Przedstawiciele instytucji państwowych twierdzą, że uchodźcy z Ukrainy nie spieszą się z nauką języka litewskiego, bo liczą, że wkrótce będą mogli wrócić do ojczyzny. Tymczasem organizatorzy lekcji tłumaczą, że to nieprawda - w mgnieniu oka znika kilkaset miejsc jednocześnie. Celem jest nie tylko nauka litewskiego, ale dobra znajomość mowy, aby móc pracować w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji i robić karierę.
Ukraińcy przyznają, że problemem jest ogólny brak zajęć, niezależnie od ich ceny. Koszty płatnych lekcji mogą sięgać nawet 1300 euro - to zbyt wielkie pieniądze dla uchodźcy. Brakuje także pedagogów, którzy mogliby w sposób jakościowy i treściwy przekazać wiedzę.
W Sejmie odbyła się dyskusja, podczas której organizatorka spotkania konserwatystka Dalia Asanavičiūtė poinformowała, że na Litwie teraz jest zarejestrowanych 90 tys. obywateli Ukrainy, a także 48 tys. Białorusinów i 15 tys. Rosjan. Ogółem liczba cudzoziemców stanowi 189 tys. osób, czyli 7 proc. mieszkańców Litwy.
Asanavičiūtė zaznaczyła, że zadaniem państwa jest integracja językowa Ukraińców. Posłanka zauważa również, że pozostawienie cudzoziemców w środowisku rosyjskojęzycznym naraża na zagrożenie podatności na kremlowską propagandę. - Mamy do czynienia z kwestią bezpieczeństwa narodowego - dodała.

Przedstawiciele instytucji państwowych poinformowali o możliwościach nauki litewskiego dla 100-200 osób. Tymczasem wykładowczyni Akademii Oświaty Uniwersytetu Witolda Wielkiego Vilma Leonavičienė stwierdziła, że nie są to liczby, którymi można się szczycić. Przedstawiana przez nią uczelnia umożliwiła naukę litewskiego dla 4000 Ukraińców. Po tym, gdy Akademia ogłosiła nabór nowej grupy, w ciągu kilku godzin na zajęcia zarejestrowało się 400-500 osób.
Leonavičienė zauważyła, że sytuację utrudnia brak platformy, w której można by było sprawdzić wolne miejsca we wszystkich instytucjach. - Materiały edukacyjne również są dostępne, ale porozrzucane po różnych portalach. W końcu ktoś i tak zaczyna tworzyć wszystko od nowa - ubolewała specjalistka.
Pedagog podkreśliła, że materiały są przygotowane na poziomie Unii Europejskiej. Powiedziała też, że Ukraińcy nie mogą znaleźć terminów rejestracji na egzamin językowy.

Przedstawicielka uniwersytetu zwróciła uwagę również na zarobki wykładowców. Zajęcia oferowane przez Służbę Zatrudnienia kosztują około 1300 euro. Oznacza to, że będą prowadzone przez specjalistów bez odpowiedniego wykształcenia, bo pedagodzy z doświadczeniem nie zgodzą się na pracę z taką wypłatą.
- To upokarzające oferować nauczycielom pięć euro za godzinę. Lepiej w takim wypadku być wolontariuszem – określiła sytuację Leonavičienė.
Prelegentka zapewniła, że Akademia będzie wciąż się ubiegała o pieniądze. - Nasze zajęcia są dobre, dowodem są studenci za drzwiami. 400 osób wciąż czeka na wolne miejsca. Chcą wykwalifikowanych specjalistów, a nie kółka językowego - stwierdziła.
Część zajęć uniwersytet prowadzi w trybie zdalnym, po godzinach pracy lub w dni wolne. Leonavičienė zauważyła, że podczas lekcji należy zapoznać uczestników nie tylko z gramatyką, ale również kulturą Litwy.
Audrius Valotka, kierownik Państwowej Inspekcji Językowej, podkreślił, że dyskusja dotyczy ukraińskich uchodźców wojennych, którzy pracują na Litwie na podstawie umowy o pracę. Teraz na Litwie jest ich ponad 23 tys. W ich przypadku wymóg znajomości języka wchodzi w życie 24 miesiące po przybyciu do kraju. Procedura ta nie dotyczy osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą.

Valotka stwierdził, że migranci potrzebują znajomości języka, aby znaleźć miejsce na rynku pracy. Bez tego są bardziej wrażliwi.
Valotka uważa, że problemem jest brak miejsc do nauki i brak funduszy na kursy. Uchodźcy wojenni często nie mogą sobie pozwolić na płatne korepetycje, które mogą kosztować od 1300 do 1650 euro.
- Czy wszyscy Ukraińcy posiadają takie pieniądze? Zwłaszcza jeśli przyjechali z całą rodziną. Jeśli chcemy okazać wrażliwość i empatię, nie rońmy krokodylich łez. Instytucje muszą się skupić na tym, by dać możliwość nauki – powiedział Valotka.

Zdaniem Valotki, w rozwiązywaniu problemów uchodźców wojennych można wykorzystać zagraniczne ośrodki studiów lituanistycznych i bałtystycznych.
- Fajnie, że rozmawiamy o tak ważnym dla wszystkich temacie, ale może jest to dla nas zbyt bolesne, zbyt skomplikowane, abyśmy mieli odwagę się nim zająć – powiedziała Violeta Meiliūnaitė, przewodnicząca Państwowej Komisji Języka Litewskiego (VLKK).
Dodała, że VLKK od 2021 r wspiera naukę litewskiego dla cudzoziemców. W 2022 r. liczba osób uczących się języka podwoiła się. W zeszłym roku VLKK pomógł 200 obcokrajowcom nauczyć się litewskiego, z czego połowa to Ukraińcy.
Meiliūnaitė twierdzi, że uczestnicy zauważyli kilka problemów. Jednym z nich jest to, że kursy są bardziej dostępne w dużych miastach, dlatego VLKK zaczął organizować szkolenia w Wisagini i zamierza skoncentrować się na innych mniejszych miastach. Meiliūnaitė podkreśliła, że Ukraińcy często chcą osiągnąć wyższy poziom znajomości języka.
Kolejnym problemem jest brak materiałów edukacyjnych. - Próbowaliśmy z tym walczyć. Samorządom i bibliotekom przekazaliśmy słowniki litewsko-ukraińskie i ukraińsko-litewskie - mówiła kierowniczka VLKK.

Instytucja finansuje również powstawanie słownika cyfrowego. Planuje się, że będzie dostępny w następnym roku.
Brakuje również nauczycieli, którzy mogliby uczyć litewskiego osoby, dla których ten język nie jest ojczystym. Meiliūnaitė przypomniała, że w zeszłym roku rozpoczęto wykłady dla nauczycieli.
W ciągu trzech lat 500 osób ukończyło kursy organizowane i finansowane przez VLKK.
Dyskusja dotyczyła również tego, dlaczego należało ostrzec Ukraińców, że do życia i pracy na Litwie konieczna jest znajomość języka litewskiego.
- Wydaje mi się, że wynika to z nadmiernej skromności Litwinów. Litwini są osobami niezwykle gościnnymi. Gdy jest dwóch Litwinów i jeden obcokrajowiec, Litwini przechodzą na język obcy. Chyba brakuje nam zrozumienia, że język litewski trzeba promować – powiedziała Meiliūnaitė.
Laura Perevičiūtė, szefowa Grupy Integracji Cudzoziemców w Ministerstwie Opieki Socjalnej i Pracy zauważyła, że motywacja Ukraińców do nauki litewskiego na razie nie jest duża, bo mają nadzieję, że wojna szybko się skończy i wrócą do domu.
Specjalistka porównała tę sytuację z Białorusinami, którzy szukali schronienia po wyborach prezydenckich w ich kraju, kiedy Aleksander Łukaszenka został autorytarnym przywódcą kraju. Białorusini myśleli, że nie pozostaną na długo i nie spieszyli z nauką języka litewskiego. Jednak później to nastawienie się zmieniło i zainteresowali się kursami.
- Teraz nauką litewskiego się interesują wyłącznie ci Ukraińcy, którzy zdecydowali się na integrację na Litwie – powiedziała Perevičiūtė.
Czytaj również
- Ci, którzy planują swoje życie, interesują się językiem litewskim. Inni chcą się nauczyć angielskiego i niemieckiego, co będzie dla nich wartością dodaną po powrocie do Ukrainy – określiła sytuację przedstawicielka resortu.
Specjalistka dodała jednak, że wkrótce sytuacja może się zmienić i szeregi tych, którzy będą uczyć się języka litewskiego, powiększą się. Latem, w czerwcu, zdaniem Perevičiūtė, powinno być więcej środków na kursy.
Dyrektor Służby Zatrudnienia Inga Balnanosienė zapewniła, że wszyscy Ukraińcy są poinformowani o możliwości nauki języka litewskiego.
- Jednak z 23 tys. tylko 2300 pracujących Ukraińców odczuwa potrzebę nauki języka litewskiego. Wszyscy inni o tym nie myślą – ubolewała Balnanosienė.
Dyrektor dodała, że matki wychowujące małe dzieci nie pracują i nie odczuwają potrzeby nauki litewskiego. Podobnie jest z osobami starszymi.
Balnanosienė stwierdziła, że na początku wojny o pozostaniu na Litwie myślało około 15 proc. zarejestrowanych w Służbie Zatrudnienia. W marcu już 32 proc. respondentów odpowiedziało, że swoją przyszłość wiąże z Litwą.







