Naujienų srautas

Wiadomości2026.04.17 08:22

Socjolog skrytykował Benkunskasa: getta nie powstają z powodu 10 proc. cudzoziemców

Jurga Bakaitė, LRT.lt 2026.04.17 08:22

W drugiej połowie kadencji jednym z głównych tematów swojej agendy mer Wilna, Valdas Benkunskas, uczynił migrację i obecność cudzoziemców w mieście. Spotkał się jednak z krytyką dotyczącą tego, czy jego wypowiedzi o zagrożeniu ze strony obcokrajowców mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jedną z nich postanowił sprawdzić portal LRT.lt.

– Jak pokazują badania innych, w tym naukowców, istnieje punkt przełomowy, kiedy państwo albo radzi sobie z sytuacją, ale jeśli ją zaniedba, to wszystko się wymyka spod kontroli – wtedy tworzą się getta – twierdzi Valdas Benkunskas, według którego granicą jest 10 proc. cudzoziemców, po przekroczeniu której w miastach zaczynają powstawać getta obcokrajowców.

W Wilnie mieszka 641 204 mieszkańców, z czego, według danych samorządu, 61 tys. stanowią cudzoziemcy. To o 39 tys., czyli o 9,5 proc., więcej niż 6 lat temu – jak twierdzi Valdas Benkunskas, co oznacza, że co dziesiąty mieszkaniec Wilna jest obcokrajowcem.

Zdaniem mera ten wzrost budzi obawy, że Wilnu grozi powstawanie gett – wydzielonych dzielnic miasta kojarzonych z takimi problemami jak przestępczość, niższe dochody, mniej atrakcyjna przestrzeń publiczna i warunki mieszkaniowe.

Gdy zapytano Samorząd Wilna, jakie badania, jak wspominał Valdas Benkunskas, potwierdzają, że po przekroczeniu tej granicy w mieście powstają getta cudzoziemców, samorząd nie wskazał żadnych konkretnych analiz.

– Podczas rozmowy z merem Wilna na temat wyzwań związanych z imigracją, dyrektor Departamentu Migracji Indrė Gasperė wspomniała o spostrzeżeniu naukowców, które usłyszała na konferencji poświęconej migracji – chodzi o granicę 10 proc. Liczba ta odzwierciedla doświadczenia miast i państw, gdy zaczyna być trudno nadążyć z integracją nowo przybyłych mieszkańców – podano w odpowiedzi przekazanej portalowi LRT.lt.

Po zapytaniu przez LRT.lt Departamentu Migracji o tę rozmowę okazało się, że rzeczywiście miała ona miejsce, jednak, jak podkreśla urząd, Indrė Gasperė usłyszała tę tezę o granicy 10 proc. w nieformalnej rozmowie z przedstawicielami litewskich uczelni wyższych. Zaznaczono, że była to opinia, a nie liczba oparta na badaniach naukowych.

Portalowi LRT.lt nie udało się znaleźć w bazach naukowych badań potwierdzających tezę, że po osiągnięciu poziomu 10 proc. cudzoziemców miastom grozi powstawanie gett.

Socjolog, doradca ds. badań i polityki publicznej w organizacji „Diversity Development Group”, Karolis Žibas, uważa, że argument Valdasa Benkunskasa o rzekomych badaniach naukowych jest wyssany z palca.

– Argument samorządu Wilna o „10-procentowym punkcie przełomowym” nie jest poparty możliwą do zidentyfikowania literaturą naukową. W badaniach międzynarodowych nie istnieje taki uniwersalny próg – powiedział.

Według rozmówcy proces powstawania gett w miastach zależy od różnych czynników, które nie są związane z procentowym udziałem cudzoziemców. Należą do nich rynek mieszkaniowy, nierówności dochodowe, wykluczenie na rynku pracy, system edukacji, dyskryminacja oraz mobilność społeczna.

– Innymi słowy, jest to rezultat polityki miejskiej i państwowej oraz struktury społeczno-ekonomicznej, a nie prosta granica demograficzna. Dlatego twierdzenia o „punktach przełomowych” w istocie upraszczają złożone zjawisko do myląco prostej formuły – podkreślił Karolis Žibas.

Dodał także, że w Wilnie obecnie nie obserwuje się tworzenia gett, ponieważ większość mieszkańców pochodzenia zagranicznego przebywa w mieście na podstawie zezwoleń czasowych, przyjeżdża na studia lub do pracy.

Jego zdaniem nie jest właściwe porównywanie dzisiejszego Wilna z takimi stolicami jak Berlin, Sztokholm czy Paryż, gdzie migracja przebiegała inaczej – np. z byłych kolonii, w wyniku polityki zatrudnienia czy napływu uchodźców wojennych.

Jak zaznaczył badacz, analizy pokazują, że miasta o podobnym udziale cudzoziemców mogą znacząco różnić się poziomem segregacji.

– Wilno obecnie bardziej odpowiada modelowi miasta migracji zarobkowej, któremu charakterystyczna jest większa mobilność mieszkańców i mniejsze długoterminowe zakorzenienie terytorialne – mówi Karolis Žibas.

Według niego badaczy niepokoi fakt, że dyskusje o migracji na Litwie opierają się nie na danych i obiektywnych informacjach.

– Nasz monitoring mediów pokazuje wyraźną tendencję: w przestrzeni publicznej dominuje narracja zagrożenia – „punkt przełomowy”, „getta”, „napływ”, „kontrola” – skrytykował.

Podjęto działania

Portal LRT.lt przypomina, że na początku kwietnia podczas konferencji prasowej mer Valdas Benkunskas stwierdził, iż obecnie co dziesiąty mieszkaniec Wilna pochodzi z zagranicy. Według niego jest to poważny sygnał do podjęcia określonych działań. Stolica ogłosiła inicjatywy integracyjne, takie jak nauka języka państwowego.

– Rozmawiam z kolegami merami z innych stolic i miast Unii Europejskiej. Jednym z tematów, oczywiście, jest polityka imigracyjna. Tym punktem przełomowym jest to, że co dziesiąta osoba w mieście pochodzi z innego państwa.

– Jeśli nie będzie się z nimi pracować, a ich liczba będzie rosła, będziemy mieli takie problemy, jakie mają Berlin, Sztokholm, Londyn. To rosnąca przestępczość, tworzenie się gett, pojawiające się wykluczenie społeczne, izolacja, a w końcu proste kwestie – czystość i porządek na ulicach oraz wszystkie inne problemy społeczne, które, jak widzimy, istnieją w miastach Europy Zachodniej – wyjaśniał mer stolicy.

Werdykt

Zdaniem naukowców powstawanie gett w miastach nie zależy od liczby cudzoziemców, lecz od innych czynników, takich jak rynek mieszkaniowy, nierówności dochodowe, wykluczenie na rynku pracy, system edukacji, dyskryminacja oraz mobilność społeczna.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane