Niedawno Sąd Konstytucyjny ogłosił, że zasady reorganizacji sieci szkół samorządowych, gdy kryteria ustala rząd, są sprzeczne z Konstytucją. Sąd stwierdził również, że przepisy są sprzeczne w stosunku do kryteriów ilościowych, jakie muszą spełniać samorządowe szkoły. – Opierając się wyłącznie na obecnie działających kryteriach ilościowych, pewne samorządy mogą zostać bez gimnazjów. To nie jest normalne. Takie zagrożenia dotyczą też szkół mniejszości narodowych – twierdzi doradczyni prezydenta Gitanasa Nausėdy ds. oświaty, prof. Jolanta Urbanowicz.
Co znaczy takie orzeczenie Sądu Konstytucyjnego?
Musimy rozumieć, że orzeczenie dotyczy zasad tworzenia sieci szkół, a nie samego projektu Szkół Tysiąclecia.
Jakiś czas temu grupa posłów na Sejm podniosła pytanie, które zostało skierowane też do Sądu Konstytucyjnego, czy artykuł 43 ustawy oświatowej nie jest antykonstytucyjny? Przewiduje on zasady formowania i funkcjonowania siatki szkół. Określa też kryteria, na podstawie których są realizowane programy kształcenia ogólnego. Kryteria te były ustalane już na poziomie Rządu. Konstytucja natomiast zakłada, że konkretne kryteria muszą być ustalane w ustawie. Tymczasem znaczenie tych poszczególnych kryteriów może bardziej szczegółowo przedstawić Rząd.
Sąd Konstytucyjny przyznał, że rzeczywiście ten artykuł ustawy jest antykonstytucyjny w tym sensie, że w zakłada tylko, iż kryteria ustala Rząd. Konstytucja natomiast głosi, że już same kryteria muszą być ustalone w ustawie.
Ministerstwo Edukacji, Nauki i Sportu, jak też Rząd tłumaczą, że ten proces przez dobre dziesięciolecia już się odbywał w podobny sposób, czyli Gabinet Ministrów ciągle zmieniał, uzupełniał i zatwierdzał kryteria. Podkreślić warto, że to były w zasadzie wyłącznie „ilościowe” kryteria. Czyli na przykład Rząd ustalał ilość uczniów, ilość metrów kwadratowych w pomieszczeniu bądź kilometry od domu do szkoły.
Teraz Sąd Konstytucyjny przyznał, że jest to jednak niezgodne z Ustawą zasadniczą i te kryteria muszą być bardziej szczegółowo opisane już na poziomie ustawy.
Moim zdaniem, praktyka, którą obecnie mamy w całości raczej się nie zmieni. Wyłącznie techniczne kwestie, jakie są ustalone w dokumentach rządowych, zostaną przeniesione do ustawy i tym się zakończy ta cała historia.

Jakie zagrożenia widzi pani w obecnej sytuacji?
Urząd Prezydenta od dawna podkreśla, że szkoły nie mogą funkcjonować wyłącznie na podstawie kryteriów ilościowych, gdyż taki model, jak widzimy, po prostu nie sprawdza się. Weźmy dla przykładu obok działające szkoły w Wilnie, gdzie kryteria ilościowe są spełnione idealnie. Widzimy jednak, że jakościowo placówki mogą być bardzo zróżnicowane.
Zagrożenie obecnie widzę w dwóch dziedzinach. Po pierwsze sam program Szkół Tysiąclecia. Już zaczął się pierwszy jego etap, pierwsze szkoły zaczynają wdrażać swoje plany. Sądzimy jednak, że należy na chwilę się zatrzymać z dalszym wdrażaniem reformy przed drugim etapem i poczekać na nowe kryteria. Zasady formowania sieci szkół dotyczą też samego projektu Szkół Tysiąclecia. W tym momencie nie wiemy jak na te nowelizacje ustawy zareaguje Sejm i jakie propozycje padną. Oczywistym jest, że kryteria jakościowe są niezbędne. Problem jest natomiast z ich określeniem. Dlatego jest to dobry moment na dyskusję. Zobaczymy jak na taką propozycję zareaguje Sejm, Komitet ds. Oświaty.
Kolejnym zagrożeniem jest to, że opierając się wyłącznie na obecnie działających kryteriach ilościowych, pewne samorządy mogą zostać bez gimnazjów. Przede wszystkim chodzi tu o szkoły regionalne. To nie jest normalne. Takie zagrożenie dotyczy też szkół mniejszości narodowych.

Wspomniała pani, że trudno jest określić kryteria jakościowe. Czy na przykład egzaminy pośrednie mogą być takim wskaźnikiem?
Jeżeli zapadnie decyzja o konieczności kryteriów jakościowych, będziemy musieli się zmierzyć z kolejnym wyzwaniem. Obawiam się, by w takim wypadku Sejm albo Ministerstwo Edukacji, Nauki i Sportu nie wybrało tej najłatwiejszej drogi o jakiej pani wspomniała. Opierając się wyłącznie na wynikach takich sprawdzianów w klasach czwartych, ósmych, dziesiątych jeszcze bardziej zostanie promowana kultura testowania. Jest to bardzo chwilowy wskaźnik, nieodzwierciedlający faktycznej sytuacji na dłuższą metę.
Dużym problemem jest też zróżnicowanie osiągnięć, nieraz nawet w tej samej szkole lub szkołach sąsiadujących. Uważam, że właśnie ten aspekt warto wyróżnić – im mniejsze zróżnicowanie w wynikach, tym bardziej zindywidualizowane nauczanie.
Ważne jest, aby tych kryteriów jakościowych było więcej, by nawzajem się korelowały.
Na przykład na poziomie gimnazjalnym możemy uwzględniać też możliwości wyborów przedmiotów.
Same wyniki to za mało, musi być zestaw kryteriów jakościowych, uzupełniających kryteria ilościowe.
Nie może nie budzić pewnych kontrowersji w społeczeństwie fakt, że projekt o takich inwestycjach nagle zostaje tak jakby podważony.
-109 mln euro już przekazano na pierwszy etap projektu Szkół Tysiąclecia, na kolejny etap przewiduje się podobną sumę. To są ogromne pieniądze. Historia oświaty Litwy nigdy nie miała tak ogromnych funduszy.
Dlatego apelujemy, by raz jeszcze moglibyśmy przeanalizować ten projekt, w taki sposób, żeby rzeczywiście posłużył pozytywnej zmianie w naszym szkolnictwie. Jednym z najważniejszych deklarowanych celów tego programu jest zmniejszenie zróżnicowania wśród szkół. Musimy ocenić ten pierwszy etap, czy naprawdę idziemy w tym kierunku. Kryteria muszą być zorientowane na sprawiedliwość społeczną. Każdy uczeń musi otrzymać tyle pomocy, ile potrzebuje, uwzględniając kontekst społeczno-ekonomiczny w jego domu i środowisku.

Mer rejonu soleczniczkiego Zdzisław Palewicz od samego początku zarzucał władzom centralnym, że to nie jest idealny projekt, który, jak mówił, nie odzwierciedla specyfiki regionu. Zatem, czy zaistniała sytuacja może jakoś wpłynąć na przykład na decyzje w sprawie oświaty w rejonie solecznickim bądź na przyszłość szkoły w Połukniu?
Zaistniała sytuacja jest korzystna, bo zmusza do debaty również w sprawie regionów. Musimy wyciągnąć wnioski. Niedawno kierowniczka projektu Judita Šarpienė powiedziała, iż pewnych rzeczy już nie możemy zmienić, gdyż z UE uzgodniono minimalną obowiązkową liczbę dzieci w szkole. Jest to 200 uczniów. Uważam, że to nie brzmi dobrze, gdyż KE może rekomendować, ale nie potrzebować bezwzględnego spełnienia tego warunku. To my znamy najlepiej naszą sytuację, specyfiki regionów i w oparciu o takie fakty, musimy podejmować decyzje.
Ten wymóg ilościowy z pewnością nie odzwierciedla celów państwowych o zmniejszeniu zróżnicowania. Czy te 200 osób zadecyduje o faktycznej zmianie sytuacji?
Dużo zależy teraz od tego, jak Rząd, Sejm i Ministerstwo podejdą do postawionych zadań i jak tę sytuację wykorzystają.
Nie odważyłabym się prognozować przyszłości dla szkoły Longina Komołowskiego w Połukniu, czy może być przywrócony status gimnazja czy nie.
Jednak zdecydowanie twierdzę, że najwyższy czas, by rozważać różne modele szkół. Szkoły regionalne, placówki w małych miejscowościach muszą współpracować – na przykład obok działające szkoły polska z litewską. Szczególnie na poziomie klas gimnazjalnych. Dążąc do jakości, jest to dobre wspólne rozwiązanie.
Dlatego mówiąc o szkołach mniejszościowych w rejonach solecznickim, wileńskim czy trockim musimy zastanowić się nad taką współpracą, stworzyć nową koncepcję i wizję takiej poniekąd zagrożonej dziś szkoły. Takie ustalenia współpracy mogłyby być nawet na poziomie ustawowym.
Podobnych sytuacji na Litwie mamy więcej, w różnych samorządach. Jestem przekonana, że przynajmniej jedno gimnazjum, ale samorząd musi mieć.
Mówiąc o nauczaniu ogólnoszkolnym bardzo często zapominamy o szkołach zawodowych, które z jakiegoś powodu nie są włączone do projektu Szkół Tysiąclecia. Ci uczniowie tak jakby zostają na marginesie, a przecież bardzo często to są dzieci z tego nieprzychylnego kontekstu społeczno-ekonomicznego, o którym dużo się mówi, argumentując zasadność tego projektu i dążąc do zmniejszenia zróżnicowania.
Zatem, co dalej? Jakie prace domowe rządzący muszą wykonać?
Aby proces edukacyjny nie został zakłócony i Sejm miał czas na pracę nad projektem, decyzja sądu wchodzi w życie 2 stycznia 2024 r. Uważamy, że nie można zwlekać z dialogiem do ostatniego momentu i powiedzieć, że nie ma czasu na dyskusje o kryteriach jakościowych.
Dużo zależy od inicjatywy ministerstwa, czy podejmie się wyzwania. Czy do praktyki „liczenia głów uczniów”, do kryteriów ilościowych uda się dodać kryteria jakościowe.
Mamy wiele statystyk, badań, posiadamy szerokie grono ekspertów, którzy mogą służyć pomocą i radą. Sądzę, że w ten sposób w szybkim tempie udałoby się te kryteria połączyć i przedstawić do projektu nowelizacji ustawy o oświacie.
Dobrze by było, gdyby jeszcze podczas tej sesji wiosennej Sejm pochylił się nad tym zadaniem i zdążył wnieść poprawki do ustawy, żeby jesienią zarówno szkoły Tysiąclecia, jak i szkoły samorządowe miały pewny grunt i wiedziały na czym stoją.
Dynamika zróżnicowania jakości nauki w naszym kraju ciągle rośnie. Jest to bardzo niepokojący sygnał. Przyczyniła się do tego oczywiście pandemia Covid-19, gdyż uczniowie zamknięci w domach mieli bardzo różne warunki i możliwości. Jestem przekonana, że kolejne międzynarodowe badania będą jeszcze bardziej pesymistyczne pod tym względem.
Nie ma opcji by nie zrobić nic.





