Udział młodzieży w Akademii Teatralnej Sol Oriens był nie tylko ciekawą formą spędzenia czasu, lecz przede wszystkim wartościowym doświadczeniem artystycznym i edukacyjnym. Młodzi uczestnicy mieli okazję poznać teatr od kuchni, od pierwszego pomysłu poprzez pracę nad tekstem, aż po premierę spektaklu przed publicznością. Efektem końcowym Akademii był m.in. spektakl „Casting na człowieka”.
Bożena Sosnowska, aktorka i reżyserka, założycielka Akademii Teatralnej Sol Oriens wszystkie procesy zapięła w jednym spektaklu, o którym opowiedziała w naszym wywiadzie.
Jak wyglądała praca nad sztuką?
Mieliśmy długą dyskusję, o czym ma powstać spektakl. Mieliśmy jedno założenie - chcemy, żeby to była komedia. Potrzebowaliśmy czegoś lekkiego, z naszą „wileńską nutką”. Razem z uczestnikami wymyśliliśmy całą fabułę, stworzyliśmy postacie. Na podstawie tych pomysłów powstał scenariusz spektaklu „Casting na człowieka”, który można będzie obejrzeć już 27 stycznia.

Jakiego człowieka wybierała młodzież? Jakiego człowieka chce widzieć młodzież?
To bardzo dobre i trafne pytanie. Młodzież głównie opierała się na własnym doświadczeniu i cech pasujących szukała w sobie. Uczestnicy zadawali sobie pytanie, kim jest idealny człowiek? Co to znaczy być tym ideałem? Czy taki ideał dzisiaj może istnieć?
W naszym spektaklu naukowiec bada to zagadnienie, próbuje tworzyć różnych idealnych ludzi. Choć takiego ulepił, po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że właśnie różnorodność jest ideałem. Jednak więcej nic już nie będę mówiła, aby widz mógł sam zobaczyć, jak wyglądał proces badawczy naukowca.

Czy podział na role też powstał samoistnie? Aktorzy ustalili, kto jaką rolę odegra?
Odpowiedzialność za to, kto jaką rolę odegra, wzięłam sama. Reżyserowałam i poukładałam to jak puzzle. Wybrałam odtwórcę roli naukowca i innych postaci. Oczywiście, teksty w większości zdecydowały o moim wyborze.

Skoro role zostały dopasowane do aktorów, pewnie aktor czuje się bardziej swobodnie, bo jest „w swojej skórze”.
Tak. Gdy aktor wie, co gra, czemu to gra i temat spektaklu jest mu bliski, oczywiście, że jest mu łatwiej wejść w tę rolę i stworzyć postać.
Zespół kierowniczy, który pracował już wcześniej z młodzieżą, pomógł wcześniej stworzyć sztukę teatralną. Te osoby były najpierw nauczycielami w Akademii Teatralnej, jednak wciąż towarzyszą młodzieży i jej pomagają.
Za kostiumy odpowiadała Ewa Baliul, która też z nimi je omawiała, szukała pomysłów. Zorganizowała akcję zbierania pluszowych zabawek po całym mieście. Z nich powstały niezwykłe kostiumy, bardzo symetryczne, które widzowie będą mogli zobaczyć podczas spektaklu. Podziwiam zatem pracę Ewy oraz Justyny Moisejenko, która też odpowiada za fryzury i charakteryzację.
Bartosz Połoński pomógł w napisaniu tekstu, Gabriela Ždanovičiūtė wspólnie z aktorami ćwiczyła wokal, Oskar Wyganowski pracował nad improwizacją, a Tomasz Matuiza wprowadził uczestników procesu w świat sceniczny i prowadził też zajęcia scenariopisarskie.

Jedna duża rodzina zabawiła się na scenie.
Tak. Nasi przyjaciele, Alojzy Dubicki i Ernest Tylingo, stworzyli też muzykę do tego spektaklu, czyli swoim wkładem, taką „cegiełką” również się przyczynili do powstania spektaklu. W końcu, celem tego teatru jest pożyteczna zabawa.

Każda zabawa ma też granice, których nie można przekraczać. Ostatnio też mieliście kolejne duże wyzwanie, bo nagrywaliście spektakl telewizyjny „Balladyna”. Najpierw zagraliście go na scenie, a teraz dzięki reżyserom został on przeniesiony na ekrany. Na czym polega specyfika teatru telewizji?
Oczywiście, granie jest nieco inne, ponieważ musimy zaprezentować więcej ekspresji energetycznej. Energia przed ekranem jest ważna, aby przekazać emocje dla widzów. W tym celu należy wykorzystywać gesty, mimikę, jest to cała odrębna specyfika. Granie przed kamerą oznacza właściwe zachowanie, pójście w pewnym kierunku, pozowanie i tak dalej.
Młodzież musiała tego się bardzo szybko nauczyć. Choć podczas pierwszego dnia nieco się stresowali, ale w dniu czwartym, piątym czuli się bardzo dobrze. Kamery nie sprawiały dla nich żadnej trudności. Widzimy, że wynik jest naprawdę pomyślny – młodzi aktorzy świetnie sobie poradzili z graniem przed kamerą.

Czy trzeba było troszeczkę skorygować scenariusz spektaklu, dopasować go do potrzeb telewizji?
Scenariusz jako adaptacja tekstu w większości pozostał taki sam. Niektóre sceny wyglądały identycznie w teatrze i w telewizji, ale niektóre rzeczywiście trzeba było skorygować. Mieliśmy odrębną scenografię, a jednocześnie większe możliwości do wykorzystania. Kostiumy się zmieniły, bo reżyser telewizyjna, Anna Duda, miała trochę inne spojrzenie na przedsięwzięcie - bardziej klasyczne. Nasz spektakl jest raczej nietradycyjny. Wyrażam zatem szacunek dla Anny Dudy, która podjęła się próby reżyserii i dla Joanny Warechy za możliwość pokazania go w Teatrze Telewizji.

Takie zmiany dla aktorów pewnie są korzystne. Grają na scenie, a od teraz dobrze się czują przed kamerami.
To jest bardzo duże wyzwanie, które jednocześnie daje ogrom doświadczenia. Wielu uczestników już teraz chce być aktorami i pójść na studia teatralne, zajęcia bardzo ich zmotywowały. Na pewno nie zapomną tych doznań, będą im towarzyszyły przez całe życie.
Czy była to pierwsza adaptacja waszego spektaklu w Teatrze Telewizji?
Tak, to był nasz pierwszy spektakl.

Macie dużo przedstawień. Gdy droga zostanie utorowana, będziecie mogli nagrać dla telewizji kolejne.
Mamy nadzieję, że to nie spoczniemy na laurach. Pracujemy dalej, wystawiamy spektakle, teraz mamy „Casting na człowieka” i „Balladynę Reloaded”, którą można będzie zobaczyć 20 lutego w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Chętnie zapraszamy widzów na nasze spektakle, odsyłamy na naszą stronę. Na pewno będzie dużo nowych projektów, a w tym roku czeka nas też premiera.
Młodzież chyba do Was chętnie dołącza, bo widząc swoich kolegów na scenie, chce spróbować własnych sił?
Tak, chętnie przychodzą i zostają. Ktoś na okres krótszy, a ktoś na dłużej. Tak już jest z młodzieżą, że uczestnicy często się zmieniają. Jesteśmy zatem zawsze otwarci na nowych uczestników. Jeżeli ktoś chce dołączyć do Sol Oriens, serdecznie zapraszamy.

Pani daje uczestnikom wolną rękę - sami tworzą, sami piszą, coś próbują zrobić samodzielnie. Później starsi koledzy pomagają to skorygować, ale w większości młodzi mówią o tym, o czym chcą mówić.
To jest bardzo ważne. Być może ktoś, na przykład, bardzo lubi pisać, tworzyć i trzyma w szufladzie piosenki, wiersze lub ogólnie chce grać na scenie. W takim wypadku udostępniamy możliwość pielęgnować swoje talenty, a jednocześnie motywujemy, żeby się nie bali - tworzyli, czuli się ważni, aby to, co robią zostałoby zauważone. Tak właśnie się stało ze spektaklem „Balladyna Reloaded”. Nie wiedzieliśmy, że z niego powstanie adaptacja telewizyjna, ale bardzo się cieszymy z osiągniętego wyniku.
Będzie to inspiracja do kolejnych projektów.
Mam nadzieję, że tak będzie.
Opracowała Ewelina Knutowicz









