W ubiegłym roku na Litwie w pożarach zginęły 72 osoby, co jest jedną z najniższych liczb zgonów z powodu ognia i dymu w całym okresie niepodległości.
- Zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych podczas pożarów jest naprawdę znaczące - prawie 30 proc. Ogólna ich liczba pozostała na podobnym poziomie - powiedział Aurimas Gudžiauskas, kierownik Wydziału Organizacji Państwowej Ochrony Przeciwpożarowej i Ratownictwa w Departamencie Ochrony Przeciwpożarowej.
Zdecydowana większość osób, które zginęły w pożarze, nie miała w swoich domach autonomicznych czujników dymu, a jedna trzecia ofiar zginęła w wyniku lekkomyślnego palenia papierosów, co spowodowało w ubiegłym roku 26 zgonów.
Na Litwie około 60 proc. osób posiada w swoich domach czujniki dymu. Według Gudžiauskasa, badania wykazały, że dwie trzecie respondentów uzasadnia ten wymóg, jest on również obowiązkowy w krajach zachodnich. Jednocześnie jedna trzecia uważała, że czujniki dymu nie są potrzebne.
Gudžiauskas powiedział, że ludzie zostali już ukarani mandatami za brak czujników dymu.
Najwięcej tragicznych w skutkach śmiertelnych pożarów występuje we wschodniej i południowo-wschodniej Litwie - w okolicach Wileńszczyzny i na Dzukii, natomiast w zachodniej Litwie liczba ofiar śmiertelnych pożarów jest niższa.
Według Gudžiauskasa, w ostatnim czasie dość aktywnie prowadzona jest również współpraca prewencyjna z władzami samorządowymi, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zatwierdziło plan zapobiegania pożarom.

