Naujienų srautas

Wiadomości2022.05.18 14:52

„Dla nich wojna nigdy się nie kończy”. Gwałty w Ukrainie

Gwałt wojenny ma na celu wywołanie lęku, rozładowanie napięcia, zdominowanie i upokorzenie. Takie narzędzie jest tanie, bo nie trzeba w nie inwestować żadnych pieniędzy – mówi Wiola Rębecka-Davie psychoanalityczka, badająca zespół stresu pourazowego po wojennym gwałcie, autorka książki „Rape: History of Shame, Diary of the Survivors". W swoich pracach zajmuje się badaniem świadectw gwałtu wojennego z całego świata – Kosowa, Bangladeszu, Polski, Kolumbii, Rwandy, Stanów Zjednoczonych, Birmy, Sudanu.

O takiej formie okrucieństwa, jak gwałt wojenny, raczej się nie dowiemy z podręczników. Dla przykładu, Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze w ogóle uznał gwałt wojenny za zbrodnię przeciwko ludzkości dopiero w 1998 roku. Dlaczego tak późno? Dlaczego ten temat wciąż pozostaje na uboczu?

Tematem gwałtu wojennego zajmuję się intensywnie na przeciągu ostatnich 12 lat. Jestem też klinicystką, psychoanalityczką. Dla mnie temat gwałtu wojennego był przede wszystkim ważny w kontekście doświadczeń indywidualnych osób, jak też traumy i jej konsekwencji. Po pracy z osobami mającymi takie doświadczenia, stało się dla mnie jasne, że ten temat jest dużo szerszy niż tylko psychologiczne konsekwencje gwałtu, więc zaczęłam go zgłębiać - czytać, studiować, uczestniczyć w seminariach, szkoleniach. Badam też konsekwencje gwałtu wojennego, którym dałam nazwę “war rape survivors syndrome”.

Poszukiwania skonfrontowały mnie z bardzo trudną prawdą, dotyczącą tego, że gwałt wojenny istnieje tak długo, jak istnieje ludzkość. To nie jest coś, co się zaczęło dziać w ciągu ostatnich 50-ciu lat, tylko właściwie towarzyszy każdemu konfliktowi zbrojnemu w każdym zakątku świata. Jeżeli słyszymy o tym, że gdzieś jest wojna, ma miejsce rewolucja, trwa ludobójstwo, ze stuprocentową pewnością można stwierdzić, że temu towarzyszy gwałt.

Gwałt - to jest narzędzie terroryzowania zarówno indywidualnych osób, ale też i całych społeczności. Takie narzędzie jest tanie, bo nie trzeba w nie inwestować żadnych pieniędzy. To jest narzędzie niezwykle skuteczne, bo stanowi aspekt związany z poczuciem zagrożenia, włącza się on natychmiast i paraliżuje wszystkich. Na podstawie badań, przeprowadzonych na grupie 118 kobiet, które przeżyły gwałt wojenny w trakcie wojny w Kosowie wiemy, że trauma jest przekazywana transgeneracyjnie i na poziomie genetycznym. To jest narzędzie, które mimo braku wiedzy na temat epigenetyki, była powszechnie stosowana, bardzo często też strategicznie, czyli w kontekście przygotowywania wojska do potencjalnej inwazji. O takich strategiach wiemy z konfliktu w Rwandzie, gdzie grupy Hutu były szkolone i przygotowywane do masowych gwałtów. O takich szkoleniach wiemy w kontekście konfliktu w byłej Jugosławii. W tej chwili, niestety, taką samą sytuację widzimy w Ukrainie.

Wspomniała pani o terminie “war rape survivors syndrome”. Co on dokładnie oznacza?

Bardzo dziękuję za to pytanie, bo ono jest bardzo ważne. Tu nie chodzi o to, że jeden gwałt jest mniej traumatyczny od drugiego. Gwałt, przemoc seksualna zawsze jest traumatyczna i destrukcyjna. Natomiast gwałt wojenny ma miejsce w kontekście doświadczania traumy wojennej. Każda wojna jest doświadczeniem traumatycznym: z powodu utraty miejsca zamieszkania, dobytku, bliskich, ale też z powodu przemocy seksualnej.

To wszystko, o czym mówię, bardzo głęboko wpływa na każdą indywidualną osobę, ale też i na całą społeczność. Jak wspomniałam na samym początku, pracując z osobami, które mają doświadczenie gwałtu wojennego, zaczęło być dla mnie jasne, że konsekwencje takiego doświadczenia są wielopoziomowe. Jeśli się skupiam tylko na zespole stresu pourazowego, to jestem nieefektywna, ponieważ w wypadku, gdy osoby wracają do swojego środowiska, gdzie temat gwałtu wojennego jest niepodejmowany, gdzie odpowiedzialność za takie doświadczenie jest narzucane osobie, która przeżyła gwałt, to trauma związana z wojną zaczyna się rozbudowywać, staje się destruktywna i niszcząca. Gwałt wojenny jest bardzo złożonym doświadczeniem jednostkowego przeżycia, czegoś, co skutecznie zmienia życie. Osoby z doświadczeniem gwałtu wojennego mówią, że dla nich wojna nigdy się nie kończy. One żyją tymi wspomnieniami albo konsekwencjami tego doświadczenia w postaci różnych zakłócających symptomów i problemów - psychicznych, ale też i fizycznych, kulturowo-społecznych.

Nie mamy takiego języka, że o wojnie mówi się jako traumie. O wojnie mówi się jako o ataku jednego wojska czy kraju na drugi. Mówimy o liczbach - ile osób zginęło, ile zostało rannych, jeżeli takie dane są dostępne. To jest taki język, który właściwie odczłowiecza doświadczenia zwykłych ludzi, którzy są ofiarami lub przeżywają całą destrukcję. To znaczenie, związane z traumą, zaczyna zanikać.

Wokół gwałtu w ogóle jest bardzo dużo uprzedzeń, przekonań obciążających osoby z takim doświadczeniem kulturowym. Przez cały czas jest odczuwalny podstawowy brak języka do opisywania tych doświadczeń, jest powszechne zawstydzanie i obwinianie osób posiadających takie doświadczenie.

Oznacza to więc, że takie gwałty były „czymś normalnym”...

One nie są „normalne”, ale są wpisane w działania wojska. Można to zauważyć w kontekście rozmów, artykułów, które ukazują się w prasie w kontekście konfliktu w Ukrainie. Temat przemocy seksualnej jest omawiany m.in. w Polsce, ale nie tylko. Zawsze czytam komentarze pod takimi tekstami. Pokazują one pewien rodzaj społecznego podejścia do tego tematu. Rzeczywiście, widzę pewną zmianę w tych dyskusjach. Wciąż jednak jest duży rozdźwięk między ludźmi, którzy starają się nie krytykować i nie oceniać, a takimi, którzy piszą komentarze w stylu „to jest nagroda dla żołnierzy, bo zawsze tak było, a nie ma wcale tego tak dużo”. Po pierwsze, to pokazuje nieznajomość tego, jak osoby z głęboką traumą funkcjonują. Nikt, kto przeżył gwałt wojenny, nie pobiegnie do telewizji, radia czy prasy i nie będzie o tym opowiadał, bo jest w szoku. To jest szok zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Potrzeba bardzo dużo czasu, aby takie właśnie podstawowe poczucie bezpieczeństwa zostało przywrócone.

Ta zmiana zaczęła następować od mniej więcej 25 lat. Na pewno bardzo wielkie znaczenie ma działalność dr Denisa Mukwege, uhonorowanego Nagrodą Nobla w 2018 r. Jest on ginekologiem, zajmującym się doświadczeniem gwałtu przede wszystkim w Kongo. Oprócz pracy medycznej, robi on wiele, aby pomóc osobom z doświadczeniem gwałtu wojennego. Dzięki pracy jego i innych osób, Mukwege stał się rozpoznawalną osobą, a pojęcie gwałtu wojennego zaczyna bardzo powoli, ale przenikać do świadomości.

Gwałt wojenny właściwie można porównać do takiego masowego bombardowania. Jeżeli na terenie takim, jak Bucza, dojdzie do grupowych gwałtów, to grupy z tych obszarów będą się zmagać z konsekwencjami tego doświadczenia przez pokolenia. Są zniszczenia fizyczne - domy są bombardowane, ludzie są zabijani. Do tego dokłada się masowy gwałt, który niszczy całe społeczności i pokolenia.

O gwałtach wojennych wiedzieliśmy mało, bo po pierwsze, nie było mediów i Internetu, a taka rewolucja z dostępem do informacji trwa od lat 2000-ych. Ostatnio miałam możliwość rozmowy z osobami, które doświadczyły przemocy seksualnej i traumy wojennej, jak też osoby pracujące w pokonfliktowych strefach. Rozmawiałam z Sabihą Husić, która jest dyrektorką ośrodka zajmującego się pomocą muzułmańskim Bośniaczkom, które były ofiarami gwałtu w czasie wojny w byłej Jugosławii. Ona powiedziała bardzo ważne słowa: jak ona myśli o tym konflikcie, o wojnie na terytorium, z którego pochodzi i mieszka, różnica z dostępem do Internetu sprawia, że teraz wszystko jest zupełnie inaczej. Wszyscy o wszystkim wiedzą. Intensywność przekazywania informacji ma ogromne znaczenie. To też wpływa na opinię społeczną. O gwałtach w byłej Jugosławii mówiło się w terenie tego kraju albo kiedy docierały strzępki informacji. Nie był to jednak temat, który się podejmował tak intensywnie jak teraz. Oczywiście, istotną kwestią są zmiany regulacji prawnej, działania Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Jak ja robiłam badania do swojej książki „Rape. A History of Shame. Diary of the Survivors”, to nie byłam w stanie znaleźć danych statystycznych z różnych konfliktów zbrojnych, dotyczących gwałtów. Takie dane wciąż nie istnieją. Te dane się zmieniają, bo wypadki przemocy seksualnej mogą się ujawniać później, po zakończeniu konfliktów zbrojnych, bo tak działa trauma.

Ten temat ostatnio stał się bardziej kulturowo dostępny, jest większe przyzwolenie na to, żeby się o tym mówiło. W Polsce jest takie powiedzenie: “Brudy pierzy się w swoim domu”. Jest to rodzaj bardzo obciążającego komunikatu, który często paraliżuje osoby, mające trudne, traumatyczne przeżycia. Jest mit o tym, że nie można mówić o pewnych rzeczach, bo one są nie do przyjęcia, a ofiary boją się stygmatyzacji. W różnych kulturach, na przykład Kiruanda w Rwandzie, nie ma nawet języka, który gwałt nazywałby gwałtem. W związku z tym nawet na poziomie przekazu informacji można wyłącznie zasugerować, że takie zdarzenie miało miejsce, ale nie jest to konkretne, nawet po polsku. Brak języka ma bardzo duże znaczenie. Jak mówić o czymś, czego się doświadczyło, skoro jest to więcej niż słowa?

O gwałcie wojennym zaczęto głośno mówić w kontekście Ukrainy. Wciąż szokują doniesienia dotyczące gwałtów dzieci czy seniorów. Czy ma znaczenie, kto konkretnie jest ofiarą przemocy?

Przekaz jest jeden, niestety, ten sam. Chodzi o przekazanie, że wojsko okupantów chce zniszczyć wszystkich. Pytanie sugeruje, że gwałciciel wybiera ofiarę w kontekście zaspokojenia pragnień seksualnych. Gwałt wojenny ma na celu wywołanie lęku, rozładowanie napięcia, zdominowanie i upokorzenie. Seks nie jest związany wyłącznie z uczuciami romantycznymi. Aktywność seksualna wzbudza się nie tylko podczas hollywoodzkiej żądzy. Seks można wykorzystywać również w inny sposób. To widać w kontekście wojny, gdzie gwałci się wszystkich.

Jestem przeciwniczką skrótu, który funkcjonuje w środowisku zajmującym się gwałtami wojennymi, czyli gender-based violence - przemocy seksualnej, związanej z płcią. W czasie wojny gwałtu doświadczają wszyscy: starsze osoby, dzieci, kobiety, mężczyźni. Pewnie trzeba zrobić bardzo dokładne badania - co jest wyzwaniem, ile osób i w jakich grupach wiekowych zostało zgwałconych, jak płeć wpływa na doświadczanie przemocy seksualnej. W Rwandzie przemoc seksualna dotyczy chłopców i mężczyzn w skali, o której przez wiele lat się nie mówiło.

Gwałtu się używa jako oddziaływania w sposób upokarzający, emocjonalnie kontrolujący. To nie jest jakieś romantyczne rozładowanie seksualnego pobudzenia, związanego z kontaktem. Dla gwałciciela ofiara nie jest człowiekiem, a wyłącznie przedmiotem.

Dlaczego w kontekście wojny w Ukrainie nie słyszymy męskiego głosu? Teoretycznie, muszą tam mieć miejsce również gwałty dokonywane na mężczyznach.

Są takie głosy. Konflikt w Ukrainie trwa od 2014 r. Przypadków, które są udokumentowane do 24 lutego było ponad trzy tysiące. Były tam też historie mężczyzn. Jednak oni zmagają się z dużo większym stygmatyzowaniem i wstydem, związanym z przemocą seksualną. Moja interpretacja jest taka, że pozycja mężczyzny w Ukrainie, ale nie tylko, wiąże się z byciem w pozycji tego, który się opiekuje, broni i walczy, a nie zostania ofiarą. Gwałty były dokonywane wobec mężczyzn aresztowanych i torturowanych. To tylko jedna ze strategii w kontekście przymuszania do składania zeznań, dzielenia się informacjami. Zorganizowana strategia miała złamać psychikę. To odium wstydu i brak społecznego przyzwolenia i de facto rozumienia, czym tak naprawdę jest gwałt wojenny, przekłada się na to, że nie ma gotowości do tego, żeby o tym opowiadać. Wymaga to bardzo wiele zmian, w tym kulturowych. Mówienie o traumie zawsze jest obciążające - nie można o tym tak po prostu opowiadać, jakby to były jakieś bajki. Dodatkowe przedzieranie się przez taki brak wsparcia społeczno-kulturowego na pewno powstrzymuje wielu mężczyzn, również z Ukrainy.

W związku z wojną do Polski i innych krajów przybyły tysiące uchodźczyń. W jaki sposób należy im pomagać czy reagować, gdy wyznają, że doznały takiego traumatycznego przeżycia?

Od czasu rozpoczęcia w lutym tej inwazji, bardzo się zaangażowałam w różne działania w Polsce. Jednym z nich jest prowadzenie szkoleń na temat traumy wojennej, jak też przemocy seksualnej. W kontekście tych szkoleń dużo rozmawiamy o tym, jak pomagać. Przede wszystkim, musimy nie oceniać, nie zawstydzać, nie stygmatyzować, nie zmuszać, nie narzucać swojej opinii, tylko reagować na potrzeby takiej osoby. Dla uchodźców z Ukrainy, mimo, że są bezpieczni, jest to wciąż bardzo otwarta rana. W końcu, mężowie i inne bliskie osoby zostały w Ukrainie. Ich poczucie bezpieczeństwa nie jest takie oczywiste i ono się nie odbudowuje w taki szybki sposób. Poczucie zagrożenia wciąż jest bardzo aktywne. Jest więc istotne, aby o tym pamiętać.

Jeżeli chodzi o działalność społeczną, na swoim Facebooku zapowiedziała pani zrobienie badania dotyczącego ofiar gwałtu seksualnego w Ukrainie.

Zajmuję się tym, czym się zajmuję, czyli zbieraniem historii osób, które miały takie doświadczenie. Tak się składa, że pojawiła się możliwość pozyskania stypendiów na badania w tym kontekście i temacie. Ten projekt będzie realizowany w kontekście zaangażowania innych specjalistek - akurat to jest grupa kobiet - historyczki, socjolożki, językoznawczyni i innych. Te historie dotyczące przemocy seksualnej mają wiele wymiarów. To nie jest raport o tym, że komuś coś się zdarzyło. Pokazuje też kulturę, w której ta osoba żyje, dostęp do pomocy, elementy wiktymizujące, jak też indywidualną psychologiczną gotowość (albo jej brak) do pracy nad tym doświadczeniem. Trauma to nie jest coś samo w sobie patologiczne. Może ona się zdarzyć nam wszystkim w różnych momentach życia. To, co może być patologiczne, to niewystarczające sposoby pomocy. Sposób, w jaki reagujemy na traumę, jest naturalną odpowiedzią ludzkiego organizmu. Późniejsze losy tego doświadczenia mogą być w konsekwencji transgeneracyjne. Pamiętajmy, że trauma przenoszona przez pokolenia naprawdę wpływa bardzo głęboko na psychikę kolejnych pokoleń. Traumy możemy dziedziczyć. Mogą one wpływać na pewne predyspozycje, np., do depresji czy uzależnień.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme