Naujienų srautas

Wiadomości2025.01.15 09:38

Rafał Blechacz: zawsze marzyłem o graniu dla publiczności na całym świecie. To się spełnia

Renata Dunajewska, LRT.lt 2025.01.15 09:38

Rafał Blechacz to jeden z najwybitniejszych polskich pianistów współczesnych. Swoją międzynarodową karierę rozpoczął po wygranej w prestiżowym Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w 2005 roku. Artysta wystąpi 15 stycznia o godz. 19.00 w Litewskiej Filharmonii Narodowej na rozpoczęcie polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.

W 2005 roku został Pan zwycięzcą XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Czy często Pan sięga do tamtych momentów, do wspomnień konkursowych?

Z biegiem lat troszeczkę się to jakby zaciera. Ale kiedy, na przykład, wracam do repertuaru Chopinowskiego, zwłaszcza do tych utworów, które prezentowałem na Konkursie Chopinowskim, najbardziej chyba do koncertów fortepianowych, a już w ogóle do koncertu e-moll, to wspomnienia wówczas odżywają. Zwłaszcza, kiedy gram na scenie, to mocniej wszystko pamiętam i myślę, że są to takie chwile, które naprawdę do końca będzie się pamiętało. Jeżeli pamięć zostanie, oczywiście, dobra.

Był to chyba najważniejszy taki moment w moim artystycznym życiu, dlatego, że po wygranym konkursie rzeczywiście otworzyły się wszelkie drzwi do sal koncertowych i do grania dla publiczności na całym świecie, a to zawsze było moje marzenie. Więc to marzenie się cały czas realizuje.

Pan mówi – życie się zmieniło po konkursie. Nawet nie tylko chyba zawodowe. Zapewne znaleźli się wtedy też „przyjaciele”, którzy oferowali pomoc.

Tak, to prawda. Rzeczywiście, jest takie przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Ale też mogę powiedzieć, że prawdziwych przyjaciół poznajemy też w sukcesie. Także to było dosyć znamienne dla mnie.

Oczywiście, nagle po wygranym konkursie, można powiedzieć, że zaraz po godzinie od werdyktu pojawiło się mnóstwo ludzi i spraw, z którymi wcześniej nie miałem styczności, które były dla mnie nowe. Było to dosyć trudne, żeby to wszystko jakoś zorganizować, ogarnąć. Trochę to trwało, zanim nauczyłem się wszystkiego, między innymi planowania kalendarza koncertowego na tak odległe terminy, na podawanie programu utworów, jakie trzeba będzie zagrać za dwa, trzy lata. To było jedno z najtrudniejszych zadań dla mnie, aby tak dokładnie wszystko określić. Bardzo dużo różnych spraw, nawet takich biznesowych. Dużo ludzi, którzy chcieli też i dla siebie sporo rzeczy zarobić.

Trzeba było mieć w sobie bardzo dużo czujności i otoczyć się grupą życzliwych ludzi, przyjaciół, którzy po prostu w takich sprawach też doradzą, pomogą. I rzeczywiście miałem to szczęście, że spotkałem dobrych ludzi, którzy pomogli mi w tym trudnym czasie. I teraz z perspektywy już właściwie prawie 20 lat (w tym roku mija 20. rocznica od konkursu) mogę powiedzieć, że dobrze się to wszystko ułożyło i toczy się to takim spokojnym trybem, który wydaje mi się jest też ważny i sprzyja dalszej pracy.

W internecie można obejrzeć ogłaszanie werdyktu tamtego konkursu. Pan wtedy zdeklasował swoich wszystkich rywali, zdobył wszystkie możliwe nagrody.

Tak, to prawda. Pierwsza nagroda. Druga nagroda nie została przyznana. No i jest szereg tych nagród, równie bardzo ważnych i bardzo cenionych przez pianistów, a mianowicie nagroda za najlepsze wykonanie mazurków Chopina, poloneza, koncertu fortepianowego z orkiestrą też. I bardzo ważna nagroda ufundowana przez Krystiana Zimermana za najlepsze wykonanie sonaty. Ale też może nie jest zbyt często podawana informacja, że dostałem nagrodę publiczności konkursowej. I to też bardzo cenna dla mnie nagroda.

Wręczono też Panu wieniec. Co to za nagroda?

Wręczono mi Złoty medal konkursu. Natomiast to, o czym Pani mówi, to był srebrny wieniec laurowy. To był też piękny moment dla mnie, dlatego, że przez okres komunistyczny tego wieńca laurowego nie przyznawano, ponieważ tam jest inwokacja, która odnosi się do Pana Boga „Szczęść Boże w karierze artystycznej”. No i władze zabroniły tego, ale w roku 2000 wrócono do tej tradycji. I rzeczywiście miałem to szczęście, że w 2005 r. taki wieniec zwycięzca otrzymuje. No i dostałem i mam go do dzisiaj u siebie. Jest to bardzo cenna pamiątka.

Podczas pierwszej wizyty w Wilnie w 2007 roku Pan mi powiedział, że otrzymał w prezencie fortepian.

Z tymi fortepianami to rzeczywiście było troszeczkę zamieszania, ale zawsze natrafiałem na ludzi, którzy mi pomagali. Kiedy przygotowywałem się do konkursu pianistycznego w Japonii, w Hamamatsu, to był 2003 rok, to miałem tylko pianino u siebie w domu i ćwiczyłem po prostu program na pianinie. Repertuar był dosyć wymagający, więc fortepianu zaczęło mi brakować. I wówczas firma Yamaha pomogła mi w przygotowaniach do konkursu w Hamamatsu i wypożyczyła na okres trzech miesięcy fortepian.

Później, po wygranym konkursie w Hamamatsu, kupiłem sobie fortepian, ale jeszcze nie koncertowy. Natomiast po Konkursie Chopinowskim firma PKN Orlen, która sponsorowała troszeczkę Konkurs Chopinowski i ufundowała jakby takie stypendium czy nagrodę dla najlepszego Polaka konkursu. No i środki, które otrzymałem, przeznaczyłem na zakup fortepianu Steinway, model B. Bardzo piękny instrument, na którym gram też do dzisiaj. Natomiast kiedy otrzymałem amerykańską nagrodę pianistyczną Gilmore w 2014 roku, to za te środki kupiłem już koncertowego największego Steinwaya, a do tego jeszcze dwie klawiatury, z którym czasami jeżdżę na koncerty.

W jakim momencie postanowił Pan wziąć udział w Konkursie Chopinowskim? Ci, którzy interesują się tym konkursem, wiedzą, jak to wygląda. To jest bardzo długa droga, zanim się dostanie do finału. A konkurencja, jak wiemy, jest ogromna. Są setki chętnych wzięcia w nim udziału.

Zawsze tak jest. I decyzję podjąłem po wygranym, wspomnianym już tutaj konkursie w Hamamatsu. To był listopad 2003 roku. Wtedy zacząłem myśleć dość intensywnie, jaki program Chopinowski dokładnie wykonać w 2005 roku w październiku w Warszawie. Zacząłem myśleć, układać, sprawdzać, jak to wszystko brzmi, włączać coraz to nowe utwory Chopinowskie do programów moich koncertów.

No i oczywiście, trzeba było wysłać zgłoszenie, dołączyć rekomendacje, zakwalifikować się do eliminacji i później trzy etapy już międzynarodowego konkursu. Do tego, w lutym 2005 roku był konkurs tylko dla polskich uczestników, którzy przygotowują się do międzynarodowego konkursu. Jest to jakby takie wyłonienie laureatów polskich, takiej reprezentacji, ekipy, jak to się kiedyś mówiło, Chopinowskiej.

Także rzeczywiście te przygotowania trwały dosyć długo, ale kiedy się to wszystko zakończyło i to w taki sposób i w takim stylu, była ogromna radość.

Pan jest czwartym i ostatnim Polakiem, zwycięzcą tego konkursu. Mija 20 lat. To świadczy o tym, że konkurencja jest jednak silna.

Jest silna. Jest sporo bardzo dobrych, znakomitych pianistów z całego świata – z Azji, z Chin, z Korei. Oczywiście, też Japończycy.

Mam to szczęście być czwartym Polakiem. Pierwsze zwycięstwo to była Halina Czerny-Stefańska (1949), później Adam Harasiewicz (1955), Krystian Zimerman (1975) i 2005 r. ja, Rafał Blechacz.

Czekamy na kolejnych laureatów.

Tak, czekamy na kolejnych. Mamy wspaniałą młodzież, wspaniałych pianistów, także trzymamy kciuki.

Pan dosyć wcześnie zaczął uczyć się muzyki. W takim wieku dzieci nie podejmują jeszcze decyzji. Robią to za nich rodzice. Pana przypadek wskazuje na to, że wybór rodziców był słuszny.

Tak. Ja mając 4-5 lat byłem ogromnie zafascynowany muzyką, ale tą organową i właściwie takim marzeniem to było zostać organistą. Uwielbiałem słuchać Bacha, chodzić do kościoła, słuchać tej muzyki organowej, więc rodzice postanowili, że może warto mnie posłać gdzieś. Na początku to było ognisko muzyczne, lekcje fortepianu, pianina, bo organy to później przychodzą. Ale kiedy posmakowałem tego pianina i później wczesnych utworów Chopina, kiedy byłem starszy, to zapragnąłem jednak bardziej rozwijać swoje umiejętności na fortepianie.

Wiemy, że muzyka Chopina jest bardzo trudna do wykonania i nie każdy może ją wykonywać. Kiedy pan zaczął grać Chopina, kiedy się z tym kompozytorem zetknął?

Pierwszy utwór Fryderyka Chopina, jaki zacząłem grać, ćwiczyć, to był Nokturn H-dur Op. 32. Miałem wtedy niecałe 11 lat. Przygotowywałem się na konkurs Bachowski. Tam był taki regulamin, że oprócz muzyki Jana Sebastiana Bacha jeden utwór Fryderyka Chopina obowiązkowo należało wykonać.

I to był ten moment, o którym mówiłem, że wtedy zapragnąłem grać więcej Chopina. Oczywiście, jego utwory są bardzo wymagające pod względem technicznym.

Może miałem to szczęście, że jakoś od razu ten styl poczułem, był mi bardzo bliski - te emocje, które w muzyce Fryderyka Chopina są, które odnajdujemy, jakiś rodzaj melancholii, nostalgii. Jednocześnie piękna poezja, linia melodyczna, bogata harmonia, ale też i dużo wewnętrznej siły, dramatyzmu, jakiegoś takiego patriotyzmu. Muzyka ludowa tutaj też odgrywa duże znaczenie. To wszystko bardzo pięknie się łączy u Chopina w sposób niezwykle harmonijny.

Pan ma jakiś ulubiony utwór Chopina?

Jeżeli chodzi o te wspomnienia z Konkursu Chopinowskiego, to chyba najbardziej koncert fortepianowy. Natomiast dla mnie niezwykłym takim utworem Fryderyka Chopina jest Polonez Fantazja Op. 61. To jest kosmiczny utwór dla mnie.

Kiedy zacząłem go grać po Konkursie Chopinowskim, to jednak co jakiś czas do niego wracam bardzo chętnie i za każdym razem coś innego, polifonicznego, czasami jakąś harmonię, na którą wcześniej może jakoś tak nie zwracałem uwagi, coś ciekawego odnajduję i to zawsze prowokuje mnie do nieco innego spojrzenia na ten utwór, troszeczkę innej interpretacji. Także rozwija się to cały czas.

Uwielbiam Polonez Chopina A-dur.

Ja też. Bo to sztandarowy, można powiedzieć, bardzo znany do dzisiaj, chociaż już bardzo mocno przerobiony, ale jednak sygnał Polskiego Radia. Polonez A-dur, też oczywiście Polonez As-dur Op. 53 z tą słynną częścią oktawową w E-dur środkową. To też jest dla mnie niezwykły utwór i też niosący wspomnienia z konkursu.

Pan jest zawodowym muzykiem. Ile godzin dziennie Pan ćwiczy przy fortepianie?

Skoro jestem zawodowym muzykiem, to trochę muszę poświęcić, żeby rozwijać i utrzymywać cały czas te umiejętności. Więc minimum 5-6 godzin, kiedy jestem w domu, nie mam koncertów, kiedy gram w warunkach takich właśnie domowych, studyjnych. Repertuar jest dosyć duży. Trzeba ten repertuar utrzymywać, nieraz przypominać sobie różne utwory i też oczywiście konstruować nowe programy, więc to wszystko naprawdę zabiera dużo czasu. Więc na pewno sześć godzin jest potrzebne, aby to wszystko dobrze ułożyć.

Kilka słów o dyskografii. Ma Pan sporo już wydanych płyt. Pan współpracuje z najlepszą na świecie wytwórnią płyt. Oprócz Chopina są też inni kompozytorzy.

Tak. Oczywiście pierwsza płyta dla Deutsche Grammophon została nagrana w 2007 roku i pamiętam, że wydanie tej płyty - to były preludia Chopina - zbiegało się z moim pierwszym pojawieniem się tutaj, w Wilnie. Płyta została wydana jesienią, a ja byłem tutaj w listopadzie, jeśli mnie pamięć nie myli. Więc to były preludia Chopina. Druga płyta była zupełnie inna, jeżeli chodzi o kompozytorów, a mianowicie Mozart, Haydn i Beethoven. Chciałem też jakby ukłonić się w stronę stylu klasycznego, który ukształtował mnie, który też kształtował Fryderyka Chopina. Później znowu powrót w Roku Chopinowskim, koncerty fortepianowe Chopina, a po tych koncertach coś innego – malarstwo dźwiękowe, impresjonizm muzyczny, muzyka Debussy'ego, ale też drugi polski wspaniały kompozytor Karol Szymanowski i pierwsza jego Sonata c-moll.

Następnie chyba była muzyka Bacha, a więc te moje początki, pierwsze fascynacje. Później polonezy Chopina. Jest też płyta kameralna, nagrana z południowokoreańską skrzypaczką Bomsori Kim, tam gramy muzykę francuską i polską, bo Sonata pierwsza skrzypcowa Szymanowskiego. Po tej płycie wróciłem do Chopina. Troszeczkę pandemia pokrzyżowała mi plany, więc trzeba było poczekać. Ale w końcu wszedłem do studia i nagrałem dwie sonaty Chopina.

Oprócz tego, że Pan jest zawodowym muzykiem, jest też doktorem filozofii.

Tutaj muszę sprostować, dlatego że pandemia przerwała plany i ostatecznie nie mogłem podejść do obrony. Natomiast studia rzeczywiście skończyłem filozoficzne. Pracę doktorską też mam napisaną, należałoby tylko się zgłosić, żeby ją obronić. Jest to praca, można tak powiedzieć ogólnie, o interpretacji. Między innymi, zastanawiam się nad takimi zagadnieniami, czy możemy mówić o pewnych granicach w interpretacji? Moim zdaniem, możemy, ponieważ jakby opieram się w dużej mierze na pracy Romana Ingardena o tożsamości dzieła muzycznego.

Więc jeżeli będziemy z szacunkiem podchodzić do tożsamości każdego utworu, no to ona jakby też wyznacza, na ile możemy być „wolni” w interpretacji, a na ile zobligowani pewną strukturą i tym, co wyznacza samo dzieło.

Mówimy tu o Pana koncertach, pracy naukowej. Oprócz tego, Pan jeszcze wykłada w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Czy ma Pan czas na jakieś swoje inne hobby?

Tutaj też dopowiem, że jestem związany z Akademią Muzyczną w Bydgoszczy, ale nie jako taki regularny profesor. Nie mam regularnych studentów, tylko bardziej się to odbywa na zasadzie takich master class i wtedy poświęcam od 3 do 5 dni w roku. I rzeczywiście całymi dniami pracuję ze studentami tamtejszej uczelni.

Natomiast takim hobby poza filozofią i muzyką, myślę, że jest po prostu odpoczynek. Czasami potrzebuję po prostu odpocząć od koncertów i nabrać sił do dalszych projektów, też do nagraniowych. Bardzo lubię wakacje spędzać nad morzem, w górach, w Polsce, ale też i we Włoszech. Bardzo lubię też włoską kuchnię. Także myślę, że to jest bardzo ważne, aby takie momenty znajdować w swoim życiu.

Bardzo też odstresowuje mnie, tak jak wspomniałem, oczywiście spacery nad morzem, po górach, ale też jazda na rowerze czy samochodem. Może ona jest mniej zdrowa, bo kiedy kilka godzin spędzam za kierownicą, no to wiadomo, że to jest troszeczkę trudne dla kręgosłupa. Ale bardzo lubię jeździć samochodem. To też jest taki relaks dla mnie, a przy tym, kiedy jest to możliwe, to bardziej wybieram samochód w podróży niż samolot, dlatego, że po prostu więcej widzi się świata.

Pan odpoczywa w ciszy, czy jednak towarzyszy jakaś muzyczka w tle?

Różnie, ale bardziej w ciszy. Uwielbiam ciszę. Uwielbiam spacery, wsłuchiwać się w szum morza, spacery po lesie, odgłosy przyrody. Ale oczywiście czasami jak podróżuję samochodem, to nieraz słucham radia. Wtedy też nie tylko muzyki klasycznej.

18 lat temu Pan w Wilnie, w Filharmonii Narodowej wystąpił z recitalem Chopinowskim. Czas szybko minął. Już 15 stycznia ponownie Pan wystąpi w Filharmonii w Wilnie z koncertem, w którym nie zabraknie Chopina.

Tym razem z orkiestrą. Rzeczywiście, ta przerwa była ogromnie długa, 18 lat. Wybrałem Koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina, drugi koncert. Utwór znakomity, genialny, który zaraz szybko włączyłem do swojego repertuaru po konkursie w 2005 r. Wybrałem ten utwór na ten wieczór tutaj w Wilnie też dlatego, że aktualnie będę go prezentował i na innych dalszych koncertach, między innymi już 20 stycznia w Amsterdamie.

Jak Pan wspomina tamte występy w Wilnie. Wtedy po raz pierwszy Pan tu był jako młody chłopak.

No właśnie. Wtedy wszystko było dla mnie nowe. Byłem bardzo podekscytowany. Chciałem wszędzie bardzo dobrze się zaprezentować i móc być zapraszanym ponownie.

To się dzieje, bo jestem już wielokrotnie zapraszany do tych samych miejsc. Ale też zawsze wracam z taką nutką pewnego wspomnienia, jak to było za pierwszym razem, ale też właśnie radością, że mogę tę historię z publicznością w różnych miejscach rozwijać. Bo to jest chyba najpiękniejsze dla mnie, że kiedy wracam do tych poszczególnych miejsc, to spotykam ludzi, już wiem kogo się spodziewać i spotykam rzeczywiście tych wiernych ludzi, wierną publiczność, która przychodzi na moje koncerty.

Rozkład Pana koncertów już jest zaplanowany na kilka lat.

Tak, w tej chwili zamykam rok 2026 i już pierwsze propozycje pojawiają się na 2027.

Mamy nadzieję, że Wilno znajdzie się na liście koncertów.

Tak. Obiecuję, że nie będzie takich długich przerw, że nie będzie to przerwa 18-letnia. Na pewno. Jeżeli tylko zdrowie dopisze i będzie taka możliwość, to przyjadę tutaj dużo, dużo wcześniej.

Dziękuję Panu za rozmowę.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane