Naujienų srautas

Wiadomości2023.04.03 08:22

Białoruś. Władza oskarża dziennikarzy o zdradę ojczyzny

Po wyborach w 2020 roku na Białorusi rozpoczęła się fala represji wymierzonych w społeczeństwo i niezależne media. Rewizje, aresztowania i inne formy prześladowania dziennikarzy trwają na Białorusi po dziś dzień, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl Natalia Belikowa, koordynatorka projektów międzynarodowych w Press Club Belarus.

Sandra Užule-Fons, Euractiv.pl: 17 marca w Mińsku ogłoszono wyrok na redaktorkę naczelną największego niezależnego medium na Białorusi TUT.BY Marinę Zołotową i dyrektorkę tego holdingu medialnego Ludmiłę Czekinę. Zostały one skazane na 12 lat pozbawienia wolności w kolonii karnej. Jak dotąd jest to jeden z najpoważniejszych wyroków dla pracowników mediów. Czy aresztowania dziennikarzy na Białorusi nadal mają miejsce?

Natalia Belikowa: Tak, ostatnie aresztowania miały miejsce w ubiegłym tygodniu. Służby weszły do kilku redakcji regionalnych mediów. Skonfiskowano im sprzęt, a redaktorów naczelnych i dziennikarzy przewieziono do aresztu tymczasowego. Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie ich dalszy los – czy grozi im sprawa administracyjna czy karna.

O co są oskarżeni ci dziennikarze?

Tego jeszcze nie wiadomo. W tej chwili za kratami przebywa 37 przedstawicieli mediów, część z nich została już skazana. Dziennikarzy nie oskarża się o to, że są dziennikarzami, oskarża się ich o wzniecanie nienawiści narodowej, o zdradę ojczyzny, o działanie przeciwko porządkowi publicznemu i administracji państwowej, a w zasadzie władze białoruskie oskarżyły media o wszczęcie protestów w 2020 roku. I to znajduje odzwierciedlenie w działaniach władz.

Od 2020 roku ogromna liczba redakcji została poddana represjom, począwszy od rewizji, aresztowań i uwięzień, po wypędzanie z kraju. Ogromna liczba pracowników mediów wyjechała do krajów sąsiednich – do Polski, Litwy, Łotwy, Gruzji, Niemiec lub gdzieś jeszcze dalej. Część mediów pozostała, ale oczywiście nie mogą one swobodnie pisać o agendzie społeczno-politycznej, tzn. podlegają ścisłej autocenzurze.

Nikt nie pisze o wojnie, media starają się nie poruszać tematów politycznych i nie opisywać ważnych wydarzeń, ale nawet to nie ratuje ich przed służbami, które mogą przyjść po dziennikarzy. Wyrażanie stanowiska odmiennego od rządu jest bowiem samo w sobie podstawą do oskarżeń. Nawet jeśli dziennikarze poruszają tematy społeczne, na przykład piszą o wybojach na drodze, to z powodu dużych ilości komentarzy pod takim artykułem redakcja również może popaść w niełaskę.

W Rosji niezależne media, które korzystają z zagranicznych dotacji lub znajdują się pod „zagranicznym wpływem”, otrzymują status zagranicznego agenta. Czy na Białorusi funkcjonuje podobny status?

Nie, Białoruś nie ma w swoim prawie takiego statusu. Od samego początku niezależne media na Białorusi miały zakaz przyjmowania pieniędzy od zagranicznych darczyńców. Po 2020 roku „przeskoczyliśmy” ten etap statusu „agenta zagranicznego” i wiele niezależnych mediów zostało od razu uznanych za organizacje ekstremistyczne lub produkujące materiały ekstremistyczne.

Miesiąc temu rozpoczęła się nowa tendencja uznawania dziennikarzy za ekstremistów. Za ekstremistę został już uznany między innymi Rusłan Kulewicz, dziennikarz z Grodna, który od 2 lat mieszka w Białymstoku. Jest on założycielem nowego regionalnego portalu „Most”, opisującego życie Białorusinów w Polsce i Polaków na Białorusi.

To pierwszy przypadek, kiedy dziennikarz został uznany za ekstremistę. Innym nowym trendem, jaki można zaobserwować od końca ubiegłego roku, jest wywieranie presji na dziennikarzy, którzy opuścili Białoruś, poprzez ich krewnych. Aresztuje się na przykład brata czy siostrę dziennikarza i władze informują dziennikarza, że jeśli wróci do kraju, to członek jego rodziny zostanie wypuszczony na wolność.

Jakie ryzyko dla czytelników w kraju wiąże się z czerpaniem informacji z mediów uznanych za ekstremistyczne?

Takie media są na Białorusi zablokowane, czyli trudno je czytać wewnątrz kraju bez VPN. Są one dostępne np. na Telegramie czy niektórych innych sieciach społecznościowych. Ale czytanie i subskrybowanie takich profili i kanałów w sieciach społecznościowych również jest zabronione. Podlega ono kontroli.

Służby wyrywkowo sprawdzają telefony przechodniów na ulicach. Każdy może zostać zatrzymany na ulicy przez milicję i poproszony o otwarcie na swoim smartfonie aplikacji portali społecznościowych. Jeśli okaże się, że dana osoba subskrybuje pewne „zabronione” kanały, trafia do aresztu. Organy ścigania sprawdzają nawet historię przeglądarki. Jeśli przeczytało się lub udostępniło znajomym treści pochodzące z mediów „ekstremistycznych”, można zostać oskarżonym o wykroczenie administracyjne.

Popularna stała się już historia jednego małżeństwa, które zostało administracyjnie aresztowane kilka razy za przekazywanie sobie nawzajem artykułów prasowych. Eksperci bywają natomiast karani za udzielanie komentarzy „ekstremistycznym” mediom. Ostatnio niezależny ekspert wojskowy, który udzielił wywiadu niezależnym białoruskim mediom, uznanym za ekstremistyczne, został skazany na 2,5 roku więzienia. W wywiadzie mówił on o wydarzeniach na Ukrainie.

Aby zatem uniknąć represji, ludzie robią tak: czytają artykuły, bo chcą wiedzieć, co się dzieje w kraju i poza nim, ale nie „lajkują” żadnych treści, nie subskrybują, czyli starają się w żaden sposób nie okazywać, że śledzą jakiś kanał. To niestety stwarza wiele problemów dla mediów z określeniem, kto jest ich odbiorcą, bo statystyki mówią, że białoruskie niezależne media największą popularnością wciąż cieszą się wewnątrz kraju.

Jak wygląda w tej chwili praca dziennikarska na Białorusi i czy można na przykład przeprowadzić sondę na ulicy?

Od 2020 roku sondy uliczne są prawnie zakazane, a do ich prowadzenia potrzeba specjalnej licencji. Ponadto ogólna atmosfera strachu powoduje, że ludzie niechętnie rozmawiają z mediami, boją się wypowiadać. Media, które działają na Białorusi, starają się utrzymać kontakt ze swoimi odbiorcami w grupach w sieciach społecznościowych, na platformach, poprzez wiadomości lokalne.

Dziennikarze, którzy wyjechali z kraju, również nadają głównie dla odbiorców na Białorusi, ale spotykają się oczywiście z większymi trudnościami, bo znajdują się za granicą, a ich odbiorcy pozostają w kraju. Takie media ciągle muszą podejmować tematy, które są aktualne dla ich odbiorców. Chodzi o kwestię doboru aktualnych tematów, bezpiecznego sposobu zbierania i weryfikacji informacji w warunkach kiedy priorytetem staje się user-generated content, czyli treści od czytelników. Niestety niezależne media nie publikują żadnych treści pod nazwiskiem. Dziennikarze pracują anonimowo lub pod pseudonimami.

Czy na Białorusi obserwuje się odpływ odbiorców w kierunku mediów państwowych?

Tendencje pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat rośnie grupa odbiorców mediów państwowych, a maleje grupa odbiorców mediów niezależnych. Przyczyny takiego stanu rzeczy są różne – z jednej strony jest to trudniejszy dostęp do mediów niezależnych i blokady, a z drugiej – brak alternatywnych źródeł informacji.

Nawet jeśli czerpie się informacje z internetu, łatwo można natknąć się na propagandę. Statystycznie zdeklarowana grupa odbiorców albo mediów propaństwowych, albo niezależnych to 18-20 proc. białoruskiego społeczeństwa. Reszta to nieokreślona masa, która nie identyfikuje się z żadnym z tych dwóch obozów. Sondaże wskazują na to, że w społeczeństwie rośnie nieufność i brak zrozumienia sytuacji. Coraz częściej ludzie mówią „nie rozumiem, co się dzieje”.

Jak społeczność międzynarodowa wspiera białoruskie niezależne media?

Widzimy solidarność ze strony społeczności międzynarodowej. Mimo wojny i mimo dość aktywnego udziału Białorusi jako współagresora w wojnie, nadal istnieje zrozumienie, że społeczeństwo białoruskie jest odrębnym bytem od rządzącego na Białorusi reżimu, że potrzebuje pomocy.

Niestety możliwości pomocy są niewielkie. Białorusini mają swoją przedstawicielkę, czyli Swiatłanę Cichanouską, która zrobiła wiele, żeby zwrócić uwagę świata na sytuację na Białorusi i wzniecić falę solidarności z Białorusinami w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Tyle te sprawy nie są bliskie ani Europejczykom z Zachodu, ani Amerykanom. Nawet temat Ukrainy stopniowo schodzi na dalszy plan, nie mówiąc już o Białorusi.

Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.pl.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane