Naujienų srautas

Wiadomości2025.01.31 09:25

Generał Parylak o współpracy wojskowej Polski i Litwy: „Odstraszanie nabiera kolorów”

Anna Grigoit, LRT.lt 2025.01.31 09:25

- Litwa może być z siebie dumna. Jesteśmy świadkami bardzo dobrego procesu - trzymilionowe państwo stać na dywizję. Oczywiście, jest to jeszcze nieskończony proces, ale podjętych kroków nikt już nie cofnie. Jako obywatel Polski, która graniczy z Litwą, bardzo się z tego cieszę, a jako żołnierz i dowódca korpusu jeszcze bardziej, gdyż coraz więcej środków mam do dyspozycji i w sposób rozsądny postaram się nimi dysponować. Bycie dowódcą korpusu to dla mnie ogromne prawo do dumy, ale też ogromna odpowiedzialność, ponieważ otrzymałem potężne narzędzia – twierdzi w rozmowie LRT.lt generał broni Dariusz Parylak, który w tym tygodniu przebywał na Litwie. 

Litwa jesienią ubiegłego roku podpisała list intencyjny, aby stać się czwartym „krajem ramowym” Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego (MNC NE), którego główną kwaterą w Szczecinie dowodzi generał broni Dariusz Parylak. Do tej pory należeli do niego Niemcy, Dania i Polska. Dołączenie do tych głównych państw MNC NE między innymi pozwoliłoby Litwie włączyć swoją narodową dywizję do sił międzynarodowego Korpusu Północno-Wschodniego oraz delegować oficerów na stanowiska dowódcze w sztabie.

We wtorek odbyła się inauguracja sztabu narodowej dywizji Litewskich Sił Zbrojnych w Rukli, co jest pierwszym krokiem dla utworzenia dywizji w naszym kraju. Sztab w przypadku agresji na kraj NATO byłby główną kwaterą odpowiedzialną za obronę naszego regionu. O tym, co w praktyce oznacza założenie takiego sztabu dywizji na Litwie, romawiamy z Generałem broni Dariuszem Parylakiem.

- Jakie znaczenie ma utworzenie takiego sztabu dywizji na Litwie dla nas i całego regionu?

- Ten list intencyjny otwiera drogę do stania się krajem ramowym i proces właśnie zaczął się jakiś czas temu. Natomiast we wtorek został otwarty proces formowania litewskiej dywizji, która stanie się wkrótce częścią sił korpusu jako związek taktyczny.

Co założenie sztabu oznacza konkretnie dla przeciętnego mieszkańca Litwy? Przede wszystkim, będzie miał prawo się czuć bezpieczniej. Do tej pory Litwa, od momentu, kiedy wstąpiła do NATO w 2004 r., realizowała różne procesy, pozwalające jej rozwijać siły zbrojne. Oczywiście, robiła to metodą małych kroków i to jest najlepsza metoda, gdyż pozwala osiągać zdolności powoli, ale skutecznie. Po wstąpieniu do NATO stała się państwem członkowskim struktury, którą dowodzę, czyli Korpusu Północno-Wschodniego. Zaangażowała oficerów, podoficerów i uczyła się, trenowała wspólnie z nami, praktykowała elementy interoperacyjności. Zwiększyła swoje struktury, po czym przystąpiła do kolejnego projektu, jakim było wyznaczenie Brygady „Żelazny Wilk” do struktury Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód, która dzisiaj stacjonuje w Elblągu. Wydzieliła tam oficerów sztabu i przez ostatnich kilka lat trenowała z nimi wspólnie, jakby ucząc się tej naszej kultury działania i osiągnęła kolejny poziom. Dzisiaj sformowała sztab własnej dywizji, co otwiera kolejną drogę do podniesienia zdolności, w konsekwencji otworzyło też szansę stania się krajem ramowym, bo ma już dosyć poważny wkład intelektualny, wykształconą przez kilkanaście lat kadrę oficerską i podoficerską, która działała już w strukturach NATO. Kieruje przez cały czas oficerów i podoficerów na studia zagraniczne, a więc problem interoperacyjności i rozumienia się nawzajem zaczyna być coraz mniej dostrzegany, bo rozmawiamy ze sobą, można powiedzieć, tym samym językiem wojskowym.

Teraz powstaje kolejny element - zwiększenie zdolności sił Litwy o kolejne jednostki, a więc, dlatego powtórzę jeszcze raz, dzisiaj obywatel może się czuć bezpieczny.

Z punktu widzenia ekonomicznego, powstawanie nowych jednostek oznacza kolejne miejsca pracy, to jest również szansa na służbę, a więc realizację własnych ambicji przez młodych ludzi. Jest to również poszukiwanie talentów wśród młodzieży do służby wojskowej. Rozwój jednostek jest również dźwignią ekonomiczną dla regionów, więc proces można oceniać szerzej. Najważniejszym czynnikiem jest jednak to, że potencjalni adwersarze dostrzegli kolejny sygnał. Litwa zwiększa swój potencjał i siły zbrojne, staje się coraz bardziej zaangażowanym członkiem NATO, w konsekwencji staje się silniejsza, więc szeroko rozumiane odstraszanie zaczyna nabierać kolorów i faktów, a nie tylko staje się, powiedzmy, takim elementem PR.

- Na czym polega unikatowość struktury Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego? Jakie konkretne działania podejmujecie w celu wzmocnienia gotowości bojowej i interoperacyjności?

- Unikatowość w stosunku do innych korpusów charakteryzuje się trzema głównymi czynnikami. Po pierwsze, Korpus Północno-Wschodni ma wyraźnie sklarowany teatr działania i region odpowiedzialności - kraje nadbałtyckie i określona część Polski Północno-Wschodniej. Oznacza to, że jest skupiony na tym obszarze i analizach związanych wyłącznie z tym regionem.

Druga rzecz, która szczególnie wyróżnia korpus spośród innych – dedykowane niemałe siły. Są już rozmieszczone w tych obszarach, o których mówiłem przed chwilą. Działają, szkolą się, identyfikują się również z siłami narodowymi, a jednocześnie przygotowują podłoże do przyjęcia kolejnych sił NATO. Aby zrozumieć różnicę, wcześniej szkoliliśmy się, trenowaliśmy, ale nie byliśmy na teatrze, czyli znajdowaliśmy się jakieś dwa czy trzy kroki przed tym, co teraz robimy. Pokazuje to nasze zaangażowanie i zaawansowanie tego, co robimy.

Trzeci punkt - posiadając strukturę, siły, dzielony region, mamy również realne zdolności. To nie są umiejętności, które mogłyby się pojawić, tylko zdolności, które już są. Z punktu widzenia odstraszania potencjalnych adwersarzy to jest chyba najbardziej kluczowy element. Żaden korpus nie ma rozwiniętych struktur na swojej flance, tylko my. Wynika to z potencjalnych ewentualnych zagrożeń lub przeciwdziałaniu im. Nie staramy się, żeby zagrożenia rosły, a chcemy je jak najbardziej redukować.

- Jakie konkretne zadania i cele postawiono przed sztabem dywizji w Rukli w kontekście przyszłych misji i ćwiczeń w regionie?

- We wtorek miałem przyjemność uczestniczyć w ceremonii formowania dywizji. Mogłem zobaczyć nowowyznaczonego dowódcę dywizji gen. Aurelijusa Alasauskasa, z którym miałem okazję porozmawiać. Padło pytanie, co powinniśmy zacząć robić. Po pierwsze, kontynuować to, co robiliśmy do tej pory, ale w większej skali. Nasze ćwiczenia są solą tego, co robimy codziennie. W tej chwili będziemy wspólnie ćwiczyć ze sztabem dywizji angażowanej. W tym wypadku, w ćwiczeniach nie chodzi o to, że będziemy sobie siedzieć i debatować nad mapą, a poruszać tematy, które do tej pory były rozwiązywane wyłącznie w moim sztabie. Teraz kompetencje przejmie dowódca, który właśnie został wyznaczony. Zdolności operacyjne doszły już do takiego poziomu, że są w stanie być realizowane przez dowódcę litewskiego. To jest bardzo ważne, bo za chwilę inne zasoby będą w jego dyspozycji tego dowódcy.

Sztab dywizji jednocześnie ma bardzo ważną funkcję, którą do tej pory wypełniał mój sztab. Jest to funkcja integracji z siłami narodowymi. Oprócz jednostek, które są dedykowane do dywizji i które stają się częścią Korpusu Północno-Wschodniego, są jeszcze jednostki, które są dedykowane tylko i wyłącznie do obrony narodowej, chociażby brygady czy bataliony obrony terytorialnej. Są stałym elementem infrastruktury obronnej państwa. Wcześniej integracja tych wojsk z planami NATO była w rękach moich oficerów sztabu. Teraz tę rolę przejmie wyznaczony dowódca dywizji. Co jest dobrze, gdyż integrację dobrze wykonywał dowódca kraju, w którym te wojska są. Łatwiej jest wtedy wszystko kontynuować. Nie chodzi o to, że ktoś inny to zrobi. Przede wszystkim, jest to prościej – idziemy w kierunku upraszczania procesów, a nie ich komplikowania. Wojna i tak już jest bardzo złożona, więc jako dowódcy powinniśmy się starać, żeby ją jak najbardziej ułatwiać, stosować najprostsze rozwiązania, żeby procesu dodatkowo nie komplikować.

- To też oznacza pewien poziom zaufania.

- Oczywiście, o zaufaniu mówimy przez cały czas. Od 2004 r. Litwa jako jeden z krajów, który wstąpił do NATO, cały czas tę wiarygodność podkreślała. Więc myślę, że tzw. credibility - magiczne słowo po angielsku - znakomicie nabiera nowego znaczenia.

- W jaki sposób strona litewska powinna wzmocnić swoje siły zbrojne i współpracę międzynarodową w ramach Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego (MNC NE), jako nowy „framework nation”?

- Powstanie sztabu dywizji jest pierwszym krokiem. Następnym jest jego rozwój. Oprócz Sztabu Dywizji, wartością dodaną związku taktycznego, jakim jest dywizja, są jej jednostki dywizyjne. W najbliższej przyszłości będą powstawały kolejne jednostki wojsk inżynieryjnych, artylerii, przeciwlotnicze, te, które stanowią wartość i wysoką jakość poziomu dywizji. Na to oczekujemy jak najszybciej, dlatego, że one stanowią realną siłę w tym terenie. Do tej pory tę zdolność musiałbym zabezpieczyć jednostkami z innych krajów. To jest bardzo skomplikowane ze względu na to, że najlepiej teren znają saperzy, którzy funkcjonują na Litwie. Jest to, oczywiście, bardzo rozległy proces. Nie stanie się to w ciągu najbliższego roku czy miesięcy, bo proces przede wszystkim wymaga zakupu sprzętu, przygotowania personelu i infrastruktury, ale najważniejsze, że są do tego plany i słyszałem, że nawet już i środki. Więc ja patrzę na to wszystko z dużym optymizmem.

- Mimo korzyści, jakie niesie właśnie taka współpraca, o jakich wyzwaniach należy wspomnieć?

- „Wyzwania” to takie magiczne słowo, którymi próbujemy schować kwestie pod hasłem „problemy”. Jest mnóstwo dylematów, które się pojawiają - natury operacyjnej, czyli mojego fachu wojskowego, jak też związanych z rozwojem sytuacji geopolitycznej w regionie i konfliktem w Ukrainie. Myślę, że są to rzeczy, które wprowadzają turbulencje w środowisku bezpieczeństwa i dużą niepewność. Musimy temu w jakiś sposób wyjść naprzeciw, więc wyzwaniem jest tego trenowanie, pokazywanie, że nie jesteśmy zdolni wyłącznie dlatego, że po prostu jesteśmy, ale ponieważ potrafimy wspólnie działać - w domenie lądowej, o której teraz mówimy, jak też przy wsparciu innych środowisk.

Litwa, podobnie jak i Polska, Łotwa i Estonia, oprócz tego, że ma swoją specyfikę lądową, jest również krajem morskim. Domena morska ma tu także duże znaczenie. Powiązanie tych wszystkich aspektów w dywizji, która właśnie powstała oznacza mnóstwo wyzwań, którym musimy sprostać w najbliższym czasie. Moje dowództwo ma to wesprzeć tak, jak do tej pory robiliśmy to na niższych poziomach.

- Jak może wyglądać współpraca takiego sztabu dywizji z tworzoną na Litwie niemiecką brygadą?

- Teraz mówimy o kolejnym szczeblu interoperacyjności. Powstanie sztabu dywizji litewskiej sprawiło, że można włączyć do wspólnego szkolenia, zgrywania się jednostki szczebla brygady. Wcześniej można było realizować taką współpracę partnerską, ale nie zdarzało się tak w strukturze wojskowej, żeby do brygady przydzielać inną brygadę. Powstanie samego sztabu dywizji stwarza warunki do pewnej afiliacji, ale nie jest to najistotniejsze.

Brygada niemiecka, która jest na teatrze, swoją obecnością pokazuje pewną zdolność, którą jako sojusznicy mamy już rozwiniętą.

Druga kwestia to jednostka partnerska. W procesie formowania, tworzenia nowych zdolności jest, można powiedzieć, mentorem na teatrze. Będzie wspierać szkolenia, wspólnie integrować różne rodzaje wojsk oraz organizować szkolenia w poszczególnych dziedzinach, pomagać w nauczaniu i formowaniu nowych jednostek. Powstanie taki duży coaching, gdzie mnóstwo trenerów na miejscu będą służyli radami, a jednocześnie realizowali różnego rodzaju procesy i czynności, które zlecę. Jest to również jeden z elementów strategii odstraszania.

- Kolejnym bardzo ważnym momentem w relacjach dwustronnych Polski i Litwy jest kwestia mobilności militarnej. Czy wystarczy tych obecnie podejmowanych działań w celu zapewnienia możliwej płynności przemieszczania sił wojskowych w tym regionie? Albo inaczej – co możemy zrobić więcej?

- Mówimy cały czas o aspekcie militarnym procesu. Pierwsza kwestia jest taka, że na teatrze, a więc w każdym z krajów członkowskich NATO jest rozmieszczona jednostka, która zajmuje się, mówiąc najprościej, integracją logistyczną. Polega to na tym, że zabezpiecza, przygotowuje i tworzy warunki do przyjęcia kolejnych sił sojuszu.

Drugą rzeczą, którą ta komórka wykonuje, jest realne zabezpieczenie funkcjonowania tego, co w tej chwili mamy. Procesy mobilności jednostek NATO na terenie krajów, które są tutaj w obszarze mojego zainteresowania, realizują specjalnie przygotowane do tego jednostki integracji sił sojuszu. Są one rozmieszczone w każdym kraju, taka sama jednostka jest również na miejscu w Wilnie.

W tym procesie istotna jest obecność jednostek, które są w tej chwili na teatrze spoza tego kraju, tak jak w przypadku Niemiec, niemieckiej brygady. Na przykład, na Łotwie jest obecna brygada wielonarodowa pod głównym dowództwem kanadyjskim, na teatrze w Estonii jest wielonarodowa brygada pod dowództwem brytyjskim. Na terenie Polski z kolei znajduje się brygada, w której główny człon wiodą siły amerykańskie. Te jednostki, mimo że stacjonują jako stały element, wewnętrznie się rotują. Jeżeli popatrzymy na zdolności, zauważymy, że przez cały czas rosną. Personel się rotuje, żołnierze zapoznają się z regionem, jedni się szkolą, po kilku miesiącach wracają do kraju, a nowi przyjeżdżają. Ta mobilność jest, uważam, dosyć dobrze zapełniona. W konsekwencji dwóch, trzech lat możemy powiedzieć, że przeszkoliliśmy trzykrotnie więcej personelu niż teoretycznie teraz posiadamy. W każdej chwili jesteśmy gotowi wysłać na teatr dwukrotnie większe siły niż są w tej chwili.

Ten proces będzie dalej trwał i wydaje mi się, że mechanizm rotacyjności sił, który w tej chwili działa, odpowiada na te wyzwania, o które Pani pyta.

- Jak jest, na przykład, z dostarczaniem techniki militarnej?

- To się dzieje na bieżąco. Może tych procesów tak za bardzo nie widać. Przecież to nie chodzi o to, żeby co drugi tydzień czy co miesiąc przemieszczać czołgi z jednego miejsca kraju na drugi. To też są pewne ograniczenia przywiązane do miejsca szkolenia, obiektów szkoleniowych i infrastruktury, która jest w tej chwili do wykorzystania. Zapewniam Panią, że mimo, iż w przypadku, gdy, na przykład, sprzęt został raz przemieszczony i stoi w jednym miejscu, personel się wymienia. Istotne jest, aby wymieniać personel i przez cały czas szkolić ludzi, co jest jednocześnie najtrudniejsze w procesie osiągania zdolności.

Dostarczenie na teatr kolejnych kilkudziesięciu czy kilkuset transporterów opancerzonych to jest kwestia natury technicznej. Muszą posiadać dobrze wyszkolone załogi i przygotowanych dowódców, którzy znakomicie znają teren i środowisko, w którym mają walczyć oraz wiedzą, jak to robić. Personel jest tu kluczowy, a nie technika.

Wiem, że z punktu widzenia potencjalnego mieszkańca wygląda, że jak się widzi więcej czołgów i transporterów, to jest lepiej. Poniekąd jest to taka przewrotna myślenia, jest tam pewna logika, ale mnie interesuje bardziej personel. Sprzęt można przewieźć lub przerzucić w bardzo krótkim czasie, ale wyszkolić człowieka do tego, żeby umiał działać tutaj, na północ, czy na południe od Wilna, a nie gdzieś w jakimś hipotetycznym terenie, wymaga miesięcy i lat.

- Szerokim echem ostatnio odbił się na Litwie pomysł stołecznych władz o tym, że jedną z dróg ewakuacji z Wilna mogłaby być rzeka Wilia. O ile bezpieczne jest wykorzystywanie rzek w przypadku eskalacji konfliktu? Jakie specjalne plany dotyczące ochrony ludności cywilnej w dużych miastach w trakcie możliwego konfliktu opracowuje NATO?

- Nie widzę przeszkód, by w czasie kryzysu ją stosować. Jeżeli mamy do tego odpowiednio przygotowane porty i drożnie wodne, które pozwolą na pokonywanie odległości barkami o określonym zanurzeniu, nie widzę żadnych przeszkód technicznych pod tym względem.

Natomiast z punktu widzenia kwestii konfliktu jest bardzo ważne, jak daleko to się znajduje od linii styczności wojsk, linii frontu, a nie to, jaki mechanizm transportu wykorzystamy.

Natomiast chcę jeszcze raz potwierdzić - jeżeli mówimy o okresie kryzysu, wszystkie linie komunikacji są jak najbardziej do wykorzystania. Później, gdy następuje eskalacja, wszelkie możliwości zależą od sytuacji.

Z punktu widzenia tego, jak przygotować państwo do obrony, myślę, że z tematem pracują już oficerowie w Sztabie Generalnym. Sporo doświadczenia z tego tytułu płynie z trwającego konfliktu z Ukrainy.

Dzisiaj jest trochę za wcześnie, żeby zamknąć ten temat i powiedzieć, że wszystko trzeba zrobić tak lub owak. Wszystkie prace są teraz prowadzone, również analizy. Choćbyśmy spróbowali przygotować 100 czy 200 magicznych planów, każde miasto, miejscowość i infrastruktura krytyczna będzie wymagała innych rozwiązań. Nie ma czegoś takiego, jak uniwersalny model ochrony infrastruktury. Każda ma różną wrażliwość. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto Pani odpowie na to pytanie wprost i powie, jak to należy zrobić, to proszę go w ogóle nie słuchać. Trzeba pamiętać, że szereg rzeczy, w szczególności dotyczących infrastruktury krytycznej, wymaga bardzo indywidualnego podejścia.

Powinni już dzisiaj myśleć i pracować nad scenariuszami i radzić sobie z nimi. Myślę, że wojsko jest ostatnim członem łańcucha rozwiązywania problemów. Choćbyśmy nie wiem, jak bardzo byśmy chcieli cokolwiek zrobić, to i tak wojsko będzie musiało uzyskać najwyższy priorytet, więc będzie jeszcze bardziej przeszkadzało. Może trochę za wcześnie, żeby o tym mówić, ale warto poruszyć tę kwestię. Jak ktoś już o tym mówi, to znaczy, że zaczyna się nad tym zastanawiać, a to już wielki plus.

- Za każdym razem powraca temat Przesmyku Suwalskiego – czy dziś to nadal najbardziej zapalny punkt Europy? Czy jednak jesteśmy bardziej przygotowani niż jeszcze dwa lata temu?

- Powiem troszkę żartobliwie. Wszystkie pytania, które się zadaje z partykułą „czy” mają prostą odpowiedź - tak albo nie.

Sam Przesmyk Suwalski jest to pewien geograficzny element, rozumiany z punktu widzenia strategicznego jako bardzo kluczowy, umożliwiający drożność logistyczną i płynność komunikacyjną pomiędzy Polską i Litwą, również z punktu widzenia operacyjnego i strategicznego. Na pewno był ważny i jest ważny. Dyskusję, czy on jest potrzebny, jak bardzo będziemy go bronić i o niego dbać, zostawiono wojskowym do roztrząsania. W każdym kraju znajdziemy takie miękkie podbrzusza, które będą bardzo ważne z punktu widzenia strategicznego i operacyjnego.

Jest to mały terytorialny most do utrzymania łączności lądowej z Europą Zachodnią poprzez Polskę i on jest miękkim podbrzuszem każdej koncepcji, każdego planu. Teren w tej części Europy jest bardzo dogodny do prowadzenia różnego rodzaju działań, mało czasami sprzyjający nam obrońcom. On gdzieś przez lata był, jest i jego się zmienić nie da. Jesteśmy w takim szczególnym miejscu, które nazywam takim przeciągiem Europy, że wystarczy otworzyć lekko drzwi na wschodniej flance i ten przeciąg działa aż do środkowej Europy. To jest jedyne okno czy wielka brama, którą mógłby potencjalny adwersarz próbować się przedostać, żeby rozwinąć swoje możliwości.

Było i jest to kluczowe miejsce na naszej mapie, które stanowi ważny element naszych planów. Mogę uspokoić, że nie ignorujemy go. Mimo że świat się zmienia, terytorium się nie zmienia. Jest takie samo, czasami mniej lub bardziej uzbrojone w różnego rodzaju elementy infrastruktury, ale nadal pozostaje i realnie albo nam sprzyja, albo nam nie sprzyja.

- Wojna w Ukrainie pokazała, jak bardzo nieprzewidywalna i inna może być współczesna wojna – od dronów do cyberataków czy wojny hybrydowej. Polska i Litwa są liderami, między innymi, w zwiększaniu swoich wydatków na obronność. Jakie elementy współczesnej obrony NATO są najważniejsze, szczególnie uwzględniając nowe zagrożenia i technologie militarne? Czy nadal potrzebujemy czołgów?

- Od lat słyszymy różnego rodzaju spekulacje różnych zacnych ludzi, którzy rozważają, czy nam trzeba więcej czołgów, czy więcej lotnictwa, czy więcej artylerii, czy więcej żołnierzy. Trzeba pamiętać o pewnym mechanizmie, który towarzyszy wszystkim wojnom. Gdybyśmy postanowili prześledzić wojny z ostatnich 200 lat, zauważylibyśmy, że mają one pewien specyficzny scenariusz. Nie chodzi mi o to, że się zaczynają i kończą, bo to jest faktem w każdej wojnie, ale o to, że każdy konflikt zaczyna się pod względem techniki pewnymi innowacjami i pomysłami. Przypomina to scenariusze filmu o Rocky'im Balboa. Na początku ma pojedynek, przegrywa go, trenuje i na końcu wygrywa.

Wojny zaczynają się nową technologią, nowym pomysłem. Wspomniana wojna rozpoczęła się dronami - jakby potwierdzam tę regułę. Powstają nowe pomysły, nowe technologie, sposoby i metody walki. Powstaje nowa broń i wojna się kończy na skutek impasu, bo po prostu nie da się już nic wymyślić na podstawie tego, co się ma lub na skutek wyczerpania zasobów walczących stron. To są najczęstsze scenariusze zakończenia wojny.

Czasami decyzje polityczne pomagają przyspieszyć te procesy, ale najczęściej właśnie te argumenty są dostarczane do podjęcia negocjacji.

Jeżeli zaczniemy śledzić wojnę w Ukrainie, możemy się zastanawiać, na jakim etapie się znajduje. Nie powiem Pani wprost, czy już tam się coś kończy, czy coś jeszcze się nie skończyło. Na pewno powstało sporo nowych rzeczy i środków walki, tak samo, jak sposobów ich zwalczania. Te procesy się dzieją stale, identyfikujemy je i przekształcamy w potrzeby naszych sił zbrojnych, które w tej chwili akurat nie walczą.

Odpowiadając na pytanie, czy potrzeba nam więcej czołgów – potrzeba. Podobnie, jak wyrzutni, dronów i antydronów, środków rozpoznawczych i antyrozpoznawczych. Tę debatę będzie można zamknąć dopiero wtedy, kiedy wojna w Ukrainie się skończy. Dzisiaj szereg rzeczy jest okryty pewną tajemnicą i to trzeba rozumieć. Ile ma być czołgów lub wyrzutni przeciwpancernych, decydują wojskowi i raczej o tym nie będą mówić. Zakładam, że rozsądne plany układa się na podstawie możliwości danego kraju oraz potrzeb operacyjnych.

Wszystkie środki walki są potrzebne. Proszę mi wierzyć - jakby były niepotrzebne, to byśmy je dawno z armii wyrzucili. Były takie opinie jeszcze parę czy kilkanaście lat temu, że dużo tych czołgów, są niepotrzebne i dzisiaj się nie sprawdzają. Wojny pokazują, że takie teorie legły w gruzach i dlatego dzisiaj odnawiamy nasze arsenały. Modernizujemy je i myślę, że kluczem jest nie to, ile potrzeba nam czołgów, tylko jakość tego sprzętu. Wymaga on modernizacji, łączenia go z innymi elementami, których do tej pory nie używaliśmy.

- Jest wiele spekulacji związanych z postacią Donalda Trumpa. Istnieją obawy, że Trump może wycofać wojska NATO z Niemiec. Tak zwani eksperci wskazują nawet na kilka opcji – wycofa się z Europy całkowicie, przeniesie znaczące siły na Indo-Pacyfik albo przeniesie je do Polski. O ile Trump jest tą osobą decydującą o losie NATO? Czy musimy się obawiać jakichś manipulacji gabinetu Trumpa? Czy w ogóle takie scenariusze Pan rozpatruje?

- Muszę od razu powiedzieć, że ja jestem obywatelem w mundurze i trochę Panią zasmucę. Tak, Trump nie dowodzi NATO. I tu chiałbym uspokoić, dlatego, że działają tam określone struktury wojskowe. Natomiast jako żołnierz mogę potwierdzić, że mamy dowództwo wojsk lądowych NATO w Europie, dowództwo połączone w Europie i jako żołnierz oczekuję zadań płynących stamtąd.

Biorąc pod uwagę to, co robimy w tej chwili i jakie mamy zaangażowanie, jakie zadania mam jako dowódca korpusu, który ma rozmieszczone siły w czterech krajach, pozwolę sobie na spekulację, że wydarzenia polityczne nie mają, przynajmniej na obecną chwilę, żadnego wpływu na to, co robią moi żołnierze. Ja bym się raczej tego chciał trzymać i uspokoić, że zadania desygnowane do wykonywania, otrzymane od wojskowych dowódców wyższych szczebli, realizujemy i kwestie polityczne musimy zostawić politykom.

- Jak ocenia Pan obecną sytuację bezpieczeństwa w naszym regionie? Jakie są realne możliwości eskalacji konfliktu w tej części Europy, biorąc pod uwagę aktualne napięcia geopolityczne?

- Bardzo trudno powiedzieć, w jakim kierunku sytuacja się rozwinie. Tylko adwersarz może powiedzieć, jakie ma plany, ale jeszcze ich nie znamy. Możemy je antycypować czy na ich temat spekulować.

Prowadząc analizy środowiska i teatru, na którym są rozlokowane moje wojska i biorąc pod uwagę aktualne zaangażowanie i procesy, które dzieją się w Ukrainie, związane z konfliktem rosyjsko- ukraińskim, można powiedzieć, że nie unikniemy pewnych rzeczy, na przykład wydarzeń natury hybrydowej. Musimy zdawać sobie sprawę, że NATO jest cały czas testowane w różny sposób, po to, żeby zobaczyć, jak reagujemy na pojawiające się różnego rodzaju zagrożenia czy trudności.

Jednak po raz kolejny mogę uspokoić - po pierwsze, obecność tak znacznych sił na tarczy, których nie było nigdy wcześniej, gwarantuje zachowanie względnego balansu sił. Po drugie, permanentne szkolenie moich wojsk z jednostkami i wojskami krajów, na których stacjonują, zapewnia mi osiąganie coraz większego stopnia interoperacyjności, co sprawia, że element strategii odstraszania działa. Jest zbyt mało identyfikatorów, które mogłyby powiedzieć jasno i klarownie, że coś się skończy lub coś się za chwilę eskaluje. Nie widzę takich zagrożeń, żebyśmy mogli w ten sposób działać. Trzeba pamiętać, że środowisko bezpieczeństwa jest środowiskiem niesamowicie turbulentnym i trzeba być bardzo ostrożnym. Ważne jest śledzić, monitorować, być przygotowanym i mieć pomysły. Uważam, że te cztery rzeczy są obecnie dobrze robione.

- Panie Generale, podczas swoich misji w Afganistanie, Iraku, widział Pan przeróżne oblicza wojny. Które z tych doświadczeń uważa Pan za najtrudniejsze?

- Każda wojna jest najstraszniejsza dla każdego cywila. My, żołnierze, uczymy się swojego rzemiosła od tak zwanego „wojskowego dzieciństwa”, czyli od najmłodszych lat, kiedy się kończy szkoły oficerskie czy inne uczelnie wojskowe. Wojna z każdej na każdą staje się coraz straszniejsza, jednak staramy się sobie poradzić z wszystkimi jej obliczami. Jednak to dla przeciętnego cywila wojna ma najstraszniejszą i najgorszą twarz. Nie da się nauczyć całego społeczeństwa, jak sobie z tym radzić. Powtórzę się, każda wojna ma coraz okropniejsze oblicze. Paraliż, niepokój, strach – to są te emocje, które towarzyszą wszystkim, a cywilom najbardziej. Jest to najbardziej obezwładniający nas w czasie działań wojennych element. Wojna czy kryzys wykrzesuje też w nas różne zachowania, poznajemy na co nas stać. Ujawniają się wszystkie nasze słabości, ale w tym akurat nie ma nic złego. Kwestia polega tylko na tym, jak potrafimy sobie z nimi poradzić. Jest to też najtrudniejszy element również w mojej pracy i służby moich żołnierzy. Trudno jest jednym słowem opisać, co jest najgorsze w wojnie. Natomiast z pewnością, wojna jest najtrudniejsza dla tych, którzy nie są do niej przygotowani i wojna zawsze będzie najokrutniejszą rzeczą, jaką człowiek wymyślał dla cywila.

Opracowała Ewelina Knutowicz

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane