Naujienų srautas

Wiadomości2023.05.12 09:07

Były estoński prezydent Ilves o Rosji po wojnie: to, co mówią ludzie w tym kraju nie napawa nadzieją

- Problem polega na tym, że jeśli zbrodniarze wojenni nie zostaną postawieni przed sądem, sytuacja stanie się niepewna i niestabilna. Po tym, co zrobili Rosjanie, Ukraińcy będą zmuszeni wziąć sprawy w swoje ręce, podobnie jak, powiedzmy, Izrael poszedł po nazistowskich zbrodniarzy wojennych po II wojnie światowej. A Ukraińcy wiedzą, kim są zbrodniarze wojenni - mówi były prezydent Estonii Tom Hendrik Ilves w ekskluzywnym wywiadzie dla LRT.

Zacznijmy od sytuacji w Ukrainie. Wielu z nas czeka spodziewa się ukraińskiego kontrataku, ale niektórzy są zdania, że rosyjskie wojsko nie jest jeszcze tak osłabione, jak można by się tego spodziewać. Jak Pan ocenia sytuację w Ukrainie?

Nie jestem analitykiem wojennym, inni eksperci lepiej się znają w tym temacie. Uważam jednak, że dzisiaj na poziomie politycznym dla Ukrainy kluczowe jest przywrócenie swoich granic. Jeśli tego nie zrobimy, wyślemy sygnał, że agresja nie jest czymś złym.

Niestety Rosja jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i może zawetować każdą decyzję, więc Ukraińcy nie mają innego wyjścia jak walczyć i odzyskać Krym.

Jeśli z jakiegoś głupiego powodu (a słyszałem wiele głupich powodów) pozwolimy Rosjanom zatrzymać Krym, to od tego momentu dowolna inwazja, włączając napaści na nasze kraje, będzie w oczach Rosji do zaakceptowania, bo ujdzie im to na sucho.

Więc Pan się zgadza z generałem Benem Hodgesem, który uważa, że Krym jest osią tej wojny - wystarczy go wyzwolić i wojna się skończy?

Nikt nie może powiedzieć, o czym myśli Władimir Putin, ale już wiemy, że jeśli Krym pozostanie w rękach Rosji, z wyłączeniem wszystkich aspektów prawa międzynarodowego, Rosja będzie kontrolować Morze Czarne, a więc Gruzja, Rumunia, Bułgaria będą zagrożone.

Tak więc, patrząc z dwóch różnych perspektyw wynika, że konieczne jest odzyskanie Krymu. Po pierwsze, z perspektywy prawa międzynarodowego, jeśli pozwolimy Rosjanom ujść na sucho, to możemy po prostu odrzucić wszystkie porozumienia, które zawarliśmy po 1945 r., kiedy powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych. Jeśli pozwolimy zachować im ten teren, jak niestety sugeruje wiele osób w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, nie będzie już porządku opartego na zasadach międzynarodowych.

Po drugie, geostrategicznie i militarnie, jeśli pozwolimy im przejąć Krym, Morze Czarne stanie się rosyjskim jeziorem.

Panie Prezydencie, wspomniał pan o ONZ. Jaki jest Pana stosunek do faktu, że Rosja, która od ponad roku prowadzi brutalną wojnę z Ukrainą, właśnie objęła przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ?

Nie wydaje mi się, żeby było to dla nich bardzo skuteczne. Myślę, że ważniejszym pytaniem jest to, dlaczego Rosja może w sposób prawomocny przejmować prawa w ONZ. Mam na myśli to, że 32 lata temu w tej sprawie została podjęta lekkomyślna decyzja. Zachód nie musiał się na nią zgadzać, ale po cichu ją zaakceptował. Oznacza to, że posiada teraz miejsce Związku Radzieckiego w Radzie Bezpieczeństwa i może zawetować wszystko. I jak widzimy, tak właśnie się dzieje.

Uważam zatem, że w związku z trybem członkostwa Rosji Organizacja Narodów Zjednoczonych stała się organizacją bezsensowną. Myślę, że może być przydatna, pełnić pożyteczną funkcję w takich aspektach jak Światowa Organizacja Zdrowia czy UNESCO oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa ds. Rolnictwa.

Jednak poza tym jako instytucja polityczna jest zupełnie bezzębna, niezdolna do obrony prawa międzynarodowego, więc naprawdę uważam ją za bezużyteczną, ponieważ nie sprostała potrzebom i nie była w stanie poradzić sobie z prawdziwymi kryzysami.

Niedawno Rosja obchodziła tzw. Dzień Zwycięstwa, a my w krajach bałtyckich byliśmy świadkami prowokacji. Jak Pan ocenia sytuację bezpieczeństwa w naszym regionie, czyli w krajach bałtyckich, mając na uwadze, że rozważane są nowe plany obronne, zbliża się szczyt NATO w Wilnie, a Finlandia została członkiem Sojuszu?

Szczerze mówiąc, uważam, że członkostwo Finlandii zasadniczo zmienia sytuację. Oczywiście, czekamy na przystąpienie Szwecji do NATO. Jednak nawet po przystąpieniu tylko Finlandii, NATO dodało do siebie jedną z najlepszych armii w Europie. Mając na uwadze, że przez te wszystkie lata Finlandia budowała swoją armię jako tak zwany kraj neutralny, Morze Bałtyckie staje się w zasadzie jeziorem NATO z małym pryszczem zwanym Petersburgiem na końcu Zatoki Fińskiej i kolejny pryszczem między Litwą a Polską, zwanym Królewcem.

Jednak poza tym sytuacja w zakresie bezpieczeństwa zmienia się diametralnie. Zanim Finlandia przystąpiła do NATO, jedynym krajem bałtyckim mającym bezpośrednie połączenie z Europą kontynentalną była Litwa, która graniczy z Polską. Jak wiemy, łatwo można było zostać odciętym z powodu Korytarza Suwalskiego.

Jesteśmy jednak geostrategicznie powiązani z Finlandią od północy. Dlatego nie musimy się martwić tak bardzo jak wcześniej. A od razu po tym, gdy przystąpi Szwecja poziom bezpieczeństwa Morza Bałtyckiego będzie wielokrotnie wyższy niż dotychczas.

Wyobraźmy sobie, że Ukraina właśnie wygrała wojnę. Co powinno się stać z Rosją? Zapytam inaczej. Co świat zachodni powinien zrobić z Rosją? Jakie powinny być warunki powojenne?

Powiedziałbym, że pozostanie międzynarodowym nietykalnym, dopóki wszyscy zbrodniarze wojenni nie staną przed wymiarem sprawiedliwości w Hadze. Po drugie, będą musieli zapłacić reparacje. Te dwie rzeczy są dla mnie warunkiem sine qua non (conditio sine qua non) dotyczącym jakichkolwiek znaczących relacji z tą barbarzyńską istotą zwaną Federacją Rosyjską, która, jak wiemy, dopuściła się ludobójstwa i najgorszych zbrodni wojennych. Wszyscy ci ludzie muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności i muszą zapłacić za wyrządzone szkody.

Problem polega na tym, że jeśli zbrodniarze wojenni nie zostaną postawieni przed sądem, sytuacja stanie się niepewna i niestabilna.

Wyobrażam sobie, że po tym, co zrobili Rosjanie, Ukraińcy będą zmuszeni wziąć sprawy w swoje ręce, podobnie jak, powiedzmy, Izrael ścigał nazistowskich zbrodniarzy wojennych po II wojnie światowej.

A Ukraińcy wiedzą, kim są ci zbrodniarze wojenni.

Dlatego myślę, że sytuacja byłaby znacznie stabilniejsza, gdyby odbywały się regularne procesy sądowe z udziałem tysięcy zbrodniarzy wojennych, którzy brali udział w najstraszniejszych działaniach i popełnili przestępstwa, których świadkami byliśmy w ciągu ostatnich dziesięcioleci.

Większość wierzy, że po odejściu Rosja zmieni się - w ten czy inny sposób. Pan w to wierzy?

Po odejściu Putina na pewno się to zmieni. Ale czy na lepsze?

Nie jestem pewien. To znaczy, jeśli następnym przywódcą ma być ktoś z gangów przestępczych, które otaczają teraz Putina, nie sądzę, aby to była osoba, z którą czulibyśmy się komfortowo.

Nikt nie wie, co może się stać. Jednak jeżeli obecna grupa rządzących pozostanie pryz władzy - a prawdopodobnie tak będzie - nie widzę w tym nic pozytywnego.

Ponadto możliwy jest również scenariusz wojenek, w których osoby takie jak Kadyrow lub Prigożyn będą próbowały przejąć władzę.

Z działań mieszkańców Rosji wynika, że nie ma wielkich dążeń do tego, by Rosja stała się liberalną demokracją.

Szczerze mówiąc, wydaje się, że idzie to w przeciwnym kierunku, czyli bliżej szowinistycznej postawy, którą można zaobserwować nie tylko co wieczór w rosyjskiej telewizji, ale także w wywiadach ze zwykłymi Rosjanami. Nie widzę w tym wielkiej nadziei. Ważne jest to, co obserwujemy na Zachodzie. To znaczy, kiedy widzimy, co Rosjanie mówią i robią, powiedzmy, w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, wydaje się, że kochają ludobójstwo.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane