Dziewięć z dziesięciu mieszkańców Litwy uważa, że w kraju powinien funkcjonować rejestr przestępstw seksualnych. Posłowie przygotowali odpowiedni projekt, który na jesieni zostanie wzięty pod obrady. Rządzący przyglądają się polskiej praktyce, gdzie od 1 stycznia 2018 r. na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości dostępny jest publiczny rejestr sprawców przestępstw seksualnych. Pomimo zapewnień litewskich polityków, że rejestr ma służyć jedynie prewencji, do dzisiaj jest uważany za kontrowersyjny projekt.
– Prawo do ochrony naszych dzieci stawiamy ponad anonimowość przestępców. Państwo ma obowiązek chronić dziecko, a nie pedofila. Przestępca, który krzywdzi dzieci, musi się liczyć z bardzo surowymi konsekwencjami. Nie tylko z wieloletnim wyrokiem, lecz także z utratą anonimowości. Dlatego zaostrzamy Kodeks karny w tym zakresie i planujemy kolejne zmiany w przepisach. Po wyjściu z więzienia taki przestępca ma być pod stałą kontrolą, aby wszyscy wiedzieli, że jest ich sąsiadem – podkreślał przed wejściem ustawy w życie Minister Sprawiedliwości RP Zbigniew Ziobro.
Bartosz Jakubowski, jeden z twórców rejestru, był głównym referentem projektu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Później pełnił funkcje zastępcy dyrektora Departamentu, nadzorował Wydział Prawa Karnego, gdzie pierwotnie powstał rejestr. Teraz jest sędzią orzekającym w sprawach karnych, m.in. dotyczących przestępstw seksualnych.
Jakubowski przypomina, że Ustawa o Przeciwdziałaniu Zagrożeniu Przestępczości na tle Seksualnym weszła w życie 13 maja 2016 r. Określa dodatkowe środki ochrony niż przewiduje Polski Kodeks Karny. - Mają na celu przeciwdziałanie przestępstwom seksualnym. Oprócz tego, że mamy już narzędzia, ustawodawca uznał, że podobne wykroczenia są na tyle poważne i oddziałujące na pokrzywdzonego z wieloletnimi skutkami, że należy wprowadzić dodatkowe środki ochrony, które jeszcze bardziej ograniczą przestępczość, a z drugiej strony, zabezpieczą i zapobiegną kolejnym wykroczeniom - tłumaczy w wywiadzie LRT.lt.
Ustawa tworzy trzy środki ochrony. Pierwszy to rejestr sprawców przestępstw na tle seksualnym, który składa się z trzech baz, ale głównymi są dwie: rejestr z dostępem ograniczonym oraz rejestr publiczny. Do pierwszego mają dostęp wyłącznie określone organy i służby państwowe oraz pracodawcy. Znajdują się w nim wszystkie dane osobowe osoby skazanej za przestępstwa na tle seksualnym i pozostałe kwestie związane z odbywaniem kary. Jednocześnie znajdują się w nim informacje na temat wszystkich innych dokonanych przestępstw, aby organy śledcze posiadały całą biografię konkretnego obywatela. - Można dowiedzieć się zatem, czy skazany posiada bransoletkę, czy odbywa karę w ramach systemu dozoru. Znajdują się tam również PESEL, wizerunek osoby z aktualnego dowodu osobistego, adresy pobytu stałego lub czasowego pobytu, jak również faktycznego miejsca pobytu. Przy tworzeniu Rejestru z Kodeksu Karnego zostały wybrane tylko najważniejsze przestępstwa o charakterze seksualnym: gwałt, pedofilia i inne działania, bezpośrednio i fizycznie oddziałujące na ofiary wykroczeń. Jeżeli ktoś zostanie skazany za te przestępstwa, jego dane automatycznie pojawiają się w rejestrze - podkreśla prawnik.

Jeden z twórców projektu twierdzi, że największe spory dotyczyły powstania rejestru publicznego. - Każda osoba, niezależnie od kraju pobytu może do niego wejść. Są tam publikowane informacje i wizerunki na temat osób skazanych lub niepoczytalnych, ale objętych ustawą. W publicznym rejestrze znajduje się również wyszukiwarka według nazwiska czy nazwy miejscowości. Na przykład, w Kołobrzegu mieszkają dwie, a w Warszawie dziewięć osób, które dokonały ciężkich przestępstw seksualnych. Przy każdym zdjęciu jest imię, nazwisko, pierwsze imię, data urodzenia, płeć, miejsce urodzenia, obywatelstwo i miejscowość, w której osoba przebywa. Po kliknięciu w szczegóły, pojawia się informacja o wyroku i przebywaniu w zakładzie karnym - tłumaczy Jakubowski.
- Jeżeli chcemy gdzieś się osiedlić, możemy sprawdzić, ile niebezpiecznych osób mieszka w konkretnej miejscowości. Polskie ustawodawstwo zdecydowało, że taki rejestr jest potrzebny w celu zapobieżenia poważnym przestępstwom w przyszłości. Z drugiej strony, jest to prewencja wobec potencjalnych przyszłych sprawców - jeżeli takiego przestępstwa się dopuszczą, to muszą mieć świadomość, że nie tylko zostaną skazani, ale ich wizerunek będzie powszechnie dostępny. Ktoś może zrezygnować z takiego czynu bojąc się, że będzie później napiętnowany i ograniczy mu to funkcjonowanie w sferze publicznej - dodaje.
W rejestrze publicznym znajdują się wyłącznie najgroźniejsi przestępcy, czyli sprawcy skazani za gwałt wobec osoby w wieku młodszym niż 15 lat, lub w przypadku działania ze szczególnym okrucieństwem czy skazani za powtórne przestępstwo na tle seksualnym. Mają być ukarani pozbawieniem wolności bez warunkowego zawieszenia.
Kolejnym środkiem ochrony są specjalne obowiązki pracodawców i innych organizatorów w zakresie działalności związanej z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem i leczeniem. - Ustawa o przeciwdziałaniu zagrożeniom na tle seksualnym wprowadza dla pracodawców, nianiek, organizatorów kolonii letnich, wycieczek nakaz sprawdzenia konkretnych kandydatów na stanowisko w rejestrze z dostępem ograniczonym. Jeżeli tam się się znajduje, pracodawca nie może kogoś takiego przyjąć - twierdzi sędzia.
Jeżeli pracodawca lub organizator celowo lub nie postanowi zaniechać sprawdzenia zatrudnionej osoby, będzie podlegał odpowiedzialności karnej. - W ustawie wszystko jest uregulowane od A do Z, dostęp nie jest udzielany ad-hoc. Dyrektor konkretnej placówki ma wypełnić specjalny formularz znajdujący się na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Później resort weryfikuje te dane i dopiero wtedy pozwala na korzystanie z systemu. Jeżeli w szkole ma rozpocząć pracę nowy nauczyciel, podaje on administracji dane osobowe, która z kolei wyszukuje o nim informacji w rejestrze. Można także wydrukować informację zwrotną, na której się znajduje unikatowy kod, który zawiera informacje, kto i kiedy sprawdził dane konkretnej osoby. Pozwala to sprawdzić, czy dyrektor spełnił obowiązek i ustrzegł małoletnich przed ewentualnym pedofilem - tłumaczy rozmówca.

Referent projektu ustawy pamięta, że podczas pracy powstawały wątpliwości na temat działania ustawy w praktyce. - Często zadawano mi pytania, czy osoba zajmująca się ogrzewaniem szkoły lub kierowca ma być sprawdzany w rejestrze? Co robić, jeżeli w sposób nieformalny jest zatrudniana, na przykład, niania. Może to być sąsiadka czy ktoś z dalszej rodziny - osoba, która na czas nieobecności zajmuje się dzieckiem. Jednak rozumiemy, że byłaby to zbyt mocna ingerencja państwa w stosunki sąsiedzko-rodzinne, dlatego ustawa przewiduje, że nie jest konieczne sprawdzenie osoby w rejestrze, gdy rodzice małoletniego znają osobiście tymczasowego opiekuna. Rozumiem, że byłoby mi trudne sprawdzać brata, siostrę czy rodziców, jeżeli wiem, że nie są powiązani z przestępstwami seksualnymi - mówi sędzia.
Trzeci, szczególny środek ochrony, to jest określenie miejsc dużego zagrożenia przestępczością na tle seksualnym. Pomaga w tym mapa interaktywna prowadzona przez Komendę Główną Policji. - Można ją przybliżyć aż do numerów budynków i sprawdzić, czy na konkretnej ulicy dochodziło do przestępstw seksualnych. Ma to znaczenie dla rodziców ze względu na wybór szkoły czy przedszkola. Oznacza to, że rodzice mogą rozpoznać pedofila na ulicy czy na placu zabaw, więc będą ostrożni. Mogą też sprawdzić, o ile wielkie jest prawdopodobieństwo, że dziecku po drodze ze szkoły może stać się krzywda - wyjaśnia Jakubowski.
Sędzia zwraca uwagę, że polskie rozwiązanie przewiduje automatyzm we wpisie do rejestrów. - Sędzia musi wydać oddzielne postanowienie o niewpisywaniu osoby do rejestru - w innym wypadku skazany od razu tam się znajdzie. Ofiary, które się boją powtórnej wiktymizacji mogą zwrócić się do sądu prosząc o to, by skazany nie znalazł się w rejestrze publicznym. Oznacza to jednak, że jego dane osobowe wciąż będą dostępne w rejestrze ograniczonym. Wszystko to jest usankcjonowane dobrem małoletniego, aby nikt nie skojarzył konkretnej osoby z rodziną pedofila - mówi.
Skazany znajduje się w rejestrze tak długo, jak trwa jego kara, czyli do momentu jej zatarcia. Musi zatem informować o każdej zmianie faktycznego miejsca pobytu trwającego dłużej niż trzy dni, inaczej grozi grzywna lub areszt. Policja z kolei taką informację musi niezwłocznie zamieścić w rejestrze, w innym przypadku jest to traktowane jako wykroczenie. Oznacza to, że wszystkie informacje są aktualne przez cały czas.
- Taka regulacja jest potrzebna dla profilowania i szybszego wykrywania kolejnych przestępstw - gdy nie możemy zapobiec, możemy przynajmniej szybciej ująć sprawcę. Na przykład, jeżeli policja otrzyma zgłoszenie, że pod szkołą znajduje się osoba zaczepiająca małe dzieci, może od razu wejść do rejestru i zweryfikować, kto ma faktyczny adres pobytu w pobliżu danej szkoły. Od razu można sprawdzić alibi możliwego sprawcy. Podobne mechanizmy są stosowane m.in. w Stanach Zjednoczonych. Tam baza jest o wiele bardziej rozbudowana - wystarczy wpisać dowolne słowo kluczowe, a wyskakują identyczne sprawy z takimi samymi cechami sprawcy i pokrzywdzonego. W taki sposób można odkryć przestępcę seryjnego. Bez posiadania podobnej bazy byłoby trudno ustalić, czy do podobnych zdarzeń nie doszło - porównuje polski sędzia.

Pomysł utworzenia rejestru publicznego od razu spotkał się z krytyką seksuologów i części polityków. Zapewniali, że nowelizacja nie zapobiegnie przestępstwom seksualnym, za to przyniesie wiele szkód, również ofiarom gwałtu. W 2016 r. w artykule dla Psychiatrii Polskiej Filip Szumski, Krzysztof Kasparek i Józef K. Gierowski powołują się na badania amerykańskich naukowców, którzy stwierdzili, że po wprowadzeniu w życie podobnego rejestru w USA, w niektórych stanach odnotowano statystycznie znaczący spadek w zakresie liczby popełnianych zgwałceń. Jednak w innych nie zaobserwowano istotnych statystycznie różnic pod względem zmiany liczby tych przestępstw. Wskazuje się dodatkowo na odwrotny efekt zaobserwowany w stanie Kalifornia, gdzie po wprowadzeniu SORN zauważono wyraźny wzrost liczby zgwałceń.
W 2021 r. Państwowa Komisja ds. Pedofilii ogłosiła, że w sprawach, którymi zajmowała się komisja, poszkodowanych zostało 188 dziewczynek i 173 chłopców. W 2022 r. 161 osób pokrzywdzonych stanowiły dziewczynki, a 114 chłopcy.
Referent nie ukrywa, że rzeczywiście mierzył się z krytyką podczas pracy nad projektem w Ministerstwie Sprawiedliwości. - Takie głosy faktycznie były, ale przy każdym projekcie legislacyjnym one się przejawiają. Sprowadzały się przede wszystkim do tego, że taki rejestr w ogóle będzie istniał. Nie było krytyki co do rejestru jako dodatkowej bazy, ale wyłącznie w stosunku do jego upublicznienia. Podobna baza jest faktycznie stosowana w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, ale w Europie Zachodniej nie jest nigdzie propagowana. Najmocniej opisanym i zbadanym jest przypadek francuski, ale rejestr tego kraju przypomina raczej nasz rejestr ograniczony. Europa Zachodnia nie posiada jednak rejestru publicznego z wizerunkami sprawców - porównuje Jakubowski.

- Jako autorzy projektu argumentowaliśmy, że brak takiej bazy w innych krajach nie oznacza, że Polska nie może go utworzyć. Pomysł spełnia też normy konwencyjne Unii Europejskiej oraz Konstytucji RP. Rejestr nie zaburza proporcjonalności pomiędzy dobrem sprawcy - ochroną wizerunku i danych osobowych - w kontekście tego, czemu ma przeciwdziałać. Państwo jest zobowiązane do ochrony obywateli i dbania o ich dobrostan. Dodatkowy publiczny rejestr jest potrzebny po to, by jako quasi-środek administracyjny był on ułatwieniem dla potencjalnych ofiar. Z drugiej strony, ma być narzędziem odstraszającym dla potencjalnych sprawców - tłumaczy jeden z twórców ustawy.
- Sam jestem ciekaw, czy nasz rejestr wywiera już wpływ na społeczeństwo. Nie jestem już częścią delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości, więc nie posiadam informacji w sprawie ewaluacji ustawy. Oczywiście, zawsze należy sprawdzić, czy każda ustawa odnosi skutek - dodaje.
Referent zaznacza, że nie słyszał o przypadkach, aby ktoś próbował się włamać do zabezpieczeń i wymazać z niego dane lub próbował interweniować w inny sposób, by uniknąć publikacji w rejestrze. - Za bezpieczeństwo odpowiada Biuro Krajowego Rejestru Karnego, należące do Ministerstwa Sprawiedliwości. Ma czuwać nad prawidłowym działaniem systemu. Pracują tam bardzo kompetentne osoby - zapewnia.
Twórca nowelizacji dodaje, że w rejestrze pojawiają się również ci przestępcy, którzy zostali skazani przed wejściem ustawy w życie. - To środek administracyjny, nie prawny, podobnie jest w przypadku Francji. Osoba, która została ukarana wcześniej, ma możliwość w określonym terminie wystąpić do sądu i przedstawiając okoliczności uzasadnić, dlaczego może w rejestrze nie być. Sąd wtedy może dodatkowo zdecydować, wpisać ją do rejestru czy nie. Na decyzję może się odwołać prokurator - zaznacza Jakubowski.






