Po dziesięciu latach przerwy do Wilna powraca Święto Pieśni Młodzieży Szkolnej – jedno z najważniejszych młodzieżowych wydarzeń kulturalnych na Litwie. Na scenach wystąpi około 24 tysięcy uczniów z całego kraju. Wśród nich nie zabraknie polskich zespołów, a jednym z najbardziej rozpoznawalnych będzie Zespół Pieśni i Tańca „Wilenka”, który od ponad pół wieku wychowuje kolejne pokolenia młodych artystów. Dla choreograf „Wilenki” Justyny Wasiukiewicz udział w święcie to nie tylko prestiż, ale także zwieńczenie wielu miesięcy codziennej pracy.
Powrót Święta Pieśni Młodzieży Szkolnej jest wydarzeniem, na które młodzi wykonawcy czekali od lat. Po dziesięcioletniej przerwie Wilno ponownie stanie się miejscem spotkania tysięcy śpiewaków, tancerzy i muzyków z całej Litwy. Organizatorzy przygotowali sześć programów artystycznych, nad którymi pracowali wspólnie z czołowymi litewskimi choreografami i twórcami.

Wśród licznych zespołów swoje miejsce ma również polski zespół „Wilenka” – najstarszy polski szkolny zespół pieśni i tańca na Litwie. Dla jego członków udział w Święcie Pieśni jest nie tylko wielkim wyróżnieniem, ale także okazją, by zaprezentować efekty wielomiesięcznych przygotowań.
– Podczas Wieczoru Zespołów zatańczymy sześć tańców litewskich. Weźmiemy również udział w finale koncertu – mówi choreograf zespołu Justyna Wasiukiewicz.
To znacznie więcej niż nauka tańca
Choć widzowie zobaczą na scenie przede wszystkim dopracowane układy taneczne, za kilkuminutowym występem kryją się miesiące pracy. Jak podkreśla choreograf, w zespole jej obowiązki nie ograniczają się jedynie do przygotowania tancerzy.

Odpowiada również za ruch sceniczny chóru, a z perspektywy instruktora najważniejsze jest to, by wszystkie elementy programu tworzyły harmonijną całość.
– Wkładam swoją pracę także w część chóralną. Młodzież, którą mamy teraz, jest bardzo kreatywna i bardzo chętna do działania. Często sami przychodzą z pomysłami i mówią: „Proszę pani, chcemy zrobić to” albo „Spróbujmy tamto”. Wtedy już podchodzę do nich od strony technicznej – pomagam dopracować szczegóły, poprawić ustawienia czy oszlifować poszczególne fragmenty. Choreografia to tylko jedna część pracy. Później patrzę już na cały obraz, na cały ruch sceniczny – zaznacza.
Jak dodaje, właśnie dzięki zaangażowaniu młodzieży każda kolejna premiera staje się wspólnym dziełem instruktorów i uczestników zespołu.

„Nie ma dnia, żeby zespół nie pojawił się w moich myślach”
Dla Justyny Wasiukiewicz „Wilenka” nie jest wyłącznie miejscem pracy. To codzienność, która przenika niemal każdą sferę życia.
Inspiracje pojawiają się niespodziewanie – podczas spaceru, podróży czy zwykłych codziennych sytuacji.
– Nie ma chyba takiego dnia, żeby zespół nie przewinął się przez moje myśli. Czasem zobaczę jakiś element dekoracji, usłyszę melodię albo dostrzegę ciekawy detal i od razu zastanawiam się, czy można byłoby to wykorzystać podczas koncertu. Zespół staje się częścią życia, od której właściwie nie da się już oddzielić – mówi z uśmiechem.

Jak przyznaje, codzienność choreografa to nie tylko prowadzenie prób. To również planowanie koncertów, przygotowywanie nowych programów, rozmowy z rodzicami i organizowanie pracy całego zespołu.
– To bardzo intensywne życie. Ktoś zachoruje, ktoś nie może przyjść na próbę, maturzyści przygotowują się do egzaminów i później wszystko trzeba nadrabiać. Kręcimy się jak w kołowrotku aż do ostatniej chwili przed wyjściem na scenę – opowiada.
Każde pokolenie zaczyna od początku
Specyfika szkolnego zespołu sprawia, że jego skład nieustannie się zmienia. Gdy najstarsi tancerze osiągają najwyższy poziom, kończą szkołę, rozpoczynają studia i wychodzą z zespołu.
– Czasami jest w tym trochę żalu. Właśnie wtedy, kiedy młodzież osiąga taki poziom, że można realizować bardzo ambitne programy, przychodzi dwunasta klasa i oni odchodzą. Za chwilę jednak pojawiają się kolejne maluchy z ogromną energią. Wtedy już myślisz o nowym materiale, nowych pomysłach i kolejnym pokoleniu – mówi.

Jak podkreśla Justyna, właśnie ta ciągłość sprawia, że „Wilenka” od ponad pół wieku nie traci swojej siły.
– To jest życie i od tego nie uciekniemy. Z jednej strony żal rozstawać się z tymi, którzy dojrzeli już jako artyści, ale z drugiej strony przychodzą dzieci, w których widać ogromny potencjał. Tę iskierkę można rozwijać i z niej budować przyszłość zespołu – dodaje.
Na scenie każdy jest potrzebny
Obecnie w „Wilence” działają trzy grupy taneczne – od pięciolatków po maturzystów. Najmłodsi dopiero poznają pierwsze kroki, starsi reprezentują zespół podczas najważniejszych wydarzeń.
Najważniejszą zasadą pozostaje jednak to, że każde dziecko ma możliwość występowania.
– Wszyscy mają swoje miejsce na scenie. Nie ma sytuacji, że ktoś przez kilka lat tylko obserwuje starszych. Każde dziecko śpiewa, tańczy i uczestniczy w koncertach. To bardzo ważne, bo właśnie wtedy rodzi się poczucie odpowiedzialności za cały zespół – podkreśla choreograf.

Jak zaznacza Justyna Wasiukiewicz, publiczność widzi jedynie efekt końcowy.
– Za kulisami dzieje się znacznie więcej niż na scenie. Trzeba zdążyć się przebrać, przygotować kostiumy, fryzury, dopilnować wejść. Wszystko musi działać jak w zegarku – wyjaśnia.
Dużą rolę odgrywają także najstarsi członkowie zespołu, którzy podczas koncertów opiekują się młodszymi kolegami.
– Starszacy pilnują, żeby maluchy były na czas gotowe do wejścia na scenę, żeby zachowywały się odpowiednio za kulisami. Rodzice pomagają przy przebieraniu, ale to właśnie starsi uczą młodszych odpowiedzialności. Przy tak dużym zespole inaczej po prostu się nie da – zaznacza.
„Wilenka” wychowuje całe rodziny
Choć działalność zespołu jest bezpłatna dla dzieci, jego funkcjonowanie wymaga wsparcia wielu instytucji i ludzi dobrej woli.
– Piszemy projekty, wspiera nas szkoła, Ambasada RP, Dom Polski i cała polska społeczność. Spotykamy się z ogromną życzliwością. Wielu ludzi, do których się zwracamy, kiedyś śpiewało albo tańczyło w „Wilence”. Doskonale wiedzą więc, jak wiele ten zespół znaczy – podkreśla.

Nieprzypadkowo w rozmowach z członkami coraz częściej pojawiają się wspomnienia sprzed wielu lat.
– Dzieci przychodzą i mówią, że ich mama, tata, wujek albo babcia byli w „Wilence”. Nagle okazuje się, że znam tych ludzi, bo kiedyś razem występowaliśmy. To już naprawdę piękna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie – opowiada z dumą obecna choreograf.
Lekcja, której nie daje żadna szkoła
Zdaniem Justyny Wasiukiewicz działalność w zespole ludowym uczy znacznie więcej niż kroków tanecznych.
– W zespole przeżywa się razem bardzo różne sytuacje. Są sukcesy, są porażki, bywają nieporozumienia i kłótnie, ale najważniejsze jest to, że wszystko można rozwiązać rozmową. To bardzo zbliża ludzi – podkreśla.

Jak zauważa, młodzi ludzie, którzy dorastają w zespołach artystycznych, szybciej uczą się samodzielności i odpowiedzialności.
– Młodzież po zespołach jest po prostu trochę inna – oczywiście w bardzo pozytywnym znaczeniu. Lepiej odnajduje się w nowych sytuacjach, szybciej reaguje i łatwiej się przystosowuje. Na scenie nie wszystko da się przewidzieć. Trzeba umieć wybrnąć z każdej sytuacji i pomagać sobie nawzajem – zaznacza.
„Serce porusza się najbardziej”
Choć praca choreografa jest wymagająca i często wyczerpująca, Justyna Wasiukiewicz nie ma wątpliwości, że warto ją wykonywać.
– To jest trudna praca – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Ale daje też ogromną satysfakcję. Najbardziej porusza moment, kiedy widzisz tego maluszka, który wyrósł już na dorosłego człowieka, a później przyprowadza do zespołu własne dziecko. Wtedy naprawdę serce się porusza – mówi.

A więc przed „Wilenką” kolejne wielkie wyzwanie – występ podczas Święta Pieśni Młodzieży Szkolnej. Dla publiczności będzie to kilkanaście minut na scenie. Dla tancerzy, instruktorów i rodziców – zwieńczenie miesięcy pracy, ale też kolejny rozdział historii zespołu, który od ponad pięćdziesięciu lat pozostaje jednym z najważniejszych symboli polskiej kultury na Litwie.









