- Narracja Rosji w sprawie szczytu NATO w Wilnie jest niezwykle mało spektakularna, gdyż nie mają czym się tu pochwalić – ocenia narrację rosyjskiej propagandy w sprawie szczytu NATO w Wilnie dr Jędrzej Morawiecki, naukowiec, ekspert ds. Rosji, który od lutego 2022 r. codziennie analizuje prokremlowskie media, autor książek reporterskich o tym kraju.
Powiedział Pan, że narracja Rosji w sprawie szczytu NATO w Wilnie jest mało spektakularna. Dlaczego? Jak może Pan to wytłumaczyć?
Rosja nie ma czym się specjalnie tu pochwalić. Tak się dzieje już od dłuższego czasu. Najpierw była patriarchalna narracja w stosunku do Zachodu, że Rosja wreszcie pokaże „zgniłemu, zniewieściałemu, zepsutemu” Zachodowi. Potem od wydarzeń w Chersoniu narracja się załamała. Propaganda kremlowska już nie ma takiego paliwa, które rzeczywiście pozwoliłoby prowadzić narrację zwycięstwa. Jedyne co mogą teraz robić, to z próbą satysfakcji mówić „a nie mówiłem?”, „A nie mówiłem, że kontrofensywa Ukraińców się nie udaje?”. Co z kolei nie znaczy, że to się udaje Rosjanom. Obecnie zaś – „a nie mówiłem, widzicie, jednak nie wzięli ich do NATO”.
W przypadku szczytu NATO widzimy takie zwroty, które z naszego punktu widzenia, dla osób przyzwyczajonych do mediów jednak informacyjnych, są szokujące. Natomiast z punktu widzenia Rosjan, są bardzo typowe.
Bardzo często pojawiają się opowieści mówiące o chamstwie Zełenskiego. Spotykamy takie tytuły: „Targowanie Erdogana przyćmiło histerię Zełenskiego na szczycie NATO”, „Absurd. Zełenski urządził histerię zanim w ogóle dojechał na szczyt NATO”, „Chamstwo Zełenskiego wobec NATO rozeźliło zachodnich dyplomatów”, „Tu nie bazar. Chamstwo ukraińskiego MSZ wobec NATO zszokowało Niemców”.

Na przykład znajdujemy artykuł: „Wyniki szczytu NATO w Wilnie są już zupełnie jasne: co przed nami ukrywają? Rozszyfrowujemy politycznych iluzjonistów w stolicy Litwy”. W tym ostatnim tekście opowieść jest taka, że świat zachodni zdecydował, że Ukraina stanie się jego składową, to znaczy, że będzie częścią NATO. Ale, jak czytamy dalej, „na Litwie zaczynają się pewne niuanse – iluzjonizm, który ma zadanie ukrywać albo zasłaniać część informacji”. O co tu chodzi?
Dalej piszą, że największe państwa nadające ton NATO („a może wystarczy napisać: jeden kraj?”), są gotowe objąć Ukrainę parasolem ochronnym piątego artykułu, ale po rozwiązaniu przez nią konfliktu z Rosją. Reszta krajów takich jak Litwa, Polska, jak też Ukraina nazywa się marionetkami, kukiełkami NATO. Za główny cel „maskarady w Wilnie” wskazuje się stworzenie iluzji szybkiego wejścia Ukrainy do NATO, odkładając naprawdę akcesję na później.
Czyli generalnie powtarza się mniej więcej te same rzeczy, o których czytamy w swoich źródłach informacyjnym, z tym, że propaganda moskiewska inaczej rozkłada akcenty. Rosyjski czytelnik tak jakby dostał coś, czego my na Zachodzie nie wiemy i dopiero oni ujawniają prawdę.
Kolejne tytuły: „Miedwiediew: Ukraina może nigdy nie zostać przyjęta do NATO, ale Sojusz boi się do tego przyznać”, „III wojna światowa jest coraz bliżej. Miedwiediew skomentował dostawy broni z Zachodu dla Kijowa”, „NATO zatwierdziło rozmieszczenie 300 tys. żołnierzy na granicach z Rosją”.
Co ciekawe, część tych tytułów pochodzą z RIA Novosti, czyli z ich agencji informacyjnej.
Zatem jakie miejsce w mediach propagandowych zajmuje temat szczytu NATO? Czołówka czy gdzieś na końcu listy informacyjnej?
Tytuły te są raczej bliżej czołówki. Oczywiście nie są to tematy, wrzucane zupełnie na „jedynkę”. Na przykład tytuły z Zełenskim, którego chcą pokazać jako zniewieściałą histeryczkę w maksymalnie niekorzystnej sytuacji, są zdecydowanie wyżej. Teraz jak przewijam RIA Novosti, u góry widzę artykuł o tym, jak rosyjscy żołnierze zniszczyli jakiś magazyn z ropą. Dopiero na poziomie felietonów sławnych rosyjskich propagandystów widzę kolejny tytuł: „Zełenski jest wściekły. Na szczycie NATO czekała na niego bardzo nieprzyjemna niespodzianka”.

Jakie kluczowe decyzje tego szczytu odbiły się największym echem w rosyjskiej prasie?
Największy nacisk kładzie się na to, że na tym szczycie nic ważnego się nie wydarzyło, gdyż ostatecznie niczego Ukrainie nie obiecano.
Jeżeli chodzi o Turcję, w pierwszym dniu szczytu RIA Novosti Erdoganowi również przypisało chamstwo, że nie można jej ufać, że to kraj, który zawsze waży zyski i straty. Wątku, że Turcja chce wejść do UE w ogóle się nie rozwija. Z Turcją zresztą często Rosjanie mieli rozbieżność, nie mogli się zdecydować czy ją lubić czy nie.
Kolejną bolączką Rosji jest Szwecja. O Szwecji czytamy: „Kreml zapowiedział, jak odpowie na wejście Szwecji do NATO. Pieskow: reakcja na przyjęcie Szwecji będzie podobna do reakcji na akcesję Finlandii”. Czyli właściwie nie wiadomo co.
Oczywiście też Azowstal bardzo zepsuł humor czołowym propagandystom.
Natomiast bardziej wyraźnym tematem, który ciągle przewija się w mediach jest Prigożyn. Choć nawet z tą treścią mają problem. Gdyż pomimo jednolitości propagandowej myśli, w Moskovskim Komsomolcu, Komersancie pojawiają się artykuły, że właściwie nie wiadomo o co chodzi z tym Prigożynem. Pojawił się długi esej, w którym dziennikarz tłumaczył, że Putin to pragmatyk i nie odnosi się do żadnych norm, i że zrobił to co musiał, gdyż Rosja bez Prigożyna istnieć nie może. Widzimy, że z tą fabułą dziennikarze stąpają po grząskim gruncie.
Podsumowując - temat szczytu NATO jest takim elementem, który się tu pojawia, ale na pewno nie jest kluczowy.
Czy jest coś o Królewcu? Czy są akcenty na to, że sytuacja obwodu królewieckiego zasadniczo się zmienia?
Zupełnie niedawno czytałem artykuł, że III wojna światowa zacznie się od Kaliningradu. Jednak sytuacja Królewca nie jest wątkiem dominującym, mało to ich obchodzi.

Czy czyta Pan również komentarze pod propagandowymi artykułami?
Tego raczej nie robię. Choć czasami zdarza mi się, jak mnie diabeł podkusi. Staram się dbać o higienę psychiczną, gdyż i tak kilka godzin dziennie od lutego ubiegłego roku spędzam czytając propagandę. W związku z czym, przyznam się, że czuję się bardzo brudny.
Inna sprawa, że nie bardzo wiemy przez kogo są produkowane te komentarze. Dlatego nie bardzo wierzę, że mogą odzwierciedlać prawdziwe nastroje społeczne. Myślę też, że większy sens przedstawiać swoje nastroje polityczne na kanałach telegramowych. To tam znajdujemy użytkowników, którzy wyrażają swoje niezadowolenie z pracy Kremla.
Stawiam raczej na inne sposoby. Rozmawiam ze znajomymi w Rosji i z rosyjskimi dziennikarzami.
Jakie ogólne nastroje co do wojny w Ukrainie, która trwa już ponad 500 dni, jak też sankcji wobec Rosji obserwuje Pan w prokremlowskich mediach?
Odwołam się do takiej rozmowy, jaką odbyłem z Kiriłem Martynowym, redaktorem naczelnym Novaya Gazeta Europe. O to samo dokładnie zapytałem go, bo wszyscy jesteśmy tego ciekawi. Cały świat próbuje to zrozumieć.
Sondaże, mniej więcej odzwierciedlają to, co się dzieje w społeczeństwie rosyjskim. Tendencje jakoś mocno się nie zmieniają.
Ciągle mamy te kilkanaście – do 20 proc. osób, które są sceptyczne wobec władzy i twierdzą, że jej nie popierają albo nawet, że nie popierają „spec operacji”. Jest to ciągle dużo. Martynow mówi, że prawdopodobnie te kilkanaście procent na swój sposób stawiają opór reżimowi. Jednak opór właściwie znaczy tu tylko tyle, że czytają te resztki niezależnych mediów. Niewiele więcej możemy zrobić.
Mniej więcej 1/3 to są twardzi zwolennicy Kremla i wojny. Są to osoby proputinowskie.
Pozostaje nam reszta społeczeństwa. Są to osoby potencjalnie przepływowe, które konformistycznie przylegają do tego, co wydaje im się większością i chcą w miarę wygodnie funkcjonować. Chcą polecieć do Turcji, a jak nie, to pojechać na południe Rosji czy na Krym albo przynajmniej stanąć w tym korku na moście Kerczeńskim, o którym teraz tyle się mówi. Są to osoby, które potencjalnie, gdyby sytuacja się zmieniła, mogłyby również bardzo szybko zmienić nastawienie wobec władzy i poprzeć jakąś inną.
Podobny proces zresztą mogliśmy obserwować w przypadku Prigożyna. Nawet dziennikarze zamilkli. Potem oczywiście kremlowscy urzędnicy i propagandowe media próbowali się usprawiedliwiać, że całe społeczeństwo murem było za Putina. Jednak nie było tak zarówno, jeżeli chodzi o władzę w regionach, nie było wsparcia również wśród dziennikarzy. Nawet jeżeli chodzi o zwykłych ludzi, widzieliśmy, że to wahadło przesuwa się w drugą stronę.
Warto wspomnieć też o dużych stratach żołnierzy. Czyli mamy też zemstę i tych, którzy będą się stawać prowojenni, dlatego że zginął ktoś z rodziny czy jakiś kumpel.
Te czynniki działają obecnie wszystkie naraz. W mediach z kolei jest tak, że nie bardzo jest jakieś inne „paliwo”, co pewien czas dorzuca się do pieca takim tematem religijnym, których w ostatnich dniach zrobiło się bardzo dużo. W ostatnich dniach możemy poczytać na przykład o tym, że „Bóg jest z nami”, „Jest to ostateczna walka z szatanem”. Już wcześniej o tym słyszeliśmy – Miedwiediew, Kadyrow mówili o walce z satanizmem czy LGBT.
Niedawno nawet patriarchat Cyryl powiedział o tym, że „tylko Rosja powstrzymuje szatana przed tym, żeby zapanował nad światem”.
Z moich obserwacji wynika, że narracja religijna pojawia się zwykle z bezsilności, czyli jeżeli nie bardzo wiemy o czym mówić.





