1 maja minęło 20 lat od historycznego rozszerzenia Unii Europejskiej, w ramach którego doszło do akcesji krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Malty i Cypru. Jednym z krajów, które weszły wówczas do Unii razem z Litwą i Polską była m.in. Słowenia. Ten kraj, położony w miejscu, gdzie Europa Środkowa spotyka się z Bałkanami, a Alpy z Adriatykiem pod wieloma względami był wówczas – i pozostaje – wyjątkowy na tle pozostałych.
Pułapka średniego wzrostu
Słowenia była jedynym krajem wśród reszty ówczesnych kandydatów – który aczkolwiek postsocjalistyczny, gdyż do 1991 r. był republiką związkową Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławia, miał mocną gospodarkę o elementach wolnorynkowych. Kraj ten był położony najbliżej względem Zachodu, gdyż graniczący z Austrią i Włochami, o najwyższej stopie życiowej w porównaniu do innych kandydatów „ze Wschodu” Europy.
Poprzez akcesję do UE Słowenia – będąc w 2004 r. krajem jeszcze młodym, po uzyskaniu niepodległości w czerwcu 1991 r. – realizowała swoje cele strategiczne i rozwijała się, ale spośród dziesięciu krajów, które wówczas przystąpiły do Unii patrząc z dzisiejszej perspektywy poczyniła najmniejsze postępy.

W ciągu dwóch dekad od wejścia do Unii Słowenia zmniejszyła różnicę w stosunku do średniej UE o zaledwie trzy punkty procentowe, podczas gdy kraje Grupy Wyszehradzkiej, choć startowały z gorszej pozycji, zmniejszyły różnicę o 16 punktów procentowych, a kraje bałtyckie aż o jedną trzecią.
Spośród całej tej grupy obecnie Czechy i Słowenia, zgodnie z najnowszymi danymi Eurostatu, osiągają 91 proc. średniej UE, a Litwa jest tuż za nimi.

Słowenia jednak przystąpiła do UE 20 lat temu z wyższego poziomu niż Czechy lub zwłaszcza Litwa. W momencie przystąpienia Słowenia znajdowała się na poziomie 88 proc. średniej UE, Czechy na poziomie 75 proc., a Litwa zaledwie 49 proc.
Jednak w ciągu 20 lat Czechy i Litwa rozwijały się szybciej niż Słowenia, zmniejszając różnicę w przyspieszonym tempie, podczas gdy Słowenia dość powoli. Tak więc z tym czasie Czechy poprawiły swój wynik o 16 punktów procentowych, a Litwę o ponad 40, Słowenia zaledwie o trzy.
Nie ulega zatem wątpliwości, że pomimo znacznie lepszego punktu wyjścia, Słowenia w porównaniu z innymi krajami poczyniła jedynie niewielki postęp.

W ten sposób Słowenia – będąc krajem najbardziej rozwiniętym w momencie akcesji – następnie wpadła w tzw. pułapkę średniego wzrostu.
- Łatwiej jest osiągnąć wymierne rezultaty będąc początkowo na niskim poziomie rozwoju niż osiągnąć ten sam wynik na wyższym poziomie przy takim samym rozwoju jak inni – powiedział mi Milan Kučan, pierwszy prezydent niepodległej Słowenii w latach 1992-2002.
- Myślę, że ta dynamika i poczucie konieczności dogonienia Unii Europejskiej oznaczały również większą mobilizację w tych biedniejszych i mniej rozwiniętych krajach niż w Słowenii. Słowenia odniosła względny sukces, była względnie rozwinięta i względnie zadowolona z tego, że prawie osiągnęła średnią europejską już w momencie przystąpienia do UE, ale potem zaczęła tracić tę przewagę - zaznaczył Kučan.

Dodaje też, że poziom oczekiwań od zmian w społeczeństwie słoweńskim był wyższy niż w innych krajach, dlatego też obecnie mogą nieco inaczej oceniać drogę, którą ich kraj przeszedł w ciągu ostatnich dwóch dekad:
- My, Słoweńcy, nie musieliśmy uwzględniać w naszych oczekiwaniach, że będziemy mogli przykładowo swobodnie podróżować za granicę na Zachód, ponieważ mieliśmy to już zapewnione w Jugosławii. Poziom naszych oczekiwań był więc wyższy niż na przykład w Polsce - powiedział.
Jednak ocena bilansu członkostwa Słowenii w Unii mimo wszystko jest pozytywna.
- Słowenia dobrze radzi sobie na wspólnym rynku UE. Myślę, że korzyści z tego dla Słoweńców są oczywiste i to jest najważniejsze. Nasz kraj żyje jak spokojne i stabilne państwo – przekonuje prezydent Kučan.
Magiczny Piran
O tym, jak wygląda eurointegracja Słowenii w praktyce, najlepiej się przekonać będąc przykładowo w nadmorskim Piranie.

Liczący ledwie nieco ponad 4 tys. mieszkańców Piran to prawdziwie magiczne miejsce, gdzie przy odrobinie chęci i fantazji naprawdę można poczuć, jak coś się kończy, a coś się zaczyna. Tu kończy się słowiański świat, Europa Środkowa, górzysty świat Alp, a zaczyna się świat Śródziemnomorza, romański, adriatycki.
Pirańskie stare miasto o wąskich niczym korytarze cichych uliczkach mieści się półwyspie Punta, który stopniowo się zwężając wrzyna się w Adriatyk niczym statek, na jego czubku stoi zbudowana z grubych ciosów piaskowca latarnia morska o wyrazistej sylwetce i charakterystycznej wieży o ażurowej attyce w stylu weneckiego neogotyku. Pierwotnie była to wieża obronna, będąca częścią weneckich murów obronnych miasta – albowiem miasto kupców i żeglarzy Piran należało do Najjaśniejszej Republiki w okresie swojego największego rozwoju. Wysoka na 12 metrów umożliwia widoczność na 11 mil morskich. Budynek jest jedyną kamienną latarnią morską tego typu na słoweńskim wybrzeżu, a istnienie latarni morskiej właśnie w tym miejscu jeszcze w czasach antycznych prawdopodobnie dało nie tylko początek miastu, lecz również zdecydowało o jego nazwie, gdyż zdaniem większości badaczy wywodzi się od greckiego słowa pyrá (πυρά), oznaczającego ognisko, gdyż właśnie na krańcu półwyspu zapalano ogień jako punkt orientacyjny dla statków płynących do Capodistrii, czyli dzisiejszego Kopru, głównego portu Słowenii.

Dziś okolice latarni w sezonie wypełniają tłumy wczasowiczów, a kawiarnie wystawiają dla nich stoliki tuż przy linii brzegowej, aby można było podziwiać uroki zatoki Triesteńskiej w pełnej okazałości. Nie jest zapewne dziełem przypadku, że jedna z kawiarń nieopodal latarni nosi nazwę (zapisaną po włosku i słoweńsku) Fine Del Mondo / Na koncu sveta. Tak właśnie wygląda koniec świata – z widokiem na Triest po drugiej stronie zatoki i z szumem fal, rozbijających się o głazy falochrony Punty.
Pomimo, że całkiem blisko położony jest uważany za najpopularniejszy kurort słoweńskiego wybrzeża – tego niewielkiego fragmentu Istrii, który ostatecznie znalazł się w granicach Republiki Słowenii – Portorož, siedząc na wielkich głazach kamiennych, które tworzą coś w rodzaju falochronu otaczającego Puntę od zachodu i częściowo od północy, można czasami odnieść wrażenie, że cały świat jest gdzieś daleko. No, może poza Triestem, który leży po drugiej stronie zatoki, i które „światła wielkiego miasta” wieczorami przykuwają wzrok niczym magnez.
Nad miastem góruje usytuowany nad skalnym urwiskiem monumentalna bryła kościoła pod wezwaniem patrona miasta – św. Jerzego – z XVI-XVII wieku wraz z sąsiadującą 47-metrową kampanilą, skąd można nie tylko kontemplować plątaninę uliczek i czerwonych dachów na dole, wśród których wyłania się okrągły biały plac Tartiniego, ale też doznać niezwykłego uczucia bycia pomiędzy światami. Niewielki trawnik przed wejściem do kościoła św. Jerzego w Piranie i otaczające go po obydwu stronach mury albowiem stanowią jedyne bodajże i unikatowe w swoim rodzaju miejsce, które pozwala jednocześnie zobaczyć po jednej stronie zatoki Chorwację (północne wybrzeże należącej do Chorwacji części Istrii, miejscowość Crveni vrh, gmina Savudrija) i Włochy po drugiej stronie zatoki (Triest i przylegające do niego miejscowości aż po Grado), jednocześnie będąc przy tym w Słowenii.

Dodatkowo za włoskim Triestem rozpościera się widok... ponownie na Słowenię, gdyż za płaskowyżem Krasu wznoszą majestatyczne zaśnieżone szczyty słoweńskich Alp Julijskich. W dobrą pogodę, kiedy widoczność jest szczególnie dobra, podobno można stąd zobaczyć nawet Triglav – najwyższy szczyt Słowenii, położony niedaleko trójstyku granic Słowenii, Austrii i Włoch.
Zgódźcie się, takie cuda zdarzają się jedynie na końcu świata.
Pomimo, że niewielkie, wręcz kameralne, słoweńskie wybrzeże przyciąga turystów. Co prawda raczej zupełnie z innych powodów niż pobliskie plaże Chorwacji. W ogóle Słowenię i Chorwację pod tym względem więcej raczej dzieli niż łączy, gdyż o ile południowy sąsiad Słowenii od co najmniej dwóch dekad stawia raczej na masowość turystyki przyjazdowej i pod względem dochodów z niej obecnie należy do krajów o największym odsetku PKB generowanym przez tę branżę, o tyle Słowenia, która promuje się pod hasłem „Zielona. Aktywna. Zdrowa” raczej pozycjonuje się jako „boutique contry” – kraj butikowy, do którego być może nie każdy musi zajrzeć, ale ten, kto jednak tu się uda, z pewnością odpowiednio doceni jego walory.
Majowy weekend w Portorožu
W przededniu weekendu majowego, w pięknym Portorožu rozmawiałem z panią Patriciją Gržinič, szefową lokalnego biura promocji turystyki, na temat tego, jak wygląda dziś słoweńska turystyka na wybrzeżu, w szczególności w gminie Piran-Portorož, zwłaszcza w porównaniu z przedcovidowym rokiem 2019.

- Rok 2019 był dla nas naprawdę najlepszym rokiem turystycznym – mówi mi pani Patricija – mieliśmy największą liczbę noclegów, ale w 2023 r. zbliżamy się ponownie do tej liczby i jesteśmy jedynie o jeden procent poniżej 2019 r., z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Dla naszych pracowników z branży turystycznej dość istotna jest nie tylko liczba noclegów, co przyjazdów, które generują, a liczba tych stale rośnie. W zeszłym roku wygenerowaliśmy milion osiemset trzydzieści tysięcy noclegów. To do prawdy imponujące i bardzo dużo jak na nasz rozmiar. Mówiąc o słoweńskiej części Istrii, przypominam, że obejmuje gminy Ankaran, Koper, Izola i właśnie gminę Piran, w której najważniejszymi ośrodkami turystycznymi są Piran i Portorož - mówi Gržinič.
Pani Patricija opowiada o tym, że obecnie opracowywana jest nowa strategia rozwoju turystyki na wybrzeżu, gdyż od momentu przyjęcia ostatniej w 2018 r. w świecie wydarzyło się wiele – pandemia COVID-19, kryzys gospodarczy, wojna, wszystko to niewątpliwie ma wpływ na turystykę.
- Musimy więc rozpocząć nową erę, pomyśleć o tym, jak i co robić w przyszłości. Jakie będą nasze główne produkty, co chcemy zrobić? Bardzo istotni w tym kontekście są lokalni mieszkańcy, są bardzo ważni, musimy ich również słuchać, czego chcą od tej turystyki. Spodziewam się, że do końca roku strategia rozwoju turystyki „Istria 2040” zostanie ukończona. Cieszy mnie to, że połączy wszystkie obiekty na całym słoweńskim wybrzeżu, które, jak wiemy, jest bardzo małe, gdyż liczące ledwie 46 kilometrów, w jedną całość.

Zapytana o współpracę z gminami z chorwackiej części Istrii (rozmawiamy mając chorwacki brzeg w zasięgu wzroku) pani Patricija odpowiada, że chcieliby utrzymać ściślejszą współpracę z Chorwatami.
- Byłam właśnie w Umagu w zeszłym tygodniu i miałam okazję obserwować, jak pracują, jaki jest ich sposób myślenia. Myślę, że jeśli chodzi o niektóre rynki – zwłaszcza pozaeuropejskie – to moglibyśmy opracować wspólną ofertę.
Wejście Chorwacji do strefy Schengen i wprowadzenie euro zdaniem p. Gržinič niewątpliwie będzie miało wpływ na rozwój turystyki transgranicznej między Słowenią i Chorwacją, jednak różnice w rozwoju turystyki między obydwoma sąsiednimi krajami raczej pozostaną.
- W Słowenii zdecydowaliśmy się na zieloną, butikową turystykę, bardziej zrównoważoną, szczególnie dla tej części Istrii i dla gminy Piran, ponieważ mamy tu tak mało miejsca, więc musimy szukać wysokiej jakości usług. Jednocześnie nie możemy sobie pozwolić na stworzenie tu nowych dużych obiektów noclegowych, więc musimy ulepszyć te istniejące, sprawić, aby stały się jeszcze bardziej atrakcyjne dla gości.

Pracujemy również nad turystyką krajową i konsekwentnie dążymy do desezonalizacji. Abyśmy mieli turystów nie tylko w lipcu i sierpniu, ale także w okresie przed i po sezonie. Robimy to poprzez zwiększenie oferty atrakcyjnych wydarzeń, jest to strategia dość odmienna od tego, co robią w Chorwacji. W Portorož mamy turystykę kongresową, którą rozwijamy i chcielibyśmy zobaczyć poprawę w dziedzinie gastronomii i turystyki kulturalnej w Piranie, abyśmy mogli zacząć ją bardziej promować.
Chcielibyśmy organizować takie wydarzenia, które będą interesujące dla reszty Istrii, również dla chorwackiej jej części, aby stamtąd też przyjeżdżali do nas goście.
Chcielibyśmy jeszcze bardziej promować Piran jako zabytek kultury i historii. Już teraz odbywają się tam ważne wydarzenia muzyczne, takie jak Tartini Festival, Piran Music Evenings i inne.

Inne kierunki rozwoju to turystyka rekreacyjna, sportowa, agroturystyka, turystyka rowerowa. O ile zdajemy sobie sprawę, że Piran jest w większości przypadków destynacją jednodniową, z kolei Portorož wybierają na nieco dłuższy odpoczynek, chcielibyśmy również zabrać naszych gości nieco w głąb Istrii, do autentycznych wiosek, gdzie robią pršut i oliwę z oliwek, prowadzą warsztaty z różnego rodzaju wytworów ludowych. Na terenie gminy mamy także Sečovlje, miejsce gdzie od dawien dawna wydobywana jest słynna morska sól, która jest sprzedawana w całym świecie pod marką „Piranska sol”, jest to nasz znak rozpoznawczy.
„Sol je morje, ki ni moglo nazaj na nebo” – sól to morze, które nie mogło wrócić na niebo – mówi stare przysłowie. I rzeczywiście sól stanowi istotny element naszej promocji – przekonuje p. Patricija.
Kim byli goście w Piranie i Portorožu podczas ostatnich świąt majowych? Najwięcej było Słoweńców, nieco mniej Austriaków, Włochów, Niemców i Serbów.
Serbowie - zwłaszcza mieszkańcy wielkomiejskiego Belgradu - co raz chętniej odwiedzają Portorož, który wciąż cieszy się renomą jednego z najlepszych i najbardziej luksusowych kurortów całej byłej Jugosławii.
Jeśli chodzi o cały 2023 r. tendencje były podobne, chociaż Serbowie plasowali się jedynie na 9 pozycji, o jedną niżej niż Polacy.
Otwarte granice?
Na rozwój turystyki w Piranie i Portorožu ma dość znaczący wpływ także rozwój pobliskiego lotniska włoskiego Triestu – które znajduje się w miejscowości Ronchi di Leggionari na północ od miasta. Ostatnio powstała tam baza przewoźnika niskokosztowego Ryanair, który anonsował kilkanaście kierunków, w tym m.in. do Krakowa. Dotarcie z lotniska do Słowenii nie stanowi większego problemu, jednak na granicy – która od szesnastu lat jest przecież granicą wewnętrzną Schengen – może was czekać niespodzianka w postaci włoskiej kontroli granicznej.

Kiedy 1 stycznia ubiegłego roku do strefy Schengen dołączyła Chorwacja Słowenia stała się krajem, który nie ma zewnętrznych granic. Jednak w praktyce kontrole obecnie odbywają się praktycznie na wszystkich jej granicach, w tym również na słoweńsko-włoskiej.
Minister spraw zagranicznych Antonio Tajani Włoch niedawno wystąpił o „zawieszenie układu Schengen” na granicy ze Słowenią i jako powód podał "ryzyko infiltracji migrantów z Bliskiego Wschodu przez terrorystów".
Zaś minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi powiedział w październiku ubiegłego roku, wprowadzając kontrole graniczne ze Słowenią, że „wschodnia granica Włoch jest punktem wejścia dla nielegalnych migrantów z tak zwanego szlaku bałkańskiego”.
Podkreślił, że są wśród nich „terroryści powiązani z dżihadem i Państwem Islamskim, a włoskie władze nie zamierzają tego lekceważyć”. Kontrole graniczne zdaniem ministra powinny odstraszać od nielegalnego przekraczania granicy.

Według danych opublikowanych przez Piantedosi, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy nadzoru na słoweńskiej granicy namierzono 2200 cudzoziemców o nieuregulowanym statusie. Ponad 1 330 osobom odmówiono wjazdu, a 118 zostało aresztowanych, w tym 65 za pomoc i podżeganie do nielegalnej imigracji.
W następstwie decyzji podjętej przez Włochy w październiku, Słowenia postanowiła również kontrolować swoje granice z Chorwacją i Węgrami. Austria przeprowadza kontrole graniczne ze Słowenią od czasu pierwszego kryzysu migracyjnego w 2015 r. – i jak dotąd sytuacja nie uległa zmianie.
.









