W obliczu oburzenia na wypowiedzi lidera białoruskiej opozycji Siarhieja Cichanouskiego dotyczące utworzenia autonomicznych obwodów białoruskich na Litwie, opozycjonista mieszkający w Wilnie twierdzi, że został źle zrozumiany.
- Bardzo mi przykro, że zostałem źle zrozumiany. Nikt nigdy nie utworzy na Litwie żadnych autonomicznych regionów ani wysp. Białorusini są niewypowiedzianie wdzięczni Litwie za gościnność, szanujemy niepodległość i integralność terytorialną Litwy – powiedział były więzień polityczny w oświadczeniu wydanym we wtorek.
Twierdził, że rozmawiał o zakładaniu białoruskich centrów biznesowych, aby jego rodacy mogli podtrzymywać wzajemne więzi i pielęgnować swoją kulturę i język.
- Naszym zadaniem jest odzyskanie ojczyzny i dopóki jesteśmy na wygnaniu, niezrywanie więzi między nami – dodał.
Podkreślił, że Białorusini, którzy otrzymali azyl na Litwie, szanują Litwę, biorą przykład z obywateli kraju i są wdzięczni za ich gościnność.
- Osobiście powiedziałem Nausėdzie i Budrysowi, że do końca życia będę wdzięczny Litwie za uratowanie moich dzieci – podkreślił Cichanouski.

- Białorusini zawsze szanowali i będą szanować wasze państwo, niepodległość, waszą kulturę i język. Zachęcam Białorusinów do nauki języka litewskiego i sam zamierzam zapisać się na kursy – zapewnił.
Według przedstawiciela opozycji, nikt nie może odważyć się naruszyć suwerenności Litwy, dlatego rozumie reakcję obywateli mieszkańców Litwy na temat autonomii, ponieważ „historia Litwy jest historią walki o niepodległość”.
- Mamy wspólnego wroga – reżim Łukaszenki i imperialistyczny reżim Putina. Wspierajmy się nawzajem w tej walce – ocenił Cichanouski.
Jak podaje BNS, Cichanouski w programie zamieszczonym na jego kanale w serwisie YouTube stwierdził, że jeśli obalenie reżimu Aleksandra Łukaszenki się nie powiedzie, Białorusini, którzy opuścili swoją ojczyznę, mogliby stworzyć autonomiczne „wyspy”.



