Dziś w Brukseli odbywa się nadzwyczajne spotkanie ministrów energii państw Unii Europejskiej. Jego tematem jest m.in. propozycja Komisji Europejskiej, zakładająca obowiązkową redukcję zużycia gazu w przypadku sytuacji kryzysowej w UE, związanej z dostawami błękitnego paliwa.
UE obawia się, że w odwecie za unijne sankcje Kreml zdecyduje się odciąć państwa Unii od dostaw surowca. W rezultacie, zimą może zabraknąć gazu.
W odpowiedzi na to Komisja przygotowała plan kryzysowy. Zakłada on wezwanie do ograniczenia przez państwa członkowskie UE zużycia gazu ziemnego o 15 proc. między 1 sierpnia 2022 r. a 31 marca 2023 r. W założeniu państwa UE miałyby zobowiązywać się do osiągnięcia tego celu dobrowolnie. KE chce też mieć możliwość ogłoszenia unijnego "stanu ostrzegawczego", podczas którego byłoby to już obowiązkowe.
Nie wszystkie kraje jednak chcą ograniczać zużycie gazu. Już po ogłoszeniu planu sprzeciw wyraziła między innymi Portugalia, Hiszpania i Grecja.

Ministrowie krajów Unii Europejskiej odpowiedzialni za sprawy energii po dwugodzinowych rozmowach w Brukseli osiągnęli porozumienie polityczne w sprawie zmniejszenia zapotrzebowania na gaz przed nadchodzącą zimą.
- Porozumienie zakłada, że od 1 października bieżącego roku do 31 marca 2023 r. kraje członkowskie będą dobrowolnie zachęcane do tego, żeby zredukować zużycie gazu o 15 proc. Jednak to nadal będzie musiała być większość krajów członkowskich. Tutaj będzie kilka wyjątków. Wcześniej mówiło się o Irlandii, Malcie – krajach, które nie są połączone z systemami gazowymi innych państw członkowskich. Do tych wyjątków zgłaszała się również Hiszpania, Portugalia, Półwysep Iberyjski, które też mają słabe połączenia gazowe z resztą krajów członkowskich. Podobne stanowisko miała Polska. Jak argumentowała minister Anna Moskwa, Polska przezornie wypełniła nasze magazyny w stu procentach i nie daliśmy się wyprowadzić Rosji na manowce, jak na przykład Niemcy. Solidarność jest w tym kryzysie kluczowa, szkoda jednak, że nie zadziałała ona jeszcze parę lat wcześniej. Trudno jest obecnie też przewidzieć czy 15 proc. wystarczy. Jeszcze trudniej jest przepowiedzieć jakich następnych kroków podejmie się Rosja zimą – tłumaczy Magdalena Maj, kierowniczka Zespołu Klimatu i Energii, z polskiego Instytutu Ekonomicznego w Warszawie.
Ograniczenia w zużyciu gazu mają pozwolić poradzić sobie bez rosyjskiego surowca, którego Kreml wysyła na Zachód coraz mniej, próbując tym samym zmusić Niemców, Francuzów czy Hiszpanów do zdjęcia sankcji nałożonych na Putina za inwazję na Ukrainę.
- Rosja próbuje utrzymać niestabilność na rynku. To jest gorsze niż jednoznaczna decyzja czy gaz będzie płynąć w konkretnej zmniejszonej ilości czy nie będzie płynąć wcale. Dla przemysłu takie zmiany są wyjątkowo trudne. To też odbija się na wahaniach cen. Dużo będzie zależało od tego, o ile łagodna będzie ta zima. Z całą pewnością kraje będą musiały używać innych źródeł energii zastępującej gaz. Wiele krajów, w tym też bałtyckich rozmawia o tym, żeby korzystać z oleju szczególnie w ciepłownictwie. Skutkiem takiego zastępstwa oczywiście będzie niestety większa emisja, jednak krótkoterminowo mogą to być konieczne działania – mówi rozmówczyni.

Już 27 lipca w gazociąg Nord Stream 1 wstrzyma pracę jeszcze jednej turbiny, co będzie skutkowało ograniczeniem przesyłu gazu do zaledwie 20 proc. przepustowości gazociągu.
Magdalena Maj twierdzi, że Putin spełnia swoje wcześniejsze groźby i ogranicza dostawy gazu. Według Gazpromu wstrzymanie pracy turbiny spowodowane jest pracami konserwacyjnymi. Koncern nie podał, jak długo mają one potrwać. Oficjalny powód to prace remontowe. - Nieoficjalnie jest to kolejne wrogie działanie polityczne. Jeszcze 19 lipca Putin szczegółowo skomentował sytuację wokół prac Nord Stream objętych sankcjami. Zadziwiające jest to, że jeszcze przed ogłoszeniem prac remontowych Putin potrafił przewidzieć dokładną przepustowość gazociągu Nord stream I , przepompowywanie gazu zmniejszy się o 33 mln m3 dziennie (z 67 mln m3). Tyle ile właśnie będzie 27 lipca wynosić – opowiada Magdalena Maj.
Unijni analitycy jednogłośnie twierdzą, że Putin używa gazociągu Nord Stream I jako broni, jako kary dla krajów członkowskich za sankcje i wsparcie dla Ukrainy. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz powiedział publicznie, że Gazprom i Rosja przestały być wiarygodnym dostawcą surowców energetycznych. Jednocześnie Zełenski w opublikowanym wieczorem nagraniu zaznacza, że rosyjska wojna gazowa wymaga wzmocnienia sankcji. Wzywa, by ósmy pakiet sankcji unijnych był znacznie silniejszy od siódmego, ograniczyć rosyjskie dochody, nie tylko z ropy i gazu, ale w ogóle z jakiegokolwiek eksportu.
-Jeżeli Litwa i Polska nie będą zobowiązane pomocą dla pozostałych krajów, na najbliższą zimę musi nam wystarczyć zapasów posiadanego gazu. To słuszny krok, żeby już teraz zakładać, że zimą Rosja może kompletnie odciąć dostawy gazu i żeby wspólnie z Unią zastanawiać się jak wybrnąć z tej sytuacji. Musimy zrozumieć, że nie tylko my musimy rozważać, czy jesteśmy gotowi na tak drastyczne sankcje, czy Europę na to stać, gdyż po drugiej stronie też jest osoba decydująca - Putin, który sam wcześniej może takie kroki podjąć – uprzedza Magdalena Maj.
- Warto zaznaczyć, że przychody Rosji ze sprzedaży surowców energetycznych - ropa, węgiel, gaz - od początku roku do maja wzrastały w porównaniu do miesięcy przed wojną. Wzrosły ceny tych surowców. Wszystko wskazuje na to, że Rosja do tego kryzysu przygotowywała się jeszcze w ubiegłym roku, kiedy zaczęła ograniczać dostawy gazu. Rosja też ciągle przeorientowuje ekport na kraje pozaunijne. Są też takie kraje jak Francja, które zwiększyły import ciekłego gazu od początku wojny – mówi ekspertka.

Rosja jest drugim co do wielkości eksporterem ropy naftowej na świecie po Arabii Saudyjskiej i największym na świecie eksporterem gazu ziemnego. Europa importuje około 40 procent swojego gazu i 30 procent ropy z Rosji.
- Proponowałabym pomyśleć o rozwiązaniach cenowych, żeby ustawić maksymalne opłaty za które z Rosji można w ogóle cokolwiek kupować. Trzeba rozumieć, że to jest też wojna na wyniszczenie zarówno europejskiej jak i rosyjskiej gospodarki. Patrząc na to, jak Putin steruje gazem, należałoby się zastanowić czy nie musimy sami całkowicie odciąć dostawy gazu, spróbować zaplanować już teraz funkcjonowanie gospodarki bez gazu z Rosji – podsumowuje Magdalena Maj, kierowniczka Zespołu Klimatu i Energii, z polskiego Instytutu Ekonomicznego w Warszawie.





