Jeszcze kilka lat temu sztuczna inteligencja była w szkole tematem futurystycznym. Dziś stała się codziennością – cichym uczestnikiem lekcji, prac domowych i egzaminów. Uczniowie korzystają z niej coraz swobodniej, często szybciej niż nauczyciele zdążą zrozumieć jej możliwości. To zmienia nie tylko sposób uczenia się, ale i samą rolę nauczyciela.
W szkołach na Litwie nie ma już pytania „czy AI jest problemem”. Jest inne – znacznie trudniejsze: jak z nią pracować, żeby nie zniszczyła procesu uczenia, ale go wzmocniła. I właśnie z tym wyzwaniem mierzą się dziś nauczyciele – często bez jasnych wytycznych, bez systemowego wsparcia, za to z rosnącą presją, by nadążyć.
W rozmowach z nauczycielkami – Anną Makowską, nauczycielką historii, oraz Ireną Litwinowicz, nauczycielką języka angielskiego – wyłania się obraz szkoły, która próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. - To nie jest już walka z technologią. To próba nauczenia się życia obok niej - mówią jednym głosem rozmówczynie.
Pierwsze zderzenie: „To było zbyt dobre, żeby było prawdziwe”
Dla wielu nauczycieli momentem przełomowym był pierwszy raz, kiedy zobaczyli pracę ucznia, która nie była jego.
– Zauważyłam, że uczniowie korzystają z AI już od wielu lat. Największym zaskoczeniem były sytuacje, gdy przynosili prace, które ewidentnie nie były ich autorstwa – mówi Irena Litwinowicz.
Podobne doświadczenie miała Anna Makowska.
– Kiedy sprawdza się pracę i nagle pojawiają się bardzo zaawansowane sformułowania, których uczeń nie potrafi później wyjaśnić, to łatwo się domyślić, że korzystał z pomocy z zewnątrz – opowiada.
To moment, który wielu nauczycieli opisuje jako „szok poznawczy”. Nie chodzi tylko o sam fakt korzystania z technologii. Problemem jest to, że uczeń oddaje coś, czego nie rozumie.
– Często było widać, że uczeń nawet nie przeczytał pracy, którą oddaje – dodaje Litwinowicz.
Anna Makowska znalazła jednak wyjście z tak niekonwencjonalnej sytuacji:
– Raz po prostu nie wystawiłam ocen. Cała klasa udzieliła bardzo podobnych odpowiedzi, co od razu wzbudziło moje podejrzenia – przyznaje.
– Ja poszłam trochę inną drogą – powiedziałam uczniom, że wrzuciłam ich prace do sztucznej inteligencji i że system wskazał je jako wygenerowane. Wtedy wszyscy spuścili głowy. Zrozumiałam, że trafiłam. Może nie było to do końca pedagogiczne, ale okazało się skuteczne – dodaje.
To właśnie tutaj pojawia się pierwsze pęknięcie w systemie edukacji: oceniamy efekty, które nie odzwierciedlają rzeczywistej wiedzy.

Pomoc czy droga na skróty?
Sztuczna inteligencja w edukacji nie jest jednoznaczna. Może być wsparciem – ale równie łatwo staje się narzędziem do omijania wysiłku.
– Jeśli jest mądrze wykorzystywana – zdecydowanie pomaga. Dysonans pojawia się wtedy, gdy uczniowie bezrefleksyjnie przepisują gotowe odpowiedzi – podkreśla Makowska.
Irena Litwinowicz widzi to podobnie, choć dostrzega też potencjał:
– AI może być pomocna jako narzędzie do generowania pomysłów, inspiracji czy kierunków myślenia. Ale nie powinna pisać pracy za ucznia – zaznacza.
– Nie widzę w tym nic złego – pod warunkiem, że ChatGPT pomaga mu znaleźć pomysły, które uczeń sam następnie rozwija, uzasadnia i ilustruje własnymi przykładami oraz argumentami – dodaje.
To kluczowa różnica. W jednym przypadku AI rozwija myślenie, w drugim – je zastępuje.
Makowska zauważa jeszcze jeden problem: trwałość wiedzy.
– Nie oszukujmy się – wszyscy jesteśmy ludźmi. Jeśli coś można zrobić łatwiej, to naturalnie z tego korzystamy – mówi.
– Problem polega na tym, że to staje się pułapką. Ta wiedza jest bardzo powierzchowna, „na teraz”. A później, kiedy wraca się do tematu, okazuje się, że uczeń, który wcześniej oddał świetną pracę, kompletnie się w nim nie orientuje. To jest właśnie największe zagrożenie – krótkotrwałość i brak głębszego zrozumienia – dodaje.
W praktyce oznacza to, że szkoła zaczyna mierzyć się z nowym typem „pozornej wiedzy”.

Nowe strategie: koniec prac domowych?
W odpowiedzi na rozwój AI nauczyciele zaczynają zmieniać swoje metody pracy. Czasem radykalnie.
– Zdecydowałam się całkowicie zrezygnować z prac pisemnych zadawanych do domu. Wszystkie powstają w klasie. Najpierw omawiamy teorię, przygotowujemy się do tematu, a dopiero potem uczniowie piszą swoje teksty – mówi Litwinowicz.
– Dzięki temu widać realne umiejętności ucznia. Prace pisane w domu i te tworzone w klasie często znacząco się różnią – i to najlepiej pokazuje skalę problemu – dodaje.
To decyzja, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się niemożliwa. Dziś staje się coraz bardziej powszechna.
Makowska zauważa podobny trend:
– Wielu nauczycieli ogranicza zadawanie prac pisemnych do domu. Niektóre polonistki całkowicie z nich rezygnują – mówi.
Dlaczego? Bo szkoła przestaje być pewna, kto jest autorem pracy.
Zamiast tego rośnie znaczenie pracy na lekcji, obserwacji i bezpośredniej interakcji. To powrót do podstaw – ale w zupełnie nowym kontekście.
Anna Makowska dodaje jednak, że nauczyciele aktywnie rozwijają swoje kompetencje:
– Na pewno rozwijamy umiejętność korzystania z nowoczesnych technologii. To jest dziś podstawa – mówi.
– Ale jednocześnie – co ciekawe – na szkoleniach coraz częściej słyszymy coś odwrotnego: wracajmy do podstaw, czyli do kartki i długopisu. Nawet podczas lekcji zaleca się ograniczanie filmów czy prezentacji i większy nacisk na samodzielne pisanie.
To właśnie pisanie pomaga uczniowi lepiej zrozumieć i na dłużej zapamiętać informacje. W pewnym sensie więc wracamy do korzeni – tylko w nowej rzeczywistości.

Zakazy nie działają. Edukacja musi się zmienić
Czy można po prostu zakazać AI? Obie nauczycielki są zgodne: nie.
– Nie da się tego zatrzymać – mówi Makowska wprost.
– Zakazywanie sztucznej inteligencji w XXI wieku nie ma większego sensu – tym bardziej że i tak nie mamy na to realnego wpływu. AI cały czas się rozwija i będzie obecna w naszym życiu – dodaje Litwinowicz.
Zamiast zakazów potrzebna jest edukacja. Problem polega na tym, że system nie zawsze nadąża.
Makowska przyznaje:
– Szkolenia są, ale raczej ogólne. Nie trafiłam jeszcze na takie, które dawałyby konkretne wskazówki do codziennej pracy – mówi.
– Szkolenie, w którym uczestniczyłam, raczej uczulało na zagrożenia – na przykład na nowoczesne technologie, takie jak okulary z wbudowanymi systemami czy inteligentne zegarki, które mogą ułatwiać uczniom szybkie wyszukiwanie informacji – dodaje.
Litwinowicz miała więcej szczęścia:
– Brałam udział w 40-godzinnym kursie z Wielkiej Brytanii. Był bardzo pomocny i pokazał, jak efektywnie wykorzystywać AI – podkreśla.
– Korzystam z narzędzi takich jak Mizou, Diffit czy Brisk Teaching, które realnie wspierają pracę na lekcji – dodaje.
Mizou pozwala uczniom ćwiczyć dialogi z botem – najpierw w bezpiecznym środowisku, co później ułatwia im rozmowę z innymi.
Diffit umożliwia tworzenie tekstów na różnych poziomach trudności, dzięki czemu każdy uczeń pracuje z materiałem dopasowanym do swoich umiejętności.
Materiały można łatwo udostępniać cyfrowo (np. przez Google Docs czy kody QR). To rozwiązania, które oszczędzają czas nauczyciela i zwiększają zaangażowanie uczniów, sprawiając, że nauka staje się bardziej naturalna.
To pokazuje ogromne różnice w przygotowaniu nauczycieli – zależne często od przypadku, a nie systemu.

Nauczyciel w nowej roli: nie ekspert, ale przewodnik
Jedna z największych zmian dotyczy roli nauczyciela.
– Nauczyciel nie powinien ograniczać się do zadawania prac. Powinien być przewodnikiem i doradcą – mówi Litwinowicz.
To zmiana fundamentalna. Dawniej nauczyciel był głównym źródłem wiedzy. Dziś wiedza jest wszędzie – często szybciej dostępna niż na lekcji.
Makowska zauważa:
– Teraz jednak, wraz ze zmianami w programach nauczania, bardzo duży nacisk kładzie się właśnie na porównywanie – wskazywanie podobieństw i różnic. Widać to też w zadaniach egzaminacyjnych, gdzie za tego typu umiejętności można zdobyć najwięcej punktów.
– Zaczynam się zastanawiać, czy niektóre rzeczy w ogóle trzeba jeszcze zapamiętywać – żartuje.
To pytanie wywraca tradycyjny model edukacji.
Bo jeśli wiedzę można znaleźć w kilka sekund, to szkoła musi uczyć czegoś więcej niż zapamiętywania.
Problem głębszy: myślenie, którego nie da się zastąpić
Obie nauczycielki zwracają uwagę na coś, czego AI nie potrafi zastąpić: samodzielnego myślenia.
– Widać, że wielu uczniów potrzebuje wsparcia w rozwijaniu samodzielnego myślenia – mówi Litwinowicz.
Makowska dodaje:
– Zadania wymagające analizy są dla uczniów trudne. Nawet jeśli temat był omawiany – zauważa.
– Szkoła coraz bardziej stawia na rozwijanie myślenia krytycznego. Mamy szkolenia, różne materiały i metody dydaktyczne, które mają to wspierać. Na lekcjach staramy się wprowadzać ćwiczenia, które zmuszają uczniów do myślenia i samodzielnej analizy – podkreśla.
To pokazuje, że największym wyzwaniem nie jest sama technologia, ale jej wpływ na sposób myślenia.
Szkoła coraz bardziej stawia na krytyczne myślenie, analizę i porównywanie. Ale rzeczywistość – jak przyznają nauczyciele – często za tym nie nadąża.

AI jako narzędzie – nie wróg
Mimo wszystkich obaw, żadna z nauczycielek nie demonizuje sztucznej inteligencji.
– Zmiany są jednak nieuniknione. Dziś nikt już nie korzysta z papierowych map – wszyscy używają nawigacji, takich jak Google Maps. To naturalny proces. Młody kierowca bez nawigacji miałby dziś duży problem, żeby trafić w nowe miejsce – mówi Anna Makowska.
– Podobnie jest z edukacją. My uczymy się razem z uczniami – oni sprawdzają nas, my ich. Tego nie da się zatrzymać, trzeba się do tego dostosować i nauczyć się z tego mądrze korzystać – dodaje.
Irena Litwinowicz idzie dalej:
– AI na pewno może bardzo pomóc i odciążyć – zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Ułatwia porządkowanie wiedzy. Na przykład z notatek można w kilka minut stworzyć przejrzysty plan, który później pomaga w nauce czy odpowiedziach ustnych – podkreśla.
Zaznacza również, że sztuczna inteligencja w stanie jest pogłębić zrozumienie uczni:
– Jeśli uczeń czegoś nie zrozumie na lekcji, może poprosić o dodatkowe wyjaśnienie, przykłady czy pomoc w rozwiązaniu problemu – zaznacza.
– Czasem uczeń nie nadąża za tempem lekcji albo traci koncentrację. W takiej sytuacji AI – podobnie jak np. materiały na YouTube – może pomóc mu samodzielnie wrócić do tematu i lepiej go zrozumieć w domu – dodaje.
W praktyce AI już teraz jest wykorzystywana przez nauczycieli: do tworzenia materiałów, ćwiczeń, scenariuszy lekcji.
Litwinowicz podkreśla, że AI ma wiele zastosowań w systemie edukacji:
– Pomaga tworzyć teksty do czytania, ćwiczenia, a także udziela informacji zwrotnej, np. dotyczącej gramatyki czy struktury wypowiedzi.
– Na szkoleniach dowiedziałam się również o książce „The Little Book for Generating AI Prompts for Teachers” (Mała książeczka do generowania zapytań AI dla nauczycieli), która uczy, jak tworzyć skuteczne polecenia dla AI. To bardzo ważne, bo jakość odpowiedzi zależy od tego, jak precyzyjnie sformułujemy zapytanie – dodaje.
To pokazuje, że technologia nie tylko zmienia uczniów – zmienia też nauczycieli.

Presja i realia: nie da się nadążyć za wszystkim
Jednym z najczęściej powracających wątków jest presja.
– Taka presja zawsze w pewnym stopniu istnieje. Każde kolejne pokolenie funkcjonuje w coraz bardziej zaawansowanym środowisku technologicznym – przyznaje Litwinowicz.
Ale jednocześnie dodaje:
– Mam jednak wrażenie, że dziś nie da się w pełni „nadążyć” za uczniami. Oni dorastają z technologią od najmłodszych lat – jest ona dla nich czymś naturalnym. Dlatego zamiast próbować ich dogonić, lepiej skupić się na tym, by robić tyle, ile się potrafi, i nie bać się nowych rozwiązań.
To zdanie dobrze oddaje realia współczesnej szkoły.
Nauczyciel nie jest w stanie znać wszystkich narzędzi, wszystkich trendów, wszystkich możliwości technologii.
Makowska zauważa z kolei paradoks:
– Z jednej strony uczniowie mają dziś ogromny dostęp do technologii, ale często widać, że korzystają z niej w bardzo powierzchowny sposób – oglądają krótkie materiały, szybkie obrazy, wszystko dzieje się bardzo dynamicznie, ale na chwilę.
To pokazuje, że problem nie leży w dostępie, ale w sposobie użycia.

Przyszłość: szkoła się zmieni, ale nie zniknie
Czy AI zastąpi nauczyciela?
Obie nauczycielki odpowiadają jednoznacznie: nie.
– Szkoła powinna pozostać miejscem budowania relacji – zaraz po rodzinie to jedno z najważniejszych środowisk rozwoju człowieka. Sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić relacji międzyludzkich, nie zastąpi też rozwoju emocjonalnego ani pasji – mówi Litwinowicz.
Makowska widzi przyszłość bardziej jako współpracę:
– Można sobie wyobrazić taki model, w którym sztuczna inteligencja przygotowuje materiały i zadania, a nauczyciel czuwa nad tym, jak uczniowie z nich korzystają i czego się uczą. A może nawet pomaga w sprawdzaniu prac? Na razie to wizja przyszłości – ale całkiem ciekawa – przyznaje.
To kierunek, który coraz częściej pojawia się w debacie o edukacji.
Szkoła nie zniknie. Ale zmieni się jej funkcja.

Młodzi nauczyciele: między entuzjazmem a ostrożnością
To, jak szkoła poradzi sobie ze sztuczną inteligencją, w dużej mierze zależy od młodego pokolenia nauczycieli. To oni wchodzą do zawodu już w rzeczywistości, w której AI nie jest nowością, ale codziennym narzędziem – zarówno dla nich, jak i dla uczniów.
Ich podejście jest wyraźnie inne niż w przypadku starszych pedagogów. Mniej w nim lęku, więcej pragmatyzmu. Sztuczna inteligencja nie jest dla nich zagrożeniem, ale czymś naturalnym – czymś, czego trzeba się nauczyć używać.
– Sztuczna inteligencja naprawdę pomaga mi w pracy, i to nie tylko w prowadzeniu lekcji czy nauczaniu – mówi Emilia Poźniakowa, młoda nauczycielka języka francuskiego.
Jak podkreśla, AI to nie tylko narzędzie dydaktyczne, ale też ogromne wsparcie w codziennej pracy, która często wykracza daleko poza samą klasę.
– Dużym wsparciem jest w sprawach organizacyjnych i dokumentacyjnych, których nauczyciele mają naprawdę sporo. Wiele osób myśli, że AI służy głównie uczniom, tymczasem dla nauczycieli i całej szkoły to również bardzo przydatne narzędzie – dodaje.
Jednocześnie młodzi nauczyciele podkreślają, że nie są pozostawieni sami sobie – choć wiele zależy od ich własnej inicjatywy.
– Mamy dostęp do szkoleń i to jest bardzo pozytywne. Co więcej, coraz częściej organizowane są kursy dopasowane do konkretnych przedmiotów – mówi Emilia.
I to właśnie dopasowanie do realiów pracy okazuje się kluczowe.
– Na przykład osobne szkolenia dotyczą wykorzystania sztucznej inteligencji na lekcjach języków obcych, historii czy matematyki. To świetne rozwiązanie, bo sposób korzystania z AI różni się w zależności od przedmiotu – tłumaczy.
To pokazuje, że technologia nie jest jednolita – inaczej wygląda jej wykorzystanie w pracy z tekstem, a inaczej w naukach ścisłych.
Podobne podejście prezentuje atudent pedagogiki wczesnoszkolnej Kazimierz Liplański, który zwraca uwagę na przyszłość zawodu nauczyciela w kontekście AI.
– Już teraz widać, że jest to stopniowo wdrażane i może stanowić naprawdę wartościowe narzędzie dydaktyczne. Nie zastąpi jednak nauczyciela – w żadnym przypadku – ale mogą znacząco wspierać jego pracę – mówi.
Jednocześnie pojawia się ważne ostrzeżenie – technologia może nie tylko ułatwiać pracę, ale też ją zwiększać.
– Ważne jest, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której dzięki sztucznej inteligencji pracy będzie jeszcze więcej. Często bywa tak, że gdy coś staje się łatwiejsze, pojawia się pokusa, by robić tego więcej – zauważa Kazimierz.
Mimo to młodzi nauczyciele nie podchodzą do AI z lękiem. Wręcz przeciwnie – widzą w niej coś, co trzeba zrozumieć, a nie blokować.
– Nie ma sensu się ich obawiać. Najwięcej strachu wynika z niewiedzy – im więcej wiemy, tym mniej się obawiamy – podkreśla Kazimierz.
To podejście dobrze oddaje nastawienie nowego pokolenia pedagogów: zamiast walczyć z technologią, próbują ją oswoić.
Widzą jej ograniczenia, ale też realne możliwości. Nie idealizują jej, ale też jej nie demonizują.
I być może właśnie to podejście – spokojne, świadome, pozbawione skrajności – będzie kluczowe dla tego, jak szkoła poradzi sobie z największą technologiczną zmianą ostatnich dekad.

Między kontrolą a zaufaniem
Największym wyzwaniem pozostaje dziś znalezienie równowagi.
Bo choć sztuczna inteligencja zmienia sposób uczenia się, szkoła nadal musi odpowiadać na bardzo realne, codzienne potrzeby uczniów. A te są coraz bardziej zróżnicowane. Jedni lepiej uczą się samodzielnie, inni potrzebują pracy w grupie, coraz częściej pojawiają się też uczniowie z różnymi trudnościami. Nauczyciele starają się więc urozmaicać zajęcia i integrować klasę, ale jednoczesne dopasowanie się do wszystkich pozostaje dużym wyzwaniem.
Równie ważną rolę odgrywają dziś rodzice. To oni w dużej mierze decydują, kiedy dziecko dostaje telefon i dostęp do nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji. Jeśli są świadomi zagrożeń, rozmawiają z dzieckiem i spędzają z nim czas, łatwiej o budowanie zdrowych nawyków. Problem pojawia się wtedy, gdy technologia trafia w ręce dziecka bez kontroli, a relacje rodzinne schodzą na drugi plan.
– Najważniejsze jest uświadamianie, że AI to narzędzie – pomoc, a nie coś, co ma nas zastępować – podsumowuje Irena Litwinowicz.
Anna Makowska dodaje:
– Tego nie da się zatrzymać. Trzeba się nauczyć z tego korzystać.
I być może właśnie w tych słowach kryje się odpowiedź na pytanie, które dziś stawia sobie cała edukacja.
Nie chodzi o to, czy sztuczna inteligencja zmieni szkołę. Ona już to zrobiła.
Pytanie brzmi: czy szkoła zdąży się zmienić razem z nią?









