Ukraińskie drony, które zbaczają z kursu i rozbijają się na terytorium państw NATO, są akceptowalną ceną za skuteczne uderzenia na rosyjskie rafinerie i bazy wojskowe – powiedział w rozmowie z „Financial Times” minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna.
W ostatnich miesiącach Kijów znacząco zwiększył liczbę ataków rakietowych i dronowych na cele położone głęboko na terytorium Rosji. Moskwa odpowiada intensyfikacją działań z zakresu walki elektronicznej, przez co część ukraińskich dronów – zwłaszcza lecących w kierunku Petersburga – zbacza z kursu i narusza przestrzeń powietrzną państw NATO.
– Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni z takich incydentów – powiedział Tsahkna. – Ale nie zamierzamy mówić Ukrainie, żeby przestała.
– To uderzenia w linię podtrzymującą życie Putina – dodał.
Minister nazwał „absurdalnymi” rosyjskie oskarżenia, jakoby państwa bałtyckie bezpośrednio uczestniczyły w ukraińskich atakach.
– Widzimy, że w ciągu ostatnich dwóch i pół miesiąca zmieniło się nastawienie otoczenia Putina. Nie jest już ono tak optymistyczne. Główną przyczyną są kwestie gospodarcze i skutki tych głębokich uderzeń – stwierdził.
Jego zdaniem Kreml jest „bardzo zaniepokojony” wpływem ukraińskich ataków na eksport przez Morze Bałtyckie. Około 60 proc. rosyjskiego eksportu ropy odbywa się przez Zatokę Fińską. Ataki doprowadziły także do niedoborów paliwa w samej Rosji.
Tsahkna uważa jednak, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by sądzić, iż Putin jest gotów do negocjacji. Według niego rosyjski przywódca będzie raczej próbował zyskać na czasie.
– Putin już w ostatnim miesiącu próbował wciągnąć Europę do rozmów. Chce w ten sposób kupić czas i podzielić nas – powiedział.
Jak ocenił, Kreml dąży do tego, aby państwa europejskie stały się „mediatorem”, a nie sojusznikiem Ukrainy.
– W Unii Europejskiej prawdopodobnie znalazłyby się kraje, które w takiej sytuacji sprzeciwiałyby się dalszej presji na Rosję, argumentując, że skoro trwają negocjacje i jesteśmy mediatorami, musimy zachować neutralność. Mówiliby, że pokój jest blisko i porozumienie nadchodzi. To jednak tylko wymówki. To bardzo niebezpieczna droga – podkreślił estoński minister.

