Naujienų srautas

Wiadomości2023.10.25 08:00

Naukowczyni o konflikcie izrealsko-palestyńskim: Kreml korzysta z zamieszania na Bliskim Wschodzie

Ewelina Knutowicz, LRT.lt 2023.10.25 08:00

- Dalszy los i charakter Izraela zależy od tego, czy operacja lądowa w Strefie Gazy się powiedzie. Sukcesem będzie nazywane obalenie władz Hamasu i odebranie zdolności militarnych - zauważa w wywiadzie LRT.lt dr Karolina Zielińska z uczelni Vistula.

Izrael opóźnia ofensywę lądową w Strefie Gazy. Dlaczego?

Wydaje mi się, że jest kilka przyczyn. Po pierwsze, taka ofensywa musi być naprawdę bardzo dobrze przygotowana. To trudny teren, gęsto zabudowany, pełen infrastruktury terrorystycznej i zostawionych przez Hamas pułapek. Operacja musi być dobrze przygotowana, by izraelskie straty nie były za duże, a działania jak najkrótsze i skuteczne.

Wiąże się to z drugim powodem, którym jest kwestia udzielenia pomocy humanitarnej w Strefie Gazy. W tej chwili trwają prace nad powstaniem systemu podtrzymywania tej pomocy napływającej przez Egipt. Ofensywa lądowa będzie ograniczona również terytorialnie, by nie doprowadzić do katastrofy humanitarnej. Izrael zwleka, czekając na ewakuację cywilów z północnych regionów Strefy Gazy, gdzie działania będą najbardziej intensywne. Przy czym Hamas aktywnie takiej humanitarnej ewakuacji przeciwdziała.

Trzeci powód to kontynuowanie starań o to, by uwolnić zakładników. Hamas w tej chwili przetrzymuje ponad 200 Izraelczyków. Wciąż są szanse na to, że w ciągu najbliższych dni uda się uwolnić chociaż część kobiet i dzieci.

Wydaje mi się, że ostatni powód jest taki, że Stany Zjednoczone i inni partnerzy międzynarodowi mocno naciskają na Izrael, by po tym, gdy rzeczywiście wkroczy z zamiarem obalenia władzy pełnionej przez organizację terrorystyczną Hamas, był jakiś pomysł na to, co zrobić później ze Strefą Gazy. Kto miałby tam rządzić? Na jakich zasadach? Wiadomo, że nie miałaby to być okupacyjna władza izraelska, tylko jakaś inna. Pytanie, czyja. Mimo, że Izraelczycy mówią, iż teraz najważniejsze jest obalić Hamas, a potem będzie można myśleć o tym, co dalej, Amerykanie twierdzą, że nie - popełnili ten błąd w Afganistanie i Iraku. Trzeba mieć pomysł na to, kto przejmie tę władzę.

Co się stanie w wypadku, jeżeli operacja się nie powiedzie?

To jest dosyć dramatyczny scenariusz. Oznaczałoby to, że Izrael na długo ugrzęźnie w potyczkach. Eskalacja będzie nadal trwać, zwiększą się ofiary cywilne po obu stronach. Praktycznie wszyscy analitycy piszą, że wiarygodność Izraela zależy od tego, czy operacja się powiedzie. Sukcesem będzie nazywane obalenie władz Hamasu i odebranie mu zdolności militarnych.

W momencie, gdyby to się nie udało, dla światowego dżihadu będzie to kolejny dowód na to, że sposoby działania Hamasu - czyli nastawienie na maksymalizację ofiar cywilnych i to po obu stronach - są skuteczne. Stawka jest dosyć wysoka, dotyczy nie tylko Izraela, ale również szeregu innych państw.

Z kolei Iran grozi Izraelowi atakami na Hajfę. Czy wciągnie się do konfliktu?

To również jest trudne pytanie - na ile Iran będzie zainteresowany tym, by wojnę zapośredniczoną, którą prowadzi wykorzystując Hamas, przekształcić w wojnę wprost między Izraelem a Iranem. Na razie wydaje mi się, że działania nie idą w tę stronę.

Innym pośrednikiem, który mógłby uruchomić Iran, jest Hezbollah, okupujący południowy Liban. Jest to kolejna uzbrojona po zęby fundamentalistyczna organizacja terrorystyczna. Hezbollah trochę się do tej wojny włącza, ale biorąc pod uwagę posiadane możliwości, jak na razie na niewielką skalę.

Iran dysponuje również bojówkami na granicy izraelsko-syryjskiej. W zasadzie, cały region jest zaangażowany w dyplomatyczne starania, aby do jeszcze większego zaangażowania tego kraju nie doszło.

Czy sam Iran byłby zainteresowany przystąpieniem do wojny? Zdania są bardzo podzielone. Byłby to konflikt na zdecydowanie szerszą skalę. Stany Zjednoczone bardzo mocno w tej chwili koncentrują swoje siły zarówno na Morzu Śródziemnym, jak i Czerwonym. A propos Morza Czerwonego - w Jemenie działa bojówka proirańska Huti, która również wystrzeliła rakiety w stronę Izraela. Można zakładać, że do pewnego stopnia wojska amerykańskie powstrzymują eskalację konfliktu.

Dlaczego w takim wypadku Iran grozi Izraelowi?

Iran grozi Izraelowi nieustannie, niezależnie od tego, co się dzieje w regionie. Od Iranu słyszymy groźby zniszczenia „tego małego szatana“, za który uważają, jak to określają, reżim syjonistyczny („dużym szatanem“ zwą Stany Zjednoczone). Skoro to jest standard, nic dziwnego, że tak robią również w czasie wojny, kiedy próbują legitymizować działania swoich bojówek. Mają na sztandarach sprawę palestyńską, a tak naprawdę tylko cynicznie ją wykorzystują. Te bojówki nie reprezentują Palestyńczyków. Ponieważ jednak większość ludności państw arabskich co do zasady popiera Palestynę, takie słowa ze strony Iranu mają na celu zmobilizować poparcie. Jednocześnie podburzają do wystąpień publicznych i protestów w krajach arabskich.

Jak by Pani oceniła postawę innych krajów Bliskiego Wschodu? Na przykład, Egipt udziela pomocy humanitarnej, ale nie chce przyjąć uchodźców.

Wydaje mi się, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi odsłonami konfliktu, że mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją. Państwa arabskie są mocno zaangażowane, dyplomatycznie i w zakresie pomocy humanitarnej. Takie państwa jak Egipt, Jordania, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn po cichu trzymają kciuki za Izrael. Islamski dżihad, który reprezentuje Hamas, zagraża również tym państwom. W komunikacji publicznej muszą mówić o prawach Palestyńczyków, ale odróżniają sprawę palestyńską od wsparcia dla terrorystów i tak naprawdę ich reakcja jest wyjątkowo zrównoważona. Nawet ze strony niektórych komentatorów saudyjskich - choć nie są to głosy oficjalne - słychać wyrazy potępienia dla Hamasu. Wydaje mi się, że ta zrównoważona postawa jest kierowana na uspokajanie sytuacji i zapobieganie tworzeniu dodatkowych frontów.

Faktycznie, kraje bliskiego Wschodu nie chcą przyjmować uchodźców. Jest bowiem obawa, że zostaliby oni na długo i byliby obciążeniem dla tych państw. Mamy tutaj do czynienia również z kontekstem historycznym, w którym wojna między państwami arabskimi a Izraelem zwykle kończyła się kolejną „porcją“ uchodźców, co dolewało ognia do różnorodnych konfliktów. Taka postawa jest dosyć niecharakterystyczna – podczas innych wojen w regionie państwa arabskie przyjmują uchodźców z sąsiednich krajów.

Wspomniała Pani o zrównoważonym stanowisku krajów arabskich. Czy możliwe jest zatem rozszerzenie się wojny w regionie?

Miejmy nadzieję, że ta wojna pozostanie konfliktem między Izraelem a Hamasem. Perspektywy rozszerzania się tego konfliktu jednak istnieją. Trwają niepokoje również na Zachodnim Brzegu Jordanu. To jest drugie terytorium palestyńskie, kierowane przez Autonomię Palestyńską, czyli przez uznawane międzynarodowo władze Palestyny. Jest jednak rządzone bardzo nieudolnie, więc obserwuje się tam ogromne niezadowolenie ludności, znaczące problemy generuje również trwająca okupacja izraelska.

Wspomniałam też Liban i Syrię z ich proirańskimi bojówkami. Potencjalnie niespokojnie może być również w Jordanii, gdzie ponad połowa populacji ma pochodzenie palestyńskie. Palestyńczycy są skonfliktowani z władzami kraju, więc mogą protestować czy w inny sposób się angażować.

W Egipcie także dominują sentymenty propalestyńskie. W dodatku w grudniu mają się odbyć wybory prezydenckie, a kampania wyborcza nie sprzyja tonowaniu nastrojów. Egipt i Jordania mają pokojowe relacje z Izraelem i nie są zainteresowane wojną, niemniej jednak są narażone na problemy wewnętrzne z nią związane. Potencjał eskalacji jest duży i wręcz zagrażający, gdyby zagrożenie z różnych stron się zmaterializowały, egzystencji państwa Izrael. Miejmy jednak nadzieję, że to bezprecedensowe zaangażowanie państw arabskich, Stanów Zjednoczonych i dyplomacji europejskich będzie skuteczne.

Czy jednak wspomniany przez Panią świat zachodni jest gotowy na walkę na dwa fronty? Chodzi mi o Izrael i Ukrainę.

Wydaje mi się, że tak. Na razie Bliski Wschód nie wymaga tak dużego zaangażowania militarnego jak pomoc Ukrainie. Jednak ten konflikt wpisuje się w podziały światowe. Mamy z jednej strony siły antyizraelskie, nastawione na destabilizację Bliskiego Wschodu, za którymi stoi Iran, który pogłębia jednocześnie sojusz z Rosją. Kreml z kolei korzysta z zamieszania na Bliskim Wschodzie. Jest to grupa współpracujących ze sobą podmiotów, które również w warstwie propagandowej głoszą te same, antyzachodnie hasła. Sytuacja wymaga więc dużego zaangażowania Zachodu na obu odcinkach. Miejmy nadzieję, że ta uwaga będzie wystarczająca, aby nie dopuścić do wymknięcia się któregoś z konfliktów spod kontroli.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane