Pożary lasów szalejące w dystryktach Los Angeles pochłonęły co najmniej 10 ofiar śmiertelnych - poinformował w czwartek koroner okręgu.
– 9 stycznia o godz. 20.00 czasu lokalnego (godz. 7.00 czasu litewskiego) Departament Badań Lekarskich otrzymał zgłoszenie o 10 zgonach związanych z pożarem – czytamy w komunikacie.
– Czekamy na identyfikację i powiadomienie najbliższych krewnych – dodano.
Podczas pożarów w drugim co do wielkości mieście w Stanach Zjednoczonych Ameryki spłonęło nawet 1,5 tys. budynków, a ponad 100 tysięcy ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
W nocy trwała zakrojona na szeroką skalę akcja gaśnicza, podczas której śmigłowce nadal polewały wodą ogniska ognia. Uspokajające wiatry usprawniły działania gaśnicze, choć wciąż wybuchają nowe pożary.

Szeryf Los Angeles Robert Luna powiedział, że nocna godzina policyjna ma zostać nałożona w związku z doniesieniami o grabieżach, a stanowa Gwardia Narodowa patroluje dotknięte obszary.
– Używamy wszystkiego, co mamy, w tym członków naszej Gwardii Narodowej, aby w nadchodzących dniach chronić społeczność – powiedział gubernator Kalifornii Gavin Newsom.
– Tym, którzy chcieliby czerpać zyski z ewakuowanych społeczności, chciałbym jasno powiedzieć: grabieże nie będą tolerowane – dodał.

Luna powiedział, że jego funkcjonariusze patrolują strefy ewakuacji i zatrzymują każdego, kto nie powinien tam być.
W związku z tym, że pożary spaliły tak duży obszar, ewakuowani obawiali się, że nie zrobiono wystarczająco dużo, a niektórzy z nich zaczęli sami rozwiązywać problemy.
Nicholas Norman, który w środku nocy zauważył podejrzane osoby, pilnował domu z bronią.
– Zachowywałem się jak klasyczny Amerykanin: poszedłem, wziąłem karabin, usiadłem na zewnątrz i zapaliłem światło, żeby wiedzieli, że w środku są ludzie – powiedział agencji prasowej AFP.




