Stan klęski żywiołowej, ewakuacje, ofiary śmiertelne i umacnianie wałów – tak od kilku dni wygląda południe Polski. Fala powodziowa przetacza się przez kolejne miejscowości, a w czwartek po południu ma dotrzeć do Wrocławia. „W powietrzu czuć napięcie” – mówi naukowiec i współpracownik LRT Laurynas Vaičiūnas, mieszkający we Wrocławiu.
Południowa Polska nadal zmaga się z ogromnymi powodziami, najgorsza sytuacja panuje w województwach dolnośląskim i opolskim. We wtorek, jak podaje Polskie Radio, potwierdzono doniesienia o dwóch kolejnych ofiarach śmiertelnych, których łącznie od początku powodzi jest już sześć.
Specjaliści oceniają, że do Wrocławia fala kulminacyjna ma nadejść w czwartek po południu i wieczorem lub w nocy z czwartku na piątek. Jak podaje polski Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, poziom wody ma być zauważalnie niższy niż podczas katastrofalnej powodzi w 1997 roku, nazywanej też „powodzią tysiąclecia”.
We Wrocławiu od kilku dni są prowadzone intensywne przygotowania, mające pomóc uniknąć tak dramatycznych strat, do jakich doszło w 1997 roku.
Dr Laurynas Vaičiūnas, prezes Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu i współpracownik LRT zauważa, że na razie życie w mieście wygląda względnie zwyczajnie – ludzie pracują, w szkołach trwają zajęcia. Jednak „w powietrzu czuć napięcie” – mieszkańcy w międzyczasie układają worki z piachem przy wejściach do budynków, wynoszą wszystko z piwnic, przenoszą cenne rzeczy na wyższe piętra i szykują zapasy żywności oraz wody.

Miasto przygotowuje plan awaryjny, szykując się do najgorszego scenariusza.
- Podstawowe działania to umacnianie wałów przeciwpowodziowych, trzeba sprawdzić, czy wszystkie są sprawne i przygotowane na przyjęcie takiej ilości wody, bo to są konstrukcje z ziemi, więc różne rzeczy mogą się zdarzyć, jak pokazuje doświadczenie ostatnich kilku dni. Nie wszędzie wały były zdolne technicznie do wytrzymania tej ilości wody, która napłynęła w ostatnich dniach do Polski – zauważa litewski naukowiec.
Służby też szykują i dostarczają do miejscowości nad rzekami worki z piaskiem. Dr Vaičiūnas zaznacza, że przez tereny Wrocławia płynie nawet kilka rzek, z których największa jest Odra, na której oczekuje się, że w godzinach szczytu powodziowego poziom wód wyniesie nawet 7 metrów. Z kolei w mniejszych rzekach woda wezbrała już wcześniej i w ciągu wtorkowej nocy potrzeba było akcji ratunkowych w niektórych podtopionych miejscowościach.
- Wszystkie wydarzenia publiczne w tym tygodniu zostały już odwołane, żeby pracownicy mogli się skupić na przygotowaniu tych instytucji do nadejścia fali. To są takie podstawowe rzeczy, jak podnoszenie wszystkich sprzętów, książek o poziom wyżej, przygotowanie instalacji elektrycznej do napływu wody, czyli takie rzeczy, które każdy mieszkaniec może zrobić – podaje współpracownik LRT.

Vaičiūnas zauważa, że w ostatnich dniach z półek sklepowych masowo znikały niektóre artykuły żywnościowe i woda, gdyż mieszkańcy starali się zaopatrzyć w niezbędny prowiant.
- Był nawet taki lekki element paniki wczoraj, bo ludzie też nie do końca wiedzieli, jak odpowiednio się przygotować i chcieli zrobić chociaż te minimalne kroki – zauważa naukowiec.
Dodaje, że pomimo lekkiej paniki i napięcia, mieszkańcy w ogromnym stopniu się mobilizują i działają społecznie.
- Widać, że na tych wałach, gdzie trwają jakieś prace umacniające, jest sporo wolontariuszy, po prostu zwykłych mieszkańców Wrocławia – mówi Vaičiūnas.
- Mieszkańcy robią to, co mogą na swoich osiedlach, dzielnicach, jeśli można gdzieś się zaangażować przy umacnianiu wałów czy innych elementów infrastrukturalnych, ochrony domów, to się bardzo mocno w to angażują. Sporo akcji się odbywa, zbierają piasek, u mnie tutaj w centrum widać, jak większość włazów do piwnic zostało już zakrytych workami z piasku, drzwi są otoczone workami z piaskiem, więc to jest wszędzie widoczne, takie pierwsze kroki przygotowawcze – zauważa litewski naukowiec.
Z kolei, jak mówi, na ulicach panuje „dziwna cisza“.

- Ludzie widać, że są bardzo przejęci, pracują przy wodzie albo przy swoich domach, natomiast ogółem na ulicy jest bardzo mało ruchu, więc widać i nawet czuć w powietrzu takie lekkie napięcie przed tym, co może nadejść – relacjonuje Vaičiūnas.
Współpracownik LRT zaznacza, że Wrocław ma dość pomyślną sytuację położenia placówek publicznych - większość szpitali jest poza terenami, które mogą być zalane, nawet według najgorszych scenariuszy.
- Jest jeden szpital bardziej narażony na ryzyko, ale jest możliwe, że obecnie i tak większość pacjentów jest już na wyższych poziomach. Więc to doświadczenie z roku 1997, kiedy Wrocław został bardzo mocno uderzony przez falę powodziową i wówczas zniszczenia były bardzo duże, z tego doświadczenia instytucje publiczne dobrze skorzystały, więc jest gotowość ze strony szpitali – mówi.
Z kolei Michał Mikołajczyk, członek zarządu Polskiego Czerwonego Krzyża (PCK), organizacji aktywnie pomagającej mieszkańcom poszkodowanym w powodzi, zaznaczył, że każdego dnia wyliczenia specjalistów się zmieniają, w zależności od aktualnych warunków. Dodaje, że m.in. po nowych wyliczeniach lokalizacja magazynów tej organizacji we Wrocławiu znalazła się w strefie zagrożonej podtopieniem.

- Jeszcze w weekend byliśmy pewni, że posadowienie naszego magazynu we Wrocławiu jest całkowicie bezpieczne. Niestety, prognozy, opinie specjalistów meteorologów wskazują na to, że różne scenariusze mogą mieć miejsce także w odniesieniu do Wrocławia, więc musimy szybko to wszystko przewidzieć, ale mamy też wolontariuszy, którzy dają swój czas, energię, siłę rąk i niesamowity zapał, bo tej energii bardzo potrzeba. Jesteśmy też w kontakcie ze specjalistami, aby ta pomoc była jak najbardziej efektywna, żeby docierała tam, gdzie jest potrzebna jak najszybciej, ale także aby działać prewencyjnie – mówił Mikołajczyk.
Poczynione inwestycje ratują sytuację
Michał Mikołajczyk dodaje, że od czasów „powodzi tysiąclecia“ Polska poczyniła wielkie kroki i inwestycje, które w dużej mierze zapewniają teraz miastom i miejscowościom na terenach południowych kraju lepszą infrastrukturę, która w miejscu większych inwestycji, jak w przypadku Wrocławia, jest w stanie sprostać wyzwaniom klęsk żywiołowych.
- Niewątpliwym plusem jest infrastruktura – wały, zbiorniki retencyjne. Gdyby nie to, co powstało na przestrzeni tych blisko 30 lat, to sytuacja byłaby o wiele bardziej tragiczna, bo wszystko wskazuje na to, że fala tej wody jest teraz większa niż wówczas – mówi Mikołajczyk.

To, co na pewno wymaga jeszcze poprawy zdaniem przedstawiciela Polskiego Czerwonego Krzyża, to świadomość społeczna dotycząca bezpieczeństwa, przygotowania do sytuacji ekstremalnych.
- My w tej części Europy - czy to jest Polska, czy Litwa, czy kraje sąsiednie – musimy przypomnieć sobie te wszystkie kwestie bezpieczeństwa, dokładając do tego nowe zagrożenia obecne w naszym regionie – podkreśla specjalista.
- Niech to, co dzieje się z dala od Państwa, w rozumieniu setek kilometrów, będzie przyczynkiem do tego, żebyśmy inaczej zwracali uwagę na bezpieczeństwo. Czy my wiemy, jak zachować się w sytuacji ekstremalnej, czy wiemy co oznaczają sygnały alarmowe, czy wiemy, jak przekazać wiadomość o konieczności udzielenia konkretnej pomocy, czy wiemy co spakować na wypadek klęski żywiołowej, czy wiemy, gdzie leżą najistotniejsze dokumenty? Czy mamy zapas koniecznych dla zdrowia i życia leków, gdzie są wszystkie klucze, jak otworzyć bramę, kiedy nie działa prąd? Czy mamy baterie, czy mamy nieco gotówki w domu? To są może drobne rzeczy, ale które w obliczu błyskawicznie narastającego zagrożenia mogą zadecydować o naszym bezpieczeństwie – mówi Mikołajczyk.

Rząd zapewnia wsparcie finansowe powodzianom
Szef polskiego rządu, Donald Tusk, zdecydował we wtorek o poszerzeniu terytorium, na którym obowiązuje stan klęski żywiołowej. Tam, gdzie woda już odeszła, mieszkańcy prowadzą prace porządkowe i wyceniają straty.
Rząd razem z samorządami stworzą program odbudowy po powodzi. Premier zapewnił, że mieszkańcy poszkodowani w wyniku powodzi otrzymają niezbędną pomoc finansową.
Powodzianie mogą liczyć na 10 tys. zł pomocy doraźnej, a także do 100 tys. zł na remont mieszkania lub odbudowę pomieszczeń gospodarczych oraz do 200 tys. zł na odbudowę budynków mieszkalnych.
Co więcej, kredyty mieszkaniowe powodzian przez 12 miesięcy będą umorzone, a państwo - poprzez fundusz - weźmie na siebie spłatę tych kredytów, poinformował premier Donald Tusk we Wrocławiu podczas kolejnego posiedzenia powodziowego sztabu kryzysowego.

Protesty przeciwko zabezpieczaniu przed powodziami
Wcześniej temat obszaru narażonego na powodzie był obiektem wielu sporów politycznych i dyskusji pomiędzy naukowcami, ekologami i mieszkańcami. Środowiska ekologiczne, wspierane też przez mieszkańców, wyrażały sprzeciw wobec propozycji budowy zbiorników retencyjnych, mogących powstrzymać ewentualne fale powodziowe. Głównym argumentem sprzeciwu były mające nastąpić przymusowe przesiedlenia mieszkańców, które nastąpiłyby w wyniku zmiany regulacji wodnej.
Paradoksalnie, tym razem niekontrolowana fala powodzi zniszczyła znaczną część mienia lokalnych mieszkańców, zmuszając wielu do opuszczenia domów.
- Prawdopodobnie ta lekcja, bardzo bolesna lekcja w przypadku Kłodzka i innych miejscowości na pewno doprowadzi do tego, że będą budowane kolejne zbiorniki retencyjne, pomimo sprzeciwu mieszkańców, bo widać, że skala zniszczeń kosztuje o wiele więcej niż niszczony niewielki kawałek górskiej łąki. Koszty dla ludzi są większe, jeśli taka powódź w taki sposób dociera do miasta – mówi Vaičiūnas.
Dodaje, że pojawia się wiele głosów ze strony przyrodników, nawołujących do renaturalizacji rzeki Odry, co miałoby rozszerzyć naturalną sieć rzeczną, jednak opinie w tej sprawie są wśród specjalistów bardzo podzielone.









