Historia Litwy to nie tylko Unia Lubelska, wspólna walka pod Grunwaldem, Pan Tadeusz oraz obowiązkowe zwiedzanie Ostrej Bramy i Cmentarza na Rossie – uważa Wydawnictwo Czarne, dzięki któremu światło dzienne ujrzała książka „Litwa po litewsku” autorstwa Dominika Wilczewskiego.
Na półki księgarskie trafiła książka „Litwa po litewsku”. Jak rdzenny Polak, warszawianin, opisał nasz kraj „po litewsku” i pod jakim kątem?
Chciałem pisząc o Litwie zdjąć polskie okulary i spróbować założyć okulary litewskie, czyli pokazać Litwę, jej współczesność, ale też w dużym stopniu jej historię najnowszą z bardziej litewskiego punktu widzenia niż to zwykle jest w Polsce, w polskich publikacjach przyjęte, spróbować też zrozumieć różne procesy, jakie zachodziły na Litwie i w litewskim społeczeństwie. Mogą to być również jakieś wydarzenia, które pewnie też czasami mogą się wydawać dla Polaków niezrozumiałe. Na przykład, odzyskanie Niepodległości w 1918 r. Dlaczego Litwini zerwali z Polską i Polakami, dlaczego zdecydowali się budować własne państwo, a nie odbudowywać Unię Lubelską?
Przede wszystkim interesowały mnie te procesy historyczne z XX w. To moment przełomowy, ale i też dosyć dramatyczny w historii Litwy, bo zbiegło się w tym czasie wiele różnych dramatycznych wydarzeń, ale jednak w jakimś stopniu uwieńczonych szczęśliwym finałem. Litwa w końcu odzyskała w 1990 r. niepodległość i niepodległym krajem pozostaje do dzisiaj.
Czy w tej książce przeplata się polski wątek, czy jednak Pan to wszystko odrzucił i nie ma w niej sentymentów do polskości, do historii, do wspólnej kultury?
Oczywiście, takie całkowite wygumkowanie polskości, polskich wątków i kontekstu byłoby po prostu niemożliwe. Jeśli piszemy o tym, jak kształtowała się litewska tożsamość przed II wojną światową, musimy wspomnieć o tym, jaką rolę odgrywał mit utraty Wilna. Musiałem więc o tym kontekście polskim napisać.
Należy wspomnieć o tym, kim był Marszałek Piłsudski, jaką odegrał rolę w stosunkach polsko-litewskich, przypomnieć o tym, że był przywódcą Polski, ale jednak sam się uważał za Litwina takiego starego typu. Litwini przez to mieli ciekawe spostrzeżenie i podejście do postaci Piłsudskiego, bo z jednej strony był wrogiem - tym, który odebrał im Wilno, ale z drugiej strony jednak był Litwinem, czyli takim trochę swoim. Z tego wynikały różne ciekawe spostrzeżenia. Nie da się tego wyfiltrować, żeby pokazać Litwę wyłącznie zlituanizowaną. Starałem się to jakoś wyważyć, wypośrodkować.
Z drugiej strony nie chciałem, żeby polskie wątki jakoś dominowały, przeważyły. Wydaje mi się, że sami Polacy na Litwie mogą chyba najlepiej o sobie samych opowiedzieć. Ja bym nie chciał tutaj ich wyręczać.

Jaką Litwę zobaczył Pan w toku zbierania materiału do tej książki? Co wywołało zaskoczenie, a może też i rozczarowanie?
Na pewno wywołało zaskoczenie to, że bardzo często napotykałem takie momenty, kiedy dostrzegałem dużo podobieństw różnych procesów historycznych, różnych wydarzeń, paraleli z Polską.
Jak patrzę na dyskusje o historii, o historii najnowszej, o kontrowersjach wokół różnych postaci historycznych, wokół różnych wydarzeń historycznych, po jakie argumenty się sięga w tych dyskusjach, to widzę dużo podobieństw z debatami, jakie my, Polacy, toczymy w Polsce.
Ale dostrzegłem też w tej swojej pracy, wydaje mi się, taką cechę Litwinów, Litwinek, społeczeństwa litewskiego, jaką oni przejawiali, zwłaszcza w tych XX-wiecznych dziejach - duża determinacja, żeby zachować tożsamość i kulturę narodową oraz język nawet w skrajnie niesprzyjających temu okolicznościach. Tutaj przede wszystkim mam na myśli okres radziecki.
Ta determinacja w końcu okazała się skuteczna. Litwinom jednak udało się niepodległość odzyskać. Nie zważając na okoliczności zewnętrzne czy obiektywne, takie, jak procesy dziejące się w skali europejskiej i globalnej - rozpad Związku Radzieckiego - wydaje się, że bez tej determinacji społeczeństwa litewskiego ten cel nie zostałby osiągnięty, jakim było odzyskanie niepodległości.
Ta litewska determinacja, dążenie do celu to jest coś, co budzi szacunek. I też myślę, że to jest coś, z czego na pewno Litwini mogą być dumni.

Książka ukazała się w języku polskim, czyli jest skierowana do Polaków. Jak w Polsce jest przedstawiana Litwa, jaką jest wiedza Polaków o współczesnym naszym kraju? Czy po przeczytaniu tej książki Polacy odkryją coś nowego dla siebie?
W Polsce jest duże zainteresowanie tą częścią historii Litwy, która jest w jakimś stopniu związana z Polską. Na pewno jest na różnym poziomie w różnych grupach, pokoleniach, środowiskach. Ale jest ta świadomość, że we współczesnym państwie litewskim mieszkają Polacy, że są oni znaczącą mniejszością i mają różne problemy czy wyzwania, że różnie się też stosunki polsko-litewskie w samej Litwie układają. Dziś ta świadomość jest obecna.
Na pewno jest dużo romantycznych wyobrażeń na temat Litwy historycznej, Litwy raczej znanej z Pana Tadeusza czy z Potopu niż nowoczesnej, obecnej, tak, jak ona dzisiaj wygląda.
Ale też myślę, że do coraz szerszej grupy odbiorców dociera taki obraz Litwy, jaki Litwini sami starają się budować, czyli takiego kraju, który pomimo ograniczeń, tego, że jest mały pod względem terytorialnym i niewielki liczebnie, to jednak ma duże ambicje, chce być nowoczesny, chce też odgrywać ważną rolę na arenie międzynarodowej i wspierać inne społeczeństwa, narody, które walczą o wolność i demokrację. I to jest na pewno ten wizerunek Litwy, który jest coraz bardziej obecny w polskich mediach.
Jest to Pana pierwsza autorska książka. Do jakiego gatunku literackiego należałoby ją zaliczyć?
To jest literatura faktu, czyli akurat w tym przypadku coś pomiędzy reportażem historycznym a eseistyką.
Korzystałem z wielu różnych źródeł, opracowań, publikacji historycznych, historiograficznych. Nie miałem ambicji, żeby to była monografia historyczna, bo też nie mam do tego odpowiedniego warsztatu. Chciałem, żeby to była bardziej taka opowieść o historii Litwy i o tym, jakie są relacje między historią a współczesnością. Więc sięgałem tutaj po źródła historyczne i po współczesne publikacje medialne, internetowe, prasowe.
Posiłkowałem się rozmowami z przedstawicielami litewskiej opinii publicznej, z litewskimi historykami, dziennikarzami, ludźmi aktywnymi społecznie, publicznie. Na tej bazie próbowałem stworzyć obraz Litwy współczesnej, ale zakorzenionej w historii.

Czy ta książka mogłaby być przetłumaczona na język litewski? Bo dla mieszkańców Litwy chyba byłoby ciekawie przeczytać, jak ich widzą sąsiedzi.
Ja bardzo bym się cieszył, gdyby ona została przetłumaczona na litewski. Co prawda, pisze tam o wydarzeniach, faktach, o dyskusjach. Wydaje mi się, że one są dość dobrze litewskiemu odbiorcy znane, ale być może ułożone w takiej opowieści, jaką ja zaproponowałem, byłyby interesujące dla litewskiego odbiorcy. Może litewski odbiorca, czytelnik też by odkrył faktycznie tam coś nowego, jakby patrząc na swój kraj oczami zewnętrznego odbiorcy, zewnętrznego autora. Może też odkryłby coś, co się wydaje w tym momencie niedostrzegalne.
Więc gdyby tylko pojawiła się opcja przetłumaczenia książki na litewski, gdyby została zaprezentowana litewskiej publiczności, to ja bym tylko temu przyklasnął. I oczywiście bardzo chętnie bym na ten temat podyskutował.
No ale z polskim wydaniem Pan przyjedzie do Wilna?
Mam nadzieję, że pojawi się szybko taka możliwość. Jestem bardzo ciekaw reakcji.
Dominik Wilczewski jest dziennikarzem, analitykiem, felietonistą i naukowcem. Jest absolwentem Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.





