski jest dobrze przez nich rozumiany, dlatego taki jest ich wybór - twierdzi administracja szkół.

W gimnazjum Santarvės z rosyjskim językiem nauczania w Solecznikach uczy się kilkudziesięcioro dzieci z Ukrainy. Uczniowie są zadowoleni z nauki i mówią, że bardzo dobrze się tu czują.

Witalik, jeden z uczniów z Ukrainy powiedział, że pochodzi z miasta Czernihów. - Na Litwie wszyscy są do mnie dobrzy. Nauczyciele w sposób jakościowy przekazują materiały lekcyjne. Mogą się pojawić pewne trudności, ale staram się z nimi walczyć. Koledzy z klasy są bardzo pozytywnie do mnie nastawieni, dlatego już się z nimi zaprzyjaźniłem. Wiem, że zawsze mi pomogą. Uczę się również litewskiego, potrafię zapamiętać pewne wyrazy. Teraz mogę powiedzieć: “Mano vardas Vitalik”, “Laba diena”, “Labas rytas” - uśmiecha się chłopak.

Nastia twierdzi, że również się dobrze zaadoptowała w nowej klasie. - Uczniowie oraz nauczyciele przyjęli bardzo ciepło, interesowało ich, skąd pochodzę, pomagali mi, gdy zachodziła potrzeba - twierdzi uczennica.

Inny uczeń pochodzi z Charkowa i również czuje się tu dobrze. - Moje miasto zostało zbombardowane, dlatego z rodziną postanowiliśmy wyjechać z kraju. W porównaniu do nauczycieli w Ukrainie, litewscy pedagodzy są bardzo uprzejmi. Bardziej chcą z nami rozmawiać, dostosowują się do potrzeb każdego ucznia. W związku z tym nauka jest dla mnie lżejsza - mówi uczeń.

Czesława Lewanowicz zastępczyni dyrektora gimnazjum Santarvės z rosyjskim językiem nauczania w Solecznikach mówi, że pierwszy uczeń z Ukrainy przybył do placówki 14 marca. - Na decyzję o podjęciu nauki w naszej szkole wpłynął fakt, że rodziny uchodźców znają język rosyjski. Wszystkie przedmioty w naszej szkole są wykładane w tym języku. Większość uczniów nie miała jednak rosyjskiego w szkole ukraińskiej, często był on wykładany jako język obcy. Nie sprawia im to jednak większych trudności, ponieważ każdy uczeń rozmawia po rosyjsku. Większe trudności sprawia gramatyka - wyjaśnia dyrektor.

Moje miasto zostało zbombardowane, dlatego z rodziną postanowiliśmy wyjechać z kraju

Szkoła prowadzi też dodatkowe zajęcia z języka litewskiego, które są przygotowywane specjalnie dla dzieci z Ukrainy. Są one podzielone na trzy grupy wiekowe: dla uczniów klas 2-4, 5-6 i 7-11. - To są dwie godziny tygodniowo, na dodatek przeznaczyliśmy dwie godziny na konsultacje. Oznacza to, że każdy uczeń ma dodatkowe cztery godziny zajęć z języka litewskiego. Uczniowie chętnie się go uczą. Większych problemów z nawiązywaniem nowych znajomości w klasie również nie było. Wychowawca informuje o przybyciu nowych uczniów. Zazwyczaj pierwsze zajęcia w nowej klasie są w trybie nieformalnym. Może to być na pryzkład wyjście do parku czy spotkanie przy herbatce. Współpracujemy też z rodzicami, tworząc indywidualny plan nauki dla każdego ucznia - tłumaczy Lewanowicz.

Jak dodaje, większość dzieci uczy się w klasie dostosowanej do swojego wieku. - Na nauczyciela spada duża odpowiedzialność. W pierwszych tygodniach obserwuje on ucznia, określa, na co trzeba zwrócić więcej uwagi. Staramy się jednak nie patrzeć na proces nauczania przez palce, ponieważ dla nas wszystkie dzieci są takie same. Naszym plusem jest fakt, że nasze klasy są niewielkie. Tymczasem większość dzieci z Ukrainy przyszło z dużych klas, więc muszą się przyzwyczaić do tego, że otrzymują więcej uwagi. Nauczyciel naprawdę ze wszystkim nadąża. Dzieci uchodźców mogą również brać udział w zajęciach pozalekcyjnych, m.in. z tańca, technologii, języków obcych. Mają też nieodpłatne wyżywienie - śniadanie i obiad. Po zakończeniu roku szkolnego dla najmłodszych planujemy zorganizowanie obozuletniego, z którego będą mogły skorzystać również dzieci uchodźców. Uczniowie klas starszych mogą wziąć udział w obozie tygodniowym - podkreśla dyrektor.

Najczęściej do szkoły przyjeżdżają z trzech miejsc: z domu dziecka w Solecznikach, domu samoopieki w Czużekompiach oraz z Solecznik, jeżeli mieszkają u krewnych. Brakuje jednak niektórych rzeczy. - Chwilowo w gimnazjum nie ma psychologa. Wydział oświaty skierował jednak do nas specjalistę, który rozmawia z dziećmi, prowadzi konsultacje, z których korzystają dzieci oraz ich rodzice. Szkoła nie ma też szkolnego autobusu. Pomagają nam w tym inne szkoły, m.in. Szkoła Podstawowa w Czużekompiach - dodaje rozmówczyni.

- Same dzieci mówią o tym, że nie są pewne, co będzie z nimi do września. Są pełne nadziei, że nowy rok szkolny rozpoczną w domu - podsumowuje Czesława Lewanowicz.

Oprac. Ewelina Knutowicz.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme