Sto lat temu w eterze zabrzmiały pierwsze słowa Litewskiego Radia. Dziś, w jubileuszowym roku LRT, wracamy do historii ludzi, którzy je tworzyli – także Polaków, których głosy przez lata współbrzmiały na litewskiej antenie. To opowieść o dziennikarzach, twórcach i świadkach epok, którzy współtworzyli radio i jego znaczenie dla społeczeństwa.
Ten cykl to próba przywrócenia ich głosów i miejsca w historii. Dziś przypominamy postacie Antoniego Pawłowicza i Andrzeja Malkianisa.
Od „Wilii” do radiowego mikrofonu
Antoni Pawłowicz przez wiele lat współpracował z polskim programem Radia Litewskiego jako nieetatowy korespondent z Rejonu Trockiego. Jak wspominał, jego przygoda z radiem zaczęła się zupełnie niespodziewanie – dzięki działalności w zespole „Wilia”.
– Przede wszystkim śpiewałem w tenorach. Był w zespole Wojciech Piotrowicz. No i zaraz przy kawie rozmawialiśmy. Mówi: „A jak by dla ciebie zacząć trochę współpracować z radiem?”. Odpowiedziałem: „Proszę bardzo” – opowiadał.
Na początek otrzymał magnetofon, który dziś wspomina z uśmiechem.
– Patrzę teraz na wasze magnetofony – kieszonkowe, cyfrowe, lekkie i o świetnej jakości. A wtedy to był kilkukilogramowy aparat. Do kieszeni nie wchodził. Trzeba było nosić go w torbie – wspominał.

Pierwszy reportaż przygotował w przedsiębiorstwie „Darmos”.
– Jak dziś pamiętam, pierwszy mój reportaż był właśnie tam. Oczywiście były czasy sowieckie i wszystko było ukierunkowane. Ktoś szedł do zakładu i musiał przygotować materiał o tym, jak dobrze ludziom się pracuje, jak rośnie produkcja i tak dalej. Tak to wtedy wyglądało. Zrobiłem ten materiał. Wtedy kierownikiem redakcji był jeszcze Romuald Mieczkowski. Ocenili go gdzieś na czwórkę – mówił.
Radio w czasach przełomu
Jak podkreślał Antoni Pawłowicz, samo nagranie reportażu nie było najtrudniejszą częścią pracy.
– Trzeba było wszystko napisać na piśmie, bo była cenzura. Czasami o wiele łatwiej było nagrać materiał niż później go przepisać. Trzeba było siadać, słuchać i pisać. Bywało nieraz tak, że opuszczałem niektóre zdania i wtedy tłumaczyłem nagranie, dlaczego cenzor nie znalazł tego zdania – wspominał.
Po latach współpracy jako korespondent postanowił spróbować sił w pracy etatowej.
– Przeczytałem w „Kurierze”, że ogłoszono konkurs do pracy w radiu. Spotkałem się z Władkiem Strumiłą i mówię: „No dawaj, spróbujemy” – opowiadał.

Do redakcji trafił w wyjątkowo trudnym momencie.
– Przyszedłem do studia, ale nie było ono jeszcze tutaj, na Konarskiego, tylko na Nowogródzkiej, w pięciopiętrowym budynku – wspominał.
Był to okres po wydarzeniach stycznia 1991 roku, gdy pracownicy polskiego programu, podobnie jak inne redakcje, zostali zmuszeni do opuszczenia gmachu radia i pracowali w siedzibie Litewskiego Związku Niewidomych.
– To był naprawdę straszny okres. Tutaj stały czołgi, byli desantowcy, a tam zdziwiło mnie, że nikogo nie było. Nie wiem, czy nie wiedzieli, że tam działa radio, ale w każdym razie panował spokój – mówił.
Pracę redakcji z tamtych dni pamiętał bardzo dokładnie.
– Pracowaliśmy w auli razem z rosyjską redakcją. W sali aktowej stały maszyny do pisania i w takich warunkach przygotowywaliśmy audycje – wspominał.

Swoje pierwsze wejście na antenę zapamiętał na całe życie.
– Władek powiedział: „Na początku zobacz, jak to wszystko wygląda, całą kuchnię”. Weszliśmy na piąte piętro. Andrzej Malkianis miał wtedy dyżur. Usiadłem obok niego przed mikrofonem i myślałem, że będę tylko słuchał. Kiedy skończył mówić, szturchnął mnie w rękę i powiedział: „Proszę bardzo, teraz ty mów”. To było moje pierwsze wystąpienie przed mikrofonem. Trema była ogromna. Wiedziałem, że słuchają mnie tysiące ludzi, a przed sobą nie widziałem nikogo – opowiadał.
Władysław Strumiło i pamięć o tamtych latach
Antoni Pawłowicz podkreślał, że praca w radiu w czasie odradzania się niepodległej Litwy miała szczególny wymiar.
– Chciałbym podkreślić, że w tym samym czasie działało także radio kolaborantów. Przed wejściem na antenę zawsze mówiliśmy: „Tu mówi Wilno, Radio Litwy Niepodległej”. Szczególnie podkreślaliśmy słowa: „Radio Litwy Niepodległej” – wspominał.
Zapamiętał również wiele sytuacji, które do dziś wywołują uśmiech.
– Władek Strumiło stał za szybą i wszystko kontrolował. Pewnego razu przeczytałem wiadomości, a on mówi do mnie: „Wiesz co, Antoni, skrzywdziłeś Arabów”. Pytam: „Dlaczego?”. A on odpowiada: „Opuściłeś jedno słowo, które było w tekście”. Takie były nasze radiowe żarty – opowiadał.

Innym razem emocje sprawiły, że zapomniał wyłączyć mikrofon.
– Pamiętam audycję na Zaduszki. Znalazłem bardzo emocjonalny materiał, tak się nim przejąłem, że po zakończeniu czytania zapomniałem wyłączyć mikrofon. Dopiero operatorka zawołała: „Wyłącz mikrofon!” – wspominał.
Porównując dawną pracę z dzisiejszymi możliwościami technicznymi, nie ukrywał zazdrości.
– To wszystko szło na żywo. Teraz zazdroszczę wam warunków montażu. Kiedyś trzeba było na zwykłym magnetofonie wyszukiwać odpowiednie zdanie. Nie było to łatwe. Dziś wszystko widać i słychać na ekranie. Jedynie wzrok od tego się psuje – żartował.
Wspominał również audycję „Spotkania przy mikrofonie”, poświęconą rodzinom.
– Audycje były w każdy piątek. „Spotkania przy mikrofonie” były pomysłem Władysława Strumiły – mówił.

Zapytany o swojego wieloletniego przełożonego, nie krył wzruszenia.
– To bardzo miłe wspomnienia. Władek był złotym człowiekiem. Był skromny, dzielił się swoją wiedzą i umiejętnościami. Naprawdę był niezwykle zdolny. Myślę, że pamięć o nim na długo pozostanie w historii radia – podkreślał.
Choć jego etatowa praca w radiu trwała około roku, zapisała się w jego pamięci na zawsze.
– Najbardziej pamiętam moment, kiedy wróciliśmy już na Konarskiego. Warunki były jeszcze dość prymitywne, aparatura zniszczona, ale i tak było o wiele lepiej niż wcześniej na Nowogródzkiej – wspominał.
Radio w czasach przełomu
Andrzej Malkianis był etatowym pracownikiem Polskiego Programu Radia Litewskiego przez około trzy lata. Jak wspominał, był to wyjątkowy okres – pierwsze lata odrodzonej niepodległości Litwy, kiedy tematów do pracy dziennikarskiej nie brakowało.
– To były czasy ciekawe, pierwsze lata niepodległości. Tematów nam wtedy nie brakowało – mówił.
Początki swojej pracy wiązał jednak nie z obecną siedzibą radia przy ulicy Konarskiego, lecz z budynkiem przy ówczesnej ulicy Partizanų, obecnie Nowogródzkiej.
– Ja zaczynałem pracę na starej ulicy Partizanų, obecnie Nowogródzkiej, koło starego parku taksówkowego. Tam był gmach, w którym mieściła się organizacja niewidomych. Oni mieli tam studia i właśnie z tamtego studia przygotowywaliśmy audycje – wspominał.

Nietypowo wyglądała również organizacja pracy.
– Audycje przygotowywaliśmy w jednym miejscu, a wynagrodzenie odbieraliśmy w zupełnie innym. Jechało się w kierunku Instytutu Pedagogicznego, do nowego budynku. Pukało się do drzwi, otwierał policjant i dopiero wtedy można było dojść do kasjerki po wynagrodzenie. Była to swoista konspiracja, żeby oddziały OMON-u nie mogły przejąć tych pieniędzy – opowiadał.
Jak wyjaśniał, podobne środki ostrożności dotyczyły również samego nadawania programu.
– Niektóre audycje były prowadzone w jednym miejscu, litewskie programy nadawano z Kowna. Redakcje były rozrzucone po różnych lokalizacjach. Chodziło o to, że jeśli jedno miejsce zostałoby zajęte, drugie mogło nadal pracować. Tak właśnie wtedy funkcjonowaliśmy – podkreślał.
Dziennikarza karmią nogi
Praca w tamtym okresie była bardzo intensywna. Wiele audycji nadawano na żywo, a reporterzy musieli być przygotowani na każdą ewentualność.
– Programy leciały na żywo, więc trzeba było się naprawdę napracować. Każdy dziennikarz wie, że dziennikarza, podobnie jak wilka, karmią nogi – mówił.
Jak wspominał, realizacja materiałów często wymagała dużej elastyczności.
– Umawiałeś się na wywiad, ale nigdy nie miałeś pewności, że odbędzie się o ustalonej godzinie. Przychodziłeś, a rozmówca mówił: „Proszę poczekać godzinę”. Tylko że po tej godzinie człowiek wracałby do studia już po audycji. Dlatego zawsze trzeba było mieć przygotowane warianty zapasowe i nagrane dodatkowe materiały – opowiadał.

Dziennikarstwo dawało mu jednak możliwość nieustannego poznawania ludzi i świata.
– Przypominam sobie spotkania z mnóstwem osób – od posłów w Sejmie po pracowników różnych zakładów. To była niezwykle ciekawa praca, która pozwalała człowiekowi rozwijać się, poznawać ludzi i lepiej rozumieć otaczający nas świat – podkreślał.
O kulturze słowa i odpowiedzialności dziennikarza
Andrzej Malkianis przyznawał, że w jego życiu zawodowym ważną rolę odgrywały zmiany.
– Jedna z naszych korespondentek mówiła kiedyś, że każdy człowiek powinien zmieniać miejsce pracy co dziesięć lat. Wtedy staje się lepszym pracownikiem, bo z każdej pracy wynosi coś nowego. To wielka prawda. U mnie właściwie tak właśnie było – mniej więcej co dziesięć lat zmieniałem pracę – wspominał.
Jak zaznaczał, zbyt długie pozostawanie w jednym miejscu prowadzi do rutyny.
– Tam, gdzie zostawałem za długo, wszystko stawało się mniej ciekawe i bardziej rutynowe. A wtedy i materiały – czy radiowe, czy pisane – robiły się gorsze. Ja z charakteru jestem taki, że muszę być w ruchu – mówił.

Na zakończenie zwrócił uwagę na rolę mediów w pielęgnowaniu języka polskiego na Litwie.
– Pamiętam, że radio zawsze nam pomagało. Kiedyś człowiek brał do ręki „Czerwony Sztandar” albo słuchał polskiego radia. To była także nauka języka, swoista edukacja językowa – podkreślał.
Nie ukrywał również swojego stanowiska wobec jakości języka w mediach.
– Ostatnio usłyszałem opinię, że najważniejsze jest to, aby człowiek zrozumiał przekaz, nieważne, jak został on sformułowany. Moim zdaniem to błędne podejście. Musi istnieć kultura języka, a dziennikarz powinien dawać przykład tego, jak należy się nim posługiwać – zaznaczał.
Antoni Pawłowicz (1930 - 2019) – nauczyciel, działacz społeczny, dziennikarz. Pracował w Litewskim Radiu i TV, współpracował z audycją polską Radia Litewskiego, radiem „Znad Wilii”, dziennikiem „Kurier Wileński”. Przez wiele lat był korespondentem „Tygodnika Wileńszczyzny” na rejon trocki.
Andrzej Malkianis (1942 - 2017) - wileński dziennikarz i sekretarz odpowiedzialny związany z polską prasą na Litwie, w tym z Kurierem Wileńskim (dawniej „Czerwony Sztandar”). Był absolwentem historycznej polskiej „Piątki” – czyli 5 Szkoły Średniej w Wilnie (obecnie Gimnazjum im. Joachima Lelewela).
Władysław Strumiło (1949 - 1996) - polski dziennikarz i tłumacz-referent języka niemieckiego i angielskiego. Pracował w dzienniku „Czerwony Sztandar”. Następnie w latach 1981-1992 był dziennikarzem w rekacji polskiej Litewskiego Radia. Od roku 1988 został kierownikiem polskiej redakcji.









