Naujienų srautas

Wiadomości2023.04.03 15:53

Balcewicz: jakie państwo tworzymy - obywatelskie czy narodowe?

Zbigniew Balcewicz 2023.04.03 15:53

Podstołeczny rejon to obszar unikalny na Litwie pod względem obyczajów, kultur oraz języków. Znaczny odsetek jego ludności stanowią Polacy, którzy integrując się z litewskim społeczeństwem pragną zachować własną tożsamość etnicznokulturową. Czy mają ku temu warunki? Kwestia ta szczególnie uwidacznia się podczas wyborów samorządowych.

Miejsce, w którym chce się żyć

Wileńszczyzna, ma niełatwą historię. Niemało burz i kataklizmów, w wyniku których rdzenna ludność niejednokrotnie stawała się zakładnikami historii. Pomimo wielkich strat znaczna część ludności przetrwała, mieszka tu od dziada pradziada. Wileńscy Polacy szczycą się swoim regionem, jego historią, wielojęzycznością, wielowyznaniowością. Widzą w tych właściwościach charakter i niepowtarzalną swoistość Wileńszczyzny, która jest regionem innym, niż reszta kraju, lecz historycznie była i jest częścią Litwy.
W „latach radzieckich” na miejsce tych, co się „repatriowali” przybyło trochę mieszkańców z pobliskich terenów Białorusi, które kiedyś były częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wiele malowniczych terenów przekazano mieszkańcom stolicy pod tak zwane „ogrody zespołowe”, które w czasach niepodległej Litwy stają się miejscem zamieszkania. W latach niepodległości znaczne obszary, szczególnie podmiejskie, szybko się urbanizują. Wolny rynek ziemi oraz planowanie przestrzenne terenów służą gwałtownemu wzrostowi podmiejskich osiedli, które okazują się nieprzygotowane do stworzenia komfortowych warunków dla osadników. Rodzi to niezadowolenie nowych mieszkańców z władz rejonu. Niektórzy politycy w celu zdobycia głosów tłumaczą nowym mieszkańcom rejonu, że „polski” samorząd specjalnie utrudnia im życie, by tu się nie meldowali.
Specyfika składu mieszkańców rzutuje na szeroką paletę ich oczekiwań od władzy.

Wyborcy - podzieleni

Na razie nie da się stwierdzić, że w rejonie wileńskim ukształtowało się społeczeństwo obywatelskie, o czym świadczą wyniki ostatnich wyborów samorządowych. Większość rady będą stanowić przedstawiciele jednej opcji politycznej – AWPL-ZChR. Głosując na mera mieszkańcy mieli do wyboru jednego z dwóch kandydatów-Polaków, których łączył wiek, dobre wykształcenie czy podobne doświadczenie życiowe. Społeczność polska w absolutnej większości głosowała na kandydata AWPL-ZChR Waldemara Urbana, druga, bardzo zróżnicowana pod wieloma względami połowa wyborców, oddając swe głosy na socjaldemokratę Roberta Duchniewicza, kierowała się jedyną opcją - położyć kres jednowładztwu AWPL-ZChR w rejonie.
Linia podziału mieszkańców jest jednoznaczna: Polacy się jednoczą wobec odczuwalnego przez nich zagrożenia tożsamości narodowej, szukają siły politycznej, która ich obroni. Przecież samorządy realizują politykę narodowościową państwa. Korzystając z demokracji mają możliwość czasem zbyt gorliwie, bez uwzględnienia lokalnej specyfiki, wcielać w życie politykę partii, którą reprezentują albo, co gorsza, według własnego widzimisię ją interpretować.

Co prawda, kształtowanie polityki narodowościowej jest w gestii władzy centralnej, toteż dla kierownictwa Sejmu oraz rządu wybory na Wileńszczyźnie, oprócz wykazania zadowolenia z wyników, są dobrą okazją do głębszej refleksji na temat tego, jakie państwo na Litwie tworzymy: obywatelskie czy narodowe? W Preambule Konstytucji mamy zapisane dążenie „do otwartego, sprawiedliwego, zgodnego społeczeństwa obywatelskiego”. Przecież nie tylko w rejonie wileńskim odczuwalne są nierozwiązane problemy mniejszości narodowych.
Niedawno Komitet ONZ wezwał Litwę do przyśpieszenia uchwalenia Ustawy o mniejszościach narodowych, zaś w międzyczasie - do zastosowania skutecznych środków w celu pełnej ochrony mniejszości narodowych, w tym ich języka, religii, kultury i tożsamości.
Aby lepiej zrozumieć sedno problemu stosunków narodowościowych na Wileńszczyźnie, warto sięgnąć do całkiem niedawnej przeszłości.

Zarzewie konfliktu

Konflikt polsko-litewski z sowieckiej zamrażarki został wyciągnięty przez działaczy niektórych organizacji – przede wszystkim „Vilniji”, która powstała na falach „pierestrojki” w marcu 1988 roku. Jednym z jej założycieli jest litewski językoznawca dr hab. Kazimieras Garšva, który doktorat zrobił w instytucie językoznawstwa w Moskwie. Warto dodać, że organizacją, z niewielką przerwą, zarządza od prawie 30 lat.
Od początku swego istnienia z cichego przyzwolenia ówczesnych komunistycznych władz Litwy organizacja wzięła kurs na obronę rzekomo zagrożonej litewskości na Wileńszczyźnie poprzez zwalczanie odrodzenia narodowego litewskich Polaków. Aktywiści „Vilniji” oraz niektórzy sympatyzujący jej naukowcy zaczęli szeroko propagować odrzuconą przez wielkiego patriotę litewskiego i polskiego Michała Romera teorię o pochodzeniu Polaków litewskich, twierdząc, że są nimi „spolonizowani Litwini, którym należy „dopomóc powrócić do autentycznej narodowości”.
Jeszcze przed przywróceniem niepodległości zorganizowany przez stowarzyszenie Zjazd przedstawicieli Litwy Wschodniej w podjętej rezolucji „.wykazał wielkie zatroskanie z powodu rozwijającego się procesu polonizacji tego regionu i nieodpowiedzialnych decyzji niektórych resortów i działaczy na poparcie tego procesu“.
Takie działania oraz brak reakcji na nie ze strony władz, Polacy na Wileńszczyźnie odebrali jako zagrożenie dla ich odradzającej się tożsamości narodowej oraz potraktowali jako przymiarki do przymusowej lituanizacji. Ich reakcją było narodzenie się i stopniowe narastanie nastrojów autonomizacji tego regionu. Warto odnotować, że „Vilnija“ trzymała w ryzach ówczesne władze Sowieckiej Litwy, kontrolowała dosłownie każde ich posunięcie dotyczące polskiej mniejszości.

Bez Moskwy się nie obeszło

Konflikt polsko-litewski na Wileńszczyźnie był szczególnie potrzebny władzom centralnym w Moskwie, by „w razie potrzeby“ wystąpić w roli rozjemcy stron konfliktu lub, jak wykazała późniejsza historia, „wziąć pod obronę krzywdzoną mniejszość narodową“. Odwiedzający Wilno funkcjonariusze KC KPZR nie raz twierdzili, że „proklamując niepodległość możecie pozostać bez Kraju Wileńskiego oraz Kłajpedy, które wam podarowaliśmy “.

Wykonawcami planu Moskwy, o dziwo, okazali się niektórzy działacze i organizacje na Litwie. Rodzi się pytanie: dlaczego aktywiści „Vilniji“ podjęli walkę z „polonizacją“ Wileńszczyzny widząc, że to właśnie znaczna część zrusyfikowanych Polaków z własnej woli chce powrócić do swoich korzeni? Czyżby działacze stowarzyszenia woleli bardziej zrusyfikowanych homo sovieticus, aniżeli normalnych Polaków, którzy są przecież autentycznymi potomkami Wielkiego Księstwa Litewskiego? A może to właśnie Moskwa nie pozwalała działaczom ruszać „russkojazycznych“?

Mentalność oblężonej twierdzy

W ciągu ostatnich dziesięcioleci u części społeczności polskiej na Wileńszczyźnie utrwalił się syndrom oblężonej twierdzy. Pojęcie to oznacza poczucie zagrożenia w jakiejś społeczności, która jednoczy się wobec wyimaginowanego wroga. Pojawienie się tego syndromu na Wileńszczyźnie jest w znacznej mierze pokłosiem działalności niektórych organizacji oraz błędnych decyzji Państwa Litewskiego w kwestii mniejszości narodowych. Warto zaznaczyć, że ta sytuacja została sprytnie wykorzystana przez lokalnych działaczy w celu skoncentrowania władzy w swoich rękach oraz podporządkowania „bronionego regionu“ .

„Na straży integralności terytorialnej“

Po przywróceniu Niepodległości Litwy (może za wyjątkiem pierwszych dwóch lat) odrodzone z okresu międzywojennego, czyli ostrego konfliktu polsko-litewskiego z powodu Wileńszczyzny, organizacje nadal tkwią w dawno minionych czasach, jakby dążąc do porachunków z litewskimi Polakami, którzy z tamtymi wydarzeniami nie mają nic wspólnego. Odgrywają one również niepośrednią rolę w kształtowaniu polityki narodowościowej Państwa Litewskiego. Najbardziej dobitnie o tym świadczy już trzynastoletnia historia z uchwaleniem jeszcze w 2010 roku obiecanej Ustawy o mniejszościach narodowych po wygaśnięciu dotąd obowiązującej. Trudno zliczyć, ile w ciągu tego okresu przygotowano projektów ustaw, które były na pniu ścinane przez te organizacje. Argumenty zazwyczaj sprowadzały się do zasady: integracja Wileńszczyzny nie może iść w parze z zachowaniem tożsamości etniczno- kulturowej tego regionu.

20 listopada 2013 r. zgłaszając do Sejmu opinię odnośnie projektu ustawy, przewodniczący stowarzyszenia dr hab. Garšva ustosunkował się do Ustawy o mniejszościach narodowych, uchwalonej po przywróceniu niepodległości, która była wysoko ceniona przez organizacje międzynarodowe oraz podawana jako przykład dla innych państw .

„Po wprowadzeniu przez ZSRR stanu wojennego w Republice Litewskiej w 1991 roku i przelewie krwi pokojowych obrońców Ojczyzny 13 stycznia – pisze Garšva - Polska Frakcja w RN RL (autonomiści) oraz Jedinstvo zmusili Radę Najwyższą (okrążoną przez „jedinstwienników“ oraz sowieckie wojsko) w ciągu pół miesiąca do przyjęcia Ustawy o mniejszościach narodowych XI- 3412, która obowiązywała od 29 -01- 1991 do 31 -12-2009 r. Obrońcy Sejmu nie mieli wtedy czasu, aby zagłębić się w ten projekt, ani też zgłosić uwagi, tymczasem wrogowie Ojczyzny zawsze takie momenty wykorzystują”.

Muszę zauważyć, że pan Garšva mija się z prawdą. Jako jeden z autorów Ustawy pragnę odnotować, że o ile było w tamtym czasie możliwe, projekt był szeroko dyskutowany, a Rada Najwyższa ustawę przyjęła praktycznie jednogłośnie. Uchwalenie tego dokumentu uważaliśmy za ważny krok w realizacji Aktu Przywrócenia Niepodległości Państwa Litewskiego, w którym m.in. napisano, że „Państwo Litewskie (…) zapewnia przestrzeganie (…) praw wspólnot etnicznych”. Jak można było zapewnić przestrzeganie praw, które de jure jeszcze nie istniały?

Głównie pod tzw. „naciskiem społecznym” przed 10-ciu laty rząd socjaldemokratów, kierowany przez Algirdasa Butkevičiusa, który miał w swym programie przygotowanie oraz zgłoszenie do Sejmu projektu Ustawy o mniejszościach narodowych, zrezygnował z zamiaru

Zabierając głos podczas konferencji poświęconej stuleciu powołania Stowarzyszenia Oświaty Litwinów „Rytas“ przewodniczący „Vilniji“ stwierdził, że „w szkołach z polskim językiem nauczania nie są kształceni obywatele lojalni wobec Państwa Litewskiego“. Łatwo jest się domyślić, co z tego wynika. Kierowane przez niego stowarzyszenie stale trzyma rękę na pulsie oświaty na Wileńszczyźnie, organizuje poświęcone temu konferencje, podczas których przyjmowane są rezolucje oraz rekomendacje, które trafiają na biurka zarówno urzędników państwowych, jak też polityków.

Co na to partie?

Jak dotychczas żadne ogólnokrajowe ugrupowanie polityczne nigdy nie zadeklarowało, że dystansuje się od antypolskich działań „Vilniji“ oraz nie zaoferowało własnej wizji rozwoju Litwy Południowo-Wschodniej. W takim razie na jakie poparcie Polaków Wileńszczyzny mogłoby liczyć? W zasadzie tylko AWPL-ZChR zajmuje się tym regionem. Czy skutecznie? To inna sprawa. Przynajmniej wiele obiecuje, a jej przywódca potrafi nieustannie „walczyć i bronić“.

A przecież strach jest narzędziem, dzięki któremu udaje się utrzymywać ludność w ryzach. Dzięki mentalności oblężonej twierdzy jednostki gotowe są oddać władzę dowolnej osobie, która zapewni, że jest w stanie obronić, zwalczyć niebezpieczeństwo. Wszelkie posunięcia władzy, które nawet w mniemaniu mniejszości narodowych w jakiś sposób ograniczają ich prawa (nie mówiąc o rzeczywistych przypadkach), zostają przez liderów wykorzystywane do mobilizacji ludzi pod swymi sztandarami. Czyż nie w ten sposób na Wileńszczyźnie narodził się kult niezastąpionego „wodza“?

Czy nowa władza zechce i potrafi wyprowadzić rejon „z oblężenia“?

Sądzę, że mer na pewno skieruje swoje wysiłki w tym kierunku, poprze go również frakcja socjaldemokratów. Jak się zachowa reszta Rady? Obecna sytuacja w rejonie stwarza dobre warunki do mobilizacji swego elektoratu zarówno dla AWPL-ZChR, jak też dla koalicji centroprawicowej . A przecież politycy swoje interesy stawiają często ponad dobro wyborców. Lider AWPL-ZChR rozumie, że skoro jego elektorat przestanie czuć się zagrożony, więc nie będzie potrzebował obrońców. Z kolei również stronie konkurencyjnej, która się zjednoczyła w koalicji centroprawicy, jeżeli przeciwnik polityczny się uspokoi, nie pozostanie wroga, do zwalczania którego można bez większego wysiłku mobilizować swój elektorat. W obu przypadkach byłoby to prymitywne zachowanie polityków.

Jeżeli natomiast AWPL-ZChR, stanowiąca w Radzie większość, przynajmniej jednoznacznie opowie się za wspólną pracą, a centroprawica zagwarantuje przyjazny stosunek do spraw i problemów, nurtujących polską społeczność, wówczas nastąpi zmiana klimatu psychologicznego w rejonie, co jest podstawowym warunkiem wyburzenia przez lata budowanej twierdzy oblężenia.

Kamieniem milowym porozumienia na pewno będzie oświata. Nowy mer zapowiedział, że nie zamierza zamykać szkół, niepokoi go jednak fakt, że wiele placówek rejonu wileńskiego, niezależnie od języka nauczania, tradycyjnie trafia na szary koniec rankingów szkół republiki. Duchniewicz zamierza szkołom nie tylko pomagać, ale też od nich wymagać wyników. Dobrze by się stało, gdyby wszyscy radni w tym samym kierunku zmierzali, troszcząc się o wszystkie, niezależnie od języka nauczania, szkoły jednakowo.

Do pozbycia się polskiej społeczności poczucia oblężonej twierdzy mógłby wiele się przyczynić aktywny działacz polityczny i społeczny rejonu – przewodniczący oddziału rejonu wileńskiego partii Związek Ojczyzny- Litewscy Chrześcijańscy Demokraci, wielokrotny radny samorządu, członek zarządu Stowarzyszenia oświaty Litwinów „Rytas“, przewodniczący wspólnoty Puciniszek w rejonie wileńskim dr Gediminas Kazėnas, który, a propos, doskonale zna również język polski, bowiem jest absolwentem Akademii Rolniczej w Lublinie.

Dr Kazėnas z grupą socjologów oraz politologów z Uniwersytetu Michała Romera w Wilnie przeprowadził badania na temat tożsamości polskiej mniejszości narodowej na Litwie, które jak stwierdził dla mediów, wykazały, że „Litwini powinni brać przykład z litewskich Polaków, jak trzeba kochać swoją ziemię, strony rodzinne, małą ojczyznę“. Któż więc mógłby lepiej niż on wytłumaczyć oraz uspokoić tych, którzy nadal wątpią w lojalność litewskich Polaków?

Potrzebna jest strategia rozwoju rejonu

Jednym z głównych zadań skutecznego samorządu jest opracowanie i realizowanie strategii rozwoju rejonu. Być może pomocna okazałaby się tu oddolna społeczna inicjatywa - opracowana przez Polski Klub Dyskusyjny strategia „Wileńszczyzna 2040“? O ile mi wiadome, dokument ten został przedstawiony partiom politycznym, resortom państwowym oraz władzom kraju. Jak informowały media, strategia „Wileńszczyzna 2040“ została pozytywnie oceniona przez prezydenta Gitanasa Nausėdę. Prezydent również zaznaczył, że „Mniejszości narodowe nie są naszym problemem. One są naszym skarbem, który powinniśmy cenić i chronić”.

Prezydent zaproponował kontynuację dyskusji zarówno wewnątrz społeczności polskiej, jak z instytucjami litewskimi w kwestiach udoskonalenia tej strategii i jej wdrażania. Dobrze by było, gdyby również inni traktowali mniejszości narodowe jako skarb, a nie problem. Aby tak się stało, również same mniejszości powinny do tego dążyć.

Zbigniew Balcewicz

Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy

Były prezes Wileńskiego Miejskiego Oddziału ZPL

Poglądy wyrażane przez autorów goszczących na łamach „Komentarz” nie odzwierciedlają stanowiska LRT.lt. Są prywatną opinią autora, za którą LRT.lt nie ponosi odpowiedzialności.



.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane