Naujienų srautas

Wiadomości2024.03.27 08:15

Kurczab-Redlich: Putin z korzyścią dla siebie wykorzysta zamach pod Moskwą, bo zawsze tak robił

Anna Grigoit, LRT.lt 2024.03.27 08:15

W wyniku zamachu terrorystycznego w sali koncertowej Crocus City Hall pod Moskwą zginęło co najmniej 137 osób. Jest to najbardziej krwawy akt w Rosji od czasów zamachu w Biesłanie. - Kreml na tym tylko zyskuje. Ludzie, którzy już nie pamiętają poprzednich aktów terrorystycznych, są wstrząśnięci podwójnie. Odczuwają totalne zagrożenie z zewnątrz. Oznacza to, że wewnątrz należy się konsolidować. Miłościwy ojciec może nad nimi panować - twierdzi w rozmowie LRT.lt Krystyna Kurczab-Redlich, polska dziennikarka i reportażystka, autorka filmów dokumentalnych o Czeczenii oraz wieloletnia korespondentka zagraniczna w Rosji.

Biały Dom ostrzegał Moskwę przed możliwym zamachem. Władimir Putin zbagatelizował te ostrzeżenia. Pamiętamy wybuchy w blokach mieszkalnych w Moskwie, tragedię „Kurska“, Biesłanu, zamach na teatr w Dubrowce. W swoich książkach dowiodła Pani, że Putin nigdy nie liczył się z ludzkim życiem, że cel stawia ponad wszystko. O czym Pani pomyślała, gdy dowiedziała się o ostatnim zamachu w pobliżu Moskwy?

Wszystkie głośne zamachy terrorystyczne, które miały miejsce w Rosji, zawsze wpływały na korzystną zmianę polityki Putina. Zawsze po nich wprowadzał to, co zamierzał.

Nie zdziwiła się Pani?

Oczywiście, że nie. Zdziwiłam się raczej, że Putin wciąż sięga po takie metody.

Pamiętajmy, że wciąż toczy się wojna w Ukrainie. Tymczasem w dniu poprzedzającym akt rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow po raz pierwszy nie nazywa tego, co się dzieje w Ukrainie „specjalną operacją wojskową“, tylko wojną. Mało tego, twierdzi, że każdy teraz musi zrozumieć, że znajdujemy się w stanie wojny. Pociąga to ze sobą stan wojenny i powszechną mobilizację.

Mało kto zwraca uwagę na żądania deputowanych Dumy, aby znieść moratorium na karę śmierci. Wydaje się, że będzie ono potrzebne jako straszak przy ogłoszeniu powszechnej mobilizacji. Odmowa służby w wojsku podczas wojny równa się dezercji, która z kolei podlega karze śmierci. Nie przez przypadek w tej chwili podnosi się tę sprawę.

Po drugie, wszystkie sektory prokremlowskie zostają skierowane na Ukrainę. Zachód upiera się przy Państwie Islamskim. Jest ono właściwie zbudowane nie bez pomocy agentów rosyjskich. Od samego początku było tam bardzo wielu Czeczenów i bojowników z Syrii, a także osób walczących jak z Baszszarem al-Asadem, jak również z opozycją. Od samego początku było tam bardzo wiele nazwisk brzmiących jako „al Szaszani“, czyli „z Czeczenii“. Mają powiązania z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Nie mamy żadnej pewności, czy przygotowywanie aktu terrorystycznego przez Państwo Islamskie – co zostało udowodnione przez służby amerykańskie – jest kolejnym stopniem rosyjskiej prowokacji.

Oczywiście, nie będzie znowu żadnych protestów. Ci ludzie, których pokazuje telewizja rosyjska: trzęsący się, zmasakrowani, ledwo mówiący po rosyjsku lub wyłącznie po tadżycku, przyznają się, że dokonali zbrodni za pieniądze. Twierdzą, że zostali namówieni do tego na portalu Telegram. Jednak taki człowiek powie wszystko, czego się od niego oczekuje.

Warto się zatem zastanowić, kto zyskuje na sytuacji. W tej chwili cała Rosja jest zjednoczona. Mówi się nieustannie o tym, że jest jednym państwem i musi się bronić jak rodzina. W tej chwili wszystko jest możliwe. Każdy akt podporządkowania społeczeństwa jest usprawiedliwiony, bo znajdujemy się w stanie wojny. Jeszcze bardziej się zaostrzy walka z opozycją. Putina i jego otoczenie zirytowały akty nieposłuszeństwa w trakcie wyborów. Ludzie się gromadzili tak, jak wskazywał Nawalny - o godz. 12 w lokalach wyborczych. Chcieli pokazać, ilu wyborców jest przeciwko władzy. Poza tym, nie wiemy, jak wyglądały karty wyborcze wrzucane do urn. Nie widzieliśmy, na których z nich krzyżyki postawiono przy Putinie, na których - na kontrkandydatach. Może być, że krzyżyki były stawiane po to, by podkreślić opozycję wobec Putina. Prawdopodobnie wyglądały na tyle niepokojąco, że okazał się mu potrzebny bodziec do jeszcze większego zjednoczenia narodu. Ludzie, którzy już nie pamiętają poprzednich aktów terrorystycznych, są wstrząśnięci podwójnie. Odczuwają totalne zagrożenie z zewnątrz. Oznacza to, że wewnątrz należy się konsolidować. Miłościwy ojciec może nad nami panować.

Terror wobec Rosjan będzie tylko większy. Jeszcze do niedawna Rosjanie wychodzili na jednoosobowe pikiety. Nawet po wyjściu z pustą kartką taka pikieta podlegała aresztowi. Każdy przejaw sprzeciwu był dotychczas prześladowany. Teraz represje jeszcze bardziej się wzmocnią. Tym bardziej, że przeciętny Rosjanin nie posiada dostępu do naszych środków informacji. O wiele mniej będzie się zajmował Państwem Islamskim, a o wiele bardziej Ukrainą.

Nie było zakładników, terroryści nie stawiali warunków. O czym to może świadczyć?

Cel tego aktu terrorystycznego nie był wprost polityczny. W poprzednich terroryści żądali m.in. zakończenia wojny w Czeczenii. Ci nie chcieli niczego. Przyszli po to, by masowo strzelać. Wcześniej terroryści czeczeńscy zabili w sumie 17 osób. Tym razem strzelano do wszystkich pod rząd. Chodziło o to, żeby po prostu zabijać, posiać jak największy strach.

Zamachowcy obnażyli całkowity brak kompetencji rosyjskich służb bezpieczeństwa. Czy wśród społeczeństwa rosyjskiego nie rodzą się podejrzenia? Czy służby bezpieczeństwa straciły nawyki czy jednak przymknęły oczy, na to co miało się stać i się stało?

Nie wiem, ilu Rosjan zada sobie pytanie, w jaki sposób terroryści mogli tak po prostu wejść na teren wielkiej masowej imprezy. Dlaczego była ona niestrzeżona? Koktajli Mołotowa i broni automatycznej nie schowasz do kieszeni. Po strzelaninie mogli spokojnie wsiąść do samochodu i odjechać. Według telewizji rosyjskiej, sprawcy zostali pojmani dopiero po tym, gdy przejechali 450 km w kierunku – jak twierdzą – Ukrainy. Podobnie jak złapani przypadkowi ludzie, wszystko to wygląda bardzo niezbornie. Wszystkie akty terrorystyczne, które dokładnie opisałam w swojej książce „Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina“, zostały przeprowadzone z zadziwiającą niestarannością. Nie możemy pojąć, że dzisiejsza Federalna Służba Bezpieczeństwa to nie jest radzieckie KGB, do precyzji którego byliśmy przyzwyczajeni. Są to coraz mniej profesjonalni ludzie. Wszystkie ostatnie akty zawsze pozostawiały bardzo duży margines niedoróbek.

Najwidoczniej ten czyn nie był przygotowywany wcześniej. Myślę, że jest w pewien sposób związany z prawdziwym wynikiem wyborów. Teoretycznie Putin powinien był się zachwycać poparciem na poziomie 88 proc. Wydaje mi się jednak, że faktycznych głosów było o tyle mniej, aż otoczenie Putina stwierdziło, iż trzeba po raz kolejny wstrząsnąć rosyjskim społeczeństwem i zmobilizować go do walki z Ukrainą. Poza tym, teraz Zachód patrzy na Rosjan jak na ofiary.

Nie sądzę, aby ktoś chciał przeprowadzić dokładną analizę tego, co się stało. Po akcie terrorystycznym dominuje powszechne współczucie. Oczywiście, że ono im się należy, ale nie mniejszą empatię należy kierować do Ukraińców. W ciągu paru dni ginie ich tyle samo, co ostatnio w Krasnogorsku.

Putin zabrał głos dopiero po dwudziestu godzinach. Dlaczego zwlekał tak długo?

Czekał na pierwsze ofiary. Musieli kogoś złapać, aby mógł stwierdzić, że schwytano wszystkich terrorystów. Widzimy bezsens tego, ale nie wiem, czy zauważają to Rosjanie. Putinowi potrzebne były zdjęcia do twierdzenia, że wspaniałe służby złapały terrorystów (podobno aż 11 osób, ale nic z tego nie widzimy), którzy mieli zmierzać do granicy ukraińskiej, gdzie jakoby władze tego kraju miały przygotowywać okno do przejścia. Putinowi były potrzebne dowody przeciwko Ukraińcom.

Co dalej? W jaki sposób Putin wykorzysta sytuację? Czego możemy się teraz spodziewać?

Tego, co już widzimy: nasilenia bombardowań Ukrainy, w szczególności w kierunku Kijowa, podporządkowanie Rosjan prawom wojny, czyli zaostrzenie dyktatury zewnętrznej. W zasadzie, wszystkiego najgorszego.

Porozmawiajmy o reakcji Zachodu. Państwo w sumie bez prawa, którym rządzi bezkompromisowy terrorysta obarcza winą za zamach innych terrorystów - a świat występuje z kondolencjami i słowami wsparcia. Jak Pani może to określić?

Telewizja rosyjska bardzo dokładnie wymienia tych, którzy złożyli kondolencje Putinowi osobiście, m.in. liderów Węgier, Chin. Podkreśla się też wyrazy współczucia od rządów, m.in. Polski (nasz MSZ wysłał telegram kondolencyjny). Nie można powiedzieć, że liderzy Zachodu składają kondolencje prezydentowi osobiście. Są zatem pewne wahania.

Każdy akt terrorystyczny przeciwko ludności cywilnej wzbudza współczucie. W Niemczech mówi się o współczuciu do Rosjan w całości oddzielając ich od władzy, jakby ci z kolei jej w zupełności nie popierali.

Bardzo często w telewizji rosyjskiej podkreśla się wpis szefa litewskiego MSZ Gabrieliusa Landsbergisa o tym, że lepiej się zająć sprawami poważniejszymi, czyli wojną w Ukrainie. Brak współczucia ze strony przedstawicieli Litwy jest wyraźnie zaznaczany.

Opracowała Ewelina Knutowicz

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane