Naujienų srautas

Wiadomości2023.02.15 13:15

Tomaszewski: głupią polityką popchnęliśmy Białoruś w objęcia wschodniego mocarstwa

Ewelina Mokrzecka, LRT.lt 2023.02.15 13:15

Bezpłatna komunikacja miejska, Wilno na mapie turystyki sakralnej oraz pewna wygrana Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin w rejonie wileńskim już w pierwszej turze. W wywiadzie dla LRT.lt kandydat w wyborach samorządowych na mera Wilna, prezes AWPL-ZChR i ZPL Waldemar Tomaszewski mówi również o pokoju w Ukrainie i nieodpowiedzialnej polityce Litwy w stosunku do Białorusi.

Od 2009 roku jest pan europosłem, pracuje pan w Brukseli. Czy zna pan potrzeby wilnian?

W Europarlamencie bywam 5 dni w miesiącu. W ciągu roku 50-55 dni. Resztę czasu spędzam w Wilnie. Kiedy byłem posłem na Sejm RL wyjeżdżałem znacznie częściej.

Jakie zatem są potrzeby wilnian? Z czym pan idzie na te wybory samorządowe?

Nasz pakiet programowy można podzielić na trzy części. Pierwszym filarem są sprawy gospodarcze, infrastruktura Wilna, czyli stan dróg oraz transport miejski. Proponujemy nieodpłatną komunikację i to nie jest populistyczne hasło, ponieważ takie rozwiązanie istnieje w krajach bałtyckich. W Tallinnie bardzo się sprawdziło. Chciałbym wyliczyć cztery pozytywne aspekty: walka z zakorkowanym miastem, a mniej samochodów ma pozytywny wpływ na zielony ład. Warto podkreślić, że sektor transportu miejskiego jest dotowany przez stołeczny samorząd. Z biletów do kasy miasta trafia 20 mln euro, a cała branża to koszt 80 mln euro. Kolejną wartością dodaną jest to, że te 20 mln euro zostanie w portfelach mieszkańców. Więc to nie jest trwonienie pieniędzy, a wsparcie mieszkańców w niełatwych czasach.

W naszym programie stawiamy też na przedmieścia – Ponary, Grzegorzewo, Nowa Wilejka, Werki, Rossa, gdzie infrastruktura jest niekiedy gorsza niż w rejonach, chociaż to miasto i XXI wiek. W wielu miejscach nie ma wodociągów czy kanalizacji. Widzimy, że miasto jest zadbane w centrum i tu trzeba zrobić ukłon dla poprzedników, ale niektóre dzielnice na przedmieściach nie mają infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, więc należy to jak najszybciej naprawić. Są na to pieniądze unijne. Naszą uwagę kierujemy również na dzielnice sypialniane, gdzie mieszka większa liczba mieszkańców. Są tu problemy z parkowaniem samochodów, dojazdami, podjazdami.

Kolejny punkt obejmuje kulturę i oświatę, a trzeci - sprawy duchowe, co bardzo wyraźnie podkreślamy w swoich hasłach. Chodzi przede wszystkim o wartości chrześcijańskie, tradycyjną rodzinę i uczciwą politykę.

Na czym polega uczciwa polityka?

Za uczciwą polityką widzimy w zasadzie wszystko. Całe życie. Po pierwsze nasza hasła nie są górnolotne, pracujemy zgodnie z nimi od wielu lat. Nie byliśmy wplątani w żadne skandale. Poza tym w uczciwej polityce chodzi o dbanie o „prostego człowieka”, nienadużywanie stanowisk, myślenie o szeregowym wyborcy, spełnianie swojego obowiązku, czyli o angażowanie się, o oddawanie swoich sił i talentów dla ludzi. To wszystko ukrywa się pod hasłem uczciwa polityka.

Kim jest ten „prosty człowiek” o którym pan ciągle mówi w wywiadach?

Są ludzie, którzy mają określone pozycje w społeczeństwie – osoby ze sfery biznesu czy właściciele przedsiębiorstw, czy inne osoby, które i tak dają sobie radę. Im ta opiekuńczość władzy nie jest potrzebna, wręcz odwrotnie. Część z nich nawet wspiera innych. Natomiast obowiązkiem uczciwych polityków jest myślenie o tych, którzy sami nie mogą sobie poradzić. Takich ludzi jest sporo. Na przykład emeryci. Ostatnio głośno jest o rekompensatach za ogrzewanie. Jeszcze połowa mieszkańców kraju nie otrzymała pieniędzy, ludzie się denerwują. System Ministerstwa Opieki Socjalnej i Pracy działa źle. Chodzi o tych ludzi, którzy samodzielnie nie potrafią o siebie zadbać, nie potrafią poprawnie wypełnić wniosków. O takie osoby należy dbać. Trzeba dostosować do nich system. Ktoś może z braku wykształcenia, ktoś z braku znajomości języka państwowego, co też jest bardzo ważne. Trzeba tym ludziom pomagać poprzez struktury władzy. Można to organizować i na podstawie naszych samorządów na Wileńszczyźnie. Dobrym przykładem jest deklarowanie zasiewów. W 2004 roku po przystąpieniu Litwy do EU to było nowością, ludzie panikowali. My do gmin zaprosiliśmy specjalistów ds. rolnych. Tego w kraju jeszcze nie było. Dopiero po 10 latach ministerstwo zasugerowało, żeby pozostałe gminy również w ten sposób działały. I o to chodzi w dbaniu o szeregowego obywatela, który dzisiaj, być może, nie zawsze potrafi się odnaleźć w tej transformacji.

Chciałbym teraz powrócić do wartości chrześcijańskich, bo w naszym programie są konkretne opisy współpracy z parafiami, wsparcie parafii. Proponujemy też przyciąganie turystów na zasadzie stworzenia turystyki sakralnej Wilna jako miasta Bożego Miłosierdzia. Mamy przecież domek św. Faustyny na Atokolu. Też wpisaliśmy do programu, żeby go przystosować dla odwiedzających.

Dlaczego będąc liderem AWPL-ZChR nie otwiera pan w Wilnie listy wyborczej?

Taką podjęliśmy decyzję. Pani Edita Tamošiūnaitė ma spory dorobek i chodzi o jego pokazanie. Chciałbym też podkreślić, że nasz program jest kontynuacją naszej dotychczasowej pracy. W Wilnie pani Edita jest wicemerem, ma wiele osiągnięć.

W wywiadzie dla LRT.lt były mer Wilna oraz pana rywal w wyborach Artūras Zuokas powiedział, że nie można lekceważyć AWPL-ZChR. Pracowałby pan w koalicji z Zuoakasem?

Koalicje w samorządach są najczęściej budowane nie na zasadzie stricte politycznej, a raczej podobieństwach programowych. Więc przede wszystkim będziemy patrzyli na program oraz na to, czy dane ugrupowanie się zna na problematyce miasta.

A jak pan ocenia swoją kandydaturę?

Wydaje mi się, że nasz dorobek jest naprawdę wielki. W niektórych przypadkach wręcz imponujący, jak sektor oświaty, który w mieście Wilnie obecnie kurujemy. Jest dynamika, jest rozwój. Nauczyciele również mają lepsze warunki, zresztą tak samo jak w rejonie wileńskim, gdzie sprawujemy władzę. Tego nie można nie zauważyć. Na pewno nasze szanse są o wiele większe niż tych, którzy w Wilnie nie pracowali i tego miasta tak do końca nie znają. Niektórzy tylko posługują się ogólnokrajowymi sondażami. Wydaje mi się, że wyborca w Wilnie będzie szukał na listach ludzi znanych i tych, którzy wiedzą, co trzeba zrobić oraz jak to zrobić. My jesteśmy takim przykładem. Wiemy, jak zrobić, co zrobić i mamy osoby, które to zrobią.

Wspomniał pan o rejonie wileńskim. Jest pan nie tylko kandydatem na mera Wilna w wyborach samorządowych, ale również prezesem AWPL-ZChR. We wspomnianym rejonie o fotel mera będzie się ubiegać Waldemar Urban, który zresztą podobnie jak pan, nie otwiera listy wyborczej. Jedynką i liderką jest obecna mer Maria Rekść. Dlaczego? Czy partia nie ufa młodemu politykowi?

W wielu samorządach mamy podobną sytuację – w Wilnie, w Wisaginii czy w rejonie święciańskim. Tu chodzi bardziej o kontynuację dotychczasowych prac i wielki dorobek. Przychodzi określony czas, następuje zmiana pokoleniowa. I to wielka wartość. Mamy na listach sporo młodych ludzi, nawet osiemnastoletnich. Są też osoby bardzo doświadczone. To mocna drużyna. Jeżeli chodzi o rejon wileński, to tu wygramy już w pierwszej turze. Odczuwamy ogromne poparcie wyborców.

Chciałabym wrócić do wspomnianego rejonu święciańskiego. Wiele się o tym nie mówi, natomiast nie zmienia to faktu, że doszło tam do rozłamu AWPL-ZChR. Byli członkowie pana partii startują w wyborach wspólnie z socjaldemokratami.

Co znaczy rozłam? Rozłam jest wtedy, kiedy ktoś się podzielił przynajmniej w podobnych proporcjach. Natomiast jeżeli dwie osoby odeszły i startują z innej listy, a oddział razem z ZPL stanowią setki osób, to jest to przypadek, który nie wymaga większego komentowania. Na listach AWPL-ZChR znajduje się 400 osób, z czego 370 Polaków. Więc o jakich proporcjach mówimy?

Te cyfry są imponujące, natomiast święciańska lista to 25 osób. Warto też wspomnieć rejon solecznicki i próbę utworzenia przez byłych polityków AWPL-ZChR - panie Renatę Cytacką i Beatę Pietkiewicz opozycyjnego komitetu wyborczego.

To te panie nie potrafiły zebrać 30 osób? Przecież tyle potrzeba, żeby iść na wybory. To jakiś żart i niepoważne pytanie.

Jest pan wieloletnim prezesem AWPL-ZChR, prezesem największej organizacji zrzeszającej Polaków – ZPL. Czy nie uważa pan, że być może czas na zmiany? Jednak demokratyczne ustroje mają to do siebie, że prezesi, przewodniczący partii co jakiś czas się zmieniają.

Na ostatnim zjeździe AWPL-ZChR mówiłem, że już nie będę kandydować, ale członkowie uznali, że to nie jest dobra decyzja i zostałem wybrany. To pytanie raczej nie do mnie. Nie jest tak, że się kurczowo trzymam tego stanowiska, wręcz odwrotnie. Podobnie zresztą jak z miastem Wilnem. Nie muszę kandydować, ale to była oddolna wola. Chodziło o wzmocnienie naszych szeregów.

Obecnie relacje polsko-litewskie przeżywają renesans. Czy dostrzega pan w tym również swoje zasługi?

Nie chcę się chwalić, ale sam fakt, że nasze środowisko prowadzi bardzo racjonalną politykę i tam, gdzie nie powinno - nie zaognia sytuacji, a szuka dialogu i porozumienia. Można więc powiedzieć, że mamy w tym swój udział. Warto tu się przyjrzeć partiom litewskim – w czterech samorządach mamy władzę, mieliśmy w pięciu, ale Troki odpadły. Wcześniej były Szyrwinty, mieliśmy wicedyrektora administracji. I w tych samorządach współpracują z nami wszystkie litewskie partie. O czym to świadczy? O tym, że chcą z nami współpracować. Wiedzą, że prowadzimy uczciwą politykę, nie zaogniamy sytuacji tam, gdzie nie trzeba. I, oczywiście, tam, gdzie jest uderzenie w nasze podstawowe filary, jak szkolnictwo, które bezpośrednio prowadzi do asymilacji, czym może posłużyć przykład Kowieńszczyzny, to bardziej stanowczo występujemy. I udało się, dzięki Opatrzności te szkoły obronić. Mamy dzisiaj 35 polskich gimnazjów, co jest 10 proc. w skali kraju. A na początku reformy proponowano nam tylko 13. To ogromny nasz sukces. Ta racjonalna polityka doprowadziła do tego, że również stosunki polsko-litewskie są lepsze. Ale broń Boże tych zasług nie przypisujemy tylko sobie.

Kiedyś AWPL-ZChR współrządziła w Trokach, w Szyrwintach. Czy bierze pan pod uwagę fakt, że kiedyś pana partia przestanie rządzić rejonem wileńskim?

Rządzenie w rejonie nie jest celem samym w sobie. To tylko narzędzie, żeby realizować program i pomagać ludziom. I właśnie rejon wileński im pomaga. Mieszkańcy płacą tutaj o 30 proc. mniej za przedszkola. Są rekompensaty na ogrzewanie. Więc poprzez politykę działamy w taki sposób, jak mówił Jan Paweł II. Polityka to inaczej zabieganie o wspólne dobro. Łączenie ludzi, którzy pracują w kierunku wspólnego dobrobytu. To narzędzie, ale nie cel sam w sobie. I dziękuję Opatrzności, że tak to rozumiemy. Przez to mamy tak ogromne poparcie i nie jest ono malejące, pomimo ataków na nas.

Jak pan ocenia to, co się obecnie dzieje w Ukrainie?

Potępiamy wszelkie działania zbrojne w XXI wieku. Jest to nie do przyjęcia. To, co możemy robić, to modlić się o pokój i tak robimy. W pierwszych dniach wojny zamówiliśmy mszę św. Natomiast chciałbym oddzielić światową politykę od polityki lokalnej. Musimy pamiętać, że pokój jest największą wartością.

Czy wciąż uważa pan, że z Łukaszenką trzeba było utrzymywać dobre relacje?

Sytuacja się zmieniła, ale nie bez naszej winy. Popchnęliśmy swoją nie do końca mądrą, a jakbym był mniej grzeczny, powiedziałbym głupią polityką, nasz sąsiedni, bliski kraj w objęcia mocarstwa wschodniego. I to w jakimś stopniu niektórzy nasi działacze polityczni – Landsbergisi i inni to zrobili. Fakt, że nie mamy kontaktów z krajem graniczącym jest dla Litwy tragiczne, a dla Polaków na Litwie tym bardziej. Nie daj Boże będzie jakiś konflikt i to my jesteśmy na linii tego konfliktu. Dlaczego? Wzdłuż białoruskiej granicy mieszkają przecież Polacy. Więc należy modlić się o pokój, prowadzić mądrą politykę i jej nie psuć.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane