We wsi Orzełówka chodzi o dekoracyjną, własnoręcznie wyrzeźbioną drewnianą tablicę z nazwą miejscowości, natomiast w Bieliszkach o nieduży znak z nazwą miejscowości na prywatnej działce – mówi LRT.lt dyrektor administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego na temat burzy wokół dwujęzycznych tablic, których usunięcia domaga się Państwowa Inspekcja Językowa.
Jak pisaliśmy wczoraj, Państwowa Inspekcja Językowa domaga się usunięcia dwujęzycznych tablic we wsiach Bieliszki i Orzełówka w rejonie wileńskim. Jak mówi szef instytucji, Audrius Valotka, chodzi o skargi mieszkańców Litwy. Inspektorat podkreśla, że nawy w języku polskim są sprzeczne z przepisami ustawy, zgodnie z którą „język urzędowy obowiązuje w przypadku wszystkich pieczęci, stempli, formularzy dokumentów, znaków, pomieszczeń biurowych i innych napisów litewskich firm, instytucji i organizacji, a także w przypadku nazw i opisów litewskich produktów oraz usług”.

Kondratowicz zaznacza, że samorząd nie zgadza się z zarzutami Państwowej Inspekcji Językowej. - W miejscowości Orzełówka poszło o dekoracyjną, własnoręcznie wyrzeźbioną drewnianą tabliczkę z nazwą miejscowości. Natomiast w sużańskim starostwie, we wsi Bieliszki na prywatnej działce jest nieduży znak z nazwą miejscowości. Podkreślam, że oba znaki są w dwóch językach. Najpierw po litewsku, a niżej w wersji polskiej. Właśnie te dwa oznakowania miejscowości wpadły inspektorowi w oko i dlatego wystosował merowi nakaz usunięcia tablic – tłumaczy zaistniałą sytuację dyrektor administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego.
Wskazuje na niedoskonałość litewskiej ustawy o języku państwowym i rozbieżność z Konwencją ramową Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych.
- Konwencja ramowa o ochronie mniejszości narodowych przewiduje, że w miejscach, które zamieszkuje duża diaspora mniejszości narodowej powinny być napisy w dwóch językach. Jednak nasza ustawa o państwowym języku tego nie przewiduje, a zatem pracy domowej nie wykonał Sejm. Konwencja jest ratyfikowana i faktycznie musi funkcjonować tak, jak we wszystkich państwach, które ją zatwierdziły – mówi Kondratowicz.

Dyrektor administracji wskazuje, że polska mniejszość narodowa w tych wsiach stanowi zdecydowaną większość.
- Na przykład gminę Sużany zamieszkuje 1 621 mieszkaniec, z których 1 188 jest polskiej narodowości. Czyli ponad 73 proc. to Polacy. W Orzełówce sytuacja jest podobna. Konwencja ramowa o ochronie mniejszości narodowych zakłada wielojęzyczność w napisach już od 15 proc. – twierdzi Kondratowicz.
Zaznacza, że podróżując, niemal w każdym kraju UE i innych państwach świata widzimy takie przykłady i „jest to normalne”.
- Nikogo nie dziwią dwujęzyczne napisy na świecie. Na przykład we Włoszek zobaczymy niemieckie albo w Polsce białoruskie. Nikomu to nie przeszkadza i nie stwarza żadnego zagrożenia dla języka państwowego. Dlatego nie widzę żadnego problemu w spolszczonych nazwach miejscowości na Litwie, gdyż jest to część naszej kultury i historii. Przypomnę tylko, że całkiem niedawno mer Wilna zawieszał tablice z nazwami ulic w dwóch językach (np. Islandijos – przyp. red.). Nikomu to nie przeszkadza – zaznacza Kondratowicz.
W ubiegłym tygodniu Samorząd Rejonu Wileńskiego skierował skargę do Litewskiej Komisji Sporów Administracyjnych.
- Sprawa może przeciągnąć się w czasie. Wszystko będzie zależeć od wyroku sądu. Ten czas proponowałbym wykorzystać do zmian przepisów ustawy o języku państwowym – mówi Władysław Kondratowicz, dyrektor administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego. Dodaje, że właśnie ustawa o języku państwowym powinna odzwierciedlać „stan naszego wielonarodowościowego państwa”




