Ciągłe ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną i wynikające z nich szkody w sieciach ciepłowniczych i energetycznych sprawiły, że w środku zimy duże części Kijowa i innych miejscowości zostały pozbawione podstawowych usług.
Według danych Czerwonego Krzyża z 14 stycznia, w 800 budynkach mieszkalnych w Kijowie nie było dostępu do ogrzewania i prądu. Utrudnienia dotknęły około 200 tys. osób. Systemy grzewcze zostały niemal całkowicie wyłączone w okolicach Buczy, Irpienia i Hostomelu. Trwają doraźne naprawy systemów energetycznych, jednak prawdopodobne są kolejne ataki na infrastrukturę energetyczną, co oznacza, że pomoc humanitarna będzie miała kluczowe znaczenie
Mieszkający w obwodzie lwowskim dziennikarz platformy „Czarne Niebo” Artur Żak wyjaśnia w rozmowie LRT.lt, że najtrudniejszą sytuację odnotowano w stolicy Ukrainy Kijowie, ale także w Dnieprze, Krzywym Rogu, Zaporożu i na terenach przyfrontowych. - Ostatnie uderzenia Federacji Rosyjskiej w mocno zniszczony system energetyczny Ukrainy doprowadziły do tego, że w stolicy mieszkańcy budynków wielorodzinnych nie mają dostępu nie tylko do prądu, ale także ogrzewania. W niektórych dzielnicach Kijowa nawet spuszczono wodę z instalacji grzewczych, aby nie popękały – ubolewa dziennikarz.
Jak dodaje Artur Żak, każdy dodatkowy stopień poniżej zera oznacza większe zapotrzebowanie na energię elektryczną. - Mimo pracy elektrowni jądrowych, czy też kupowania energii elektrycznej z Zachodu - od Rumunii, ale także od Polski - zasobów nie wystarcza na pokrycie potrzeb. Na całym terenie Ukrainy obowiązują harmonogramy odłączeń – około trzech-czterech w ciągu doby. W obwodzie lwowskim zazwyczaj przez pół doby mamy prąd, a przez pół nie. Jednak w Kijowie oprócz odłączeń wcześniej zaplanowanych dochodzi również do odpięć awaryjnych. Uniemożliwia to normalne funkcjonowanie w mieście, zwłaszcza, gdy temperatura powietrza wynosi -11-12 stopni Celsjusza w ciągu dnia – tłumaczy mieszkający na Ukrainie rozmówca.
Brakujące zasoby są uzupełniane za pomocą generatorów. - Większość obywateli w ten czy inny sposób zaopatrzyło się o alternatywne źródła energii: generatory, duże stacje ładowania, akumulatory i przetwornice. W końcu, ataki są prowadzone od 2022 r. Mogę kontynuować pracę, gdyż posiadam taki sprzęt w domu. Zapewnia mi połączenie internetowe, ale przede wszystkim ogrzewanie. Mimo, że problemów z gazem nie ma, współczesne piece muszą mieć zasilanie elektryczne, żeby działać – wyjaśnia.

W takiej sytuacji szczególnie zagrożeni są mniej zamożni mieszkańcy. – Chodzi o seniorów czy ogólnie osoby biedniejsze, bo inne alternatywne źródła energii, niestety, niemało kosztują. To nie jest wydatek, na który przeciętny obywatel Ukrainy może sobie z łatwością pozwolić – ocenia Żak.
Kolejnym problemem jest fakt, że ataki na infrastrukturę krytyczną utrudniają służbom ratunkowym dostęp do mieszkańców przy różnego rodzaju wypadkach. – Pogotowie ma problemy z dojazdem lub wolniej dociera do poszkodowanych. Na przykład, podczas odcięć windy są wyłączane. Tymczasem Straż Pożarna walczy ze skutkami rosyjskich ataków, co się wiąże z dodatkowymi zagrożeniami. Jako dziennikarze przyzwyczailiśmy się do podawania statystyk ofiar ostrzałów, a tego, co dalej wynika z ataków terrorystycznych często nie bierzemy pod uwagę, a warto – zauważa Żak.
Rząd Ukrainy i administracja kijowskiego samorządu wcześniej zapewniały, że w najbliższych dniach sytuacja powinna być w 100 proc. opanowana. - Wszystko jednak może się zmienić, gdyż codziennie dochodzi do nowych ataków. W sieciach społecznościowych można zobaczyć, że mieszkańcy Kijowa często się dogrzewają za pomocą przenośnych palników gazowych, podgrzewają cegły gazem ziemnym z instalacji i na wszelkie inne sposoby starają się radzić sobie z chłodem. Niestety, z powodu warunków atmosferycznych sytuacja jest, łagodnie mówiąc, niewesoła. Choć państwo zadbało o powstanie punktów, w których można naładować telefon, napić się ciepłej herbaty czy zwyczajnie się ogrzać, mieszkańcy nie są w stanie w taki sposób funkcjonować na co dzień. O ile osoby dorosłe łatwiej sobie poradzą z trudnościami, seniorzy czy małe dzieci są narażeni na utratę zdrowia lub nawet życia – zwraca uwagę dziennikarz pracujący na Ukrainie.

Żak podkreśla, że sytuacja w kraju mogłaby być jeszcze gorsza, gdyby ukraińskiej obronie przeciwlotniczej nie udało się zestrzelić większości dronów. - Rosyjskie ataki są uderzeniami zmasowanymi. Oceniam noc jako spokojną, jeżeli odnotowano, na przykład, 100 środków napadu powietrznego. Z drugiej strony, są to bezzałogowe statki powietrzne, rakietowe pociski manewrujące, ale także pociski balistyczne. Niedawno odnotowano rekord 740 środków napadu powietrznego w trakcie zaledwie jednej nocy, więc mówimy o liczbach horrendalnych. To, że ukraińska obrona przeciwlotnicza jest w stanie zestrzelić zdecydowaną większość aparatów, można określić jako niewątpliwy sukces. Nie jestem w stanie wyobrazić, jak by wyglądała sytuacja, gdyby chociażby połowa środków napadu dotarła do celu – zastanawia się rozmówca.
Większość wykorzystywanej dzisiaj energii elektrycznej pochodzi z elektrowni jądrowych. – Są one trudniejsze do zaatakowania. Wojska rosyjskie przeważnie celują w podłączenia elektrowni. Tymczasem elektrownie wodne zostały całkowicie zniszczone, a większość elektrociepłowni również doznała zniszczeń, w tym też na zachodzie Ukrainy. Teraz krajowi brakuje około 10 gigawatów energii elektrycznej dziennie. Aby je zgromadzić, wprowadzane są odłączenia – wyjaśnia dziennikarz.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił blokadę energetyczną jako próbę złamania moralności Ukraińców. Zdaniem Żaka, gdyby jednak miało dojść do upadku duchu bojowego obywateli, tak by się stało już w 2022 r. - Jestem przekonany, że większość Ukraińców, nieważne, z jakimi trudnościami mieliby się zmierzyć, nie dadzą się złamać z jednej prostej przyczyny - nie mają innego wyboru. Nikt go Ukraińcom nie dał. Głównym celem Federacji Rosyjskiej jest całkowita likwidacja narodu ukraińskiego, czego zresztą sami Rosjanie nie ukrywają. Niestety, nikt nie gwarantuje ustępstw w najbliższej przyszłości – podsumowuje dziennikarz „Czarnego Nieba”.





