Według brytyjskiego wywiadu Rosja rozmieściła w Ukrainie pierwszą grupę swoich czołgów nowej generacji T-14 Armata. Miałaby to być odpowiedź na pojawienie się czołgów produkcji zachodniej. Tyle, że sami rosyjscy żołnierze mają nie chcieć używać T-14.
T-14 Armata to opracowywany od 2000 r. rosyjski ciężki czołg nowej generacji, który miał być odpowiedzią na nowoczesne czołgi amerykańskie. Prace nad nim jednak bardzo się przeciągały, a pierwszy prototyp pokazano dopiero w 2013 r. na targach zbrojeniowych w w Niżnym Tagile.
Testy poligonowe nowego czołgu zaczęły się kilka miesięcy później, a świat ujrzał pierwszy raz T-14 w ruchu 9 maja 2015 r. w Moskwie podczas parady z okazji Dnia Zwycięstwa. Nowoczesny czołg miał jednak jeszcze wówczas poważne kłopoty techniczne, a podczas przeprowadzanej dwa dni wcześniej próby generalnej jeden z egzemplarzy nawet się zepsuł i musiał zostać zabrany z Placu Czerwonego lawetą.
Testy poligonowe T-14 też szły opornie, więc nie udało się do 2020 r. wprowadzić do służby w rosyjskiej armii zapowiadanych 2,3 tys. egzemplarzy tego czołgu. Zamówienie zresztą zredukowano w ubiegłym roku do zaledwie 132 sztuk. Do dziś prawdopodobnie armia rosyjska dysponuje jednak zaledwie 20 egzemplarzami z tzw. partii próbnej.
Propaganda chwali T-14
O tym, że te wyposażone we w pełni zautomatyzowaną wieżę czołgi, mogące rzekomo potrafić rozpędzić się nawet do prędkości 90 km/h, są używane w Ukrainie rosyjska propaganda mówi od jesieni ubiegłego roku.
W październiku pojawiło się nawet w internecie krótkie nagranie pokazujące rzekomo T-14 w Ukrainie, ale nie było to użycie tego czołgu w boju. Pojawiło się także wiele poszlak wskazujących na to, że w rzeczywistości nagranie zrobiono na poligonie w Rosji.
W grudniu zaś zdjęcie w takim pojeździe umieścił w internecie główny propagandysta Kremla Władimir Sołowjow, który miał odwiedzić okupowane przez Rosję tereny w Ukrainie. Ale na fotografii maszyna była po prostu zaparkowana w nieokreślonym miejscu.
Teraz jednak według brytyjskiego wywiadu, na który w swoim cyklicznym raporcie o sytuacji wojennej w Ukrainie powołało się brytyjskie Ministerstwo Obrony, czołgi T-14 miały naprawdę pojawić się na ukraińskim terytorium.
Miałaby to być rosyjska odpowiedź na rychłe przekazanie Ukrainie czołgów zachodniej produkcji – niemieckich Leopardów, brytyjskich Challengerów 2 i amerykańskich Abramsów, a być może także francuskich Leclerków.
Do tej bowiem pory Rosjanie cieszyli się często pancerną przewagą nad Ukraińcami, dzięki wprowadzeniu do walki czołgów T-80 i T-90, czyli maszyn nowszych i bardziej zaawansowanych niż stosowane wcześniej T-72 czy T-62. Czołgi niemieckie, brytyjskie i amerykańskie tę przewagę jednak niwelują.
Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.com.

