Do Litwy i kilku innych krajów Europy wleciały rosyjskie drony – komendant główny policji Arūnas Paulauskas mówi, że z tego powodu ludzie bardziej nerwowo reagują nawet na legalne bezzałogowce.
- Każdy posiadacz drona może go wypuścić, jeśli nie znajduje się w strefie zakazanej. Jednak od razu otrzymujemy całą serię telefonów od ludzi, którzy widzą latające drony i reagują na to dość nerwowo – powiedział w rozmowie z LRT Radijas komendant główny policji Arūnas Paulauskas.
Jak dodał, takie zgłoszenia stanowią dodatkowe obciążenie dla funkcjonariuszy, choć najczęściej nie chodzi o zakazaną działalność.
- Szukamy sposobów, by wszystkie drony – przynajmniej te legalne – były widoczne na mapach, do których mają dostęp obywatele. Wówczas nie trzeba byłoby za każdym razem wysyłać patroli policyjnych i reagować na zdarzenia, które nie stwarzają żadnego zagrożenia – mówił Paulauskas.

Jak przypomina BNS, tego lata do Litwy wleciały dwa rosyjskie drony „Gerbera”, z których jeden przenosił materiały wybuchowe. Wielokrotnie zgłaszano też drony w pobliżu wileńskiego lotniska, co prowadziło do czasowego wstrzymywania lotów.
Incydent odnotowano we wrześniu także w Polsce, gdy rosyjskie drony – około 20 maszyn – naruszyły przestrzeń powietrzną tego kraju. Po tym wydarzeniu NATO ogłosiło wzmocnienie obrony wschodniej flanki i rozpoczęcie operacji „Eastern Sentry”.



