Doradca prezydenta Litwy ds. bezpieczeństwa narodowego Deividas Matulionis twierdzi, że Litwa dysponuje uzasadnionymi danymi wskazującymi, iż dron, który spadł na terytorium kraju w niedzielę, przekroczył granicę polsko-litewską.
– Mogę powiedzieć z całą stanowczością, że mamy uzasadnione dane wskazujące, iż dron przekroczył polską granicę – powiedział Matulionis w poniedziałek agencji BNS.
Odniósł się w ten sposób do doniesień portalu Polsat News, według których, powołując się na źródła w polskim Ministerstwie Obrony Narodowej, dron został wystrzelony z terytorium Litwy, około 30 kilometrów od granicy z Polską, i nie wleciał w polską przestrzeń powietrzną.
– Ponownie apeluję, by nie wierzyć we wszystko, co gdzieś zostaje opublikowane. Obecnie jest bardzo dużo różnego rodzaju fałszywych informacji. Na razie nie mamy oficjalnych informacji ze strony polskiej, dlatego uważam, że nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi do tego twierdzenia – powiedział doradca prezydenta.
Jak informowała agencja BNS, dron wleciał na Litwę w niedzielę rano. Jego szczątki znaleziono później w miejscowości Juodžionys, w rejonie poswolskim. W wyniku eksplozji maszyny jej odłamki uszkodziły samochód osobowy. Nikt nie odniósł obrażeń.

O kolejnym incydencie, do którego doszło tej samej nocy, poinformował premier Mindaugas Sinkevičius. Podjęto próbę podpalenia pomieszczeń należących do firmy w Wilnie, w których działalność prowadzi amerykańskie przedsiębiorstwo SpaceX.
Szef litewskiego rządu wiąże ten incydent z prowadzoną przez Rosję wojną hybrydową przeciwko Europie. Jak poinformował, próbowano podpalić dziewięć anten satelitarnych oraz moduł sterujący znajdujące się na terenie firmy.
W związku z próbą podpalenia sprzętu wszczęto postępowanie przygotowawcze.
Deividas Matulionis stwierdził, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż za incydentem stoi Rosja, jednak litewskie służby nie dysponują jeszcze „stuprocentowym potwierdzeniem i jednoznacznym przypisaniem odpowiedzialności”.
– Trwa śledztwo. To, co wydarzyło się w Bułgarii, Polsce i na Litwie, jest do siebie bardzo podobne. Dlatego niemal oczywiste jest, że celem było ograniczenie dostępu do Starlinka na potrzeby Ukrainy, ponieważ nasz punkt również zapewnia zasięg na tym obszarze. Śledztwo trwa i na razie naprawdę nie możemy powiedzieć nic konkretnego, ponieważ mogłoby to zaszkodzić postępowaniu – wyjaśnił doradca prezydenta.
Podkreślił, że nie należy łączyć wlotu drona z próbą podpalenia firmy.
– To po prostu zbieg okoliczności – powiedział Matulionis.
Jak informowała agencja BNS, w ubiegłym tygodniu podano, że bułgarskie służby prowadzą dochodzenie w sprawie doniesień o celowym podpaleniu kilku anten wykorzystywanych do łączności z siecią satelitarną Starlink.
W ubiegłym miesiącu doszło do pożaru stacji łączności satelitarnej Starlink w centralnej Polsce. Minister cyfryzacji określił to zdarzenie jako akt sabotażu.
W związku z pożarem w Polsce niemiecka policja zatrzymała trzech mężczyzn i kobietę, a premier Donald Tusk określił ten incydent jako „akt wojny hybrydowej”.



