„Wyprowadźcie ich” – takie słowa, jak twierdzi radny rejonu wileńskiego Daniel Ilkiewicz, usłyszał on i wicemer Wilna Vytautas Mitalas od osób podających się za ochronę podczas tegorocznej Parady Polskości. Kilka dni później konflikt z alei Giedymina przeniósł się na policję – Ilkiewicz złożył oficjalne zawiadomienie dotyczące możliwego naruszenia prawa oraz ograniczenia jego praw i wolności podczas publicznego wydarzenia. Jednak incydent w centrum stolicy otworzył szersze pytanie, które dojrzewa w społeczności polskiej na Litwie od lat: do kogo właściwie należy publiczna przestrzeń polskości na Litwie – do całej społeczności czy do jednego obozu politycznego?
Do incydentu doszło podczas tradycyjnej Parady Polskości, która w tym roku zbiegła się z obchodzonym 2 maja Dniem Polonii i Polaków za Granicą. Organizowany od dwóch dekad pochód uchodzi za jedno z najważniejszych symbolicznych wydarzeń polskiej społeczności na Litwie.
Politolodzy i eksperci zajmujący się tematyką mniejszości narodowych od lat zwracają jednak uwagę, że z czasem parada stała się nie tylko demonstracją polskiej tożsamości i wspólnoty, lecz także przestrzenią politycznych wpływów, w której szczególnie widoczna jest symbolika Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) oraz związanych z nią organizacji.
W tym roku ta symboliczna przestrzeń stała się miejscem otwartego konfliktu.
LRT.lt przypomina, że organizatorem Parady Polskości jest Związek Polaków na Litwie (ZPL). Co roku uczestnicy przechodzą od Sejmu aleją Giedymina w kierunku Ostrej Bramy, gdzie wydarzenie kończy się mszą świętą. Na czele organizacji stoi Waldemar Tomaszewski, który jednocześnie jest przewodniczącym AWPL-ZChR.

„Wykluczono nas nie za zachowanie, lecz za poglądy”
W zawiadomieniu skierowanym na policję Daniel Ilkiewicz twierdzi, że podczas wydarzenia osoby przedstawiające się jako ochrona organizatorów domagały się, by on i wicemer Wilna Vytautas Mitalas opuścili pochód, a następnie fizycznie ograniczały ich możliwość poruszania się. Obaj politycy należą do Partii Wolności.
Jak relacjonuje Ilkiewicz, miały paść słowa: „wynoście się stąd”, „wyprowadźcie ich”, „nie możecie tu uczestniczyć”, a niektóre osoby „łapały za ręce, popychały i zagradzały drogę własnymi ciałami”.
W centrum konfliktu znalazły się plakaty niesione przez polityków Partii Wolności z napisami: „Polak, ale nie zwolennik Tomaszewskiego” oraz „Wilno kocha wszystkich swoich mieszkańców” – w językach polskim i litewskim.

Ilkiewicz zwraca uwagę, że najbardziej poruszył go nie sam konflikt, lecz poczucie, iż jako Polak był niemile widziany podczas wydarzenia organizowanego dla polskiej społeczności.
– Szedłem dumny ze swojej polskości i ludzi, którzy mnie otaczają. Dlatego trudno było mi zrozumieć, że o tym, kto może iść w pochodzie, decydują nie zachowanie, lecz poglądy – mówi dla LRT.lt.
Według radnego przedstawiciele organizatorów najpierw dali do zrozumienia, że najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie brali udziału w pochodzie, a później kazali jemu i Mitalasowi iść z dala od głównej kolumny.
– Po prostu wykluczono nas z pochodu. W demokratycznym państwie trudno to zaakceptować – zaznacza Ilkiewicz.
Jak dodaje, problem jest znacznie szerszy niż sam spór o plakaty.
– Polskość nie należy do jednej partii ani jednego lidera. Nie jest niczyją własnością – podkreśla polityk.
Mitalas: „To było surrealistyczne – iść za Braunem”
Największe emocje wzbudził jednak szerszy kontekst całego incydentu. W tym samym pochodzie uczestniczył również Grzegorz Braun – skrajnie prawicowy polityk z Polski, wielokrotnie krytykowany za antysemickie i radykalne wypowiedzi.
Właśnie na ten kontrast po Paradzie Polskości zwrócił uwagę w mediach społecznościowych wicemer stolicy Vytautas Mitalas. Jak podkreśla, organizatorom nie przeszkadzała obecność Brauna, lecz plakaty niesione przez niego i Ilkiewicza.

– Spodziewałem się pewnych nieprzychylnych spojrzeń, bo nie wszystkim może się podobać napis „Polak, ale nie zwolennik Tomaszewskiego”. Nie spodziewałem się jednak, że pozwoli się nam iść wyłącznie poza głównym pochodem, w dodatku za Grzegorzem Braunem, który szedł zaledwie kilkanaście metrów przed nami – opowiada naszej redakcji Mitalas.
Zdaniem polityka właśnie ten moment najlepiej pokazał „absurd całej sytuacji“.
– Dla mnie, jako wicemera Wilna, surrealistycznym doświadczeniem było iść na końcu pochodu za Braunem, który publicznie obrażał Litwę. To jeszcze bardziej uwypukliło problem, o którym mówię – Tomaszewski i jego partia próbują uzurpować sobie prawo do przemawiania w imieniu wszystkich Polaków na Litwie, a jednocześnie nie reagują na udział radykalnego polityka upokarzającego Litwę. Czuliśmy się jak nieproszeni goście w wyreżyserowanej paradzie – mówi wicemer stolicy.
LRT.lt przypomina, że jeszcze przed Paradą Polskości w przestrzeni publicznej szeroko dyskutowano o wizycie przewodniczącego kontrowersyjnej partii Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna w Wilnie. Część polityków i działaczy społecznych krytykowała jego wizytę w Wilnie, a niektórzy przedstawiciele polskiej społeczności apelowali, by nie utożsamiać wszystkich Polaków na Litwie z radykalnymi postaciami polskiej sceny politycznej oraz bojkotować Paradę Polskości.

Na wizytę Brauna zareagowały również litewskie instytucje. Departament Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) ocenił, iż charakter działalności i wypowiedzi polityka może być sprzeczny z interesami bezpieczeństwa narodowego Litwy i powinien być oceniany pod kątem możliwego zagrożenia dla porządku publicznego.
Tomaszewski: „To była wspaniała parada i tylko ślepy może tego nie widzieć”
Tymczasem Waldemar Tomaszewski ocenia cały konflikt zupełnie inaczej. Jego zdaniem tegoroczna Parada Polskości była wyjątkowo udana i spotkała się z szerokim poparciem.
– Od kilku dni bez przerwy odbieram gratulacje od mnóstwa ludzi, także z zagranicy, z powodu wspaniałej, bardzo udanej i prawdopodobnie najliczniejszej parady, mimo że ktoś próbował jej przeszkodzić. To była wspaniała parada i tylko ślepy może tego nie widzieć – mówi dla LRT.lt europoseł.
Poproszony o szerszy komentarz dotyczący incydentu podczas pochodu, Tomaszewski poprosił o przesłanie pytań na piśmie. W przesłanych odpowiedziach zaprzeczył, by udział Ilkiewicza i Mitalasa w Paradzie Polskości był ograniczany.
– Nie było i nie będzie żadnych ograniczeń udziału w Paradzie dla nikogo. Jak widać na nagraniach, ci panowie uczestniczyli w pochodzie. Regulamin Parady nie przewiduje stosowania innych atrybutów, plakatów czy flag bez uzgodnienia z organizatorami. Na to zwróciły im uwagę policja oraz służby porządkowe – twierdzi Tomaszewski.
Polityk bronił również decyzji o dopuszczeniu do udziału w pochodzie Grzegorza Brauna oraz przedstawicieli skrajnie prawicowej polskiej koalicji „Konfederacja”.
– Parada jest otwarta dla wszystkich, którzy szanują jej tradycję i regulamin. Grupa Brauna zachowywała się kulturalnie, z szacunkiem wobec organizatorów, i szła na końcu pochodu, w tyle za ustawionymi przez organizatora szykami – tłumaczy.

Do zarzutów, że Parada Polskości coraz mocniej utożsamiana jest z AWPL-ZChR, Tomaszewski również odniósł się krytycznie.
Jego zdaniem to właśnie „ci krytycy“ wydarzenia sami naruszali zasady obowiązujące podczas parady, rozdając przed rozpoczęciem pochodu ulotki Partii Wolności.
– To są ci sami „jednoosobowi krytycy”, którzy w rażący sposób łamali regulamin Parady, nachalnie rozdając ulotki Partii Wolności. Ludzie albo ich nie brali, albo po przeczytaniu pierwszego zdania wyrzucali do kosza – twierdzi.
Zdaniem Tomaszewskiego fakt, że Parada Polskości kojarzy się przede wszystkim z ZPL i AWPL-ZChR, wynika z „oczywistych i bezspornych faktów”.
– Organizatorem Parady jest ZPL, a AWPL-ZChR od wielu lat cieszy się ogromnym poparciem Polaków na Litwie w tajnych, demokratycznych, powszechnych wyborach – napisał, przywołując wyniki wyborów samorządowych w rejonach solecznickim i wileńskim.

Antonowicz: „Parada staje się areną partyjnej walki”
Zdaniem dr. Mariusza Antonowicza, politologa z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, tegoroczny pochód jedynie uwidocznił problem dojrzewający od lat – postępującą polityzację Parady Polskości.
– To wydarzenie zawsze miało polityczny odcień, ale wcześniej było bardziej subtelne. Dziś widzimy już otwartą przestrzeń partyjnej walki – dla LRT.lt mówi politolog.
Jak podkreśla, przez lata oficjalnie akcentowano, że organizatorem pochodu jest ZPL, a nie AWPL-ZChR, choć polityczna symbolika była podczas wydarzenia stale obecna.
– Mówiono, że to wydarzenie dla wszystkich Polaków, ale regularnie widzieliśmy tam flagi i symbole AWPL-ZChR. Mimo to osoby spoza tego środowiska politycznego również mogły uczestniczyć w pochodzie. W tym roku sytuacja się zmieniła – po raz pierwszy parada tak wyraźnie stała się areną partyjnej walki – ocenia Antonowicz.
Według politologa dodatkowe napięcia wywołała także wyraźniejsza obecność polskich środowisk politycznych.

– Widzieliśmy nie tylko Brauna, ale także przedstawicieli Konfederacji. Z drugiej strony również Partia Wolności próbowała rozgrywać tam swoje polityczne gry. Wszystko to pokazuje, że parada staje się coraz bardziej przestrzenią politycznych batalii – tłumaczy.
Zdaniem Antonowicza konflikt wokół Parady Polskości pokazał również, że w polskiej społeczności na Litwie nadal istnieją silne napięcia między różnymi środowiskami politycznymi i tożsamościowymi.
– Trzeba przyznać, że społeczność polska na Litwie jest różnorodna. Są ludzie o różnych poglądach i różnych wyborach politycznych. Polskości nie można dzielić na „swoich” i „obcych” – zaznacza politolog.
W jego ocenie podobne konflikty będą się powtarzać tak długo, jak ZPL, kierowany przez Waldemara Tomaszewskiego – pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego AWPL-ZChR – będzie pozostawał tak silnie związany z partią.
– Instytucjonalnie nic nie stoi na przeszkodzie, by oddzielić ZPL od partii. Istnieje jednak mentalna bariera – lęk przed zmianą i wyjściem z utartego schematu – podsumowuje Antonowicz.
Co mówi prawo?
Prawnik Aleksander Radczenko podkreśla, że z prawnego punktu widzenia sytuacja jest dosyć klarowna.
– Na Litwie kwestię wszelkiego rodzaju marszów, wieców, parad reguluje Ustawa o zgromadzeniach. Zgodnie z nią organizatorzy mają obowiązek czuwać na bezpieczeństwem i porządkiem podczas zgromadzenia publicznego. Artykuł 10 tej ustawy daje im prawo usunięcia każdego, kto narusza porządek publiczny. W razie potrzeby posiłkując się pomocą policji – tłumaczy Radczenko.
Jak dodaje, w podobnych sytuacjach policja zwykle stoi na stanowisku, że jeśli do wiecu czy przemarszu dołączają osoby o innych poglądach, którzy te poglądy próbują zamanifestować - może to potencjalnie prowadzić do naruszenia prawa czy porządku publicznego i zalecają takim osobom trzymanie bezpiecznej odległości - zazwyczaj kilku lub kilkunastu metrów - od podstawowego wiecu czy marszu.

– Z tego co rozumiem Tomaszewski podjął decyzję o usunięciu z marszu Daniela Ilkiewicza i Vytautasa Mitalasa, gdyż uznał, że ich plakaty mają kontekst polityczny i konfrontacyjny. Tymczasem Braun i jego zwolennicy, którym ostatecznie pozwolił dołączyć do pochodu, żadnych plakatów nie mieli – wskazuje prawnik.
Jednocześnie przyznaje, że dostrzega w tej sytuacji pewne sprzeczności.
– Jest to oczywiście sporna decyzja, gdy antysemita może iść w Pochodzie Polskości, a osoby przeciwko jemu protestujące - nie, ale sądzę, że mieści się w ramach prawa – ocenia Radczenko.
Prawnik uważa również za dyskusyjny formalnie apolityczny charakter wydarzenia i zwraca uwagę na, jego zdaniem, niezupełnie jednakowe standardy stosowane wobec uczestników reprezentujących różne poglądy polityczne.

– Gdyby parada rzeczywiście była apolityczna, należałoby usunąć z niej także osoby z symboliką AWPL-ZChR. Ale wszyscy rozumiemy, że ta parada nigdy nie była i nadal nie jest apolityczna – mówi LRT.lt. Radczenko podkreśla też, iż ostateczne prawo do określania formuły wydarzenia należy do organizatorów.
– Skoro jednak jej uczestnikom to nie przeszkadza, to organizatorzy mają prawo do takiej formuły, jaką sobie wymyślili. A każdy komu się ta formuła nie podoba, może zorganizować własny przemarsz albo wykorzystać dzień wolny w inny sposób – podsumowuje rozmówca.









