W drugiej połowie kadencji jednym z głównych tematów swojej agendy mer Wilna, Valdas Benkunskas, uczynił migrację i obecność cudzoziemców w mieście. Spotkał się jednak z krytyką dotyczącą tego, czy jego wypowiedzi o zagrożeniu ze strony obcokrajowców mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jedną z nich postanowił sprawdzić portal LRT.lt.
– Jak pokazują badania innych, w tym naukowców, istnieje punkt przełomowy, kiedy państwo albo radzi sobie z sytuacją, ale jeśli ją zaniedba, to wszystko się wymyka spod kontroli – wtedy tworzą się getta – twierdzi Valdas Benkunskas, według którego granicą jest 10 proc. cudzoziemców, po przekroczeniu której w miastach zaczynają powstawać getta obcokrajowców.
W Wilnie mieszka 641 204 mieszkańców, z czego, według danych samorządu, 61 tys. stanowią cudzoziemcy. To o 39 tys., czyli o 9,5 proc., więcej niż 6 lat temu – jak twierdzi Valdas Benkunskas, co oznacza, że co dziesiąty mieszkaniec Wilna jest obcokrajowcem.
Zdaniem mera ten wzrost budzi obawy, że Wilnu grozi powstawanie gett – wydzielonych dzielnic miasta kojarzonych z takimi problemami jak przestępczość, niższe dochody, mniej atrakcyjna przestrzeń publiczna i warunki mieszkaniowe.
Gdy zapytano Samorząd Wilna, jakie badania, jak wspominał Valdas Benkunskas, potwierdzają, że po przekroczeniu tej granicy w mieście powstają getta cudzoziemców, samorząd nie wskazał żadnych konkretnych analiz.
– Podczas rozmowy z merem Wilna na temat wyzwań związanych z imigracją, dyrektor Departamentu Migracji Indrė Gasperė wspomniała o spostrzeżeniu naukowców, które usłyszała na konferencji poświęconej migracji – chodzi o granicę 10 proc. Liczba ta odzwierciedla doświadczenia miast i państw, gdy zaczyna być trudno nadążyć z integracją nowo przybyłych mieszkańców – podano w odpowiedzi przekazanej portalowi LRT.lt.

Po zapytaniu przez LRT.lt Departamentu Migracji o tę rozmowę okazało się, że rzeczywiście miała ona miejsce, jednak, jak podkreśla urząd, Indrė Gasperė usłyszała tę tezę o granicy 10 proc. w nieformalnej rozmowie z przedstawicielami litewskich uczelni wyższych. Zaznaczono, że była to opinia, a nie liczba oparta na badaniach naukowych.
Portalowi LRT.lt nie udało się znaleźć w bazach naukowych badań potwierdzających tezę, że po osiągnięciu poziomu 10 proc. cudzoziemców miastom grozi powstawanie gett.
Socjolog, doradca ds. badań i polityki publicznej w organizacji „Diversity Development Group”, Karolis Žibas, uważa, że argument Valdasa Benkunskasa o rzekomych badaniach naukowych jest wyssany z palca.
– Argument samorządu Wilna o „10-procentowym punkcie przełomowym” nie jest poparty możliwą do zidentyfikowania literaturą naukową. W badaniach międzynarodowych nie istnieje taki uniwersalny próg – powiedział.
Według rozmówcy proces powstawania gett w miastach zależy od różnych czynników, które nie są związane z procentowym udziałem cudzoziemców. Należą do nich rynek mieszkaniowy, nierówności dochodowe, wykluczenie na rynku pracy, system edukacji, dyskryminacja oraz mobilność społeczna.
– Innymi słowy, jest to rezultat polityki miejskiej i państwowej oraz struktury społeczno-ekonomicznej, a nie prosta granica demograficzna. Dlatego twierdzenia o „punktach przełomowych” w istocie upraszczają złożone zjawisko do myląco prostej formuły – podkreślił Karolis Žibas.

Dodał także, że w Wilnie obecnie nie obserwuje się tworzenia gett, ponieważ większość mieszkańców pochodzenia zagranicznego przebywa w mieście na podstawie zezwoleń czasowych, przyjeżdża na studia lub do pracy.
Jego zdaniem nie jest właściwe porównywanie dzisiejszego Wilna z takimi stolicami jak Berlin, Sztokholm czy Paryż, gdzie migracja przebiegała inaczej – np. z byłych kolonii, w wyniku polityki zatrudnienia czy napływu uchodźców wojennych.
Jak zaznaczył badacz, analizy pokazują, że miasta o podobnym udziale cudzoziemców mogą znacząco różnić się poziomem segregacji.
– Wilno obecnie bardziej odpowiada modelowi miasta migracji zarobkowej, któremu charakterystyczna jest większa mobilność mieszkańców i mniejsze długoterminowe zakorzenienie terytorialne – mówi Karolis Žibas.
Według niego badaczy niepokoi fakt, że dyskusje o migracji na Litwie opierają się nie na danych i obiektywnych informacjach.
– Nasz monitoring mediów pokazuje wyraźną tendencję: w przestrzeni publicznej dominuje narracja zagrożenia – „punkt przełomowy”, „getta”, „napływ”, „kontrola” – skrytykował.

Podjęto działania
Portal LRT.lt przypomina, że na początku kwietnia podczas konferencji prasowej mer Valdas Benkunskas stwierdził, iż obecnie co dziesiąty mieszkaniec Wilna pochodzi z zagranicy. Według niego jest to poważny sygnał do podjęcia określonych działań. Stolica ogłosiła inicjatywy integracyjne, takie jak nauka języka państwowego.
– Rozmawiam z kolegami merami z innych stolic i miast Unii Europejskiej. Jednym z tematów, oczywiście, jest polityka imigracyjna. Tym punktem przełomowym jest to, że co dziesiąta osoba w mieście pochodzi z innego państwa.
– Jeśli nie będzie się z nimi pracować, a ich liczba będzie rosła, będziemy mieli takie problemy, jakie mają Berlin, Sztokholm, Londyn. To rosnąca przestępczość, tworzenie się gett, pojawiające się wykluczenie społeczne, izolacja, a w końcu proste kwestie – czystość i porządek na ulicach oraz wszystkie inne problemy społeczne, które, jak widzimy, istnieją w miastach Europy Zachodniej – wyjaśniał mer stolicy.
Werdykt
Zdaniem naukowców powstawanie gett w miastach nie zależy od liczby cudzoziemców, lecz od innych czynników, takich jak rynek mieszkaniowy, nierówności dochodowe, wykluczenie na rynku pracy, system edukacji, dyskryminacja oraz mobilność społeczna.





