Biografię Cichanouskiej możemy dzielić na dwa okresy: do wyborów, gdy była żoną i matką, i po wyborach, gdy została faktycznie liderką państwa białoruskiego - mówi Rusłan Szoszyn, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, autor książki „Lodołamaczka Swiatłana Cichanouska” w rozmowie z LRT.lt. Dzisiaj w Wilnie odbyła się premiera książki o białoruskiej opozycjonistce.
„Lodołamaczka” jest pierwszą książką o Swiatłanie Cichanouskiej. Jaką będzie miała wagę?
Jeżeli na świeżą pamięć nie spiszemy wspomnień uczestników i architektów białoruskich protestów, to historia zostanie zniekształcona. Po pięciu-dziesięciu latach od wydarzenia ludzie zaczynają wymyślać różne rzeczy na temat pewnych aspektów. Wydarzenia, o których piszę, są bardzo dramatyczne, więc się ścierają z pamięci, bo tak działa ludzka psychika. Dramat tego okresu polega na tym, że Łukaszenka, rujnując setki tysięcy ludzi, zmusza ich do ucieczki pamięciowej. Podjąłem więc próbę rozmowy, aby przede wszystkim Swiatłana Cichanouska nie zapomniała pewnych ważnych rzeczy. Chciałem, aby to była przede wszystkim świeża historia nowoczesnej Białorusi opowiedziana przez samą liderkę.
Czy łatwo było namówić Swiatłaną Cichanouską na szczerą i otwartą rozmowę?
To nie było łatwe. Po którymś z wywiadów z Cichanouską zrozumiałem, że trzeba tę osobę zbadać szerzej: dokładnie spojrzeć na jej życie ze strony prywatnej i niepolitycznej. Chciałem poznać Swiatłanę jako kobietę, żonę i matkę. To, że się otworzyła do tych rozmów i opowiadania o sobie, było dla mnie niespodzianką. Ona woli o sobie nigdy nie mówić, chce mówić o polityce międzynarodowej, sankcjach, dyktaturze, represjach na Białorusi.

Zapytałem ją zatem, czy wierzy w Boga? Jak poznała swojego męża? Zdziwiły ją nieco takie pytania, ponieważ wydawało jej się, że kogo może to obchodzić, przecież nic takiego nie zrobiła. Myślała, że tak, wystartowała w wyborach, a nawet je wygrała, ale tak naprawdę nie czuje się liderką narodu lub kimś podobnym. Jej zdaniem, wszystko to jest zasługą wyłącznie Białorusinów.
W życiu prywatnym Cichanouska jest osobą bardzo skromną, z dużym dystansem do siebie i tego, co robi. To nowa jakość białoruskiej polityki, że osoby, które są spoza tego świata w krótkim czasie mogą osiągnąć tak wiele.
To jest książka biograficzna.
To jest reportaż, a konkretnie bym to nazwał polifoniczną opowieścią reportażową. Pojawiają się w niej ludzie, którzy towarzyszyli Cichanouskiej zarówno podczas kampanii wyborczej, jak i podczas tworzenia sztabu w Wilnie. Próbowałem zatem rekonstruować wydarzenia nawet najbardziej dramatyczne, oczywiście, jej głosem i oczami, ale też rozmawiając z innymi osobami.
Książka nie jest biografią, ponieważ nie chodziło mi o to, aby powiedzieć, w którym roku się urodziła i kiedy poszła do szkoły. Chodziło mi o przedstawienie różnych momentów jej życia, aby przez ten pryzmat pokazać, co stało się z Białorusią. To jest więc retrospekcja wydarzeń oczami Swiatłany Cichanouskiej, która sięga nawet dzieciństwa. Ważne są momenty, co się z nią działo, kiedy wybuchła elektrownia w Czarnobylu. Dziwnie to zabrzmi, ale dzięki tej katastrofie poznała wolny świat. Dostała się wtedy do Irlandii, na program dla dzieci ze strefy czarnobylskiej. Wydawało mi się, że to było ważne dla niej i dla samej Białorusi, ponieważ to zmieniło percepcję świata.
W mojej książce nie brakuje głosów krytycznych wobec Swiatłany, więc nie jest to wyłącznie chwalebna ocena jej działalności. Przemawiają uczestnicy tych wydarzeń, czyli współautorzy tej historii. Mają oni prawo do posiadania własnej opinii o Cichanouskiej, więc nie mogli jej nie ogłosić.

Uważam, że dotarłem do różnych odbiorców, aby książka była maksymalnie obiektywna. Chciałem, aby czytelnik nawet w wypadku, jeżeli nie orientuje się w wydarzeniach ostatnich lat, mógł się dowiedzieć, co się stało z tym krajem.
Biografię Cichanouskiej możemy dzielić na dwa okresy: do wyborów, gdy była żoną i matką, i po wyborach, gdy została faktycznie liderką państwa białoruskiego.
To jest sytuacja faktycznie hollywoodzka. Przypomnijmy, że wybór na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego dla wielu był niespodzianką. Człowiek spoza polityki i całego układu potrafił nie tylko wystartować w wyborach, ale również porywać tłumy. Był bardzo znanym i rozpoznawalnym aktorem oraz komikiem, który potrafił wyczuć reakcję wyborców.
Tymczasem Cichanouska do wyborów była osobą prywatną, nigdy nie rozmawiała z dziennikarzami i nie brała udziału w działalności politycznej. Głosowała tylko jeden raz w życiu, gdy miała 18 lat i to był Łukaszenka. Mamy więc do czynienia z sytuacją, kiedy w ciągu zaledwie kilku miesięcy osoba prywatna nie tylko się świetnie odnajduje w świecie politycznym, ale też staje się wizytówką Białorusi za granicą. Czasami na takie metamorfozy ludzie potrzebują kilkunastu lat. W końcu, trzeba zdobyć wagę, autorytet i wiedzę. Tutaj zaś zaledwie po kilku miesiącach przygody politycznej Cichanouska ląduje w Białym Domu i rozmawia z prezydentem Stanów Zjednoczonych Joe Bidenem na równi.
Rozmawiałem z Cichanouską jeszcze wtedy, gdy dopiero wystartowała w wyborach. Niczym się nie wyróżniała na tle setek tysięcy białoruskich kobiet. Teraz zaś widzę doświadczonego polityka. Widać, że odrobiła wiele lekcji.
Jak się czuje w tej nowej roli?
Myślę, że nie do końca chce nad tym się zastanawiać. Jako dziennikarz rozumiem, że w tle wszystkich wydarzeń rozgrywa się wielki dramat. Jej mąż został skazany na 18 lat łagrów. Na pewno męczą ją pytania, czy może w najbliższych latach paść reżim Łukaszenki, aby mogła znowu ujrzeć męża. Dwójka małych dzieci wciąż pyta, kiedy wreszcie zobaczą się z ojcem. W końcu, dzieciństwo to najwspanialszy okres w życiu, podczas którego należy przebywać z rodzicami, bo później takiej szansy już nie będzie. Mało tego, że dzieci straciły ojca, to również zgubiły matkę, ponieważ poświęciła się sprawom Białoruskiego Ruchu Demokratycznego i przez cały czas przebywa w rozjazdach. Widziałem plan dnia Cichanouskiej. W zasadzie, tam nie ma miejsca na nic. Jasne, że w kraju demokratycznym żaden polityk tak nie pracuje, bo ma spokojny tryb życia. Swiatłana próbuje być wszędzie, wykorzystać każdą możliwość, ponieważ uważa, że to pomoże przybliżyć wolność Białorusi. Uważam, że pewnie ucieka w ten sposób przed refleksją na temat tragedii jej rodziny.

Czy może sobie pozwolić na prywatność czy czas wolny?
Nie sądzę, że ma taką możliwość. Może być tak, że do Wilna przyjeżdża ktoś bardzo ważny, więc należy porzucić wszystkie sprawy i się z nim spotkać. Pamiętajmy, że podczas wojny w Ukrainie Cichanouska również się znajduje na celowniku służb specjalnych - nie tylko Białorusi, ale również Rosji. Osobiście uważam, że jest ona głównym zagrożeniem, ale jednocześnie i jedyną szansą dla Łukaszenki. Gdyby on chciał, grubo mówiąc, fiknąć Rosję i stwierdzić, że wojna dla Putina jest stracona, rozmowa z Cichanouską uratowałaby mu życie. To może być coś na wzór polskiego Okrągłego Stołu, podczas którego bez przelania większej ilości krwi został zawarty układ pokojowy. Dziwnie zabrzmi, ale Łukaszenka drugiej takiej Cichanouskiej nie ma. Nikogo innego świat i białoruskie społeczeństwo nie uzna. Białorusini Łukaszence już nie wybaczą, więc musi sam zainicjować procesy pokojowe.
Warto zaznaczyć, że Cichanouska nie raz mówiła, że w zasadzie nie chce być politykiem, sięgać kariery. Jednak nie byłbym tak jednoznaczny w tej kwestii. Wolna Białoruś mogłaby być wyłącznie początkiem, a nie końcem jej kariery.
Jako matka czuje, że jej dzieci nie mają dzieciństwa. Nie mogą pójść z klasą na wycieczkę, do kina, są bardzo ograniczeni.
Tak, muszą być pod ochroną w specjalnym domu. W krajach demokratycznych dzieci polityków spotykają się z kumplami, chodzą na zakupy i nie są obstawieni ochroną państwową. Tutaj mamy sytuację wyjątkową, bo już wcześniej Łukaszenka groził Swiatłanie odebraniem dzieci. Była to zresztą przyczyna, dlaczego opuściła kraj, bo usłyszała, że nawet w Wilnie nikt ich nie obroni.
Oczywiście, Litwa stała się dla Cichanouskiej i jej rodziny drugim domem. Tak, niemało ludzi wyjeżdża za granicę i dobrze im się tam powodzi. Pewnie też, że dzieci Cichanouskiej świetnie sobie poradzą w litewskim społeczeństwie. Jednak chcą jak najszybciej wrócić do domu i normalności.
Właśnie. To są marzenia Swiatłany, jej plany na przyszłość.
Wydaje mi się, że jest to jej największe marzenie. Przygoda z polityką wywróciła jej życie do góry nogami, być może nieodwracalnie. Bardzo dużo Białorusinów oczekuje od niej zmian. Ludzie szukają winnych, chcą, aby sprawiła, że Białoruś stanie się wolna. Stanowi to ogromny bagaż odpowiedzialności i zarazem presji. Cichanouska chce jak najszybciej wrócić, dąży do natychmiastowego uwolnienia więźniów. Gd zapytałem ją, jeżeli w Mińsku rozpoczną się procesy sądowe, co zrobi? Odpowiedziała, że kupi bilet w jedną stronę.
Pana książka nosi tytuł „Lodołamaczka”, dlaczego?
To jest lód, który się znajduje za wschodnią granicą i nazywam go lodem niewoli, beznadziei i bezperspektywności. W końcu, młodzi ludzie stracili przyszłość. Jest to jedno wielkie lodowisko, gdzie nie ma radości, uśmiechów - jak zmarznięte jezioro, które ma wiosną stopnieć, a jej wciąż nie ma. Cichanouska pełni rolę lodołamaczki pod tym względem, że daje ludziom nadzieję na to, że kiedyś zima się skończy. Dopóki ta nadzieja żyje, są szanse na wygraną.
Oprac. Ewelina Knutowicz.





