- Byłem przekonany, że dojdzie do drugiej tury. Nie wiedziałem tylko, kto do niej trafi – ja czy Gediminas Kazėnas – w rozmowie z LRT.lt mówi socjaldemokrata Robert Duchniewiecz, który za dwa tygodnie o fotel mera rejonu wileńskiego zmierzy się z przedstawicielem AWPL-ZChR Waldemarem Urbanem.
Wyniki w rejonie wileńskim są największą niespodzianką tych wyborów samorządowych. Spodziewał się pan takiego wyniku?
- Z pewnością dla wielu ten wynik był zaskoczeniem. Dla mnie jednak nie. To absolutnie naturalne rozstrzygnięcie, które jest owocem wieloletnich trudów. Zmienia się elektorat, rejon wileński intensywnie się rozbudowuje, miejsce dla siebie znajdują tu nowi mieszkańcy. Młode litewskie rodziny raczej nie głosują na AWPL-ZChR. Oczywiście, są to głosy raczej prawicowe. Wszystko to wpłynęło na to, że druga tura będzie. Widzimy też, że AWPL-ZChR kilka lat z rzędu traci poparcie części elektoratu, gdyż nie rozwiązuje bolących problemów poszczególnych grup wyborców. Stworzyliśmy konstruktywną opozycję, widzimy, że ten wyborca przychodzi akurat do nas. Byłem przekonany, że dojdzie do drugiej tury. Nie wiedziałem tylko, kto do niej trafi – ja czy Gediminas Kazėnas. Obecne wybory pokazały, że można mobilizować bardzo różne głosy wyborców. Dzisiaj czuję przede wszystkim ogromną wdzięczność. Rezultaty pokazały, że głos na mnie oddał zarówno były wyborca AWPL-ZChR, jak też wyborca centroprawicy. Jest to okaz prawdziwego zaufania.

Zwiększyliśmy ilość mandatów do Rady i to mnie cieszy. Oczywiście liczyłem na to, że zdobędziemy jakieś siedem mandatów, centroprawica kolejne siedem i na przykład partia Vardan Lietuvos albo Partia Pracy zyska kolejne mandaty, co stworzyłoby przewagę głosów opozycji. Obecnie widzimy, że dla partii AWPL-ZCHR albo się powiodło, albo jest to kolejna przebiegła strategia. Tomaszewski ma dobre stosunki z Karbauskasem. Lista Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych była słaba, wypadła po tej turze, dzięki czemu AWPL-ZChR z kolei mogło zdobyć te 18 mandatów, choć nie przekroczyła 50 proc. poparcia wyborców.
Co pana zdaniem zadecyduje o ostatecznym wyniku w drugiej turze? Czy ma pan już strategię?
- Rozumiem jak bardzo trudny to będzie okres. Nie jest łatwo walczyć z całym aparatem administracyjnym Samorządu Rejonu Wileńskiego, który jak widzimy, służy pomocą dla AWPL-ZChR również podczas wyborów. Najważniejszym zaś wskaźnikiem jest aktywność wyborców. Nad tym też zamierzamy pracować. Inna kwestią jest przejrzystość wyborów. Podczas tej tury obserwowaliśmy wiele naruszeń, dużo spraw zostało skierowanych do policji. Również podczas głosowań przedterminowych i głosowań w domach widzieliśmy dużo nieuczciwości. Bardzo ważna jest prewencja takich nierzetelnych działań i sprawiedliwość wobec wyborów. Jest to trudne zadanie. Z kolei też AWPL-ZChR jest zmęczona tą kampanią wyborczą i raczej już im się nie uda ściągnąć jeszcze większej rzeszy wyborców. Rozdrobnione zostały Partia Pracy, Litewski Związek Chłopów i Zielonych, Litewska Partia Regionów. One nie uzyskały czterech procent, zostały bez mandatów w Radzie, choć opozycja mogła mieć ich 15.
Czy ta druga tura jest bezpośrednim zagrożeniem dla AWPL-ZChR?
- AWPL-ZChR nie ma teraz grupy parlamentarnej. Osoby z partii są zatrudnione faktycznie wyłącznie w samorządach rejonu wileńskiego, częściowo w Wilnie, ileś z pewnością jeszcze w Trokach i oczywiście Solecznikach. W tym wypadku obawy o przyszłość „swoich ludzi” na pewno są na porządku dziennym tej partii. Warto pamiętać, że ilość osób pracujących w tym aparacie regularnie wzrasta, fikcyjnie stwarzane są dodatkowe miejsca pracy dla członków partii. Najbardziej o to się martwi jej polityczna elita, której z kolei wygodne jest posiadanie takiej władzy, gdyż pomaga manipulować ludźmi, stwarzać dodatkowy nacisk również podczas wyborów. I to jest tym prawdziwym zagrożeniem, którego rzeczywiście boi się ta partia. Człowiek rzetelnie wykonujący swoje obowiązki nie ma podstaw do strachu, gdyż rozumie, że wszystko robi dobrze i prawo jest po jego stronie. Takiej osoby nikt nie ma prawa zwolnić.

Powiedziałbym, że ten aspekt jest po prostu życiowo ważny dla AWPL-ZChR. Ta partia nie ma już ideologicznego gruntu do wspólnych celów, po prostu chcą jak najdłużej utrzymać się na wygodnych stanowiskach.
Zatem co zobaczymy po dwóch tygodniach w rejonie wileńskim?
- Mam nadzieję, że będziemy świadkami pozytywnych zmian. Wybory z pewnością będą bardzo ciekawe. Prognozuję zaciętą walkę. Przypuszczam, że będziemy iść łeb w łeb z Urbanem, każdy głos będzie na wagę złota. Dużo zależy nawet od zbiegu okoliczności, jak lubię żartować – nawet od pogody, od aktywności wyborów i oczywiście od tego, o ile wybory będą przejrzyste i sprawiedliwe.
Dlaczego nie doszło do absolutnie żadnego przełomu w rejonie solecznickim?
- W rejonie solecznickim jest dość „martwa” opozycja. Ta pasywność wpływa na to, że AWPL-ZChR w zasadzie nie ma konkurencji. Nie jest to dobra tendencja, gdyż prowadzi do braku demokracji.




