Sto lat temu w eterze zabrzmiały pierwsze słowa Litewskiego Radia. Dziś, w jubileuszowym roku LRT, wracamy do historii ludzi, którzy je tworzyli – także Polaków, których głosy przez lata współbrzmiały na litewskiej antenie. To opowieść o dziennikarzach, twórcach i świadkach epok, którzy współtworzyli radio i jego znaczenie dla społeczeństwa.
Ten cykl to próba przywrócenia ich głosów i miejsca w historii. Dziś przypominamy Mirosława Czerniawskiego.
Pierwsze spotkanie i początek radiowej współpracy
Monika Urbanowicz, pedagog i dziennikarka poznała Mirosława Czerniawskiego, gdy rozpoczęła pracę w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Było to ponad dwadzieścia lat temu. Wspomina, że początki nowej pracy wiązały się dla niej z dużym stresem, a spotkanie z dziennikarzem stało się jednocześnie jej pierwszym kontaktem ze światem mediów.
– Mirka Czerniawskiego poznałam, kiedy zaczęłam pracować w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Było to ponad dwadzieścia lat temu. Byłam bardzo zestresowana. To było takie miejsce, gdzie toczyło się życie, gdzie przechodziły wszystkie fale emocjonalno-społeczno-kulturalne. A ja w tym wszystkim byłam jak taka mała mrówka w wielkim oceanie – wspomina.

Właśnie wtedy w Domu Kultury Polskiej pojawił się Mirek Czerniawski. Przyjechał, aby przygotować materiał radiowy dotyczący wydarzeń, które miały się odbyć w najbliższych dniach.
– Przyszedł Mirek, żeby nagrać audycję do radia na temat tego, co będzie się działo w najbliższych dniach właśnie w Domu Kultury Polskiej. Dla mnie było to pierwsze takie zderzenie z jakimkolwiek medium, bo wcześniej nie pracowałam i nie miałam kontaktów ani z radiem, ani z telewizją. To on wprowadzał mnie w ten świat – opowiada.
Później spotykali się regularnie przy okazji kolejnych nagrań. Jak zaznacza, bardzo szybko zawodowa znajomość przerodziła się w przyjaźń.
– Bardzo szybko, ponieważ był osobą pełną empatii, wrażliwości i zrozumienia, a przy tym znawcą wszystkiego, czym żyje Wilno, przerodziło się to naprawdę w przyjaźń. Spotykaliśmy się nie tylko po to, żeby nagrać audycję, ale również po to, żeby porozmawiać, lepiej się poznać – mówiła.

Czerniawski stał się dla niej także przewodnikiem po świecie wileńskiej kultury.
– To była osoba, która wprowadzała mnie w świat kultury wileńskiej. Zawsze można było zwrócić się do Mirka, porozmawiać o kulturze, bo działo się wtedy mnóstwo rzeczy, a były to tematy ciekawe dla wszystkich – wspomina.
Jak podkreśla rozmówczyni, jego radiowe rozmowy nie ograniczały się do przekazywania samych informacji.
– Mirek zawsze wyczuwał z wyprzedzeniem, co może się wydarzyć. W ciekawy sposób to promował, ale wszystko było też wypełnione bogatą rozmową i refleksjami. Dla słuchaczy było to zawsze bardzo atrakcyjne. Ja sama łapałam się na tym, że na początku słuchałam tych audycji z lekką tremą, a później z wielką przyjemnością – zaznacza.
Przewodnik po dawnym Wilnie
Wspominając Mirosława Czerniawskiego, Monika Urbanowicz szczególnie mocno podkreślała jego niezwykłą znajomość Wilna – zarówno współczesnego, jak i tego, które pamiętali jego rodzice i dziadkowie.
– Dzisiaj mamy telewizję, internet, różne platformy. Natomiast wy byliście taką jaskółką, która donosiła ludziom wszystkie ważne informacje. I właśnie dla mnie pierwszą osobą był Mirek. To on mnie wprowadzał w ten świat – mówi.
Monika podziwia jego energię i zdolność bycia wszędzie tam, gdzie coś ważnego się działo.

– Jego znajomość tego, co działo się w Wilnie, była ogromna. Zawsze był na bieżąco, zawsze był otwarty, wszędzie był. Zawsze zastanawiałam się, jak on daje radę nadążyć z tym wszystkim – wspomina.
Wyjątkowość Czerniawskiego wynikała również z rodzinnych korzeni. On był z dziada pradziada Wilniukiem, znał historię Wilna. Mama była jeszcze w czasie wojny w konspiracji. To była polska rodzina z bardzo bogatymi tradycjami. Dzięki opowieściom Mirka można było poznawać nie tylko daty i fakty, lecz przede wszystkim codzienne życie dawnego miasta.
Szczególnym przeżyciem były dla Moniki chwile, gdy Mirek Czerniawski opowiadał o swojej rodzinie i pokazywał rodzinne fotografie.
– Kiedy opowiadał o mamie czy pokazywał zdjęcia, dla mnie był to również taki obraz przedwojennej inteligencji Wilna. Mirek bardzo pięknie się w ten obraz wpisywał – wspomina Monika.
Jak podkreśla, w jego sposobie bycia wyczuwało się silną więź z przedwojennym Wilnem.
– On był taką osobą z sercem. To serce chyba zostało w tym przedwojennym Wilnie, bo rzeczywiście zawsze wspominał je z ogromnym sentymentem. Był osobą, która żyła tu i teraz, ale kiedy się na niego patrzyło i z nim rozmawiało, czuło się klimat przedwojennego Wilna. Miał taką manierę w sposobie bycia, w sposobie mówienia. Mnie to wtedy bardzo zachwycało – wspomina.

W rozmowie Monika przyznaje, że sama dzięki niemu zaczęła odkrywać Wilno na nowo.
– Naprawdę dzięki niemu poznawałam Wilno, poznawałam jego historię. Dla mnie to wszystko było wtedy nowe. Znałam Wilno z podręczników, ze zwiedzania, z przewodników, ale on opowiadał mi o życiu. O tym, dlaczego coś wyglądało tak, a nie inaczej, jak się chodziło po Wilnie, jak się po nim spacerowało, gdzie należało pójść, jakie były restauracje w tamtym czasie – mówi.
Jak zaznacza, rozmowy z nim były więc podróżą nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie.
– Rozmowy z nim dotyczyły nie tylko tego, co tu i teraz, ale również tego, co było. Kiedyś mój profesor Wierciński napisał, że „Wilno jest jak dziewczyna nieświadoma swoich wdzięków, która wymaga trudu odkrycia”. I właśnie dzięki Mirkowi odkrywałam te wdzięki, które Wilno ma do zaoferowania innym ludziom – wspomina.
„On wiał jak trzeba”
Wspominając Mirosława Czerniawskiego po latach, rozmówczyni nie ukrywa, że jego odejście było dla niej ogromnym przeżyciem.
– Potrafił opowiadać, potrafił zaczarować. Słuchało się go naprawdę z wielką przyjemnością. A jego nagłe odejście z tego świata było dla mnie niewyobrażalną stratą. Naprawdę bardzo to przeżyłam – zaznacza.
Jak mówi, pamięć o nim wciąż jest obecna w jej codzienności. Nawet w bardzo konkretny sposób.
– Ciągle od czasu do czasu do niego wracam. Chyba nawet nie wykasowałam numeru telefonu, który miałam do niego. Nie wiem, co się teraz dzieje z tym telefonem, ale gdzieś na liście moich kontaktów Mirek ciągle jest, mimo że minęło już tyle lat – wspomina.

Na koniec przywołuje słowa polskiej pisarki Krystyny Siesickiej, które, jak zaznacza, wyjątkowo dobrze pasują do jej wspomnienia o dziennikarzu.
– Kiedy tak o nim pomyślałam, przypomniał mi się piękny cytat Krystyny Siesickiej. Napisała kiedyś, że „Ludzie są jak wiatr: jedni lekko przelecą przez życie i nic po nich nie zostaje, drudzy dmą jak wichry i zostają po nich złamane serca, a inni wieją jak trzeba i po nich zostaje piękno naszego świata” – mówi Monika.
I właśnie w ten sposób podsumowała obecność Mirka Czerniawskiego w swoim życiu i w życiu Wilna.
– Myśląc o Mirku, właśnie tak sobie myślę, że on wiał jak trzeba. Był tym dobrym wiatrem i po nim zostaje piękny świat – ten piękny świat, o którym opowiadał. Ale zostaje też pustka, więc w pewnym sensie pozostaje również to złamane serce – podsumowuje Monika Urbanowicz, pedagog i dziennikarka.
Wspólne tematy i różne drogi dziennikarskie
Mirek Czerniawski pracował w radiu, natomiast jego przyjaciel, dziennikarz Jan Lewicki był związany z prasą. Choć ich zawodowe drogi przebiegały nieco inaczej, łączyło ich zainteresowanie życiem kulturalnym Wilna i jego mieszkańcami. Jak wspomina rozmówca, tematy często się przenikały, a dziennikarze wzajemnie się uzupełniali.
– Oczywiście były takie tematy, które w jakiś sposób nas łączyły. Ja pisałem o tym, co się dzieje w życiu kulturalnym Wilna, o różnych imprezach, które się odbywają, a Mirek również te tematy podchwytywał – mówi.
Obaj interesowali się także historią miasta – Wilnem przedwojennym i powojennym. Ich sposób pracy był jednak różny.
– Jeśli chodzi o Wilno, to raczej Mirek sam nagrywał. Ja natomiast opisywałem to, co działo się w życiu kulturalnym Wilna – wyjaśnia.

Ciekawa jest historia rodziny Czerniawskich. Jan wspomina, że pisał o niej już po śmierci Mirka.
– Pisałem o jego wspaniałej mamie, o ojcu, o tym, jaka to była rodzina. Była to rodzina patriotyczna. Bardzo dobrze wspominam jego mamę, Janinę Czerniawską, która zawsze była bardzo dobrze ustosunkowana do mnie, do znajomych i kolegów – mówi.
Janina Czerniawska miała za sobą niezwykłą historię. W czasie okupacji była związana z Armią Krajową.
– Ona, jak mówiła, była łączniczką Armii Krajowej w czasie okupacji. Trochę opowiadała oczywiście o swojej pracy, o różnych niebezpieczeństwach w czasie okupacji. Później pracowała w aptece, już dziś nieistniejącej aptece „Pod Łabędziem” – wspomina.
Zwraca też uwagę na kulturę języka, którą wyróżniali się zarówno Mirek, jak i jego mama.
– Ona była taką wileńską panią, pięknie mówiła po polsku. Chcę podkreślić, że Mirek również bardzo pięknie mówił po polsku, oboje posługiwali się poprawną, piękną polszczyzną – zaznacza.
Przyjaźń, która zaczęła się na polonistyce
Zanim Mirosław Czerniawski rozpoczął pracę w radiu, był związany ze szkolnictwem. Pracował w słynnej wileńskiej „Piątce”, czyli ówczesnej Piątej Szkole na Antokolu.
– Pracował w szkole, miał klasę początkową, a później, na początku lat 90., pracował jako katecheta – wspomina Jan.
Doświadczenie pedagogiczne miało później wpływ również na tematykę jego pracy radiowej.

– Z tego chyba powodu bliskie były mu również tematy szkolnictwa, o których mówił w radiu. Mówił o szkolnictwie, nagrywał rozmowy ze znanymi nauczycielami, wyszukiwał osoby pracujące w polskich szkołach – zaznacza.
Ich przyjaźń zaczęła się jednak jeszcze wcześniej – podczas studiów.
– Nasza przyjaźń rozpoczęła się w 1980 roku, kiedy studiowaliśmy polonistykę na ówczesnym Wileńskim Uniwersytecie Pedagogicznym. Mirek pierwszy wyciągnął do mnie rękę i od razu można powiedzieć, że spotkał bratnią duszę. Ja również poczułem, że Mirek jest niezwykłą osobą. Najpierw kolegowaliśmy, a potem już się przyjaźniliśmy – wspomina.
Mirosław Czerniawski zapisał się w pamięci kolegów z polonistyki jako człowiek wyjątkowo towarzyski, otwarty i pełen humoru.
– Mirek był osobą niezwykle towarzyską. Lubił żarty, zawsze był wesoły. Wszyscy, którzy studiowali na polonistyce, dobrze go pamiętali – wspomina.
Potrafił nawiązać kontakt z ludźmi niezależnie od wieku czy środowiska.
– Mirek potrafił nawiązywać kontakty z różnymi osobami, niezależnie od tego, czy była to osoba starsza, czy młodsza. W taki sposób miał licznych kolegów, znajomych, dobrych ludzi, z którymi miał kontakt i współpracował – opowiada.
Jedną z takich znajomości była przyjaźń z kolegą ze Lwowa.
– Pamiętam, że na polonistyce był taki Zygmunt ze Lwowa. Mirek również bardzo się z nim zaprzyjaźnił, chociaż Zygmunt studiował zaocznie na innym roku. Byli w bardzo dobrych stosunkach. Mirek zapraszał go do domu, a nawet jeździł do niego do Lwowa – wspomina.
Dzięki tej przyjaźni również Jan miał okazję odwiedzić Lwów.
– Dzięki niemu mogłem parokrotnie być we Lwowie i podziwiać to wspaniałe, kiedyś kresowe miasto – mówi.

Dziennikarz ludzi i ich historii
Choć obaj interesowali się Wileńszczyzną, nie zawsze wspólnie ruszali w teren. Ich współpraca polegała raczej na dzieleniu się tematami i wzajemnym wskazywaniu interesujących rozmówców.
– Raczej nie jeździliśmy razem. Działaliśmy osobno. Znajdowaliśmy natomiast wspólne tematy. Ja rekomendowałem mu osoby, z którymi warto było przeprowadzić wywiad – opowiada.
Jednym z takich przypadków była historia organisty Jana Drutela.
– Pamiętam, że chodziło o świętej pamięci Jana Drutela. Ja o nim pisałem, a potem zaproponowałem Mirkowi, żeby go nagrał. Mirek spotkał się z nim i nagrał rozmowę – wspomina.
Jak zaznacza, właśnie w takich sytuacjach szczególnie widoczny był talent Czerniawskiego do prowadzenia rozmów.
– Mirek potrafił prowadzić wywiady i wydobywać od ludzi, z którymi rozmawiał, jakieś ciekawe historie – podkreśla.
Pytany o to, jakie tematy były Mirkowi Czerniawskiemu szczególnie bliskie i o czym chciał jeszcze opowiedzieć, rozmówca nie ma wątpliwości, że jego przedwczesna śmierć przerwała wiele planów i rozmów.

– Za wcześnie niestety odszedł. Jakie tematy były mu jeszcze szczególnie bliskie, trudno mi powiedzieć. Na pewno interesowali go ludzie – ludzie Wileńszczyzny, ludzie znani na Wileńszczyźnie, którzy działali na rzecz rodaków na Litwie – mówi.
Jak zaznacza, zainteresowanie człowiekiem było jednym z najważniejszych elementów osobowości Czerniawskiego.
– Myślę, że właśnie o tych ludziach chciał mówić. Zawsze Mirek był, jak wcześniej mówiłem, osobą niezwykle towarzyską. Człowiek go ciekawił w różnych aspektach swojego życia – podsumował Jan Lewicki, dziennikarz i przyjaciel Mirosława Czerniawskiego.
Mirosław Czerniawski (1961 - 2007) - pedagog i polski dziennikarz na Litwie.
***
Stulecie Litewskiego Radia jest więc nie tylko jubileuszem technologicznym czy medialnym. To także okazja do podkreślenia roli, jaką przez dziesięciolecia odgrywały redakcje mniejszości narodowych. Polska redakcja, podobnie jak inne zespoły językowe, stała się ważnym pomostem między państwem litewskim a społecznościami zachowującymi własną tożsamość kulturową. W ten sposób LRT od stu lat realizuje jedną z najważniejszych misji mediów publicznych – służbę wszystkim obywatelom, niezależnie od ich języka i pochodzenia.









